Serwis używa cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.
zamknij   

szukaj

2018-08-07 15:15:57

Jaka rola Marynarki Wojennej RP? Część 1

     W przestrzeni publicznej co jakiś czas pojawia się dyskusja na temat roli i miejsca Marynarki Wojennej RP w systemie obronnym państwa oraz narzędzi niezbędnych do realizacji jej zadań. Odpowiadając na potrzebę takiej dyskusji i w związku z obchodami w tym roku 100-lecia istnienia morskiego rodzaju sił zbrojnych postanowiliśmy zainicjować cykl artykułów na ten temat. Mamy nadzieję, że przyczynią się one do wypracowania nowej koncepcji operacyjnego użycia Marynarki Wojennej, która będzie adekwatna do współczesnych zagrożeń. Na początek proponujemy zapoznać się z artykułem "Czy płynie z nami sternik", którego autorem jest kmdr rez. Mirosław Ogrodniczuk.

CZY PŁYNIE Z NAMI STERNIK?

  Kiedy 28 listopada 1918 roku Naczelnik Państwa Józef Piłsudski podpisywał „Rozkaz o utworzeniu Marynarki Polskiej” to chyba w najczarniejszych snach nie wyobrażał sobie, że 100 lat później jego dziedzictwo zostanie obrócone w proch. A gdy 15 stycznia 2012 roku w Polsce Zbrojnej ukazał się mój artykuł „Powstrzymać odpływ”, w którym ostrzegałem, że efektem braku decyzji o modernizacji MW będzie utrata kompetencji operacyjnych, szkoleniowych i technicznych, nie przypuszczałem, że sześć lat później stan Marynarki Wojennej będzie przedstawiał się jeszcze gorzej.

  Niniejszy tekst jest ponowną próbą „włożenia kija w mrowisko” i wywołania dyskusji na temat roli i miejsca Marynarki Wojennej w systemie obronnym państwa oraz narzędzi niezbędnych do realizacji jej zadań.

PO CO MARYNARKA WOJENNA?

  „Ojcowie Założyciele II RP”, oprócz wizji stworzenia Centralnego Okręgu Przemysłowego, zrealizowali również wizję budowy polskiego portu pełnomorskiego i towarzyszącej temu projektowi, ideę odtworzenia Marynarki Wojennej. Realizacja wszystkich trzech przedsięwzięć zajęła dwie dekady, a relatywna zdolność bojowa ówczesnej floty oraz stopień nowoczesności były na nieporównywalnie wyższym poziomie niż obecnie.

  Warto zatem, z perspektywy dnia dzisiejszego spróbować poszukać odpowiedzi na pytanie, dlaczego, sto lat po wydaniu dekretu Józefa Piłsudskiego, tak trudno uzyskać polityczną deklarację określającą do czego potrzebny nam morski rodzaj sił zbrojnych i jakie powinien posiadać narzędzia do realizacji nałożonych zadań.

  Od czasów zdefiniowania i opisania, przez Mahan`a i Corbet`a, podstaw doktrynalnych użycia sił morskich, zadania obronne i zadania interesu ekonomicznego przenikają się wzajemnie, i w zależności od bieżącego poziomu napięć w środowisku bezpieczeństwa, naprzemiennie jedna z nich zdobywa pozycję priorytetową [1].

  W 2016 roku największym partnerem handlowym Republiki Federalnej Niemiec były Chiny, z łączną wartością wymiany towarowej na poziomie 169 mld USD, a na drugim miejscu znalazły się Stany Zjednoczone z wartością 164 mld USD [2].

  Uważny obserwator poczynań niemieckiej marynarki wojennej mógł z łatwością zauważyć, jak wraz z rozwojem wymiany handlowej z Chinami, zmieniają się obszary operacyjnego zainteresowania sił okrętowych. Próżno dzisiaj spotkać okręty pod niemiecką banderą na Bałtyku, a na Morzu Północnym pojawiają się tylko podczas tranzytu do bardziej oddalonych akwenów położonych w rejonie Morza Śródziemnego, Zatoki Arabskiej, Morza Czerwonego i Zatoki Adeńskiej.

