Serwis używa cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.
zamknij   

szukaj

2011-10-03 22:06:18

Spadochroniarze wojskowi w II RP

     Rozwój wojsk spadochronowych i próby desantowania żołnierzy wraz ze sprzętem dokonywane w krajach sąsiednich: ZSRR (pierwsze desanty spadochronowe w 1930 roku, postanie pierwszego bojowego pododdziału spadochronowego w 1931 roku, słynne ćwiczenia pod Kijowem w 1935 roku i pod Mińskiem w rok później) oraz Niemczech (silny rozwój spadochroniarstwa od początku lat trzydziestych, pierwszy wojskowy oddział spadochronowy w 1936 roku) były z uwagą obserwowane przez przedstawicieli innych sił zbrojnych (przede wszystkim Francji, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych). Zainteresowanie polskich władz wojskowych spadochroniarstwem datuje się od 1925 roku, tj. od czasu badań w Instytucie Technicznym Lotnictwa różnych typów importowanych spadochronów (przede wszystkim do celów ratowniczych).

     Zakupiono również pewną liczbę spadochronów różnego typu. ITL za najlepsze uznał amerykańskie urządzenia Irvin (sprowadzane z fabryki firmy w Wielkiej Brytanii) i w 1927 roku zorganizował kurs instruktorski mający na celu przećwiczenie użycia tego sprzętu. Skoki wykonywano metodą zrywu ze skrzydła samolotu bombowego Farman F-68BN4 Goliath. Polska zakupiła licencję na te spadochrony za około 0,5 mln zł i w dwa lata później uruchomiono (na bazie Centralnych Zakładów Balonowych, funkcjonujących od 1922 roku, które konserwowały i naprawiały spadochrony) Wojskową Wytwórnię Balonową z siedzibą w Jabłonnie, zakład produkujący licencyjne spadochrony, nazwane Polski Irvin. Przygotowania do uruchomienia montażu spadochronów rozpoczęto w 1928 roku. Produkcja wszystkich spadochronów sięgała początkowo 300 szt., a następnie, w połowie lat trzydziestych, 600 szt. rocznie (w 1938 roku było to już około 1000 szt.), rozpoczęto również ich eksport (do Rumunii w latach 1935-39, nowsze opracowania nie wykazują tego eksportu). Cena jednego egzemplarza wynosiła 1440 zł. Od 1936 roku WWB zmieniła nazwę na Wytwórnia Balonów i Spadochronów (WBS).

Szkolenie spadochronowe.

     Spadochrony produkowane były w kilku wariantach – skoczkowie używali spadochronów treningowych. Komplet ćwiczebny składał się ze spadochronu plecowego i pomocniczego spadochronu piersiowego. Czasze wszystkich spadochronów miały obrys okrągły i uszyte były z łączonego w pasy jedwabiu, ten sam materiał służył do obszycia obrzeża czaszy. Linki nośne przechodziły przez całą czaszę i spotykały się w tzw. kominku spadochronu, tworząc pętlę, do której przymocowano linkę spadochronika wyciągającego. Spadochron plecowy miał powierzchnię 57 m2, a zapasowy, piersiowy – 35 m2, natomiast siedzeniowy (pilota) – 42 m2. Uprzęże spadochronów uszyte były z taśm bawełnianych o grubości 4 mm i szerokości 45 mm. Pokrowce były brezentowe.

Dane spadochronów Polski Irvin:

Typ Plecowy  Piersiowy Siedzeniowy Spadochronik
Powierzchnia czaszy [m2] 57 35 42 0,72
Średnica czaszy [mm] 8535 6700 7500 915
Ilość pasów czaszy [szt] 28 20 24 8
Średnica kominka [mm] 485 455 455 -
Liczba linek nośnych [szt] 28 20 24 8
Średnica linek nośnych [mm] 5 5 5 2,5
Długość linek nośnych [mm] 6705 4570 4875 762
Masa spadochronu [kg] 10,5 8 bd -
Długość pokrowca [mm] 560 390 560 -
Szerokość pokrowca [mm] 300 300 300 -
Wysokość pokrowca [mm] 120 60 110 -

  Pierwszą polską publikacją o możliwości użycia desantu spadochronowego w działaniach bojowych był artykuł mjr M. Romeyki pt. „Wyprawy specjalne” w Przeglądzie Lotniczym z września 1929 roku. Publicysta zauważył, że rozwój techniki lotniczej umożliwia transport lotniczy małych pododdziałów (przedstawił przykład plutonu piechoty z bronią maszynową transportowanego przez dwa-trzy samoloty) lub pojedynczych żołnierzy zrzucanych z użyciem coraz doskonalszych spadochronów, a dobrze uzbrojeni i wyszkoleni spadochroniarze mogą być groźną bronią, niszczącą infrastrukturę wojskową i komunikacyjną.


