Serwis używa cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.
zamknij   

szukaj

2015-03-12 09:07:59

Tomahawk dla Orki – MON podpytuje Amerykanów

     W dzisiejszym wydaniu Dziennika Gazety Prawnej pojawił się tekst Macieja Miłosza pod tytułem "We wroga rzucimy tomahawkiem". Resort obrony prowadzi rozmowy ze Stanami Zjednoczonymi w sprawie zakupu pocisków manewrujących Tomahawk przewidzianych jako uzbrojenie dla okrętów podwodnych Orka. W programie Sygnały Dnia PR 1 minister Tomasz Siemoniak niejako potwierdził, że takie działania mają miejsce - „pytamy także Amerykanów”.

Bałtyk, a może inny akwen na jakim znaleźć się mogą polskie okręty podwodne może być świadkiem takiego widoku. Oczywiście oby nigdy tak się nie stało, ale do tego potrzebne są własne zdolności, również militarne. Na zdjęciu odpalenie pocisku UGM-109. fot. Raytheon

   W artykule autor powołuje się na wiceprezesa Jana Christiana Feuerbacha w niemieckim ThyssenKrupp Marine Systems (TKMS), jednego z faworytów polskiego programu podwodnego, oferującego znane na rynku okręty podwodne rodziny typ 212A/214 i pochodne. Resort obrony miał wystąpić do Amerykanów, w praktyce Departamentu Stanu, w sprawie zgody na sprzedaż pocisków Tomahawk. Ma to praktyczne uzasadnienie w związku z tym, że po modyfikacji wymagań okręty podwodne Orka mają być uzbrojone w broń tej klasy. Jednocześnie strona francuska, świadoma przy takiej specyfikacji programu własnej przewagi, miała deklarować – francuski okręt podwodny sprzedamy z francuskim pociskiem manewrującym. Taką deklarację przytacza w artykule także poseł Ludwik Dorn.

  Biorąc pod uwagę amerykańskie procedury związane ze sprzedażą uzbrojenia tej wagi oraz chęć połączenia w jedno postępowanie zarówno zakupu okrętów jak i uzbrojenia do nich, dodatkowo zrozumiałe staje się przesunięcie w czasie wcielenia wszystkich trzech okrętów na lata 2022-2023 (chociaż dziś w PR 1 ze strony szefa MON padło „do 2030 roku” – to prawdopodobnie pomyłka wicepremiera – DzZ). Zakup Tomahawków wymaga długotrwałych negocjacji, chyba że nastąpi taka sytuacja, że Amerykanie przyśpieszą rozmowy, podobnie jak na ostatnim etapie negocjacji lotniczych AGM-158A JASSM. Dodatkowo, pocisk musi zostać zintegrowany z nosicielem.

  Krok resortu obrony wydaje się naturalny, zakłada się wprowadzenie konkurencyjności w postępowaniu. Francuzi dysponują zestawem złożonym z okrętu podwodnego Scorpene oraz pocisku MdCN, niemiecka rodzina typ 212A, czy typ 214 - już nie. Tomahawk otwiera im drogę do marszu po Orkę. Warto jeszcze nadmienić, że nie powinniśmy zapominać o hiszpańskich okrętach podwodnych S-80 (opartych o wspólne prace Navantia i DCNS – źródle także dla Scorpene), które zostały przystosowane do odpalania z wyrzutni torpedowych pocisków Tomahawk. Hiszpania rozpoczęła współpracę z Amerykanami z Lockheed Martin wiele lat temu. Cztery okręty typu S-80A hiszpańska marynarka wojenna zamówiła jeszcze w 2004 roku. Współpraca z Amerykanami obejmowała prace z zakresu systemu dowodzenia, sonarów i elektrooptyki. Oczekiwana większa ofensywność jednostek miała polegać na uzbrojeniu okrętów właśnie w pociski manewrujące UGM-109 Tomahawk, wystrzeliwane z wyrzutni torpedowych brytyjskiej firmy Babcock International Group. Prócz torped DM2A4, jednostkę ognia S-80 wypełniać miałyby również pociski przeciwokrętowe Harpoon. Najpewniej jednak S-80 nie będzie uzbrojony w pociski Tomahawk, przynajmniej w najbliższych latach. Powodem jest oczywiście kryzys ekonomiczny, który w swoim czasie szczególnie mocno dotknął Hiszpanów. Pierwszy okręt z serii, Isaac Peral, dotknęły dodatkowo problemy związane z niedoszacowaniem masy jednostki. Błąd wymaga przebudowy okrętu, ale przynajmniej teoretycznie, ten typ mógłby także znaleźć się na negocjacyjnym stole w naszym kraju. Do tego czasu jednostka przejdzie pierwsze problemy wieku dziecięcego, do służby być może wejdzie w 2017 roku.