  W przypadku Polski, w ujęciu masowym, transport morski odpowiada za około 30% wymiany towarowej, stąd też próba przekonania liderów politycznych i wojskowych o konieczności współuczestnictwa MW w zarządzaniu swobodą żeglugi na świecie, w tym uczestnictwa polskiego okrętu w operacji zwalczania piractwa, spotykał się zwykle z odpowiedzią „ale my tam nie mamy żadnego interesu”. Niestety, rzadko kiedy zwracano uwagę, że pod względem wartościowym transport morski stanowi aż 70% naszej wymiany towarowej. Po drugie,  transport morski odgrywa coraz większą rolę w transporcie surowców strategicznych i w procesie dywersyfikacji źródeł zaopatrzenia. A w perspektywie dekady, może nawet odgrywać rolę dominującą.

  Skoro, w powszechnej opinii decydentów nie mamy, jako Państwo, żadnego interesu w utrzymaniu bezpieczeństwa na kluczowych akwenach żeglugi, to można zakładać, że podobna argumentacja pojawi się w przypadku akwenów kluczowych dla transportu surowców strategicznych.

  Jeżeli przyjąć, że jedynym celem istnienia Marynarki Wojennej pozostaje wyłącznie funkcja militarna, wówczas wysiłek pozyskania nowych okrętów powinien zostać skupiony na pozyskaniu narzędzi które zapewnią realizację zadań obronnych.

KONCEPCJA OPERACYJNEGO UŻYCIA MARYNARKI WOJENNEJ, A RACZEJ JEJ BRAK

  Do 1989 roku zadania dla Marynarki Wojennej definiowali nam towarzysze radzieccy w ramach Układu Warszawskiego i sprowadzały się one stricte do agresywnych działań wojennych. Co więcej, zarówno Związek Radziecki, jak i Rosja, nigdy nie były państwami morskimi w „zachodnim” znaczeniu, dlatego rola sił morskich postrzegana była jedynie jako funkcja militarna i to o drugorzędnym znaczeniu.

  Wydawałoby się, że zrzucenie brzemienia nadzoru ze strony Związku Radzieckiego pchnie morską sztukę operacyjną na samodzielne tory, niestety, od 1989 roku Polska cierpi na chroniczną niemoc w zakresie zdolności do zdefiniowania interesów morskich państwa, funkcji Marynarki Wojennej w systemie bezpieczeństwa oraz koncepcji jej operacyjnego użycia.

  Jedyne doświadczenia z prowadzenia działań na morzu, pozyskane podczas II wojny światowej, zostały kompletnie zaprzepaszczone, bądź to poprzez fizyczną eliminację i degradację kadr bądź poprzez deprecjonowanie (co ma miejsce do dzisiaj) roli MW w Kampanii Wrześniowej i dalszej walce przeciwko Kriegsmarine, przez cały okres trwania wojny.

  Okres powojenny, to ponowne podporządkowanie całej taktyki i sztuki operacyjnej działaniom na osi Wschód-Zachód, z nadaniem Marynarce Wojennej roli podrzędnej wobec Floty Bałtyckiej Związku Radzieckiego

  Całkowity brak doświadczeń z prowadzenia operacji morskich, zanik własnej myśli wojskowej oraz dziedzictwo wynikające z pozycji Marynarki Wojennej w dawnym Układzie Warszawskim doprowadziły do tego, że zarówno w kręgach politycznych jak i wojskowych z łatwością podejmowane są decyzje jeżeli chodzi o pozyskanie okrętów zabezpieczenia, natomiast kompletny paraliż decyzyjny pojawia się w przypadku pozyskania okrętów uderzeniowych. Co więcej, w wielu publicznych wypowiedziach i publikacjach, w odniesieniu do Morskiej Jednostki Rakietowej (MJR), pojawia się od kilku lat określenie, że jest ona przeznaczona do osłony (sic!) sił morskich i obiektów brzegowych, tak jakby kiedykolwiek MJR posiadała zdolność do zwalczania rakiet czy statków powietrznych.

