Serwis używa cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.
zamknij   

szukaj

2018-10-12 14:42:00

Piąteczek o marynarzach co z Warszawy przenieśli się do Gdyni

     Hasło piąteczek brzmi dobrze. W tym miejscu spróbujemy naszym Czytelnikom prezentować trochę komentatorskie i zwięzłe spojrzenie na niektóre sprawy. Pamiętajcie jedynie, że piąteczek to stan umysłu, nie przywiązujcie się zatem do obowiązku czy dnia tygodnia. Tym razem o przeniesieniu Inspektoratu Marynarki Wojennej do Gdyni, bardzo ożywionego w ostatnich dniach tematu. Może i jest się z czego cieszyć, ale warto zauważyć, że brak marynarzy w Warszawie to także strata, głównie dla samego morskiego rodzaju sił zbrojnych.

 Do końca 2013 roku, zdaniem wielu, wszystko było jak należy. Dowództwo Marynarki Wojennej znajdowało się w Gdyni, czyli tam, gdzie właściwe mu miejsce. Przyszedł styczeń 2014 roku i hasło: Marynarką Wojenną dowodzi się z Warszawy. Wszystko to za sprawą faktycznego rozwiązania Dowództwa MW, z którego wydzielono Centrum Operacji Morskich – Dowództwo Komponentu Morskiego, z pozostawieniem go w tym samym co DMW miejscu, oraz powołania drugiego elementu - Inspektoratu MW, który trafił do Warszawy. COM-em w zasadzie niewielu się interesowało, ale to właśnie za sprawą Inspektoratu wielu entuzjastów Marynarki Wojennej zapewne słusznie głosiło, że dowodzenie morskim rodzajem sił zbrojnych odbywa się z kompleksu gmachów przy ulicy Żwirki i Wigury w Warszawie. W ostatnich tygodniach do tego głosu rozsądku dołączyli także politycy, którzy mieli nadzieję, na „powrót dowództwa nad morze”. No i stało się. W ostatnich dniach sporo pojawiło się w mediach tytułów, że dowodzenie marynarką wróciło do Gdyni. Dla wyjaśnienia warto dodać, że odpowiedzialne za pion operacyjny COM-DKM zawsze obecny było przy ulicy Waszyngtona w Gdyni. Do macierzy wrócił natomiast wspomniany Inspektorat MW, który nigdy niczym nie dowodził, co najwyżej zmagał się ze swoimi problemami dotyczącymi wypełniania obowiązków gestora morskiego sprzętu czy szkolenia, przy jak zwykle małych zasobach kadrowych, bo przecież oszczędnościami na etatach miała się między innymi wyróżniać reforma z 2014 roku. Dowodził natomiast Dowódca Generalny RSZ, przełożony Inspektora MW, ale tutaj nie należy być zaskoczonym, marynarze zawsze ostatecznie mają wojskowego przełożonego ulokowanego w Warszawie. Jak słusznie zauważył redakcyjny kolega Tomek Dmitruk, dla efektywnego dowodzenia ważne jest miejsce ulokowania COM-DKM, a nie Inspektoratu MW.  

 To powyżej to tylko celem przedstawienia otoczenia dla tematu. W praktyce warto się pochylić nad stanem z października 2018 roku, gdy w Warszawie nie ma żadnego oficera PMW w stopniu admiralskim. Tych i tak mamy tylko kilku, ale teraz wszyscy wrócili już do Gdyni czy zajmują swoje stanowiska w Świnoujściu. Nikt nie dba o interesy Marynarki Wojennej w warszawskiej siedzibie Dowództwa Generalnego RSZ, Dowództwa Operacyjnego RSZ czy w Sztabie Generalnym WP. Jak na złość, w prezydenckim BBN generał jest, ale z artylerii. Zniknął także wraz odejściem wiceministra Bartosza Kownackiego jego sekretarz, chociaż w stopniu komandora, ale jednak szansa na szeptany lobbing w słusznej przecież morskiej sprawie.

 Marynarze, generalnie morski rodzaj sił zbrojnych, osobiście porównuję do komandosów i Wojsk Specjalnych. Zadumani, wpatrzeni w dal, tacy inni od „zielonych” a nawet i „stalowych”. Nawet brody przedstawiciele obu formacji noszą, oczywiście z odmiennych powodów.

 Marynarze, podobnie jak Specjalsi są w armii wyobcowani, trochę na własne życzenie, trochę z racji otoczenia. Poza nielicznymi wyjątkami, w praktyce marynarze funkcjonują i poruszają się pomiędzy dwoma zasadniczymi lokalizacjami związanymi konkretnie z Trójmiastem oraz Świnoujściem. Te dwa ośrodki, wspomagane trochę przez Ustkę, Darłowo czy Hel, wyznaczają manewr kadrowy naszej floty i jej realne zainteresowanie. Podobnie do Wojsk Specjalnych zamknęli się w swoim, mocno hermetycznym środowisku.

 Być może na Pomorzu powrót Inspektoratu MW traktuje się jak wygraną bitwę, ale z punktu widzenia armii to mała potyczka, mogąca skutkować poważnymi konsekwencjami dla siły lobbingu marynarskiego munduru, który w Warszawie jeszcze rzadziej zobaczymy. Argumentacja o bliskości gestora z wykonawcą także wydaje się podrzędna, decyzje zapadną w MON czy PGZ. Nawet i przemysł stoczniowy sterowany jest ze stolicy, a w przypadku takiego potentata jak PGZ, naprawdę trudno w „dywizji morskiej” znaleźć osoby pochodzące z wybrzeża. Nie brzmi to optymistycznie i w sumie zaskakuje, że jeszcze temat potrzeb inwestycyjnych Marynarki Wojennej się przebija, przynajmniej z ust polityków, choć to może okazać się krótkotrwały i koniunkturalny sojusz.

Mariusz Cielma




Rejestracja

Funkcja chwilowo niedostępna

×

Logowanie

×

Kontakt

×
Bezzałogowy i autonomiczny Sea Hunter

Bezzałogowy i autonomiczny Sea Hunter

O ile morskie systemy bezzałogowe pozostają zwykle nieco w cieniu BSP, to jednak dzięki jednemu z programów prowadzonych przez Defense Advanced Res...

więcej polecanych artykułów