Serwis używa cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.
zamknij   

szukaj

2020-09-08 09:44:22

Narew to polska rzeka, Narew to polski system przeciwlotniczy

     System rakietowy obrony przeciwlotniczej krótkiego zasięgu Narew należy do tej grupy polskich programów modernizacyjnych, wcale nie tak mało licznej, jawiącym się niczym Yeti. O Narwi mamy zapisy w poważnych dokumentach i równie ważne słowa kluczowych decydentów. Ale faktem pozostaje, że lata mijają i nikt rakietowej Narwi nie widział, a można nawet z dużym prawdopodobieństwem założyć, że dalej nikt nie wie, jak będzie po materializacji wyglądać. Jednocześnie to na tyle poważny finansowo i technologicznie program, że każda poważniejsza wzmianka o nim działa niczym kamień wrzucony do wody. Wywołuje u zainteresowanych szybką reakcję. Poturbowany zmianami kadrowymi i szukaniem organizacyjnego Eldorado polski państwowy przemysł zbrojeniowy upatruje w rakietowej Narwi swojej największej i ostatniej już szansy na zdobycie kompleksowego, rozpisanego na dekady, wysoce nowoczesnego, ale i ambitnego programu zbrojeniowego. Nikt nie dał mu takiej realnej szansy przez trzydzieści lat III Rzeczypospolitej. Polska Grupa Zbrojeniowa zorganizowała w ostatnich dniach spotkanie z dziennikarzami dotyczące jej kompetencji w systemach dowodzenia i kierowania walką w domenie obrony powietrznej, a także koncepcji proponowanego systemu rakietowego Narew. Nie da się ukryć, że w trakcie spotkania dosyć otwarcie porównywano się do konkurencji, nie negując jej możliwości, ale starając się udowodnić, że ostatnich kilka (trudnych) dekad dla przemysłu, swoimi efektami pozwala na stawanie w szranki. Poniżej przedstawiono argumenty prezentowane na spotkaniu, uzupełnione w opisie systemów o informacje z publikacji specjalistycznych, oraz komentarz własny autora.

 Konsorcjum stworzone na potrzeby programu Narew liczy 11 podmiotów, a jej technicznym liderem jest spółka PIT-Radwar. Podczas spotkania obecne było przede wszystkim kierownictwo i specjaliści z tego właśnie podmiotu, ale wagę programu Narew dla całej grupy podkreślała obecność na nim prezesa zarządu PGZ S.A. Andrzeja Kensboka oraz członka zarządu PGZ S.A. Huberta Stępniewicza. Praktycznie wszyscy gospodarze zabrali głos. Według wykonawców, polski przemysł oferuje Siłom Zbrojnym RP całościową ofertę, powstałą z myślą o potrzebach polskiego wojska. Jednocześnie wskazano argumenty, że oferta jest na miarę możliwości polskiego przemysłu. Narew traktowana jest jako akcelerator rozwoju dla PGZ, zarówno pod kątem technologicznym, organizacyjnym, jak i ekonomicznym. 

 Gra toczy się o kluczowy dla polskiej armii naziemny program przeciwlotniczy. W głównych jednostkach sprzętowych zapisanych w Planie Modernizacji Technicznej ma on obejmować 19 baterii rakietowych tworzących 38 pododdziałów ogniowych. Łącznie mowa o zakupie 114 wyrzutni, 90 radarów (kierowania ogniem Sajna, wstępnego wykrywania P-18PL, pasywnych PET/PCL), 440 specjalistycznych kontenerów z wyposażeniem elektronicznym (węzły łączności, kabiny dowodzenia, kabiny kierowania walką), 680 specjalizowanych pojazdów na podwoziu Jelcz oraz blisko 1500 rakiet. Co ciekawe, podano wartość zakupu pakietu dla wymienionej ilości i konfiguracji, szacując go na 33 mld PLN brutto (29 mld PLN netto), z kolei wskazując koszty cyklu życia (eksploatacja, modernizacja, wycofanie) w okresie 30 lat na następne 35 mld PLN brutto. Przy optymalnej współpracy z zamawiającym, zachowaniu stałego i odpowiedniego finansowania, czas niezbędny na prace projektowe, budowę zestawu prototypowego oraz jego przebadanie oceniono na 6 lat. Kolejne około 10 lat powinny trwać dostawy zestawów z partii produkcyjnej.