  O ile można pominąć milczeniem wypowiadanie takich opinii przez osoby cywilne, o tyle w ustach osób w mundurach są one niewybaczalnie szkodliwe, gdyż doprowadziły do wyeliminowania platform okrętowych z programów WISŁA i NAREW, tworząc ogromną lukę w docelowym systemie obrony powietrznej i przeciwrakietowej państwa.

  Fakt udanej budowy niszczyciela min, który sam w sobie stanowi na dzień dzisiejszy projekt unikalny w skali światowej, nie może przesłaniać faktu, że w pierwszej kolejności inwestujemy w jednostki pozbawione samodzielnej zdolności przetrwania na współczesnym polu walki.

  Obserwując chocholi taniec wokół Marynarki Wojennej, jaki ma miejsce przez ostatnie dwie dekady, czas najwyższy skończyć z filozofią zastępowania starych okrętów nowymi, tego samego typu. Marynarka Wojenna wymaga poważnej dyskusji nad samą sobą, przedefiniowania swojej roli w systemie obronnym państwa i opracowania Programu Modernizacji Technicznej od podstaw.

  Mając świadomość, że Marynarka Wojenna nie będzie priorytetowym rodzajem sił zbrojnych, przynajmniej w perspektywie pokolenia, oraz uwzględniając limitowane nakłady finansowe wydaje się, że kluczem do sukcesu będzie zdefiniowanie tylko jednego zadania operacyjnego wokół którego należy budować komponent sił morskich. Wybór, de facto, ogranicza się do „Odstraszania” lub „Obrony przestrzeni powietrznej”.

ODSTRASZANIE

  Kilka lat temu, wraz z rozpoczęciem procesu definiowania programu pozyskania nowych okrętów podwodnych, pojawiła się idea wyposażenia tych jednostek w rakiety manewrujące. Wkrótce potem pojawiła się idea „triady odstraszania”, czyli połączenia zdolności Sił Powietrznych wyposażonych w rakiety AGM-158 JAASM, Wojsk Lądowych wyposażonych w artylerię rakietową dalekiego zasięgu oraz Marynarki Wojennej ze wspomnianymi okrętami podwodnymi.

  Niestety, można odnieść wrażenie, że idea okrętów podwodnych z rakietami manewrującymi została podchwycona bez głębszej refleksji nad  uwarunkowaniami ich użycia albowiem wystarczy krótki rzut oka na załączoną mapę żeby uświadomić sobie skalę ograniczeń z jakimi będą musiały się borykać w przypadku działań operacyjnych.

  Powszechny entuzjazm, jaki towarzyszy teoretycznej skrytości okrętów podwodnych w wodach Bałtyku, wynikającej ze specyficznej hydrologii, przesłania fakt, że akweny dostępne stanowią niewielką część Morza Bałtyckiego, z czego niemal połowa znajduje się w rejonach nieprzydatnych operacyjnie dla MW.

Bałtyk. Źródło: AMW.

Źródło: Akademia Marynarki Wojennej.

  Nie ma tu miejsca na szczegółowy opis zasad wyznaczania rejonów patrolowania dla okrętów podwodnych, ale warto by było wiedzieć czy ktokolwiek próbował określić ile takich rejonów da się wyznaczyć na tym ograniczonym obszarze.

  Owszem, podczas II Wojny Światowej na Bałtyku dochodziło do sytuacji, gdy jednocześnie operowało do 100 okrętów podwodnych. ale kończyło się to zawsze wzajemnym polowaniem i zatapianiem. Przy czym warto pamiętać, że efektywność ówczesnych systemów hydroakustycznych to zaledwie ułamek tego co mogą systemy współczesne. Dlatego też, z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że w głębinie wodnej będzie tak ciasno, iż dojdzie do wzajemnej walki między okrętami podwodnymi zanim nastąpi start jakiejkolwiek rakiety.