Zajęcia spadochronowe, w tle Fokker-VIIBm3W.

     Dyskusja odnośnie tego tematu na łamach prasy wojskowej rozgorzała w latach 1933-35. Kilku autorów, w tym kpt. M. Lisiewicz, kmdr ppor. W. Kosianowski, mjr J. Sopoćko przedstawiło stan organizacji wojsk powietrzno-desantowych na świecie oraz własne propozycje Ordre de Batallie pododdziałów tego typu. Natomiast płk S. Abżółtowski w pracy pt. „Lotnictwo komunikacyjne, przewozy i desanty powietrzne” zaprezentował możliwości desantowania z samolotów. Ogólnymi wnioskami z tych rozważań było zauważenie dużej skuteczności nawet małych grup bojowych spadochroniarzy-dywersantów oraz stwierdzenie potrzeby potrzeby istnienia pododdziałów tego typu. Z drugiej strony zdawano sobie sprawę, że posiadanie nawet małej jednostki powietrzno-desantowej wymaga dużych nakładów (szkolenie żołnierzy, infrastruktura, samoloty transportowe).

     Rozpoczęto zatem od podstaw, czyli organizacji sportu spadochronowego i budowy infrastruktury w tym zakresie. Do 1935 roku skoki spadochronowe nie funkcjonowały jako oficjalna dyscyplina sportowa (wykonywano je jedynie podczas pokazów). Zarząd Ligi Obrony Przeciwlotniczej i Przeciwgazowej rozpoczął jednak w tym roku organizację spadochroniarstwa jako masowej dyscypliny sportowej. Oficjalne działania rozpoczęto w 1936 roku za zgodą ówczesnego prezesa LOPP gen. dyw. L. Berbeckiego, uznając, że sport spadochronowy będzie stanowił podstawę rozwoju szybownictwa i lotnictwa silnikowego oraz będzie miał znaczenie wojskowe. LOPP włączyła spadochroniarskie szkolenia młodzieży do programu swych działań (hasło „Polska młodzież na spadochrony”). Pod patronatem Ligi tworzone były na terenie Polski ośrodki szkolenia (Bydgoszcz, Bezmiechowa, Biała Podlaska, Legionowo). Ponadto LOPP, z pomocą wojska, podjęła się szkolenia kadr instruktorskich w centralnym ośrodku w Legionowie. Pierwsze cztery kursy przeprowadzone zostały już w 1936 roku. Program takiego kursu składał się z dwóch części – teoretycznej i praktycznej. Do szkolenia praktycznego zostały wybudowane wieże spadochronowe – pierwsza powstała w Warszawie na Mokotowie. W latach 1936-1939 wybudowano w większych miastach dalsze wieże spadochronowe (stalowe), służące do wstępnego szkolenia przed skokami z samolotu. W 1939 roku według zamierzeń LOPP miano wybudować kolejnych kilkanaście wież. Polscy spadochroniarze prezentowali się również za granicą (w Holandii, na Łowie i na Węgrzech). 

Sieć wież spadochronowych w Polsce (w końcu 1938 roku):

Isniejące 16 Grudziądz, Toruń, Bydgoszcz, Poznań, Łódź, Warszawa (dwie), Lublin, Kielce, Kowel, Równe, Lwów, Katowice, Bielsko, Ostrów Mazowiecka, Białystok,
Projektowane 3 Wilno, Nowogródek, Kraków,

     Militarne znaczenie sportu spadochronowego było dla decydentów wojskowych jasne od połowy lat trzydziestych. W konsekwencji, równocześnie z organizacją masowego cywilnego sportu spadochronowego (który rozwijał się intensywnie – już w 1937 roku w całym kraju wykonano 31440 skoków) rozpoczęto budowę niewielkich bojowych sił spadochronowych.