 Skala programu, jego długotrwałość, umożliwić ma wypracowanie na lata wykorzystanie zasobów i rozwinięcie potencjału dużej części spółek z PGZ oraz zwiększenie liczby miejsc pracy w szczególnie oczekiwanym sektorze zaawansowanych technologii. Oczekuje się również, że Narew zapewni impuls konsolidacyjny, aby w sposób uporządkowany połączy spółki z kompetencjami skupionymi przy tym programie. Narew pozwoli wdrożyć prowadzone od lat projekty badawczo-rozwojowe, ale i w pełni wykorzysta najnowsze inwestycje, w tym pozyskane z zakupu za rakietową Wisłę laboratorium dla pocisków rakietowych (Hardware-In-The-Loop). Przedstawiciele PGZ podkreślają także, że Narew budowana siłami polskiego przemysłu to szansa na produkt eksportowy. Proponowane rozwiązanie ma być kosztowo znacząco niższe 30-40% od podobnych systemów obrony przeciwlotniczej, w tym wykorzystujących IBCS. Podana kwota 29 mld PLN netto za 19 baterii (38 pododdziałów) ogniowych jest oczywiście wyceną płynną. Przy zmieniających się wymaganiach może ulegać modyfikacji, zwiększać lub obniżać.

 Polska Narew to nie tylko korzyści dla przemysłu. Suwerenność opracowania i produkcji przekłada się w prostej linii na suwerenność użycia, utrzymania i modernizacji. Wszystkie prawa do produktów pozostają w Polsce, w przemyśle będącym częścią systemu militarnego kraju. To o tyle ważne, bowiem co kilka lat produkt powinien podlegać modernizacji, współpraca polskiej armii z polskim przemysłem zapewnić powinna skuteczne i ewolucyjne zwiększanie jego możliwości.

Dunaj, SAMOC (na zdjęciu), Wołczenica, Podbiał, Łowcza, Rega czy Pilica - to polski przemysł wprowadził polską obronę przeciwlotniczą w cyfrowe systemy dowodzenia. Prace prowadzone były pod wymogi polskiego wojska i w ścisłej współpracy z polskim wojskiem. fot. PIT-Radwar

 Przedstawiciele PGZ uważają, że przynajmniej od 2001 roku, wraz z wprowadzeniem systemu Dunaj, PIT-Radwar wytwarza sieciocentryczne rozwiązania z obszaru dowodzenia i kierowania. Dla uzasadnienia tego twierdzenia przytoczono definicje sieciocentryczności, świadomie bardziej zwracając uwagę na doktrynę operacyjną, niż technikalia. Sieciocentryczność jest więc w pierwszej kolejności zdolnością (budową sieci) do wymiany informacji, w mniejszym zaś znaczeniu dotyczy integracji.

 Dunaj bazuje na sieci OP-Net, wykorzystującej kilka protokołów wymiany danych. Od 20 lat system cały czas jest rozwijany i dostosowany do użytkownika. Do Dunaja podłączono zarówno stacje nowoczesne, jak i wiekowe. Dunaj posiada także kanał łączności z cywilnymi portami lotniczymi. System ten spina całość działań Sił Powietrznych związanych z obroną powietrzną kraju. Polska armia wykorzystuje także system rozpoznania elektronicznego bazujący na tej samej zasadzie co Dunaj. 

 Drugim rozwiązaniem z tego obszaru jest wprowadzony w 2014 roku do jednostek naziemnej obrony powietrznej Sił Powietrznych (obecnie skupionych w ramach jedynej 3. Brygady Rakietowej OP) system SAMOC. To rozwiązanie zarówno szczebla brygadowego, jak i na poziomie dywizjonów rakietowych. Jego opracowanie i wdrożenie to wynik ogromu pracy, ale i stałej współpracy przemysłu z wojskiem. Jak zauważają jego wykonawcy, na początku SAMOC wyglądał inaczej. Opracowano system o architekturze otwartej, nie ma więc problemu, aby dołożyć do niego zasobów informacyjnych czy zmieniać jego strukturę - rozbudowując np. skalowalność. Przy pracy nad nim uzyskano bardzo duże doświadczenia, które mogą być teraz wykorzystane do tworzenia nowych produktów. W docelowej wersji polskiej Narwi przewidziano nie modyfikację systemu SAMOC, ale opracowanie nowego rozwiązania. Według wykonawcy, nie ma problemu, aby budować system współpracujący z przyszłym systemem sił lądowych Wierzba czy batalionowym BMS, strona polska dysponuje odpowiednimi do tego celu protokołami wymiany danych. Dzięki terminalom MIDS istnieje możliwość wymiany informacji (protokoły Link 16) z samolotami F-16. Nie dość tego, przecież dziś SAMOC może na odległość bezpośrednio współpracować z blisko 10 stacjami radiolokacyjnymi. Uzyskana informacja krąży w sieci, ale trafia tylko do tych, którzy otrzymali uprawnienia do jej otrzymania. Świadomość sytuacyjna może być wzbogacona poprzez Link 11B/Link 16 o RAP (obraz sytuacji powietrznej) tworzony w systemie Dunaj. Za unikalną cechę charakterystyczną dla systemów dowodzenia w Polsce uznaje się ich mobilność, z powodu oceny przyszłego pola walki, uznawana za jedną z kluczowych zdolności.