  Do tej pory jedynie amerykańska marynarka wojenna (US Navy) oraz królewska brytyjska (Royal Navy) wykorzystywały, także bojowo, pociski Tomahawk z okrętów podwodnych. Dodajmy, że z atomowych, bo tylko takimi jednostkami obie floty dysponują.

  Amerykanie ciągle kupują pociski Tomahawk. Plany zakupowe 2016 rok (Fiscal Year 2016) mówią o cenie za pocisk dla jednostek nawodnych (VLS) w kwocie 1,48 mln USD. Ostatnie pociski w wersji dla jednostek podwodnych (TTL) nabywali w FY 2013 – wówczas to jeden Tomahawk kosztował 1,08 mln USD, ale co ciekawe, wariant VLS - 0,85 mln USD. Biorąc zatem pod uwagę proporcje w cenach, można założyć, że w FY 2016 pocisk Tomahawk w wersji dla jednostek podwodnych jednostkowo kosztowałby około 1,7 mln USD. Pamiętajmy jednak, że Amerykanie odtwarzają zapasy, my musimy zbudować cały system. Nawet jeżeli pocisk nie będzie droższy dla sojusznika niż około 2 mln USD, to dużo więcej pochłoną koszty dodatkowe. Przy kilkudziesięciu pociskach, około 40-50, uzyskamy kwoty rzędu kilkuset milionów USD. Wartość polskiego kontraktu na Tomahawki, zależy także od planów zakupowych Pentagonu, jeżeli US Navy będzie w kolejnych latach pociski zamawiać, cena nie powinna istotnie się zmieniać. W przypadku braku zamówień, w sposób naturalny oczywiście wzrośnie. Biorąc pod uwagę, że Raytheon jest producentem zarówno systemu obrony powietrznej Patriot, jak i produkowanego seryjnie Tomahawk IV, przy pewnej symbiozie polskich programów, istnieje szansa na trafienie polskich argumentów o podwójnym zamówieniu i sytuacji w regionie. Pytanie czy faktycznie „trafią” one do amerykańskiej administracji – strona polska, przy tak ogromnej machinie obrotu uzbrojeniem, jest jednym z wielu podmiotów do negocjacji.

  Przy wyborze Tomahawk, należy pamiętać o tym, że Amerykanie zostaną włączeni do opracowywania systemu walki przewidzianego dla jednostek Orka. Może się zdarzyć, że system walki będzie musiał być amerykański. Pozostaje także kwestia warunków na jakich będziemy mogli wykorzystać uzbrojenie o takim znaczeniu, "Royal Navy przecież nie jesteśmy". Wybór oznacza w praktyce, że jako pierwsi przejść będziemy musieli drogę dostosowania pocisków Tomahawk do użycia z tak stosunkowo niewielkich okrętów, jakimi są planowane Orki. Niesie to za sobą szanse, ale oczywiście i ryzyko.

  To oczywiście komplikuje cały proces wyboru docelowego okrętu dla Polskiej Marynarki Wojennej, jednak utrzymuje zasadę konkurencyjności w programie. Podobnie jak Hiszpania, która amerykańską zgodę otrzymała jeszcze w 2005 roku, zakupu wcale nie musimy zrealizować.

  UGM-109E Tomahawk, czyli TLAM Block IV, o zasięgu 1700 kilometrów pozwala na precyzyjne rażenie 450 kilogramową głowicą w cel o istotnym znaczeniu dla systemu kierowania państwa, gospodarki, infrastruktury czy sił zbrojnych. Zasięg lotu, zarówno w przypadku Tomahawk, jak i MdCN wymaga zbudowania narodowego systemu rozpoznania, przetwarzania, analizowania i w końcu decyzji, także politycznej, o użyciu uzbrojenia tej klasy. Bez możliwości rozpoznawczych pociski pozostaną jedynie pięściami "ślepego boksera". I w tym segmencie również wchodzimy na nieznane wody.

(MC/MG)




powered by Disqus

Rejestracja

Funkcja chwilowo niedostępna

×

Logowanie

×

Kontakt

×
Kanada wybiera następców fregat typu Halifax

Kanada wybiera następców fregat typu Halifax

19 października br. kanadyjska agencja Usług i Zamówień Publicznych poinformowała o wskazaniu przez rząd oraz firmę stoczniową Irving Shipbuilding ...

więcej polecanych artykułów