    Aby unaocznić m.in. decydentom możliwości oddziałów spadochronowych organizowano pokazy spadochronowe. Najbardziej widowiskowy pokaz odbył się w Wieliszewie koło Legionowa 5 września 1937 roku. Z 7 samolotów Fokker F-VII zrzucono 60 skoczków (z wysokości 600 do 1000 m). Dla spotęgowania wrażeń skoczkowie otworzyli również spadochrony zapasowe, co „podwoiło” liczbę spadochroniarzy, opadających wolniej i przedłużyło pokaz. Widowisko miało charakter publiczny (było uświetnieniem rozpoczynającego się w tym czasie w Legionowie pierwszego wojskowego kursu spadochronowego, dla słuchaczy wszystkich zawodowych Szkół Podchorążych w kraju), ale było obserwowane również przez władze wojskowe (w tym Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych marsz. E. Rydza-Śmigłego).

 

Spadochron ćwiczebny Irvin - komplet.

   Słabością polskich zamierzeń były ograniczone zasoby, w tym przede wszystkim brak wojskowych samolotów transportowych o dużej ładowności (klasy Ju-52/3m, Bristol Bombay, czy TB-3). Posiadane samoloty bombowe Fokker F-VIIm3W [1] zabierać mogły, zamiast ładunku bojowego, jedynie 10 żołnierzy lub odpowiednią ilość ładunku, poza tym było ich niewiele (wyprodukowano 20 szt. w wersji bombowej i 11 szt. w odmianie komunikacyjnej, do 1939 roku również większość tych ostatnich przejęło wojsko) i były pod koniec lat trzydziestych mocno zużyte [2]. Ograniczono się zatem jedynie do próby tworzenia małych pododdziałów, zdolnych do wykonania zadań dywersyjnych na zapleczu przeciwnika. Opracowania wskazują, że terenem działania polskich grup bojowych miały być Prusy Wschodnie, ale zapewne miały być one użyte również na terenie ZSRR.

     W 1937 roku wojsko przystąpiło do szkolenia skoczków dla potrzeb planowanych oddziałów spadochronowych. We wrześniu tego roku rozpoczęto w Legionowie kurs spadochronowy dla pierwszej grupy podchorążych (miał on charakter bardziej sportowy, niż wojskowy). Wobec braku opracowanej metodyki szkolenia, program kursu wzorowano na zajęciach cywilnych, organizowanych wcześniej przez LOPP. W ramach szkolenia ćwiczono m.in. skoki z samolotów Fokker F-VII i  RWD-8, składanie spadochronów, prowadzono również zajęcia teoretyczne z zakresu niszczenia obiektów, topografii i taktyki.

      Kolejny kurs (zajęcia doskonalące) zorganizowano rok później (w dniach od 5 do 12 września 1938 roku), uczestniczyli w nim absolwenci poprzedniego szkolenia, tj. podchorążowie i oficerowie zawodowi (piechoty, saperów i łączności). W ramach szkolenia odbyły się czterogodzinne zajęcia z działań dywersyjnych i dwugodzinne z taktyki oraz ćwiczenia składania spadochronów. Użyto samolotów Fokker F-VII (jeden skok) i RWD-8 (dwa skoki, w tym jeden z pełnym wyposażeniem). Szkolenie miało przygotować do desantu grupowego, zaplanowanego na jesień 1938 r., w ramach manewrów na Wołyniu. Na zakończenie kursu, w sierpniu 1938 roku na Okęciu, wykonano skoki grupowe z Fokkerów, z bronią i sprzętem, w ramach prób przed ćwiczeniem bojowym.

       Nacisk na przygotowanie skoczków do manewrów wołyńskich nie był bezpodstawny – pozytywna ocena działań przez kierownictwo największych ćwiczeń wojska miała być „przepustką” do dalszych działań organizacyjnych obejmujących, w założeniu ich twórców, zorganizowanie wojskowego ośrodka szkolenia spadochronowego pozyskanie specjalnego sprzętu oraz doskonalenie działań pododdziałów spadochronowych, w tym grup dywersyjnych.

 

Przygotowanie do skoku w WOS.