 Rozwijaniu kompetencji pomagają wieloletnie umowy serwisowe na systemy Dunaj i SAMOC, pozwalając cały czas na rozbudowę ich możliwości. Poligonem nowoczesności w tym obszarze jest także artyleryjsko-rakietowa Pilica. Pilica jest również o tyle ciekawa, że wykorzystano w niej bardzo wymagające rozwiązania związane z oceną zagrożeń i rekomendacją dla operatora do ich neutralizacji. Mowa więc nie tylko o klasycznych modułach planowania, kierowania w walce, ale i wspomagających działania operatora funkcjonującego w deficycie czasu i dużych emocjach. Także lata pracy nad Pilicą pozwoliły na wypracowanie nowych rozwiązań w zakresie szkolenia symulacyjnego, istotnie obniżającego koszty przygotowania pododdziałów. Pod nowe systemy dowodzenia planuje się modernizację użytkowanych dziś w Wojskach Lądowych i Marynarce Wojennej kilkudziesięciu systemów Łowcza oraz kilkuset Rega.

 Kupując polskie rozwiązania Wojsko Polskie nie kupuje produktu z półki, kupuje stworzony i potrzebny pod swoją ocenę środowiska walki i wyzwań z nim związanych. Według gospodarzy spotkania, NATO predysponuje systemy narodowe, ale zdolne do współpracy. Jest bowiem świadomość, że nikt nie chce rezygnować z własnego oprogramowania, systemów łączności i narodowych zabezpieczeń kryptograficznych. Do utrzymania tej współpracy, budowy systemu zintegrowanego służą łącza wymiany danych, jak Link 11B czy Link 16. Ten ostatni jest dobrze znany w PIT-Radwar. Dużą wiedzę z pracy z protokołem pozyskano przed dekadą, dzięki offsetowi z norweskim Kongsberg przy okazji zakupu systemu obrony wybrzeża opartego o pocisk NSM. Strona polska dysponuje częścią oprogramowania do Link 16.

 Nie jest tak, że polskie koncepcje i rozwiązania są przestarzałe. Jesienią ubiegłego roku PIT-Radwar uczestniczył z polecenia Sztabu Generalnego WP w studium na temat systemów dowodzenia i kierowania obroną powietrzną w NATO. Prezentacje przyjęto z zainteresowaniem, wyrażającym się udziałem w kolejnych etapach przedsięwzięcia oraz prośbą o rozbudowane pisemne informacje na temat wykorzystywanej sieci OP-Net, fuzji danych z różnych systemów, podejścia do budowy sieciocentrycznych systemów dowodzenia oraz implementacji Link 16.

 Zasadniczo PIT-Radwar dotychczas integrował z polskimi systemami dowodzenia i kierowania obroną powietrzną przede wszystkim sensory. Wyzwaniem jest integracja z nowoczesnym pociskiem rakietowym, których polska obrona powietrzna od dekad nie posiada. Jest to o tyle obszar wrażliwy, że trudno pozyskać niezbędny interface wymagany do takiej integracji. Firmy generalnie pilnują takich danych (tzw. zasady wymiany informacji). W ubiegłym roku udało się jednak uzyskać część danych do pocisku MBDA MICA, dokonano takiej wstępnej integracji i w ramach symulacji zaprezentowano jego współpracę z polskim systemem dowodzenia.

 Blisko 30 lat prac badawczo-rozwojowych i wdrożeniowych systemów dowodzenia w ramach programów i projektów np. Dunaj, Łowcza, Rega, SAMOC czy Pilica pochłonęło ponad 300 mln PLN. Biorąc pod uwagę ich znaczenie podczas spotkania podkreślano, że wobec uzyskanych efektów dla całkiem pokaźnej armii to jednak niewielkie nakłady.

 Prócz szacunkowych kosztów, najbardziej ożywcze było przedstawienie próby porównania z amerykańskim systemem IBCS, również porównanie finansowe. Zwrócono uwagę, że powstały one na podstawie danych dostępnych publicznie, do innych polski przemysł dostępu nie ma. Nie neguje się przy tym wyboru systemu IBCS dla rakietowego systemu średniego zasięgu Wisła. Przeciwstawia się jednak traktowaniu IBCS jako nadrzędnego rozwiązania w domenie systemów dowodzenia i kierowania obroną powietrzną oraz optymalnego dla zestawów krótkiego zasięgu Narew.

