Serwis używa cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.
zamknij   

szukaj

2018-10-12 12:45:22

Żelazna Dywizja, tylko Żelazny Batalion, czy nowe, godne doby informacji, podejście do szczebla dywizji?

     Kilka tygodni temu zadanie utworzenia nowej dywizji operacyjnej Wojsk Lądowych otrzymał generał brygady Jarosław Gromadziński, przez ledwie sierpień zastępca dowódcy 12. Dywizji Zmechanizowanej z Zachodniego Pomorza, wcześniej przez kadencję dowódca 15. Giżyckiej Brygady Zmechanizowanej. Ten ostatni przydział służbowy zdaje się kluczowy dla kariery generała, ale także budowy jego doświadczeń, „Zawiszacy” bardzo blisko współpracują bowiem z batalionem eFP NATO tworzonym w oparciu o US Army. Na temat nowego, dywizyjnego zadania, wyzwania zapowiadanego od czasu ogłoszenia Strategicznego Przeglądu Obronnego w 2017 roku, Pan Generał udzielił ciekawego wywiadu dla październikowego wydania miesięcznika Polska Zbrojna (nr 10/2018). Do jego lektury warto zachęcić, ale także przybliżyć, zdaje się kluczowe elementy jego wypowiedzi, szczególnie cenne bo w miarę szczegółowe, na dodatek generał Gromadziński to dobry rozmówca.

9 września br. w Siedlcach szef MON Mariusz Błaszczak poinformował, że generał brygady Jarosław Gromadziński otrzyma zadanie utworzenia 18. Dywizji Zmechanizowanej. fot. por. Robert Suchy (CO MON)

Wizja. 18. Dywizja Zmechanizowana (tzw. Żelazna Dywizja) ma być związkiem taktycznym lżejszym od obecnie istniejących w Siłach Zbrojnych RP. Temu sprzyjać ma jej skład organizacyjny oparty zasadniczo o dwie brygady zmechanizowane (wojsk zmotoryzowanych z KTO) oraz odwodowej brygady pancernej. Jako oczekiwany wzorzec dla budowanego stanowiska dowodzenia generał Gromadziński podaje przykład modułowego, mobilnego rozwiązania tworzonego na potrzeby Dowództwa Wielonarodowej Dywizji Północny-Wschód z Elbląga. Generał w wywiadzie mówi również, że jest zwolennikiem silniejszych batalionów, a także lepszego ich przygotowania, podobnie jak i brygad, do prowadzenia samodzielnych działań. Poziom dywizji ma z kolei koordynować ich wysiłki oraz zapewniać wsparcie, choćby poprzez rażenie na duże odległości.      

 Zakładana lekkość dywizji nie będzie tylko związana z fizyczną masą jej uzbrojenia i wyposażenia czy mobilnością, ale także elastycznością wykorzystania. Generał zakłada bowiem, że 18. DZmech zostanie przygotowana do realizacji zadań w różnym środowisku, także podczas kryzysu, ze szczególnym uwzględnieniem czasu wojny hybrydowej, czyli poniżej progu klasycznej wojny. Wskazany przez niego obszar odpowiedzialności dywizji sięgać ma od wschodu Mazowsza aż po Bieszczady.

Harmonogram. Zasadniczo proces tworzenia 18. Dywizji Zmechanizowanej jej dowódca dzieli na trzy etapy. W ramach pierwszego, trwającego w okresie jego kadencji (kadencyjność stanowisk oficerów to trzy lata) zamierza utworzyć dowództwo dywizji i 18. Batalion Dowodzenia. W drugim etapie brygadę ogólnowojskową. W tym przypadku generał jasno mówi o utworzeniu brygady z zasobów już przez wojska operacyjne posiadanych. Planowane do włączenia w skład Żelaznej Dywizji dwie istniejące dziś brygady: 1. Brygada Pancerna (czwarta brygada 16. DZmech) oraz 21. Brygada Strzelców Podhalańskich (samodzielna) posiadać mają razem osiem batalionów. Tworzona wkrótce trzybrygadowa dywizja ma mieć ich w sumie dziewięć. Generał jasno więc mówi, formujemy nowy jeden batalion i łączymy z nadetatowymi w takim wypadku batalionami z 1. i 21. Brygady. Tak powstaje trzecia brygada, zgodnie ze słowami dowódcy dywizji, o większym potencjale od wielu dziś istniejących oddziałów tego szczebla. Na pytanie o odległy garnizon Kłodzko i stacjonujący tam 22. Batalion Piechoty Górskiej (podległy 21. BSP), generał uznaje go za odwód dywizyjny, w przyszłości wyposażony w lekkie pojazdy opancerzone.