     Wołyńskie ćwiczenia międzydywizyjne rozpoczęto 14 września 1938 roku. Kierownikiem manewrów był gen. dyw. S. Burchardt-Bukacki. Oddział spadochronowy przygotowany do ćwiczeń liczył 24 (według niektórych opracowań 25) żołnierzy (dowódca por. A. Mokrzecki). Zadaniem dywersantów na spadochronach była całonocna pozoracja, za pomocą petard, zniszczenia mostów, wiaduktów i torów kolejowych oraz linii telefonicznych (w rej. m. Połonka). Grupa miała również zaatakować lotnisko polowe. Drużyną saperską dowodził ppor. J. Sigenfeld, drużyną piechoty ppor. J. Górecki, sekcją łączności ppor. W. Malinowski.

Grupa dywersyjna użyta w czasie manewrów wołyńskich i jej uzbrojenie:

  Ilość żołnierzy Uzbrojenie
Dowódca 1 (oficer) pistolet wz. 35
Drużyna saperska 10 (oficer, 9 podoficerów) pistolet wz. 35, karabinki wz. 29
Drużyna piechoty 9 (oficer, 8 podoficerów) pistolet wz. 35, karabinki wz. 29, rkm wz. 28
Sekcja łączności 3 (2 oficerów, 1 podoficer) pistolety wz. 35, karabinek wz. 29
Lekarz 1 (podchorąży) pistolet wz. 35
Oficer łącznikowy 1 (oficer II Oddz. SG) pistolet wz. 35

  Karabinki (o długości 1100 mm) przytraczane były przed skokiem paskami do ud. Zapas amunicji ślepej wynosił po 120 szt. nabojów na karabinek, 40 szt. nabojów do rkm (2 magazynki), 24 szt. nabojów na pistolet (3 magazynki). Pododdział posiadał również granaty oraz saperskie ładunki wybuchowe, które imitowane były przez petardy. Wyposażenie specjalistyczne obejmowało poza tym:

  • radiostację, przenoszoną przez dowódcę sekcji łączności (mocowana z tyłu, pod spadochronem plecowym, z przodu, pod spadochronem zapasowym, przytroczony był zestaw słuchawkowy, klucz telefoniczny i linka antenowa, a przy pasie po obu bokach pokrowce z dwoma gołębiami pocztowymi),
  • zasilanie radiostacji, przenoszone przez podoficera sekcji łączności (2 baterie anodowe z tyłu pod spadochronem plecowym, z przodu pod spadochronem zapasowym 3 ogniwa stałe, pod prawym ramieniem narzędzia do niszczenia linii telefonicznych, a pod lewym aparat do podsłuchu linii telefonicznych).

     Sam desant podczas manewrów miał być wykonany przy użyciu dwóch Fokkerów F-VII. Podczas prób okazało się, że maszyny pomieścić mogą jedynie po 10 skoczków z pełnym wyposażeniem każdy (z kolei inne opracowania wskazują, że z dwóch Fokkerów skoczyło 24 żołnierzy, co oznacza po 12 spadochroniarzy na samolot). Z tego względu pozostałych 5 spadochroniarzy, jako rezerwę, wysłano transportem kolejowym do Łucka. Plan desantu opracowano na lotnisku startu.

 

Spadochroniarze LOPP w 1937 roku.

     15 września 1938 roku samoloty transportowe wystartowały z lotniska Lwów-Skniłów o 16.45 i po pół godzinie były nad celem – miejscowością Puchany (10 km na południe od Łucka). Miejsce zarzutu wybrano specjalnie – znajdowało się na obszarze otoczonym lasami. Dowódca grupy dywersyjnej zdecydował wykonać desant z pułapu 200 metrów, a nie, jak planowano wcześniej, z 400 m. Zmniejszało to szansę wykrycia skoczków w powietrzu przez patrole i obserwatorów przeciwnika. Spadochroniarze wylądowali niezauważeni, na polanie położonej w pobliżu zasadniczego lądowiska. Niestety okazało się, że grupa nie posiada łączności z bazą – uszkodzona została radiostacja, natomiast gołębie pocztowe po „twardym lądowaniu” nie chciały odlecieć. Mimo tego dywersanci wyruszyli po zmroku i do nastania dnia „zniszczyli” mosty drogowe w rejonie m. Połonka i Góra Połonka oraz odcinki linii kolejowej, „przerwano” także napowietrzne linie telefoniczne. Poprzerywano także napotkane linie telefoniczne. W czasie akcji spadochroniarze nie zostali wykryci przez operujące na tym terenie ćwiczące pododdziały i 16 września o 5.00 przybyli do Łucka, gdzie dowódca zameldował w kierownictwie ćwiczeń wykonanie postawionego zadania. Zarówno ćwiczące wojska (oddziały 30. Dywizji Piechoty), jak i kierownictwo manewrów okazało się zaskoczone obecnością dywersantów za linią frontu.