 Przede wszystkim żaden polski ośrodek nie zweryfikował możliwości systemu IBCS. Nikt nie jest w stanie określić, jakie faktycznie charakterystyki posiada ten system. Trudno także za przekonujące traktować obecność niektórych polskich oficerów podczas testów w Stanach Zjednoczonych. Pustynny poligon White Sands w niczym, ani w temperaturze, ani w ukształtowaniu terenu, nie przypomina na przykład polskiego Orzysza. Polskie podmioty nie mogą się więc porównywać do rozwiązania, którego parametry nie są znane. Zwraca się oczywiście uwagę, że na B+R+W polskich systemów dowodzenia OP przez 30 lat wydatkowano wspomniane ponad 300 mln PLN, natomiast według dostępnych danych tylko na opracowanie IBCS wydatkowano 500 mln USD.

 Sam zakup systemu zagranicznego to spodziewane ograniczone serwisowanie ze strony użytkownika polskiego, problemy przy kolejnych etapach modernizacji. Przy takim podejściu praktycznie całość kosztów związanych z cyklem życia systemów dowodzenia będzie kierowana do partnera zagranicznego. Za wzmacniającą pozycję producenta uznano także przyjętą formułę integracji IBCS z innymi urządzeniami. Producent nie dostarcza danych niezbędnych do integracji (tzw. API, Application Programming Interface), ale jedynie protokół transmisji znany pod nazwą A/Kit, określany przez polskich specjalistów mianem wtyczki. Z kolei gniazdko w systemie (B/Kit), pozwala na jego wpięcie do systemu. W taki sposób producent amerykański zablokował dostęp do IBCS, co z jego punktu widzenia i amerykańskich sił zbrojnych jest pożądane, ale na przykład polskiemu użytkownikowi wiązać ma ręce z opracowaniem własnych rozwiązań. Wyrażono także zdziwienie na fetyszyzowanie A/Kit, zawierającego po prostu podstawowe dane do transmisji, które niestety nie są żadnymi istotnymi rozwiązaniami na których stronie polskiej zależeć powinno, choćby w ramach offsetu. O każdą zmianę w systemie, integrację radaru, także ledwie zmodernizowanego (historia polskiej radiolokacji jasno wskazuje, jak kolejne partie sprzętu zyskują nowe możliwości) trzeba będzie prosić rząd Stanów Zjednoczonych i amerykańską firmę. Integracji dokonać może jedynie strona amerykańska. Z punktu widzenia polskich firm to dla nich pułapka, aby bowiem dokonać integracji, polski producent musi przekazać pełną dokumentację na przykład radaru (lata pracy i miliony złotych zainwestowane przez polskiego podatnika w projekty P-18PL czy PET/PCL) prywatnemu podmiotowi z USA. Dołączenie każdego elementu, każdego egzemplarza do systemu stanowi wcale nie tak małe koszty. Istnieje obawa, czy producent zgodzi się na integrację każdego rozwiązania znajdującego się w polskim posiadaniu, które pochodzić może i już dziś pochodzi od dostawców z innych państw. Taka, pozbawiona suwerenności dla użytkownika budowa systemu obrony powietrznej, nie powinna być uważana za optymalną.

 Za szczególnie niebezpieczne uważa się oparcie systemu dowodzenia Narwi o IBCS. Obrona przeciwlotnicza tego pozioma powinna przede wszystkim działać na korzyść związków taktycznych (dywizje zmechanizowane i pancerna). System musi być wpięty w całość procesu manewru wojsk, dziś nawet obrona nie może być statyczna. Z kolei jednym z dążeń strony polskiej jest uporządkowanie i ujednolicenie systemów dowodzenia związków taktycznych. Tego nie da się zrobić z amerykańskim IBCS, fizycznie wręcz oddzielonym od stosowanych rozwiązań. Narew w pułkach przeciwlotniczych dywizji powinna integrować zwalczanie zagrożeń powietrznych w ramach systemu, także dywizjony artyleryjsko-rakietowe w brygadach (zmechanizowanych i pancernych).

 Sieciocentryczność będzie działać, jeśli zapewnimy jej efektywną łączność. Nie są znane walory oprogramowania systemowego IBCS, ale pewnych wniosków nasuwa analiza właśnie systemu łączności. Ten oparty jest o sieć blisko 30-metrowych masztów IFCN z radioliniami firmy Harris. Co ciekawe, do IFCN metodą kablową podłączone są radary i wyrzutnie. Rozstawienie przewożonych na przyczepach masztów zajmować ma około 40 minut. Według rozmówców, trudno sobie wyobrazić, aby takie rozwiązanie mogło towarzyszyć i osłaniać manewrujące wojska. Zwykle wyrzutnie z pociskami rozstawia się w odległości kilku kilometrów od linii styczności wojsk. Stawianie w ich pobliżu wysokich masztów, promieniujących na okolicę i wskazujących z jakim pododdziałem przeciwnik ma do czynienia - łagodnie jest określane mianem błędu. Chociaż zaznaczano, że spotkanie nie dotyczy pocisku, ale systemu dowodzenia i kierowania, prezentowano graficznie wyrzutnię z rakietami CAMM, zaznaczając jej charakterystyczny zimny start (pozwalający choćby na użycie w terenie zabudowanym) oraz własne anteny data-link (zasięg pracy 5-15 km). Polskie Mobilne Węzły Łączności, z polskimi systemami łączności, polskimi rozwiązaniami w zakresie utajniania, mogą działać bez połączenia kablowego i obsłużyć blisko 200 abonentów w promieniu 30 km. Polski przemysł nie obawia się, że w zakresie łączności dysponuje mniej konkurencyjnymi rozwiązaniami.

