Serwis używa cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.
zamknij   

szukaj

2014-05-18 12:55:18

Monte Cassino 1944

     Po blisko tygodniowych bojach, w których przeciwnikiem polskiego żołnierza był trudny górzysty teren, ufortyfikowana pozycja nieprzyjaciela i elitarna niemiecka 1. Dywizja Strzelców Spadochronowych, udało się 18 maja 1944 zawiesić biało-czerwoną na zgliszczach klasztoru Monte Cassino. To był symbol, ale jednocześnie nie tylko chorągiewka na wojskowej mapie kampanii włoskiej. Pozycja, w skład której wchodziło klasztorne wzgórze, zatrzymywała na teatrze postępy armii alianckich przez blisko pięć miesięcy 1944 roku. Czwarta bitwa o Monte Cassino i sukces żołnierzy 2. Korpusu Polskiego generała Władysława Andersa przyczynił się istotnie do przełamania tego strategicznego impasu. Sojusznicza 15. Grupa Armii mogła ruszyć w głąb Italii.

   Prowadzone we wrześniu i październiku 1943 roku działania sojuszniczej 15. Grupy Armii (amerykańska 5. Armia oraz brytyjska 8. Armia) charakteryzowały się dużą dynamiką. Był to efekt stosowanej strategii oraz zawieszenia broni jakie ogłosiły po obaleniu Mussoliniego nowe władze Włoch. Niemcy spodziewali się włoskiego załamania, znali także znikomy w tym czasie potencjał sił zbrojnych tego kraju. Dlatego wkrótce po lipcowym desancie na Sycylii rozpoczęli wzmacnianie swoich wojsk w regionie. W sierpniu 1943 roku Niemcy dysponowali już 16 dywizjami, a głównym związkiem operacyjnym działającym w tym czasie we Włoszech była niemiecka 10. Armia podporządkowana dowództwu feldmarszałka Alberta Kesselringa.

   3 września 1943 roku Brytyjczycy desantowali się z Sycylii przez Cieśninę Mesyńską na Włochy kontynentalne. Dzień po ogłoszeniu włoskiego zawieszenia broni, 9 września 1943 roku, amerykańska 5. Armia w ramach operacji Avalanche przeprowadziła desant na plażach w Salerno. Tego samego dnia brytyjska 1. Dywizja Spadochronowa rozpoczeła działania po drugiej stronie włoskiego terytorium, w Tarencie nad Morzem Adriatyckim. Niemieckiej 10. Armii nie pozostało nic innego jak szybki odwrót do centralnych Włoch i stawianie tam dalszego oporu. W październiku 1943 roku na Półwyspie Apenińskim było już 25 niemieckich dywizji, wobec 11 alianckich.

Żołnierze amerykańscy patrzą na wprost na wzgórze klasztorne (516 m n.p.m.), w tle najwyższy szczyt Monte Cairo (1669 m n.p.m.).

   Do obchodzenia pozycji niemieckiej 10. Armii planowano w dalszym ciągu stosować taktykę desantów morskich. Na przeszkodzie stał jednak brak środków desantowych. Morze Śródziemne nigdy nie stanowiło kluczowego teatru działań, szczególnie dla Stanów Zjednoczonych. W tej sytuacji postanowiono wykorzystać przewagę w artylerii oraz lotnictwie i prowadzić natarcia wykorzystując głównie te atuty. Efekt nie był imponujący a przy tym kosztowny. W listopadzie i grudniu brytyjska 8. Armia atakująca nad Adriatykiem posunęła się maksymalnie 40 kilometrów do przodu, lewoskrzydłowa amerykańska 5. Armia maksymalnie 80 kilometrów. Zdobycie tego terytorium okupiono 25 tysiącami zabitych, rannych i zaginionych żołnierzy. Wojska dotarły do górzystej, centralnej części Włoch, ufortyfikowanej dwoma niemieckimi liniami – Gustawa oraz krótszą, znajdującą się 15-25 kilometrów od niej i ciągnącą się od Morza Tyreńskiego przez Piedimonte do Passo Corno, linią Hitlera, zwaną także przez Niemców na cześć jednego z generałów Linią Sengera.

   Linie biegły w poprzek Włoch, w ich najwęższym, bo liczącym około 160 kilometrów miejscu. Ich przełamanie było możliwe w praktyce tylko w terenach nadmorskich. W pobliżu Morza Tyrreńskiego znajdował się Rzym, dodatkowo istniały tutaj dwie ważne drogi (nr 6 i nr 7) oraz możliwość wprowadzenia do walki sprzętu pancernego poprzez opanowanie szerokiej na kilkanaście kilometrów Doliny Liri. Nad nią po obu stronach panowały masywy górskie – Góry Auruncyjskie oraz masyw Cassino. Po drugiej stronie Włoch, w rejonie Adriatyku istniała także możliwość kontyuacji działań ofensywnych, ale tam nie było Rzymu, były za to liczniejsze rzeki oraz ogniska malarii, groźnej choroby pasożytniczej.

   Znaczenie Doliny Liri oraz masywów znane było stronie niemieckiej. Już jesienią 1943 roku niemieccy pionierzy oraz członkowie Organizacji Todt rozpoczęli prace fortyfikacyjne na linii Gustawa. W praktyce kontynuowano je przez cały czas, także do maja 1944 roku, gdy czwartą już bitwę o Monte Cassino podjął 2. Korpus Polski.