    Powtórna akcja (na polecenie kierownictwa manewrów) nastąpiła w dniu 17 września 1938 roku o 16.45 w rejonie Klewania (9 km na wschód od tej miejscowości). Z punktu widzenia dywersantów zakończyła się analogicznym sukcesem - „zniszczono” drewniany most drogowy i „uszkodzono” obiekt betonowy. Spadochroniarze zdobyli poza tym 2 samochody ciężarowe, którymi wrócili do Łucka.

    Wołyńskie manewry nie potwierdziły jednak – w ocenie kierujących nimi – decydującej roli grupy dywersyjnej w ramach ćwiczonych działań (z uwagi na małą liczebność i standardowe uzbrojenie desantu – prawdopodobnie wniosek w tym zakresie byłby inny w przypadku desantu oddziału liczącego kilkuset spadochroniarzy), wyciągnięto z kolei właściwe wnioski z przebiegu całej akcji, a to, że desanty bojowe są możliwe, realne, nie można ich lekceważyć, że zwalczanie małych grup dywersyjnych nie jest łatwe, a wykonanie dziennego desantu spadochronowego będzie możliwe jedynie po zapewnieniu przewagi w powietrzu nad obszarem akcji. Ponadto, w raporcie gen. bryg. K. Fabrycego z manewrów, słusznie zauważono, że rozwój sił desantowych u przeciwników wymusza zainteresowanie się zagadnieniami obrony przeciwdesantowej (wojsk i obiektów militarnych oraz ludności i obiektów cywilnych).

 

Samolot Farman F68BN4 - na skrzydle widoczny skoczek przygotowany do skoku metodą zrywu.

     Cennym aspektem ćwiczeń była możliwość przetestowania posiadanego przez spadochroniarzy uzbrojenia i sprzętu. I o ile broń i wyposażenie saperskie nie zawiodły, to okazało się, że sprzęt łączności był niedopracowany i trudny w obsłudze (źródła zasilania szybko się zużywały, nadajnik miał zbyt mały zasięg, dźwięki z zewnątrz zagłuszały słyszalność przez zbyt małe słuchawki) oraz „źle znosi” skoki.W związku z powyższym przystąpiono do opracowania wyposażenia specjalnego, dostosowanego do wykonywania skoków spadochronowych lub zrzucania na spadochronach. Były to m.in. mina do niszczenia torów kolejowych [3] oraz wykonane, w warsztatach 4. Pułku Lotniczego w Toruniu, pokrowce na uzbrojenie i wyposażenie, czy zasobniki z wewnętrzną amortyzacją. Opracowano również automatycznie otwierane spadochrony o nośności 120 kg. W zakładach AVA w ciągu kilku miesięcy opracowano radiostację krótkofalową o zasięgu 35-100 km, mieszczącą się w metalowej skrzyni o wymiarach 300 x 200 x 60 mm i masie 2 kg [4].

     Ćwiczenia wskazały też drogę rozwoju tego rodzaju sił – instytucjonalnym zapleczem budowy oddziałów desantowych miał być Wojskowy Ośrodek Spadochronowy w Bydgoszczy, utworzony w maju 1939 roku, przy 4. Pułku Lotniczym w Toruniu, który był dla WOS jednostką gospodarczą. Zadaniem Ośrodka było przygotowanie oficerów i podoficerów broni i służb do wykonywania desantów i realizacji zadań bojowych na zapleczu przeciwnika. Planowano, że wraz z rozbudową infrastruktury i kadr, szkoleni w Bydgoszczy spadochroniarze będą „zalążkiem” przyszłych oddziałów desantowych. Pierwsi kandydaci przybyli do Bydgoszczy 1 czerwca 1939 roku. Byli to wybrani oficerowie i podoficerowie piechoty, saperów, łączności, dysponujący nienagannym stanem zdrowia i znający (oficerowie) biegle języki obce. WOS był wyposażony w sprzęt spadochronowy, podręczniki, pomoce szkoleniowe, sprzęt, samoloty (m.in. 5 szt. Fokkerów F-VIIm3W przystosowanych do zrzutów i przekazanych latem 1939 roku) i uzbrojenie (7,92 mm ckm wz. 30, 8 mm ckm wz. 14, 7,92 lkm wz. 15, 7,92 mm kbk wz. 29, 9 mm pw wz. 35, prawdopodobnie dysponowano m.in. 2 szt. 9 mm pistoletów maszynowych wz. 39 Mors lub wz. 31 Suomi). Ciekawym jest, że – prawdopodobnie w obawie przed uszkodzeniem broni (z tego względu WOS przydzielono starsze typy ckm i lkm) lub w celu ukrycia pochodzenia dywersantów – polecono: „do zrzutów spadochronowych nie wolno używać broni polskiej”.