Zakup dwóch baterii systemu IBCS/Patriot nie rozwiązał praktycznie żadnego problemu polskiej obrony powietrznej, postawił nowe pytania co dalej. 

 Przedstawiciele naszego przemysłu oczekują, że IBCS będzie podrzędny wobec polskiego command and control (C2), ale rozumianego jako całościowy system dowodzenia i kierowania. Zasadnicza wizja oznacza, że w ramach polskiego systemu współdziałać ma IBCS z Wisły, polski C2 w Narwi oraz Łowcza/Rega. Zgodnie z informacjami, które polski przemysł otrzymał od producenta IBCS, możliwa jest współpraca polskiego C2 z amerykańskim systemem poprzez A/Kit. Całość ma być zdolna do współpracy z systemem dowodzenia NATO oraz sojusznikami.

 W zakresie kosztów zakup polskiego systemu wyceniono na 33 mld PLN brutto, w tym 1,3 mld PLN ma pochłonąć etap badań i rozwoju oraz 3,9 mld PLN przeznaczonych na pozyskanie brakujących elementów z zagranicy (pociski). Zakup także baterii rakietowych Narew z zagranicznym systemem dowodzenia (IBCS) na podstawie dostępnych danych szacunkowo wyceniono na 40,7 mld PLN brutto, w tym udział polskiego przemysłu na 20,1 mld PLN. To jeszcze nie szokuje, choć trzeba pamiętać, że piszemy o miliardach złotych. Biorąc pod uwagę zakup i 30-letni okres eksploatacji (LCC) polskiego C2 i proponowanych rozwiązań miałby wynieść 66 mld PLN, ale dla zagranicznego wykorzystującego IBCS już 97 mld PLN. Z kolei z uwzględnieniem różnych danin, które zapłaci podmiot ulokowany w Polsce (podatkowe, ubezpieczenia), czyli faktyczny powrót części nakładów do budżetu, realne jego obciążenie programem Narew wynieść ma odpowiednio 32 i 72 mld PLN. Różnica jest już więc rzędu wielkości. W biznesie zarabia się na serwisie i eksploatacji, a dobrze poprowadzona umowa do tego ma przede wszystkim prowadzić. Dodajmy jeszcze, że pracownicy pensję potrąconą o np. podatki, wydadzą raczej w polskim systemie gospodarczym...

Komentarz

 Spotkanie przywołuje przynajmniej kilka przemyśleń. Po pierwsze, pytanie o jego zasadność i skuteczność. Piszący te słowa wyraża opinię, że w 2020 roku o źródłach technicznej modernizacji polskiej obrony powietrznej w skromnym stopniu decydują specjaliści, także Ci w mundurach. Ostateczne ośrodki decyzyjne o kierunku wydatków rzędu kilkudziesięciu miliardów złotych nie są ulokowane nawet na szczeblu MON. Zakupy uzbrojenia na tym poziomie wydatków to zawsze było narzędzie polityczne, jedno z nielicznych, którymi realnie dysponują osoby sprawujące władzę w polskim państwie. Spotkanie, nie pierwsze i zapewne nie ostatnie, podejmujące aspekty taktyczno-techniczne propozycji, a nawet te gospodarcze, nie ma, niestety, dużych szans na przełożenie się w podpisy decydentów. Narracja o dużym udziale polskiego przemysłu w programie Narew, wielokrotnie powtarzana przez szefa MON, ale i premiera, powinna być traktowana z rezerwą. Kołem zamachowym dla tego samego przemysłu miała być przecież już Wisła. Niewiele z tych deklaracji i zapewnień o dwóch nogach przy podejmowaniu decyzji (wojskowej i przemysłowej) pozostało przy podpisaniu umowy w 2018 roku, a po dwóch latach jeszcze mniej.