Pierwsze trzy bitwy

   Na 12 stycznia 1944 roku dowódca 15. Grupy Armii, brytyjski generał Sir Harold Alexander, wydał rozkaz do kolejnej ofensywy. Jej celem miało być zdobycie Rzymu, a przede wszystkim zniszczenie zgrupowania wojsk niemieckich na południe od stolicy Włoch. By tego dokonać zamierzano przeprowadzić operacyjny desant morski w rejonie Anzio-Nettuno, 30 kilometrów na południe od Rzymu, około 60 kilometrów za liniami obronnymi wojsk niemieckich. Najważniejsze zadanie przypadło w całej operacji amerykańskiej 5. Armii generała Marka Clarka.

Zdjęcie lotnicze wykonane przez USAF, widoczny klasztor oraz miasteczko Cassino u jego podnóża. Masyw Cassino górował nad Doliną Liri i blokował miesiącami ruch wojsk alianckich w głąb Włoch.

  5. Armia była z nazwy „amerykańska”, w praktyce było to zgrupowanie międzynarodowe. Prawoskrzydłowy Francuski Korpus Ekspedycyjny (dywizje marokańskie i algierskie) miał przejść przez góry na północ od Cassino. Rejon Doliny Liri, w tym i miasto Cassino opanować miał amerykański II. Korpus. Nie spodziewano się większych problemów, dowództwo nie doceniało znaczenia i możliwości masywu Cassino w zatrzymaniu pochodu Aliantów w głąb tego kraju. Z kolei od południa, Góry Auruncyjskie oraz rejon nadmorski znalazł się w obszarze odpowiedzialności brytyjskiego X. Korpusu. Bardzo ważne zadanie, niejako powrót do strategii z początków działań we Włoszech, desant morski pod Anzio, wykonać miał amerykański VI. Korpus. W tym samym czasie aktywne działania na pozostałej części frontu włoskiego zgodnie z założeniem prowadzić miała brytyjska 8. Armia.

  Pierwsi, jeszcze 12 stycznia 1944 roku, atakowali Francuzi. Ich korpus nie odniósł większych sukcesów, niemiecka 5. Dywizja Górska zmusiła oddziały do powrotu na pozycje wyjściowe. 17 stycznia do natarcia Dolinę Liri ruszył amerykański II. Korpus oraz rozmieszczony na południe od niego brytyjski X. Korpus. Wojskom na krótko udało się opanować przyczółki na rzekach Garigliano i Rapido. Szybko jednak niemieckie kontruderzenia spowodowały, że zdobyte pozycje utracono. Jako pierwszych, jeszcze 20 stycznia, zatrzymano Brytyjczyków, 22 stycznia podobny los spotkał także Amerykanów. Po pierwszym niepowodzeniu i reorganizacji oddziałów zaatakowano ponownie. 24 stycznia nacierał amerykański II. Korpus. Walki tym razem były zdecydowanie dłuższe, jednak nieskuteczne. Przez kolejne dwa tygodnie bojów o miasteczko Cassino i wzgórza na północ od niego, amerykańska 34. Dywizja Piechoty zdobyła kilka domów w samym miasteczku oraz podeszła na około 900 metrów od wzgórza klasztornego, 750 metrów od wzgórza 593 oraz podobną odległość od wzgórza San Angelo. W trakcie prowadzonych w tym czasie działań tylko ta dywizja utraciła 2066 żołnierzy. W drugim natarciu Amerykanów wspierał Francuski Korpus Ekspedycyjny. 26 stycznia opanował on za cenę dużych strat dwa wzgórza masywu: Belvedere i Monte Abate.

   Natarcie trzech korpusów nie musiało skończyć się porażką. 22 stycznia pod Anzio desantował się (operacja Shingle) amerykański VI. Korpus. W ciągu doby na plażach, w odległości 30 kilometrów od Rzymu i na bliskim zapleczu niemieckiej obrony, znalazło się 36 tysięcy amerykańskich i brytyjskich żołnierzy. Faktycznie nie natrafiono na na większy opór. Ten rejon dozorował bowiem tylko pojedynczy niemiecki batalion, a straty Aliantów, jak na skalę przedsięwzięcia okazały się minimalne – 156 zabitych i rannych. Dowódca korpusu, zamiast ruszyć wojskami znad przyczółka uznał za najbardziej zasadne umocnienie się na nim. Niemcy mieli przygotowany na taką sytuację plan, szybko uruchomili rezerwy i siłami 14. Armii rozpoczęli najpierw blokadę, a potem próbę likwidacji przyczółka Anzio. Alianci stracili tym samym szansę na przeniknięcie przez ufortyfikowane pozycje i szybkie wyzwolenie Rzymu, a przede wszystkim, zaoszczędzenie życia tysięcy żołnierzy wojsk sojuszniczych, jacy w kolejnych tygodniach i miesiącach polegną pod Cassino i na samym przyczółku.

   Bitwa o przełamanie Linii Gustawa, a głównie pozycji obronnych w rejonie masywu Cassino, trwała w praktyce przez kilka miesięcy. Wielu historyków nie stosuje wcale podziału na tzw. „cztery bitwy”. W kilka dni po zakończeniu opisanej pierwszej próby, rozpoczęto przygotowania do kolejnej, mającej w głównym zamierzeniu osłabić niemiecką presję na przyczółek pod Anzio poprzez wywołanie dla Niemców zagrożenia na odcinku Cassino. Tym razem w ataku pierwsze skrzypce miały odegrać świeże, ale i doświadczone odwody przejęte z brytyjskiej 8. Armii. 3 lutego 1944 roku z indyjskiej 4. Dywizji Piechoty, doświadczonej w walkach w górach, nowozelandzkiej 2. Dywizji Piechoty i dwóch pułkowych grup bojowych amerykańskiej 1. Dywizji Pancernej utworzono nowozelandzki 2. Korpus. Na czele utworzonego związku operacyjnego stanął dotychczasowy dowódca 2. DP generał Bernard Freyberg.