 W ciągu najbliższych trzech lat kadencji rozpocznie się także proces przygotowujący jednostki wsparcia i zabezpieczenia, ich tworzenie będzie realizowane dopiero w trzeciej fazie formowania 18. Dywizji. Cały projekt budowy czwartej dywizji rozłożony zaś będzie na kilka lat. Co istotne, na pytanie o zasoby ludzkie, generał słusznie zwraca uwagę na specyfikę mieszkańców wschodnich regionów Polski efektywniej odpowiadających na obowiązki wojskowe, ale co zdecydowanie ciekawsze mówi także o żołnierzach Wojsk Obrony Terytorialnej, zainteresowanych przejściem do służby operacyjnej.

 Najbliższe miesiące generał Gromadziński zamierza przeznaczyć między innymi na ocenę infrastruktury w jednostkach podległych dywizji, co pozwoli na wskazanie garnizonu na dowództwo nowej brygady.

Narzędzia. Podobnie do brygady podhalańskiej, nowa brygada otrzymać ma KTO Rosomak. 1. Brygada Pancerna pozostanie oddziałem ciężkim, wyposażonym w czołgi Leopard 2, w przypadku jej organicznego batalionu zmechanizowanego generał jest zwolennikiem wdrożenia bwp Borsuk z wieżą ZSSW-30 zintegrowaną z ppk Spike. Gromadziński jest także zwolennikiem opierania jednostek wsparcia o platformy dominujące w brygadach: gąsienicowa 1. Brygada Pancerna powinna posiadać artylerię gąsienicową (w domyśle zapewne mowa o AHS Krab kal. 155 mm), 21. Brygada oraz nowy oddział tego szczebla - artylerię kołową (w domyśle zapewne mowa o Kryl kal. 155 mm, być może Dana wz. 77).  

 Na dowództwo dywizji wskazano Siedlce, według generała garnizon z dużymi koszarami i miejscem pod nową infrastrukturę. W pobliżu jest także poligon lotniczy, który dowódca 18. Dywizji planuje przystosować do wykorzystania przez wojska lądowe.   

Komentarz. Piszący te słowa miał możliwość rozmowy z osobami tworzącymi SPO, opracowaniem mającym być drogowskazem dla polskiej obronności na kolejną dekadę. Każda z nich uważa, że nie o taką czwartą dywizję autorom SPO chodziło. Dla zabezpieczenia zagrożeń tylko z rejonu obwodu kaliningradzkiego czy Białorusi wojska operacyjne potrzebują nie dowództwa czwartej dywizji, ale faktycznie nowej dywizji w pełnym tego słowa znaczeniu, z wszelkimi tego konsekwencjami i uzyskanymi zdolnościami. Nikt nie zamierzał także zwiększać palety zadań dla 21. Brygady Strzelców Podhalańskich, najsilniejszej polskiej brygady, dziś stanowiącej osłonę na perspektywicznie możliwie niebezpiecznym kierunku ukraińskim. Zresztą sami Podhalańczycy zdają sobie sprawę z własnych wyzwań, które jasno określają w perspektywie kolejnych lat – „proszę zobaczyć, jaki ruch jest przez polsko-ukraińską granicę”. Włączenie 21. BSP, dziś wykorzystującej wiekowe T-72 oraz BWP-1 do 18. Dywizji Zmechanizowanej, która zdaje się mieć podobne znaczenie dla decydentów jak Wojska Obrony Terytorialnej (priorytet przy rywalizacji o ciągle i chyba zawsze ograniczone zasoby), dla nich ma także swoje pozytywne znaczenie. Jednostki na wschodzie mają swoje pięć minut, zamierzają je zatem wykorzystać.