  Jeżeli jednak, pomimo wszelkich przeciwności, uda się wystrzelić rakiety do wyznaczonego celu to należy pamiętać, że działania będą prowadzone w czasie wojny, a siły lotnicze ZOP przeciwnika będą znajdować się w najwyższej gotowości bojowej. Oznacza to, że maksymalnie po 30-40 minutach od startu rakiety rozpocznie się intensywne polowanie na okręty podwodne i w niesprzyjających okolicznościach może okazać się, że w ciągu godziny od wykonania uderzenia rakietowego na dnie Bałtyku spocznie majątek o wartości kilkunastu miliardów złotych, a efekty użycia rakiet manewrujących będą niewspółmiernie mizerne.

U34-Typ212A-fot.Bundeswehr

Okręty podwodne zaprojektowane do działań na Bałtyku mają niewielkie rozmiary, co ogranicza liczbę pocisków manewrujących, które mogą przenosić. Fot.Bundeswehr.

  Jeżeli decydenci polityczni i wojskowi podtrzymują potrzebę posiadania przez Polskę elementu systemu odstraszania w postaci okrętów podwodnych z rakietami manewrującymi to trzeba od podstaw opracować nową koncepcję ich operacyjnego użycia. Jeżeli mają one odnieść zakładany efekt operacyjny, to po pierwsze, należy im zapewnić większą swobodę manewru poprzez wyznaczenie odpowiednio dużych rejonów działań operacyjnych, a po drugie, poprzez odpowiednie maskowanie zwiększyć prawdopodobieństwo skrytego rozwinięcia do tychże rejonów. Zapewnienie skrytości rozwinięcia okrętów podwodnych w realiach Morza Bałtyckiego i w bezpośrednim sąsiedztwie Floty Bałtyckiej będzie przedsięwzięciem nadzwyczaj trudnym.

  Konieczność wyprowadzenia okrętów podwodnych z rakietami manewrującymi poza Bałtyk wiąże się z budową kosztownego systemu wsparcia na akwenach oddalonych od bazy macierzystej, w tym systemu bazowania, a także zaopatrywania ich w informację rozpoznawczą.

  Po drugie, jeżeli uwzględni się liczbę rakiet niezbędnych do obezwładnienia stanowiska dowodzenia szczebla operacyjnego, stacji radiolokacyjnych wczesnego ostrzegania czy innego podobnego obiektu to okazuje się, że dla efektywnego wykonania uderzenia rakietowego mającego jakikolwiek wpływ na przebieg operacji, niezbędne będzie pozyskanie 6-8 okrętów o stosownych zdolnościach.

OBRONA PRZESTRZENI POWIETRZNEJ

  Jeden ze znamienitszych teoretyków morskiej sztuki operacyjnej, profesor Milan Vego [3] w swoich rozważaniach na temat roli sił morskich realizujących zadania w warunkach mórz zamkniętych lub półzamkniętych, czyli takich jakie prezentuje akwen Morza Bałtyckiego, zwraca uwagę, że od stuleci, zadaniem sił morskich było wsparcie flanki głównych sił prowadzących działania na lądzie.

  Co istotne, wykazuje, że wszędzie tam gdzie w praktyce zastosowano zasadę działań połączonych (chociaż przez wieki stosowano inną terminologię do ich opisania), wynik końcowy, w zdecydowanej większości przypadków, był korzystny nie tylko dla przebiegu danej operacji, ale wręcz wpływał na przebieg ostatecznego rezultatu prowadzonych działań wojennych.

  Tymczasem, uwzględniając historyczne uwarunkowania bezpieczeństwa, utrwaloną teorię sztuki operacyjnej, położenie geograficzne Polski, potencjalne zagrożenia oraz relatywnie długą i trudną do obrony linię brzegową, ciężar osłony i obrony wojsk operujących w pasie nadmorskim, może i powinna przyjąć na siebie Marynarka Wojenna realizując następujące kluczowe zadania:

  • uniemożliwienie skrytego wtargnięcia środków napadu powietrznego na terytorium Polski z kierunku morskiego;
  • realizacja funkcji wczesnego ostrzegania o wystrzeleniu rakiet z obszaru Obwodu Kaliningradzkiego;
  • zapewnienie osłony oraz obrony przeciwrakietowej i powietrznej, z kierunku morskiego, nadmorskiemu skrzydłu sił głównych, prowadzących strategiczną operację obronną na lądzie.