   Korpus „nowozelandzki” zastąpił na pozycjach amerykański II. Korpus. Plan bitwy zakładał zaatakowanie i opanowanie z kierunku wzgórza 593 klasztoru Monte Cassino oraz natarcie przez pokrytą ostrymi głazami Głowę Węża na tyły miasteczka Cassino (oba kierunki dla 4. Dywizji Piechoty). Z kolei nowozelandzka 2. Dywizja atakować miała wzdłuż linii kolejowej Neapol-Rzym z zadaniem opanowania stacji Cassino i zdobycia przyczółka na rzece Rapido (znana także jako Gari). Po sukcesie 2. i 4. Dywizji w Dolinę Liri wejść miały oba amerykańskie pancerne zgrupowania pułkowe. Opracowany plan miał bardzo poważny niedostatek, zakładał bowiem opanowanie na drodze do klasztoru tylko wzgórz 593 i 569. Jak się wkrótce okazało, manewr wojskami w ich rejonie bez przejęcia innych, najeżonych bronią maszynową i moździerzami stanowisk na wzgórzu 575, San Angelo i Massa Albaneta był w praktyce niemożliwy. W całym kompleksie utworzono skuteczny system ogniowy broni piechoty i moździerzy.

Okoliczne wzgórza naszpikowano punktami oporu z bronią maszynową. Na zdjęciu niemiecki spadochroniarz z karabinem maszynowym MG42. Zdjęcie prawdopodobnie z Monte Cassino. fot. Bundesarchiv.

  Drugie natarcie na Monte Cassino to również kontrowersyjna decyzja o zbombardowaniu zabytkowego klasztoru Benedyktynów. Alianci byli przekonani do wojskowego wykorzystania przez Niemców obiektu. Uważali, że nawet jeżeli nie było w nim wojsk, to górujący obiekt wykorzystywany był przez obserwatorów artyleryjskich i snajperów. Wszystko jednak wskazuje na to, że Niemcy wówczas nie byli obecni na jego terenie, natomiast wykorzystali otacząjące go budynki gospodarcze oraz stoki. W przypadku uzasadnionej niemieckiej obecności w klasztorze na Monte Cassino, za atakiem lotniczym był generał Alexander (15. Grupa Armii) i generał Freyberg (2. Korpus), przeciwko występował natomiast generał Mark Clark (5. Armia). Opór tego ostatniego ostatecznie przełamano, gdy Freyberg zakomunikował Clarkowi, że to on bierze na siebie odpowiedzialność za potencjalne niepowodzenie. 15 lutego 1944 roku wzgórze klasztorne zbombardowały w kilku falach samoloty B-17 Flying Fortess, B-25 Mitchell i B-26 Marauder. Na obszar dwóch kilometrów kwadratowych spadło blisko 600 ton bomb, zginęło 250 cywilów. Niemcy niewiele ucierpieli, przed atakiem opuślili pozycje na wzgórzu i ukryli się w schronach. Dzięki zniszczeniu klasztoru odnieśli nie tylko sukces propagandowy, ale i taktyczny. Na czas lotniczych ataków, ze względów bezpieczeństwa, z rejonu wzgórza 593 wycofały się pododddziały hinduskiej 7. Brygady Piechoty. Ich opuszczone stanowiska zajęli spadochroniarze Rzeszy.

   Jeszcze w nocy z 15 na 16 lutego rozpoczęły się działania hinduskich batalionów piechoty. Nie udało się zdobyć wzgórza 593, ani klasztornego. 4. Dywizja Piechoty nacierała aż do 18 lutego włącznie, bez uzyskania przełomu. Niewiele wcześniej, bo w nocy z 17 na 18 lutego miasteczko Cassino zaatakowali żołnierze z Nowej Zelandii. Nie udało im się opanować jednak ani stacji kolejowej ani zdobyć przyczółka na rzece Gari. Druga ofensywa na Linię Gustawa została również odparta.

   Historia się powtórzyła. Kilka dni po niepomyślnych walkach nowozelandzkiego 2. Korpusu, dowódca 15. Grupy Armii generał Alexander nakazał przygotowania do trzeciej już bitwy. Ponownie Cassino atakować miał generał Freyberg i jego korpus. Plan działania pozostawiono bez zmian – atak na wzgórze klasztorne i samo miasto Cassino. Tym razem zniszczono lotnictwem miasto. 15 marca samoloty Aliantów zrzuciły na Cassino, teren niewiele większy od klasztornego wzgórza, blisko 1000 ton bomb. Po samolotach rozpoczęło się wsparcie artyleryjskie z wykorzystaniem ponad 900 dział. Planowano, tak jak czyniono to wiele razy wcześniej, czy to w Afryce czy południowych Włoszech, wykorzystać swoją bezwzględną przewagę w technicznych środkach walki. W efekcie ich użycia pozycje niemieckie miały fizycznie przestać istnieć. Pomimo tego, nacierająca piechota z nowozelandzkiej 6. Brygady Piechoty nie mogła przełamać niemieckich linii obronnych na których trwał II. batalion 3. Pułku Strzelców Spadochronowych dowodzonych przez kapitana Foltino. 2. Dywizja Piechoty odniosła jednak sukces zdobywając małe wzgórze Zameczek na północy Cassino. W to miejsce weszły bataliony Gurkhów z 4. DP i próbując wykorzystać powodzenie, chciały podejść pod klasztor obchodząc stokami miasto. W zasadzie się to udało, zajęto wzgórze Kata, znajdujące się pomiędzy klasztorem a miastem Cassino. W nocy z 15 na 16 marca do miasta Niemcy ściągnęli posiłki – I. batalion 1. Pułku Strzelców Spadochronowych. W ciągu dnia w oddziałach 2. Korpusu wytworzył się kryzys. Na południu miasta dopiero po kilku godzinach opanowano stację kolejową, na północy Niemcy odbili niektóre obiekty i zaczęli naciskać na wzgórze Zameczek, na dodatek Gurkhowie na Wzgórzu Kata byli prawie bez zaopatrzenia. Przeprowadzony kilkadziesiąt godzin wcześniej atak lotniczy na miasto spowodował, że do akcji nie mogły wejść czołgi – gruzy oraz leje po ciężkich bombach uniemożliwiały jakikolwiek ich manewr. Wpół odciętym Gurkhom zrzucono w końcu zaopatrzenie z samolotów. W takiej sytuacji, generał Freyberg postanowił, że 19 marca przeprowadzi ostateczny szturm na miasto i klasztor. Jego plany pokrzyżowali Niemcy z dywizji spadochronowej, wykonali bowiem atak na wzgórze Zameczek, czym zakłócili przygotowania do ataku na klasztor.