 Sam temat czwartej dywizji pojawił się z nową siłą po 2015 roku. Trochę tradycyjnie, od ambitnych projektów z SPO, przeszedł w stronę realizmu, opartego o tradycję i symbolikę (18. Dywizja Piechoty z tradycjami walk z Armią Konną Budionnego 1920, kampanią 1939 roku, nawiązująca numerem do 1918 roku) i dostępne zasoby. Nawet sposób wyłaniania dowódcy, zapewne miał charakter ucierania się różnych obozów mających na takie decyzje w naszym kraju wpływ. Podobnie do przypadku Szefa Sztabu Generalnego WP generała Andrzejczaka, piastującego ledwie przez kilka dni stanowisko zastępcy, aby potem stać się pierwszym czynnym żołnierzem RP, także generał Gromadziński z Giżycka na miesiąc trafił do Szczecina i Dywizji Króla Jagiellończyka, by znowu po przekątnej terytorium Polski, zająć się budową nowej struktury wojskowej w południowo-wschodniej części kraju. Już taki obraz kreowania nie napawa optymizmem, mówi o naszych realiach.      

 Dotychczas utrzymywano w Polsce trzy dywizje ogólnowojskowe, ale mające swoje zadania w ramach systemu. Sami wysocy dowódcy Sił Zbrojnych RP zdawali sobie sprawę, że nie są to dywizje o spektrum możliwości dowodzenia, kierowania i oddziaływania niczym amerykańskie, lecz klasyczne związki taktyczne niezdolne do zarządzania polem walki poziomu operacyjnego, ze słabymi sztabami i narzędziami, współpracujące już w czasie pokoju w ramach tzw. modułów szkoleniowych z pododdziałami wsparcia (np. pułkami rozpoznawczymi, chemicznymi czy saperów). W ramach systemu trójkowego, przygotowanego do działań poza granicami kraju w ramach NATO, polskie dywizje posiadają także narodową specyfikę: dwie są zmechanizowane, jedna pancerna. Dotychczas była świadomość, że operacja obronna będzie wiązać się z dużymi, czasowymi, stratami terytorium Polski. Taka jest specyfika dynamicznych i manewrowych dziś działań poziomu operacyjnego, wyzwaniem jest także w naszym wypadku potencjał ewentualnego oponenta. Decyzją decydentów system ten ulega zmianie. Myślą przewodnią jest obrona każdej części terytorium Polski – czego konsekwencją jest budowa dwóch batalionów czołgów Leopard 2 w warszawskiej ,nie tylko w nazwie wyróżniającej, 1. Brygadzie Pancernej.