  Nie wolno oddzielać działań na morzu od tego co się dzieje na lądzie, i na odwrót. Od lat termin „działania połączone” jest odmieniany przez wszystkie przypadki, tyle tylko, że dopóki nie zaczniemy stosować zasady wspólnej (jednolitej) przestrzeni operacyjnej, dopóty działania w relacji ląd-morze pozostaną działaniami połączonymi wyłącznie w sferze teoretycznej.

  W otaczającej nas rzeczywistości militarnej, sama tylko Flota Bałtycka siłami okrętowymi i lotniczymi jest w stanie wystrzelić od 140 do 160 rakiet w jednej salwie. Jeżeli dodać do tego wojska rakietowe, które już zostały rozmieszczone w Obwodzie Kaliningradzkim oraz ich ewentualne wzmocnienie to liczba rakiet ulega co najmniej podwojeniu. Ich celem będą nie tylko okręty, ale również, a może przede wszystkim, wojska operujące na lądzie.

  Co więcej, potencjalne zagrożenie stwarzać będzie nie tylko lotnictwo stacjonujące w Obwodzie Kaliningradzkim, ale również lotnictwo stacjonujące w rejonie Sankt Petersburga, które będzie mogło wykorzystać swobodę manewru wynikającą z możliwości wykonania podejścia w przestrzeni powietrznej nad morzem zamiast nad lądem.

Czy płynie z nami sternik-graf.MO

  Skupienie uwagi operacyjnej na kierunku Wschód-Zachód, rozwinięcie operacyjne wojsk wzdłuż tej osi oraz lekceważenie roli MW w potencjalnym konflikcie zbrojnym może skutkować powstaniem swoistego „miękkiego podbrzusza” z kierunku morskiego, gdzie atakujący przeciwnik napotka niemal zerowe przeciwdziałanie (jeżeli nadal będziemy kontynuować w dotychczasowy sposób modernizację Marynarki Wojennej) oraz uzyska strefę pełnej swobody operacyjnej, a raczej „strefę bezkarności” nad morzem i w pasie nadmorskim.

  Uwzględniając powyższe, w celu obrony przestrzeni powietrznej z kierunku morskiego, drugą grupą okrętów na którą może i powinna postawić Marynarka Wojenna są okręty obrony powietrznej (przeciwrakietowej).

  Jedynie połączenie zdolności istniejącej Morskiej Jednostki Rakietowej MJR/Nadbrzeżnych Dywizjonów Rakietowych ze zdolnościami okrętów obrony powietrznej zapewni stworzenie efektywnej bariery broniącej dostępu do wybrzeża, a jednocześnie zapewni osłonę nadbrzeżnego skrzydła sił walczących na lądzie. Jednocześnie okręty będą osłaniać MJR przed uderzeniami z powietrza i zapewnią informację rozpoznawczą o sytuacji nawodnej na maksymalnych zasięgach uzbrojenia rakietowego MJR.

Czy płynie z nami sternik-graf.MO

  Co więcej, przyjęcie przez MW funkcji „obrony przestrzeni powietrznej” i pozyskanie stosownych narzędzi w postaci okrętów wyposażonych w minimum dwa kompleksy (2 x 32) wyrzutni rakietowych pionowego startu pozwoli na jednoczesne uzyskanie zdolności odstraszania poprzez zakup stosownej jednostki ognia, a także rozwiąże problem realizacji zobowiązania udziału w stałych zespołach sił okrętowych NATO.

Czy płynie z nami sternik-graf.MO

  Zgadzając się z twierdzeniem, że najważniejszym zadaniem Marynarki Wojennej jest obrona terytorium Polski z kierunku morskiego oraz wsparcie nadmorskiego skrzydła wojsk lądowych na strategicznej rubieży obrony, kompletnie niezrozumiałym jest brak uwzględnienia okrętowych systemów obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej jako elementów składowych w programach WISŁA i NAREW. Systemy te są zaawansowane technologicznie, sprawdzone operacyjnie, nie mają problemów z pokryciem obszaru 360º. Ze względu na platformę okrętową są nieustannie mobilne, a co najbardziej istotne, w warunkach środowiska morskiego są znacznie bardziej efektywne niż przy zastosowaniu na lądzie.