   Aby zmusić Niemców do mniej swobodnego manewru oddziałami z odwodów i innych odcinków, Freyberg zaplanował atak czołgami z 20. Pułku Pancernego poprzez pojedynczą górzystą drogę prowadzącą z Gardzieli na Massa Albaneta. Wozy jechały pojedynczo, wpadały na miny, atakowane były rakietowymi panzerschreckami. Ostatecznie atak załamał się, a nawet wybuchła panika. Według Niemców nowozelandzki pułk stracił w tym miejscu 17 czołgów.

   Tego samego dnia, 19 marca, nowozelandzkie bataliony próbowały opanować wybrane punkty w mieście (m.in. hotel Continental zamieniony w fort) – bez powodzenia. W sytuacji braku postępów postanowiono ratować Gurków i wycofać ich ze wzgórza Kata. To był koniec walki. Trzecia bitwa zakończyła się opanowaniem niektórych obiektów, ale bez osiągnięcia zasadniczego celu jaki przyświecał operacji – przełamania. W te kilka dni nowozelandzki 2. Korpus stracił kolejne 2 tysiące zabitych, rannych i zaginionych.

  Rozpoczeły się przygotowania do kolejnego natarcia na Monte Cassino, tym razem dokładniej przygotowanego i bardziej rozbudowanego. Dokumenty do operacji Diadem, bo taki kryptonim jej nadano, opracowywano już nawet od końca lutego.

2. Korpus Polski

   9 maja 1942 roku na palestyńskiej ziemi powstała 3. Karpacka Dywizja Piechoty. Sformowana została na bazie mającej za sobą chwalebny szlak bojowy Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich oraz elementów 9. i 10. Dywizji Piechoty ewakuowanych z terenów Związku Radzieckiego. Wkrótce dywizja została przesunięta z Palestyny do północnego Iraku. Tam dotrzeć miały także oddziały ewakuowane wcześniej z ZSRR do Iranu. Brytyjczycy zasugerowali stworzenie narodowego polskiego korpusu w składzie: dwie dywizje piechoty, brygada czołgów oraz jednostki wsparcia. Początkowo polskie ambicje były większe, planowano stworzyć armię. 12 września 1942 Naczelny Wódz generał Władysław Sikorski powołał formację o nazwie Armia Polska na Wschodzie. Związek dowodzony przez generała Władysława Andersa, a składający się wówczas z 3., 5., 6. i 7. Dywizji Piechoty. Do grudnia 1942 APW przechodziła na etaty brytyjskie, co nie wiązało się jednak z przejmowaniem dużych ilości nowego sprzętu. Dostępnymi środkami realizowano szkolenie i zabezpieczano region północnego Iraku. Wczesną wiosną 1943 roku rozwiązano 6. Dywizję i jej jedyną brygadę włączono w skład 5. Dywizji Piechoty, która otrzymała z kolei nazwę wyróżniającą „Kresowa”.

   21 lipca 1943 roku Armia Polska na Wschodzie utworzyła w swoim składzie dowództwo 2 Korpusu. Na czele zarówno APW, jak i operacyjnego 2. Korpusu stanął generał Anders. W tym samym czasie wydano rozkazy o przesunięciu korpusu na Środkowy Wschód (Palestyna) i wskazano teatr śródziemnomorski, czyli Włochy, jako przyszłe pole walki. Wówczas już rozstrzygnięto gdzie będzie prowadzona ofensywa, we Włoszech czy na Bałkanach - od kilku dni prowadzona była na Sycylii operacja Husky.

Polscy żołnierze nim trafili pod Monte Cassino mieli okazję okrzepnąć przez kilka tygodni zajmując stanowiska obronne w rejonie rzeki Sangro.

   Występujące stale braki osobowe spotęgowała dezercja w Palestynie kilku tysięcy żołnierzy pochodzenia żydowskiego (w 2. Korpusie pozostało ich około 1300, wobec uciekinierów decyzją Andersa nie prowadzono postępowania). Przez kolejne miesiące 2. Korpus przygotowywał się do osiągnięcia pełnej gotowości bojowej prowadząc szkolenie na terenie Palestyny, Libanu i Syrii. Wspomniane braki kadrowe miały poważne skutki - spowodowały, że zdecydowano się na dwie, a nie trzy brygady piechoty w każdej z dywizji. To wkrótce stało się problemem co pokazała kampania włoska. Przerzut korpusu do Włoch przeprowadzono zasadniczo pomiędzy grudniem 1943 a lutym 1944 roku poprzez porty w Egipcie. Polski korpus był istotnym wzmocnieniem dla 15. Grupy Armii, szczególnie Amerykanie nie uważali tego teatru za istotny, co najwyżej pomocniczy. Dla aklimatyzacji na froncie wojska generała Andersa w składzie brytyjskiej 8. Armii zajęły pozycje obronne o szerokości 60 kilometrów w rejonie rzeki Sangro. Był to spokojny obszar, ale nie można zapominać o znaczeniu tego czasu dla okrzepnięcia korpusu.