 W oczach piszącego te słowa, podobna jest myśl związana z utworzeniem 18. Dywizji Zmechanizowanej. Chodzi o posiadanie odwodu ciężkiego nie na poziomie dowódcy operacji (dywizja kawalerii pancernej), ale już na wschód od Wisły. Żelazna Dywizja posiadać będzie zatem dwie manewrowe brygady na KTO mające powstrzymywać i kanalizować ruch przeciwnika w dogodnym dla strony polskiej czasie i miejscu, gdzie rozbiją się na pancernym kowadle, a potem młocie 1. Brygady Pancernej. Mowa zatem o jak najmniejszych stratach terytorium. Otwartym pozostaje pytanie, raczej z podłożem pesymistycznym, jakie możliwości utrzymania inicjatywy w takim starciu (aktywnego oporu) będą miały polskie pododdziały z KTO Rosomak. Wydaje się, że jednak skromne, nawet jeśli generał Gromadziński zapewni dowódcom batalionów wozy Rosomak posiadające ppk, zwiększy dwukrotnie liczbę przenośnych Spike-LR czy doda trzeci pluton RAK-ów w batalionowej kompanii. Podstawą działań w takim konflikcie pozostają wojska pancerne i zmechanizowane, tak jest także w obowiązującym w Siłach Zbrojnych RP doktrynalnym podejściu do podziału zadań i wskazaniu środka ciężkości do ich wykonania. Piechota zmotoryzowana może działać na kierunkach pomocniczych, skrzydłach czy wykonywać dalekie rajdy, połączone nawet z działaniami aeromobilnymi. Oczywiście zaraz można przytoczyć przykład amerykańskiej kawalerii (chodzi o brygady Stryker), ale trzeba mieć świadomość, jaką wagę amerykańscy wojskowi przywiązują do zdobycia – przetworzenia – wykorzystania informacji, jakie mają także narzędzia do efektywnego i precyzyjnego wsparcia ogniowego swoich lekkich (dla klasycznego pola walki) pododdziałów KTO Stryker. W Polsce nie ma ani jednego, ani drugiego. Piszący te słowa, być może przykład narodowego sceptycyzmu, uważa, że taki stan będzie jeszcze długo obecny w naszych Siłach Zbrojnych. Oczywiście można zakładać, że informację i precyzyjne rażenie (śmigłowce szturmowe, artyleria dalekiego zasięgu) zapewni naszym dowódcom kluczowy sojusznik – amerykański system militarny. Na to jednak może nie być ani woli politycznej ani czasu, a 18. Dywizja Zmechanizowana wraz z pododdziałami WOT stanie przed wyzwaniem, gdzie decydujące dla uzyskania przewagi (wielodomenowej) staną się maksymalnie godziny, a nie nawet dni.

 Można być chyba także zaskoczonym, że generał Gromadziński wskazuje obszar odpowiedzialności dywizji mówiąc o wschodnim Mazowszu i Bieszczadach. Wydaje się, że takim określeniem wchodzi trochę w buty terytorialsów, przywiązanych właśnie do terenu. Oczywiście dywizja operacyjna może i powinna mieć już w czasie pokoju przydzielone zadania w ramach planowania obronnego państwa, ale jest narzędziem jednak innego rodzaju, bardziej uniwersalnym, mobilnym operacyjnie, przygotowanym do szerokiego spektrum działań. Trudno, szczególnie w 2018 roku uznać, że Żelazna Dywizja ma zabezpieczać Lubelszczyznę czy Bieszczady, na szczęście bowiem sytuacja geopolityczna Polski nie jest aż tak tragiczna. Prawdopodobny dziś obszar działań związany będzie bardziej z Podlasiem, tradycyjnym dla 18. DP z czasów II RP (główne garnizony Łomża-Zambrów-Białystok).     

 Generał Gromadziński słusznie w wywiadzie zwraca uwagę, że wszystko kosztuje i wymaga czasu. Kłopot sprawia jednak pogodzenie się z faktami dotyczącymi 18. Dywizji, które w najbliższych latach sprowadzają się do utworzenia jej dowództwa, batalionu dowodzenia, elementów brygadowych dla trzeciego oddziału tego szczebla i jednego batalionu piechoty. Za zaskoczenie należy uznać, że proces formowania jednostek wsparcia jest tak odkładany w czasie. Powody są jasne, ale patrząc na przyjętą koncepcję organizowania dywizji, nie ma chyba przeszkód, aby z każdego z dziś istniejących trzech pułków przeciwlotniczych, artylerii czy rozpoznawczych wydzielić po batalionie czy dywizjonie i w sposób przynajmniej w miarę sprawny organizacyjnie, ale niestety bez nowoczesnego sprzętu, powołać stanowiące o realności związku taktycznego jednostki wsparcia. Siłą dowódcy 18. Dywizji z pewnoscią są podległe jednostki z samodzielnymi oficerami, ale także narzędzia, którymi może on sam dysponować w kreowaniu pola walki. Oczywiście zaraz pojawią się słuszne co do zasady zarzuty – taki sposób działania wydrenuje wojska operacyjne z deficytowych zasobów organizacyjnych, sprzętowych i przede wszystkim kadrowych. Trzy dywizje, ich jednostki zabezpieczenia i wsparcia, mogą nie wytrzymać kolejnego jakościowego kadrowego tsunami, po przejściach dokonanych w ostatnich latach w ramach całych Sił Zbrojnych na potrzeby WOT (chodzi nie o liczby, ale ich doświadczenie i specjalności). Obraliśmy jednak taki kierunek rozwoju, zróbmy chociaż tyle, że przy obecnych trzech dywizjach, w przyszłości obyśmy nie posiadali czterech – równie słabych. Zastanawia także wyrażona wola wzmocnienia batalionów i brygad, ale jednak przywiązanie do liczby 9 batalionów. Chyba znowu zdecydowała ekonomia i stan dzisiejszy. Dużo bowiem mowy w publikacjach specjalistycznych o systemie czwórkowym, taki właśnie zbudowaliśmy w batalionach (4 kompanie), taki można rozważyć także w brygadach z zastrzeżeniem, że o ich sile chyba w większym stopniu zdecydują pododdziały wsparcia i zabezpieczenia (rażenie, rozpoznanie, inżynieryjno-saperskie).    