  Oczywiście, mam świadomość że natychmiast pojawi się argumentacja, że okręt tego typu będzie łatwym celem na Bałtyku. Gdzie zatem nie będzie on obiektem ataku? Na środku oceanu? Tam raczej wojny obronnej toczyć nie będziemy.

  Tego typu argumentacja jest to o tyle interesujące, że została podpisana umowa na budowę okrętu ratowniczego o wyporności 5.500 ton, zawieszono postępowanie na planowany okręt wsparcia logistycznego o wyporności 6.500 ton wyporności, a w przestrzeni publicznej toczy się absurdalna dyskusja czy trzon sił Marynarki Wojennej czyli nawodne okręty bojowe mogą mieć 2.500 ton czy to już będzie za dużo bo przecież nie będą daleko pływać.

De Zeven Provinciën-Koninklijke Marine

Fregaty z wyrzutniami pionowego startu dla rakiet przeciwlotniczych mogą stanowić istotny element systemu obrony powietrznej kraju i wzmocnić tą ważną zdolność na rzecz całych Sił Zbrojnych RP. Fot. Koninklijke Marine.

  Chciałoby się wierzyć, że jest to tylko i wyłącznie przypadek, ale kolejność uruchomionych zamówień, najpierw na niszczyciel min, a następnie na holowniki i okręt ratownicy sugerują, że spełnia się najczarniejszy scenariusz i górę bierze „magia małych liczb”, czyli uruchamianie projektów, które nie stanowią znacznego obciążenia dla budżetu MON. Owszem, tego typu zamówienia spełnią rolę swoistej kroplówki dla wybranych przedsiębiorstw, ale nie wnoszą żadnej wartości dodanej w postaci nowych technologii lub nowych zdolności wytwórczych.

  Co gorsza, taka filozofia zemści się błyskawicznie w przypadku konfliktu zbrojnego. Tanie dzisiaj, oznacza bezwartościowe, gdy zajdzie konieczność obrony państwa. Zamiast inwestować w okręty uderzeniowe, inwestujemy w okręty zabezpieczenia bojowego i wsparcia, które nie będą do niczego przydatne z braku sił głównych, a także nie będą zdolne do samodzielnego przetrwania na polu walki.

  Trzeba sobie wyraźnie powiedzieć, że Marynarka Wojenna nie ma najmniejszych szans na prostą wymianę starych okrętów na nowe. W istniejących realiach gospodarczych, nie ma co się łudzić że możemy zbudować Marynarkę Wojenną „do wszystkiego”, bo nadal będziemy mieli Marynarkę Wojenną „do niczego”.

  Bez zdefiniowania się „na nowo”, bez znalezienia nowego pomysłu na Marynarkę Wojenną i zawężenie kompetencji operacyjnych poprzez wybór jednej z dwóch przedstawionych opcji, co można czytać jako „znalezienie niszy operacyjnej” w systemie obrony Państwa, zamiast stworzenia jednego, za to pełnego systemu, będziemy kontynuować filozofię „patchworkowej” Marynarki Wojennej.

  Obym, tym razem, okazał się złym prorokiem.

Autor: kmdr rez. Mirosław Ogrodniczuk

W tekście zawarte zostały wyłącznie prywatne opinie autora.

Przypisy:
[1] Mirosław Ogrodniczuk, „Między Bałtykiem a Oceanem. Okręt obrony wybrzeża czy fregata z demobilu?”. Referat wygłoszony na Ogólnopolskim Forum „Modernizacja i odbudowa Marynarki Wojennej RP” w dniu 28.06.2017. 
[3] „Naval Strategy and Operations in Narrow Seas, Routledge; wydanie 2, 5 czerwca 2003.



Rejestracja

Funkcja chwilowo niedostępna

×

Logowanie

×

Kontakt

×
Misyjne Rosomaki

Misyjne Rosomaki

W grudniu 2002 roku komisja przetargowa MON wybrała wyrób fińskiej Patrii – transporter AMV (Armoured Modular Vehicle) w programie kołowych transpo...

więcej polecanych artykułów