   24 marca 1944 roku dowódca 2. Korpusu generał dywizji Władysław Anders otrzymał od generała Oliviera Leese'a (8. Armia) propozycję, by to polski związek odegrał kluczową rolę w nowym natarciu na masyw Cassino. Anders dostał wówczas 10 minut do namysłu i przekazania decyzji. Zgodził się, bo uznał, że zdobycie pozycji rozsławi żołnierza polskiego i przypomni coraz bardziej beznadziejną sprawę naszego kraju na forum międzynarodowym. Jak rozumował, w wypadku odmowy, korpus i tak by walczył i to zapewne w Dolinie Liri. Przy szacowanej podobnej skali strat, prestiż działań byłby jednak zdecydowanie mniejszy. Cieniem na decyzję położyła się okoliczność, że została ona podjęta bez kontaktu z polskim dowództwem w Londynie. Generał Anders tłumaczył to potrzebą zachowania tajemnicy, ale do Włoch dwa dni później przybył Naczelny Wódz generał Kazimierz Sosnkowski. Łagodnie mówiąc nie był zadowolony ze zgody Andersa. Jak sam mówił, w przypadku swobody decyzji, prawdopodobnie zdjąłby go ze stanowiska dowódcy korpusu. Sosnkowskiemu należy oddać to, że już po tym fakcie, starał się jak mógł wesprzeć korpus przed czekającymi go zadaniami.

    1 maja 1944 roku 2. Korpus Polski liczył 2480 oficerów oraz 43021 podoficerów i szeregowych. Pod kątem organizacyjnym tworzył dwie dywizje piechoty, brygadę czołgów, grupę artylerii i jednostki wsparcia.

   Operację Diadem, w tym i atak na Cassino, zaplanowano na pierwszą połowę maja. Alianci mieli świadomość, że ofensywa powinna skłonić Niemców do przerzutu części sił z Francji. Terminu nie było, ale lądowanie we Francji było spodziewane w najbliższym czasie. Diadem miał wesprzeć Overlord. W tym celu amerykańska 5. Armia skupiła się na samym wybrzeżu (amerykański II. Korpus) i w rejonie masywu Gór Auruncyjskich (Francuski Korpus Ekspedycyjny). Dodatkowo dysponowała rozbudowanym do kilku już dywizji VI. Korpusem amerykańskim na przyczółku Anzio. Pozostały teren, w tym i Cassino, znajdował się teraz w operacyjnej gestii 8. Armii. Na lewym skrzydle, naprzeciw Doliny Liri i miasteczka Cassino znajdował się brytyjski XIII. Korpus. Powyżej Cassino, tylko w górzystym terenie umieszczony miał być polski 2. Korpus. Za sąsiada generał Anders miał brytyjski X. Korpus, a front zamykał na prawym skrzydle armii także brytyjski, ale V Korpus. Ugrupowanie uzupełniał umieszczony za XIII. Korpusem odwodowy kanadyjski 1. Korpus.

Wojska niemieckie

   Przez cały czas strona niemiecka rozwijała system pozycji obronnych w rejonie masywu Cassino. Przeciwnik z jakim miał zmierzyć się polski korpus to głównie niemiecka 1. Dywizja Strzelców Spadochronowych (1. Fallschirmjägerdivision) dowodzona przez generała Richarda Heidricha i wchodząca w skład LI Korpusu Górskiego. Dywizja mocno osłabiona dotychczasowymi walkami, oddziałami skierowanymi do Francji celem tworzenia nowych jednostek oraz uzupełnieniami, których jakość w piątym roku wojny nie była już najwyższa.

1. Dywizja Strzelców Spadochronowych była elitą niemieckiej armii. W maju 1944 roku miała za sobą liczne straty bojowe oraz otrzymywała uzupełnienia już gorszej jakości. Wszyscy podkreślają bitność i karność niemieckiego spadochroniarza, który pod Monte Cassino nie miał wcale łatwiej od atakujących pozycje strzelców alianckiej 15. Grupy Armii.

   Pozycje obronne podległe dowódcy 1. DSSpad obejmowały teren na południe od miasta Cassino do San Angelo. Teren na południe od Cassino, z racji prawdopodobnego użycia broni pancernej, broniono praktycznie wszystkimi dostępnymi środkami przeciwpancernymi, szczególnie armatami. Samo Cassino oraz wzgórze klasztorne zabezpieczono siłami 4. Pułku Strzelców Spadochronowych, wzmocnionego batalionem ciężkich karabinów maszynowych. Wzgórza 593 i 569 oraz pobliskie obsadzał 3. Pułk Strzelców Spadochronowych. Dokładnie wieczorem 11 maja, w momencie polskiego ataku rejon San Angelo obsadzał do tej pory odwodowy 1. Pułk Strzelców Spadochronowych, wymieniając 4. Batalion Wysokogórski oraz II. batalion 100. Pułku Strzelców Górskich. Żołnierze tych jednostek uczestniczyli także w walce. W dyspozycji generała Heidricha były również: 71. Pułk Moździerzy Rakietowych (Nebelwerfer), 242. Dywizjon Dział Szturmowych, 525. Armijny Dywizjon Przeciwpancerny (skuteczne armaty 88 mm), 144. Dywizjon Przeciwpancerny, dowództwo Grupy Artylerii nr 553 (z 53., 450., 602. i 992. Dywizjonem Artylerii), 4 dywizjon 190. Pułku Artylerii i elementy 1. Pułku Artylerii Przeciwlotniczej. Od południa spadochroniarze sąsiadowali z 15. Dywizją Grenadierów Pancernych, od północy z 100. Pułkiem Strzelców Górskich 5. Dywizji Górskiej.