      Komendantem WOS mianowano mjr W. Tuchułkę, natomiast pierwszymi instruktorami szkolenia spadochronowego byli instruktorzy tego sportu w LOPP: J. Górecki, A. Grabowski i F. Zacharski (według niektórych opracowań por. W. Malinowski). Zajęcia z zakresu szkolenia saperskiego prowadził ppor. J. Siegenfeld, a samej techniki skoków i obsługi sprzętu spadochronowego kpt. F. Kulesza i por. J. Kędzierski. Program szkolenia opracowano uwzględniając doświadczenia LOPP oraz wnioski z ćwiczeń wołyńskich.

    Ciekawym jest, że w marcu 1939 r. sformowano, w ramach 4. Pułku Lotniczego, II. Wydzielony Dywizjon Towarzyszący (mjr pil. R. Rudkowski) w składzie: 46. i 49. Eskadry Towarzyszące, pododdział parkowy, pododdział portowy, kwatermistrzostwo, służby [5].

 

Spadochroniarze WOS podczas defilady w 1939 roku.

      Od razu po sformowaniu, WOS przystąpił do szkolenia spadochronowo-dywersyjnego (kursy miały trwać od 2 do 3 tygodni). Na początku czerwca 1939 r. w kursie uczestniczyło po 40 oficerów i podoficerów, posiadających ukończony podstawowy kurs spadochronowy. Szkolenie spadochronowe obejmowało skoki na trapezie, skoki z wieży spadochronowej i skoki z samolotów, natomiast szkolenie dywersyjne zawierało zajęcia saperskie (niszczenie obiektów stałych – mostów, budynków), zajęcia taktyczne (walka wręcz, strzelanie). Potwierdzeniem skuteczności szkolenia miał być pokazowy desant grupy bojowej, zaplanowany na 2 sierpnia 1939 roku. Według planu, 20 osobowa grupa dywersyjna miała za zadanie zniszczenie mostów w rej. m. Cyganów i Pustelnik (okolice Zielonki k. Warszawy), na trasie linii kolejowej Warszawa – Tłuszcz. Dowódcą oddziału mianowano por. J. Góreckiego, w skład zespołu weszła grupa szturmowa piechoty (8 ludzi, uzbrojenie m.in. 1 ckm – prawdopodobnie 8 mm ckm wz. 14, zrzucony w zasobniku), grupa saperów (9 ludzi, 1 lkm – prawdopodobnie 7,92 mm wz. 15, materiały wybuchowe), grupa łączności (3 ludzi, radiostacje, telefoniczny aparat podsłuchowy, sprzęt do niszczenia linii łączności). Ponadto grupa dywersyjna uzbrojona była w karabinki, 2 pistolety maszynowe Mors, pistolety i granaty [6]. „Przeciwnikiem” spadochroniarzy był pluton saperów kolejowych z 2. Batalionu Mostów Kolejowych, który miał naprawiać zniszczenia dokonane przez dywersantów. Program ćwiczeń opracował dowódca 1. Grupy Saperów płk W. Spałek.