 Tworzeniu dywizji sprzyja z pewnością stan aktualny garnizonów w południowo-wschodniej Polsce. Rozlokowanie 1. i 21. Brygady jest nietypowe jak na Siły Zbrojne RP, każda z nich dysponuje kilkoma garnizonami (Warszawa-Wesoła, Siedlce, Chełm, Zamość, Rzeszów, Jarosław, Żurawica, Przemyśl, Nisko). Wynika to raczej nie z dalekowzrocznego spojrzenia wojskowych przed laty, ale prostej pragmatyki, trudniej w ostatnich latach likwidować całkowicie obecność wojska w danej małej społeczności, akceptowalna staje się natomiast redukcja poprzez obniżanie szczebla struktury organizacyjnej czy łączenie organizmów (brygada redukowana w batalion czy brygada łączona z brygadą). Wojsko Polskie posiada liczne garnizony na południowym-wschodzie, chociaż specyficzne, brakuje tam jednak jednostek artylerii czy przeciwlotniczych szczebla pułkowego, co z pewnością miało swoje przełożenie na przyjęty model budowy dywizyjnego wsparcia. Wojskowi niestety chętnie nie przenoszą się na drugi koniec Polski. Czwarta dywizja, jako twór nowy w wojskach operacyjnych, może jednak wykorzystać stymulujące zawodowe kadry narzędzia podobne do WOT, czyli propozycje wyższych stanowisk i stopni do nich przypisanych w tworzonych przecież pułkach. To generalnie ciekawe będzie do obserwacji, na ile w południowo-wschodniej Polsce uda się funkcjonować w symbiozie nowoczesnym dowódcom (także pod kątem przekazu do społeczeństw), zarówno z Żelaznej Dywizji, jak i dobrze już tam zakorzenionych brygad WOT.

 Utworzenie Dowództwa 18. DZmech wcale także nie jest sprawą prostą. Generał Gromadziński podaje przykład elbląskiego MND-NE i w jego przypadku dwóch lat, ale trzeba także podac, że w ostatnich latach polska strona podwoiła swój udział liczebny w dowództwie szczecińskiego korpusu, elbląska dywizja zabrała także określone zasoby oficerów sztabowych. Sprawa wcale nie jest zatem porównywalna, kto utworzy dowództwo i sztab 18. DZmech. To szczególne wyzwanie już w pierwszej kadencji generała Gromadzińskiego, a jeśli poważnie brac pod uwagę decyzję szefa MON o wygaszania udziału w Eurokorpusie, właśnie z racji narodowych potrzeb dla elbląskiej dywizji NATO, to kto będzie służył w Siedlcach?