   Kilka miesięcy walk w rejonie masywu spowodowało stworzenie i usprawnienie całego systemu flankujących się pozycji obronnych, z dobrze rozpoznanymi prawdopodobnymi ściężkami podejść dla nieprzyjaciela. Zbudowano wiele pozycji umocnionych, najczęściej dla małych obsad liczących 3-4 strzelców. Stronie niemieckiej nie udało się jednak rozpoznać przejęcia stanowisk przez oddziały polskie od brytyjskiej 78. Dywizji Piechoty.

Pierwsze natarcie 2. Korpusu – 11 i 12 maja

   W kilka dni po podjęciu decyzji przez generała Andersa w sprawie użycia korpusu w bitwie o Cassino, rozpoczęły się prace sztabowców nad planem operacji. Początkowo pracowało nad nim mało liczne grono niezbędnych do tego celu oficerów. Przeanalizowano dotychczasowe bitwy, skontaktowano się z dowódcami jednostek atakujących w tym rejonie, to wszystko dało cenne informacje. Po analizie sił i zadań postanowiono atakować obiekt od północy, obiema dywizjami piechoty. Dla powodzenia operacji uznano, że należy opanować wzgórze klasztorne, wzgórza 593 i 569, 575 oraz San Angelo.

  Prawe skrzydło 2. Korpusu (od północy) zabezpieczały spieszone pułki rozpoznawcze – Pułk Ułanów Karpackich i 15. Pułk Ułanów oraz mniejsze pododdziały dowodzone przez dowódcę 6. Lwowskiej Brygady Piechoty płk dypl. Nowinę-Sawickiego (z 5. KDP). Atak na San Angelo oraz wzgórze 575 poprzez wzniesienie Widmo przeprowadzić miał 13. i 15. Batalion Strzelców (oba z 5. Wileńskiej BP) w pierwszym rzucie i 18. Batalion z 6. Lwowskiej BP w drugim. Podstawy wyjściowe do natarcia miał zabezpieczać 14. Batalion 5 Wileńskiej BP. Dwa pozostałe bataliony kresowej dywizji przeszły do odwodu – 16. do dywizyjnego i 17. do korpuśnego. Kolejne zadania wykonać miała 3. Dywizja Strzelców Karpackich (dowódca generał brygady Bolesław Duch). Karpatczycy w pierwszej kolejności mieli opanować wzgórze 593 oraz Massa Albaneta - oba zadania 1. Brygada Strzelców Karpackich, 12. Pułk Ułanów Podolskich i dwie kompanie ckm, w drugiej fazie sam klasztor (2. Brygada Strzelców Karpackich), atakując od strony Massa Albaneta i wzgórza 468 (Massa Albaneta). Planowano, że po wyruszeniu do natarcia batalionów o godzinie 1 w nocy, do świtu wszystkie zadania zostaną wykonane. Wcześniej, bo od godziny 23, miało rozpocząć się wsparcie artyleryjskie, na całym odcinku frontu włoskiego i według specjalnego planu ognia w rejonie korpusu generała Andersa.

Pierwsze natarcie 2. Korpusu Polskiego przeprowadzone w dniach 11-12 maja - bez sukcesów terenowych, ale ściągnęło niemiecką uwagę od działań w Dolinie Liri.

   Oprócz jednostek artyleryjskich 2. Korpusu na jego korzyść działać miały nowozelandzki 4. Pułk Artylerii Lekkiej (cztery dywizjony), 56., 102. i 140. Pułki Artylerii Ciężkiej (każdy po jednym lub dwa dywizjony). W sumie ofensywę w jej polskiej części wspierało 28 dywizjonów artylerii lekkiej oraz 9 ciężkiej. Należy podkreślić niską skuteczność dział lekkich w likwidacji umocnień niemieckich oraz przy atakach na cele za wzniesieniami. Do tego szczególnie przydatne były moździerze, szczególnie 4.2 cala, ale tych brakowało.

   Przygotowania to nie tylko oddziały bojowe. Ogromną pracę musiały wykonać pododdziały logistyczne korpusu. Na większość pozycji wyjściowych samochody ciężarowe nie docierały, należało stworzyć cały łańcuch transportowy, na którego końcu znajdował się niosący zapasy na swoich barkach żołnierz, w najlepszym wypadku muł. Podobne zadania stanęły przed saperami czy służbą medyczną (batalionowe, wysunięte i główne punkty opatrunkowe). W pewnym stopniu w działaniach wykorzystano sprzęt pancerny z 2. Brygady Czołgów, głównie 4. Pułk Pancerny.

   Wydawać by się mogło, że przeznaczenie aż korpusu do wykonania zadania było odpowiednim nasyceniem obszaru działań pododdziałami bojowymi. Trzeba jednak pamiętać, że 2. Korpus atakował rozległy teren - od klasztoru po San Angelo - a posiadał tylko cztery brygady piechoty. Sytuacja była nawet mniej korzystna od ataku hinduskiej 4. Dywizji Piechoty w lutym 1944 roku. Sztabowcy jasno wskazywali, w odwodzie korpusu powinna być przynajmniej brygada piechoty, w praktyce udało się „wyłuskać” tylko jeden batalion. Sukces na każdym z obiektów miał istotny wpływ na sąsiednie. Zdobycie Widma i San Angelo powodowało, że Niemcy nie mogli strzelać w plecy atakujących wzgórze 593. Zdobycie z kolei Massa Albaneta zawierało identyczną zasadę w stosunku do tych atakujących wzgórze 575. Sukces batalionów karpackich i kresowych był zależny od działania każdego z nich.