 Po drugie, polski przemysł nie jest w praktyce partnerem systemu militarnego, którego jest niezaprzeczalnie jedną z ważniejszych części, oczywiście oprócz sił zbrojnych. Nie jest partnerem dla resortu obrony. Nie jest wprowadzony w potrzeby armii, nie wspomaga mundurowych swoją wiedzą, doświadczeniem z obsług licencji, kontaktami, opiera się ciągle o wojskowe wymogi sprzed lat. Przecież po dwóch latach od podpisania umowy na dwie baterie IBCS/Patriot, nie ma w ogóle świadomości o możliwościach systemu będącego już wkrótce w dyspozycji Wojska Polskiego. To jednak smutny obraz rzeczywistości w jakiej funkcjonujemy i zły prognostyk na lata i dekady użytkowania. Brak oznak postawienia na polski przemysł w zakresie zabezpieczenia eksploatacji, nie ważne czy państwowy czy prywatny, przeczy nie tylko doktrynie, ale zdrowemu rozsądkowi. Bardzo szybko wojsko zetknie się z sytuacją, że posiadać nowoczesne rozwiązanie, nie znaczy dysponować zdolnością operacyjną. W obronę powietrzną trzeba inwestować stale, a realia zweryfikują, czy uda się skutecznie transoceanicznie zarządzać programem na warunkach i posłuchu, który Siły Zbrojne RP zbudowały sobie wobec polskiego przemysłu. Zweryfikują także zdolność budżetu do zapłaty kolejnych rachunków, aby utrzymać obronę powietrzną w trendzie wzrostowym.

 Po trzecie, zauważalna wydaje się wojna o zasoby pomiędzy przeciwlotnikami w stalowych i zielonych mundurach. Potrzeby sprzętowe 3. Brygady Rakietowej OP ze składu Sił Powietrznych, po zakupie dwóch baterii Wisła, pozostają ciągle na wstępnym etapie zaspokojenia. Potencjał ten dziś tworzy (i tak ledwie) sześć dywizjonów rakietowych z systemami Newa-SC oraz Wega, które zgodnie z jeszcze całkiem świeżymi planami miały być wycofane ze służby odpowiednio do 2019 i 2015 roku. Wisła powoli staje się tzw. pół sukcesem i pułapką. Dwie baterie i tylko bezpośrednia inwestycja rzędu 17 mld PLN nie rozwiązuje problemu polskich potrzeb w budowie zdolności przeciwrakietowych, można nawet postawić tezę, czy przed czy po inwestycji w cztery jednostki ogniowe IBCS/Patriot, w takim samym stopniu państwo polskie zagrożone jest szantażem balistycznym. Zakupiono klasyczne sektorowe radary Patriot oraz jedynie specjalizowane do zwalczania celów balistycznych pociski MSE. Nie tak miało to wyglądać. Efekt jest taki, że dwie baterie Wisła nie ochronią nawet skromnej części infrastruktury krytycznej, nie wspominając o wojskach. Same wręcz, ze względu na martwą strefę (w poziomie, ale i w pionie) zakupionego radaru, potrzebują osłony ze strony zestawów rakietowych krótkiego zasięgu. Przewrotnie zabrzmi również teza, że w polskich warunkach sieciocentryczny IBCS/Patriot wcale takim nie jest - z kim ma w Siłach Zbrojnych RP tworzyć taką sieć powiązań, czerpie przecież dane jedynie z tych czterech posiadanych radarów? Sieciocentryczny IBCS/Patriot przez lata będzie wyspą. Bez IBCS w Narwi nie będzie wykorzystana jego sieciocentryczność w Wiśle, bez Narwi w Siłach Powietrznych, nie dokona się przełomu we wprowadzeniu systemów rakietowych nowej generacji. Dodajmy do tego widoczną już dziś porażkę z offsetem. Oczywiście można deklarować, a nawet planować, że będą kolejne baterie Wisła, zbudujemy to i tamto. Lata czy nawet dekady obserwacji polskiej modernizacji powinny nauczyć jednego - warto zwracać uwagę tylko na podpisy pod kontraktami. Polskimi zapowiedziami i dokumentami planistycznymi można byłoby wybrukować nie tylko jedno piekło.

 Swoje argumenty równolegle posiadają Wojska Lądowe, dysponując głównie trzema pułkami przeciwlotniczymi i czwartym, koniecznym przecież do sformowania dla tworzonej 18. Dywizji Zmechanizowanej. Przeciwlotnicy w zielonych mundurach mają prawo oczekiwać, że pierwotnych w Planie Modernizacji Technicznej 19 baterii rakietowych Narew (w każdej dwa radary Sajna, zestaw P-18PL i PET/PCL, 6 wyrzutni) faktycznie stanie się 38 bateriami rakietowymi (radar Sajna i 3 wyrzutnie, zestaw radarów wstępnego wykrywania na szczeblu dywizjonu), tym samym uda się stworzyć w każdym z trzech dziś posiadanych pułków przeciwlotniczych po trzy dywizjony rakietowe (w każdym 4 baterie, plus pododdział do Centrum Szkolenia w Koszalinie), jako następców dywizjonów 2K12 Kub (planowane przecież do wycofania do 2022 roku) oraz 9M33 OSA-AKM (planowane do wycofania do końca trzeciej dekady) - wprowadzenie Narwi, niezależnie czy tworzonej z udziałem polskiego przemysłu, czy zagranicznego, potrwa i tak wiele lat. Walka o zasoby i przyszły model naziemnej obrony powietrznej związków taktycznych (dywizyjne pułki przeciwlotnicze w Siłach Powietrznych wzorem podziału zadań choćby u Brytyjczyków czy Amerykanów) jest o tyle uzasadniona, że może i polski resort obrony zaplanuje zakup tylu ile wojsko potrzebuje baterii systemu Narew, ale patrząc na koszty chyba można bardziej spodziewać się powtórzenia casusa Wisły, czyli wprowadzenia formuły niekończącej się tzw. I fazy. O potrzebach Marynarki Wojennej nikt już chyba nie wspomina za wyjątkiem szukania następcy dla armat S-60 kal. 57 mm z systemem Blenda.