 Kwestią wartą jeszcze komentarza jest trzecia brygada. Mniejsze znaczenie ma jej lokalizacja, choć można z powodów terytorialnych wskazać jeśli nie Siedlce (stąd przydałby się wspomniany poligon lotniczy), to przynajmniej Lubelszczyzna (głównie Zamość czy Chełm, Lublin zapewne pozostanie dla LITPOLUKRBrig). Chodzi o obecny zasób ośmiu batalionów. Z podhalańską brygadą sprawa jest niby prosta, posiada faktycznie cztery bataliony: 1. Strzelców Podhalańskich (Rzeszów), 1. Czołgów (Żurawica), 5. Strzelców Podhalańskich (Przemyśl, wykonujący także zadania na rzecz LITPOLUKRBrig) i 22. Karpacki Piechoty Górskiej (Kłodzko). W tym wypadku możliwe są różne scenariusze, z pozbyciem się czołgów na czele (co naturalne przy zakładanej unifikacji platform w ramach brygad) itd. Ciekawa sytuacja panuje jednak w 1. BPanc, składającej się w praktyce z batalionu czołgów w Wesołej i dwóch batalionów zmechanizowanych w Chełmie i Zamościu. Drugi batalion czołgów, obecnie dopiero jest tworzony w Wesołej, pozyskiwani dla niego są ludzie, ale naprawdę daleko mu jeszcze, aby móc nim rozporządzać nawet w znaczeniu administracyjnym. Sytuacja tam jest trudna, w Wesołej nawet w czasach PRL nie było miejsca dla rozwiniętych dwóch batalionów czołgów. Brygada pancerna potrzebuje jednak dwóch batalionów czołgów i tylko jednego piechoty. Pytanie zatem jak rozwiąże problemy infrastrukturalno-poligonowe zgrupowania Wesoła generał Gromadziński, który z batalionów zmechanizowanych trafi z kolei do tworzonej trzeciej brygady, a może jeszcze inaczej – w Wesołej nie będzie jednak dwóch batalionów czołgów tylko trafią do dwóch garnizonów. Generalnie wydaje się, że chociaż nowych jednostek ogólnowojskowych powstanie niewiele, uporządkowania wymagałaby kwestia ich rozlokowania. Tu nie chodzi tylko o kilometry przejechane przez dowódców, ale bardziej zwarta dyslokacja sprzyja szkoleniu i zgrywaniu brygadowego systemu walki, nie tylko prowadzonego od wielkiego święta. Przykład, trochę chyba oparty o sztuczne argumenty i związany z 22. KBPG z odległego Kłodzka jako „odwodu dywizji”, pokazuje raczej na dopasowanie retoryki do realiów, a braku możliwości fizycznych zmian.            

 Podsumowując, wygląda niestety, że nowa dywizja Wojsk Lądowych pozostaje skromnym cieniem zamierzeń aktualnych jeszcze przed kilkunastoma miesiącami. Nie można mieć przy tym jedynie uwag krytycznych do samego dowódcy dywizji – krawiec kraje tak, jaki ma materiał. Łatwiej, proceduralnie i ekonomicznie, wyposażyć wojska w posiadane KTO Rosomak, łatwiej także scalić obecnie posiadane zasoby niż tworzyć coś faktycznie nowego. Na pewno pozytywne jest, że generał Gromadziński przykłada wielką rolę do nowoczesnego systemu dowodzenia i kierowania wojskami, informatyzacja tego procesu jest może mało spektakularna, ale staje się bardziej kluczowa niż kolejne pododdziały zmodernizowanych T-72. Szkoda jednak, że uzasadnionej potrzeby przebudowy polskich wojsk operacyjnych nie ukierunkowano wpierw na wzmocnienie dziś posiadanego potencjału, chociaż przez rozbudowę dowództw trzech dywizji, lepiej przygotowujących do prowadzenia samodzielnych działań. Szkoda szczególnie, jeżeli mamy do czynienia z tworzeniem w praktyce jednego batalionu piechoty, nawet i "Żelaznego", z nowym, miejmy nadzieję nowoczesnym podejściem do pola walki dla jednostek zgrupowanych wokół organizmu 18. Dywizji.           

Mariusz Cielma




Rejestracja

Funkcja chwilowo niedostępna

×

Logowanie

×

Kontakt

×
Europejskie pociski manewrujące cz. I: APACHE, SCALP, Storm Shadow, MdCN

Europejskie pociski manewrujące cz. I: APACHE, SCALP, Storm Shadow, MdCN

Na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku w kilku państwach NATO rozpoczęto poszukiwanie nowego rodzaju systemów uzbrojenia lo...

więcej polecanych artykułów