   Około 1 w nocy z 11 na 12 maja, po uprzednim ostrzale artyleryjskim, jako pierwsze wyruszyły patrole ścieżkowe (wyznaczały bezpieczne od min przejścia) i grupy szturmowe (wyposażone także w rury bangalore do wysadzania zasieków). Niektóre z kompanii atakujących Widmo, z wileńskich 13. i 15. Batalionów, jeszcze przed wyruszeniem zostały ostrzelane przez niemiecką artylerię. Spowodowało to pierwsze straty ludzkie i opóźniło natarcie. Bardzo duże straty poniesiono podczas samego ataku. Walka była bezpośrednia, z kilku, kilkunastu metrów prowadzono do siebie ogień z broni strzeleckiej, wrzucano w okna strzelnicze bunkrów granaty, niekiedy używano miotaczy płomieni (było ich tylko 8 sztuk w całym korpusie). Przeciwnik także się odgryzał, na tyle skutecznie, że topniały szeregi polskich atakujących. Szczególnie ucierpiał 13. Batalion, którego pododdziały na rozkaz dowódcy batalionu w większości wycofały się na pozycje wyjściowe już w godzinach rannych 12 maja. Na południowej części Widma więcej szczęścia miał 15. Batalion. Za nim wszedł bowiem do boju drugorzutowy 18. Batalion Strzelców. Na podstawie rozkazu z godziny 3.30, część 15. Batalionu zaczęła schodzić stokami z Widma w stronę wzgórza 575. Wkrótce została ona jednak zatrzymana silnym ogniem i około godziny 5 rano zawróciła - 4. kompania wykonała rozkaz z opóźnieniem. Po kilku godzinach było wiadomo, że Widmo trudno będzie utrzymać. To wzgórze było niższe od otaczających, stąd bardzo skuteczny ogień strony niemieckiej. Minęło południe. Polacy byli coraz skuteczniej atakowani, głównie z rejonu Massa Albaneta. Niemcy używali czołgów i miotaczy płomieni. Dowódca 18. Batalionu ppłk Domoń o godzinie 13.10 zdecydował o powrocie oddziału na podstawy wyjściowe. Nie wszyscy się wycofali, pozostało kilkudziesięciu żołnierzy z 13. i 15. Batalionu dowodzonych przez majora Gnatowskiego, takie sytuacje dotyczyły zresztą każdego z podobnych rozkazów, trudno było się komunikować z plutonami, nie mówiąc o mniejszych grupach. Ostatecznie mjr Gnatowski również wycofał się z Widma wieczorem 12 maja kierując się na pozycje wyjściowe zabezpieczane przez 14. Batalion. W związku z sytuacją, wieczorem 12 maja, pozycje obronne 14. Batalionu wzmocnił dywizyjny odwód – 16. Batalion Strzelców. Podczas pierwszego, kilkunastogodzinnego natarcia, 5. Kresowa Dywizja Piechoty (dowódca generał brygady Nikodem Sulik) straciła w zabitych i rannych 51 oficerów oraz 716 podoficerów i szeregowych.

Duża część strat pochodziła od ognia maszynowego z sąsiednich wzgórz. Sytuację dobrze prezentuje powyższe zdjęcie, z jednej strony osłona z drugiej całkowite odkrycie. Sztuką jest wiedzieć, gdzie stanowiska ma nieprzyjaciel.

   Wzgórze Massa Albaneta atakowała, równocześnie z dywizją kresową, 3. Dywizja Strzelców Karpackich, konkretnie 1. Batalion Strzelców. Jeszcze przed północą 11 mają, batalion ostrzelała niemiecka ciężka artyleria. Straty były duże, szczególnie w 2. kompanii. Idąca jako pierwsza do natarcia czołowa 3. kompania weszła na Głowę Węża i skierowała się ku wąwozowi Gardziel. W akcji uczestniczyły także czołgi Sherman z 3. szwadronu 4. Pułku Pancernego (pierwsze cztery dowodzone przez ppor. Trejdosiewicza), daleko jednak nie dojechały (trafienia i awarie) i żadnego wsparcia z ich stron nie uzyskano. Na odległość 400 metrów od Massa Albaneta dotarł jedynie pluton ppor. Sroczyńskiego z 3. kompanii piechoty, jednak niewiele mógł zdziałać. Przez prawie cały 12 maja grupa ppor. Sroczyńskiego znajdowała się bowiem pod ostrzałem własnej artylerii, następnie około godziny 18 powróciła do batalionu. Decyzję o powrocie 1. Batalionu na pozycje wyjściowe podjęto o godzinie 15, zgodnie z zaleceniem wykonano ją wieczorem. Na podstawach wyjściowych do ataku na wzgórze 593, w rejonie Domku Doktora swoje stanowiska zajmował 3. Batalion Strzelców Karpackich. Atakowany był głównie ogniem artylerii, a jedną ze swoich kompanii skierował jako pomoc dla 2. Batalionu.

   Ten miał początkowo trochę szczęścia. Żołnierze 2. Batalionu atakujący wzgórze 593 dopadli jego szczytu nim Niemcom udało się zająć stanowiska po zakończonym ostrzale artyleryjskim. Wkrótce rozpoczęto atak na pobliskie wzgórze 569. Straty lawinowo rosły, dla wielu pozycji Polacy byli nie osłonięci. O godzinie 2.50 dowódca 1. kompanii 2. Batalionu zameldował o zdobyciu także 569. Kontratakowali niemieccy spadochroniarze z 3. Pułku. Ostrzał spowodował trudną sytuację żołnierzy na obu wzgórzach. Około 6 rano sytuacja 1. kompanii rozmieszczonej na wzgórzu 569 była już dramatyczna, atakowana była przez Niemców z trzech stron. Ostatecznie pozycja upadła około godziny 11. Nie było lepiej na wzgórzu 593 ostrzeliwanym z terenu Widma, San Angelo i klasztoru. Po godzinie 13 zdecydowano o opuszczeniu wzgórza przez pozostałych żołnierzy 2. Batalionu i przybyłej im z pomocą kilka godzin wcześnie 4. kompanii 3. Batalionu Strzelców Karpackich. Ostatni żołnierze 4. kompanii opuścili 593 dopiero około godziny 19.30, na szczycie pozostali nieliczni Polacy, którzy potem zginęli lub zostali wzięci do niewoli - był to podporucznik Rynkiewicz i 29 strzelców z 2. Batalionu. 3. Dywizja Strzelców Karpackich podczas wykonywania opisanych ataków straciła 39 oficerów oraz 540 podoficerów i szeregowych zabitych i rannych.