Narew powinna współpracować z systemami obrony przeciwlotniczej związku taktycznego (dywizjony w brygadach) oraz jego systemami dowodzenia, skutecznie zabezpieczając manewr wojsk własnych. Dla systemu Wisła większe znaczenie ma wpięcie go w posterunki radarowe 3. Brygady Radiotechnicznej Sił Powietrznych, niż w działające w znacznym oddaleniu pułki przeciwlotnicze dywizji. W praktyce, w opinii autora, strona polska i tak z kilku powodów nie ma możliwości pełnego wykorzystania zdolności IBCS. 

 Autor uważa, że w pierwszej kolejności dążyć należy do tworzenia systemu Narew z jak najszerszym udziałem polskiego przemysłu w opracowaniu i dostawach systemu przeciwlotniczego krótkiego zasięgu Narew. Polski przemysł nie jest kompetencyjnym golasem. Kilka dekad pokazało, że wespół z wojskiem, często w trudnej współpracy, wprowadził polską obronę powietrzną w erę cyfrową. Słabość polskich przeciwlotników to nie słabość rozwiązań w zakresie dowodzenia i kierowania, ale lekceważy się jej potencjał z powodu bardzo przestarzałego oręża. Ten i tak był modernizowany i modyfikowany, dzięki czemu możemy czekać na nową rakietową generację kolejną dekadę. Ale ile można czekać? Dlatego wystarczy szklanych domów w polskim planowaniu i zacząć wręcz trzeba od wdrożenia rozwiązania przejściowego za systemy Newa-SC i Wega z radarem Bystra, systemem dowodzenia SAMOC i pociskiem nowej generacji (w tym przypadku przemysł głównie optuje za MBDA CAMM pod warunkiem pełnego transferu technologii). Docelowe rozwiązanie dla Narwi, wymagać będzie i cierpliwości i odpowiedniego finansowania. Wymagać będzie także terminowego procedowania niezbędnych dokumentów ze strony wojska, jak wiążące wymagania przepracowane pod kątem technicznym i operacyjnym. Dodajmy do tego wzmocnienie niezbędnych zdolności produkcyjnych (kadrowych i materiałowych) PIT-Radwar i innych podmiotów, borykających się z wyzwaniami rosnących potrzeb sprzętowych wojska, a dziś mogącymi im sprostać efektywnością produkcyjną w niewielkim stopniu. Powstaje konglomerat kilku czynników, instytucji, które w połączeniu zapewnić powinny oczekiwane rozwiązanie. Można zakładać, że będzie drożej, później i nie obejdzie się bez ostrych zakrętów. Tak jest nie tylko w Polsce.

 Trudno się zgodzić z poglądami, że należy rozwijać własny system C2 dla programu Narew oraz integrować i tworzyć wtyczki A/Kit pozwalające na jednoczesne włączenie poprzez IFCN do IBCS użytkowanych radarów oraz wyrzutni z systemu Narew. Po pierwsze chodzi o ciągle deficytowe środki finansowe, nie jesteśmy przecież, wzorem systemu izraelskiego, rokrocznie wspomagani przez Amerykanów kilkoma miliardami dolarów. IFCN nie wydaje się, aby miał przewagi techniczne nad polskimi rozwiązaniami w budowie sieci opartej o radiolinie i radiostacje, ma jednak podstawowy wyróżnik - stanowi bramę do IBCS. Jakich rozmiarów sieć łączności trzeba jednak zbudować, aby stworzyć bezpieczny system przesyłu danych dla znajdujących się manewrze pułków przeciwlotniczych dywizji z systemami IBCS/Narew oraz przeznaczonych przede wszystkim do osłony strategicznej infrastruktury czy obiektów systemów Wisła (np. stolica, baza w Redzikowie, przeprawy o znaczeniu operacyjnym). To nie jest dla polskiego systemu realne organizacyjnie i finansowo wyzwanie. Działające raczej ogniskowo polskie związki taktyczne przede wszystkim prowadzić będą działania w dużej odległości od najważniejszych obiektów strategicznych, których przecież raczej na wschodzie kraju nie posiadamy. Pułki przeciwlotnicze dywizji oraz pododdziały Wisły dzielić mogą setki kilometrów. Sieć natomiast musi być rozbudowana, typu kratownicowego, aby wyłączenie jednego z jej elementów nie powodowało przerwania komunikacji. Sama dywizja, zgodnie z ćwiczonymi w Polsce scenariuszami, w obronie może operować w pasie o szerokości do 90 km i głębokości do 60 km, a w natarciu do 45x60 km. Jak rozbudowanymi pododdziałami łączności z masztami IFCN należy dysponować z kolei w dywizjach, aby zapewnić bezpieczny przesył danych, łączyć kablowo z wyrzutnią i radarem, i to wszystko w polskich warunkach terenowych? Jak zadbać o przeżywalność takiej sieci w trudnym, symetrycznym polu walki? Takie wyzwanie należy podjąć, aby budować sieć łączności podporządkowaną dla czterech jednostek ogniowych IBCS/Patriot? 