      W zaplanowanym czasie grupa została zrzucona z 3 Fokkerów, lecących na wysokości 400 m, z pięciosekundowym opóźnieniem. Po lądowaniu spadochroniarze ukryli spadochrony oraz przygotowali sprzęt do działania. W nocy saperzy wysadzili w ciągu 20 minut wiadukt oraz przerwali w kilku miejscach tory kolejowe, a łącznościowcy – linie telefoniczne. Po wykonaniu zadania i składania meldunku, przy użyciu radiostacji, grupa została wykryta przez patrol „przeciwnika”. Według opracowań „po wymianie ognia przez oddziały ćwiczenie zakończono...”. Patrol został zatrzymany ogniem broni maszynowej (ckm, lkm i pm) spadochroniarzy. Przebieg ćwiczenia został wysoko oceniony w podsumowaniu kursu, zakończonego 5 sierpnia 1939 roku. Po tej dacie rozpoczęto szkolenie następnej grupy 80 spadochroniarzy. Tym razem skoncentrowano się na doskonaleniu techniki wykonywania skoków – prowadzono ćwiczenia w trudnych warunkach atmosferycznych i o zmierzchu, skoki z dużym opóźnieniem i ślizg na spadochronie. Kurs został jednak przerwany po ogłoszeniu mobilizacji alarmowej. W ostatnich dniach sierpnia 1939 roku rozpoczęto przenoszenie WOS na lotnisko Małaszewicze k. Brześcia, gdzie przebazowano Fokkery Ośrodka. Część kadr Ośrodka wyjechała na wschód koleją, natomiast Fokkery znalazły się w Brześciu do 30 sierpnia 1939 roku. Baza Małaszewicze miała być wojskowym centrum spadochronowym, według dostępnych danych zamierzano zorganizować desanty dywersyjne w celu zniszczenia obiektów komunikacyjnych na terenie Prus Wschodnich [7]. Do dyspozycji spadochroniarzy oddano również 5 szt. Fokkerów z 1. Pułku Lotniczego [8].

    Rano 1 września 1939 r. lotnisko Małaszewicze, w tym baza Ośrodka, zostały zbombardowane przez Luftwaffe. Zniszczeniu lub uszkodzeniu uległy wszystkie przydzielone spadochroniarzom samoloty. Natomiast rzut kolejowy WOS, jadący do Brześcia, nie dotarł tam do 13 września. Tego dnia, po decyzji ewakuacji bazy, Wojskowy Ośrodek Spadochronowy jako odrębny oddział przestał istnieć.

Przypisy:

[1] Do desantowania można było przystosować inne samoloty – najbardziej wartościowe wydawały się LWS-6 Żubr, których posiadano 15 szt. (wskazuje na to użycie tych maszyn, zdobytych w Polsce, przez Niemców do szkolenia, a Rosjan w lotnictwie komunikacyjnym).

[2] Na pięciu maszynach dokonano, w warsztatach 1. Pułku Lotniczego, przeróbek w postaci usunięcia wyposażenia bombowego i przystosowania do zrzutu skoczków. Czyli możliwe byłoby jednoczesne wysłanie w warunkach bojowych 5 szt. maszyn z grupami dywersyjnymi (50 skoczków). Natomiast zrzut zasobników z wyposażeniem możliwy był przez wszystkie Fokkery.

[3] Opracowana przez płk. S. Stelmachowskiego. Miała szerokość mniejszą od szerokości stopy szyny, pozwalało to na łatwe jej ukrycie. Mina miała zapalnik naciskowy.

[4] Pierwsze 4 szt. przekazano wojsku w maju 1939 r. W zestawie znajdowały się nadajnik, odbiornik, słuchawki, klucz telegraficzny, antena, źródło zasilania.

[5] Rozkaz MSWojsk. L.dz. 2676/tjn. z 10 listopada 1938 r.

[6] Według źródeł w ćwiczeniu użyto nieokreślonych bliżej pistoletów „Walther”.

[7] Decyzja przeniesienia Ośrodka do Małaszewicz (blisko granicy z Prusami Wschodnimi) wydaje się nie do końca przemyślana – zgrupowano tam w ostatnich dniach przed wojną duże siły, a lotnisko było słabo bronione przez artylerię plot. Skutkiem tego było zniszczenie wielu samolotów już w pierwszym nalocie Luftwaffe rano 1 września 1939 roku.

[8] Ośrodek miał również dysponować 3 szt. samolotów Fokker F-VIIB/3m należącymi przed mobilizacją do PLL LOT.

Tomasz Kwasek




Rejestracja

Funkcja chwilowo niedostępna

×

Logowanie

×

Kontakt

×
Program Skoshi Tiger, czyli F-5C w Wietnamie

Program Skoshi Tiger, czyli F-5C w Wietnamie

Powstanie F-5C było związane z działaniami zbrojnymi prowadzonymi we Wietnamie. W 1965 roku USAF wypożyczyło, w ramach programu noszącego nazwę Sko...

więcej polecanych artykułów