 Druga sprawa to koszty integracji A/Kit, aby korzystać w pełni z sieciocentryczności zapewnianej przez IBCS. Proces integracji, jak napisano powyżej, musi przeprowadzić strona amerykańska. Koszty nie są znane, ale obecnie faktycznie amerykańskie siły zbrojne integrują tylko dwa radary: AN/MPQ-65 z Patriota oraz mniejszy AN/MPQ-64F1 Sentinel. Z kolei można napisać, że integracja systemowa izraelskiego radaru do systemu Pilica kosztowała miliony złotych, a fizyczna integracja konkretnego egzemplarza tego samego radaru do systemu kilka kolejnych milionów złotych. Integracja typów wyrzutni czy radarów z samej tylko Narwi w połączeniu z ponad 200 egzemplarzami samych wyrzutni i radarów pokazuje rząd kosztów o których rozmawiamy. A dlaczego tylko Narew ma współdziałać z IBCS? Przecież dla zbudowania w pełni systemu sieciocentrycznego, większe nawet znaczenie dla świadomości sytuacyjnej Wisły ma włączenie do IBCS 3. Brygady Radiotechnicznej ze wszystkimi rozrzuconymi po kraju posterunkami poszczególnych kompanii radiotechnicznych, radarami Odra czy dużymi systemu Backbone. A co z całą grupą sprzętu utrzymywanego na zapasie wojennym, mającym zastąpić narażone na szybką utratę w konflikcie symetrycznym radary z pierwszej linii? A co z całą grupą systemów dowodzenia, co z Popradem czy Pilicą, z kim mają współpracować? Autor wyraża więc opinię, nie stać nie tylko MON, ale budżetu Polski na budowę polskiego systemu dowodzenia i pełne wykorzystanie zdolności sieciocentrycznych IBCS. Nie stać nas nawet i na szerokie, funkcjonalne wprowadzenie tylko IBCS.

 Jesteśmy skazani na polskie rozwiązania, budowę sieci dzięki wymianie informacji poprzez Link 16, a w działaniach z wojskami amerykańskimi, wpięcie baterii Wisła we wspólny system i być może wykorzystanie tych zdolności, które chcielibyśmy widzieć także w polskiej armii, z budżetem rocznym na poziomie 15 mld USD. Pewnym wyjątkiem jest konieczność integracji niektórych typów radarów i małej grupy egzemplarzy radarów, aby poprawić możliwości Wisły, w którą przecież już zainwestowaliśmy.

 To skazanie na polski system oznacza, że nie zostanie zrujnowany funkcjonujący system dowodzenia i kierowania obroną powietrzną, nie zostanie zrujnowany dorobek kilku dekad współpracy i inwestycji przemysłu i wojska. Bez polskiego przemysłu trudno będzie wypracować narzędzia niezbędne do wdrożenia polskiej sztuki operacyjnej, uruchomić kolejne poziomy Polish Mission Network, dysponować własnym oprogramowaniem, kryptografią czy łącznością. Wojsko ma doświadczenia jak wychodzi na rewolucji, niech spojrzy co ma w swoich zasobach i jak można to wykorzystać z udziałem przemysłu. Oczywiście, jeśli o czymś jeszcze decyduje.

Mariusz Cielma




Rejestracja

Funkcja chwilowo niedostępna

×

Logowanie

×

Kontakt

×
Program Skoshi Tiger, czyli F-5C w Wietnamie

Program Skoshi Tiger, czyli F-5C w Wietnamie

Powstanie F-5C było związane z działaniami zbrojnymi prowadzonymi we Wietnamie. W 1965 roku USAF wypożyczyło, w ramach programu noszącego nazwę Sko...

więcej polecanych artykułów