Artyleryjskie wsparcie dla 2. Korpusu pod Monte Cassino to blisko 370 tysięcy wystrzelonych pocisków, to wszystko w tydzień. Gros z tego, około 280 tysięcy to były lekkie pociski haubiczne, mało skuteczne wobec schowanych w bunkrach Niemców.

   Podczas ataków szczególnie zawiodła łączność i tym samym dowodzenie. Bardzo szybko przerywane były kable telefoniczne, niewiele dłużej służyły radiostacje. Łączność została zastąpiona niebezpiecznymi misjami gońców, trwającymi często godzinami. Ranni utknęli w miejscach gdzie zostali trafieni - mścił się brak noszowych, brak chęci kierowania do tego zadania potrzebnych strzelców, a nawet problemy na batalionowych punktach opatrunkowych, przez zablokowane drogi.

  Rozpoczęcie drugiego natarcia dowódca korpusu generał Anders zakładał jeszcze po południu 12 maja. Słabe postępy brytyjskiego XIII. Korpusu oraz trudna sytuacja spowodowały, że po ponownych przesunięciach terminu, ostatecznie z natychmiastowego jego przeprowadzenia zrezygnowano.

  Ofiarna walka w dniach 11-12 maja, chociaż bez sukcesów terenowych, związała 9 batalionów niemieckich (1. Dywizja Strzelców Spadochronowych i 5. Dywizja Górska) oraz przeważającą część niemieckiej artylerii. To ułatwiło niewątpliwie zadanie brytyjskiej 4. i hinduskiej 8. Dywizji Piechoty z brytyjskiego XIII. Korpusu, który opanował przyczółki. Już 13 maja zbudowano na rzece Gari trzy mosty, w tym dwa dla czołgów. Po 15 maja mostami przechodziła drugorzutowa 78. Dywizja Piechoty. Szczególnie niebezpieczna sytuacja wystąpiła dla oddziałów niemieckich w Cassino i na wzgórzu klasztornym. Po 15 maja dowództwo 8. Armii spodziewało się, że mogą być oni wycofani. Nie przekreślało to znaczenia masywu, w dalszym ciągu Niemcy mogli blokować ruch Aliantów Doliną Liri wykorzystując wzgórza 593 i 569 czy nawet i tylko San Angelo i 575.

Drugie natarcie 2. Korpusu – 16-19 maja

   Już 13 maja rozpoczęto przygotowania do nowego natarcia 2 Korpusu. Przede wszystkim należało zreorganizować bataliony uczestniczące w walce oraz przygotować żołnierzy poważnie okaleczonych psychicznie. Do uzupełnienia kompanii piechoty przydzielono żołnierzy służb, dążono by liczyły przynajmniej po 60 strzelców. Po reorganizacji planowano zaatakować pozycje niemieckie o świcie 16 maja, następnie ten czas przełożono na 17 maja na godzinę 7 rano. Termin ten był zsynchronizowany z kolejnymi operacjami XIII. Korpusu. Dni zostały wykorzystane na zmiękczanie artyleryjskie i lotnicze pozycji niemieckich, szczególnie dającej się we znaki artylerii.

  W zasadzie plan bitwy nie został zmieniony, wprowadzono większą asekurację poszczególnych batalionów. I tak planowano atak tylko na północną część Widma. W pierwszym rzucie szedł świeży 16. Batalion, w drugim, także pełny, 17. Batalion 5. KDP. Ten ostatni z zadaniem przejścia przez pozycje 16. Batalionu i zaatakowania San Angelo. Na samym końcu miało poruszać się zgrupowanie szturmowe majora Smrokowskiego (kompania komandosów i szwadron 15. Pułku Ułanów). W tym czasie, także ogniem czołgów 4. Pułku Pancernego 3. Dywizja Strzelców miała zablokować Niemców na Massa Albaneta. Na lewy skrzydle korpusu natarcie na wzgórze 593 miała przeprowadzić 2. Brygada dywizji karpackiej. Po zajęciu obiektu planowano zlikwidować opór na Massa Albaneta, następnie zająć także sam klasztor. Wydarzenia trochę te założenia zmodyfikowały.

Drugie natarcie 2. Korpusu Polskiego przeprowadzone w dniach 16-19 maja. Przeciwnik bez walki oddał wzgórze klasztorne czy 575, ale nikt nie może powiedzieć, że podobnie było ze szturmowanym przez dwa dni San Angelo czy wzgórzem 593. Mapy - wydawnictwo 12. Kompanii Geograficznej.

   Wieczorem 16 maja 16. Batalion siłami 4. kompanii wykonał wypad na północną część Widma. Akcja była udana, teren opanowano i wzmocniono kolejnymi kompaniami batalionu. Późnym wieczorem pojawiła się w 2. Korpusie informacja o przechwyceniu rozkazu o wycofaniu niemieckiego 4. Pułku Strzelców Spadochronowych z pozycji na Cassino i w klasztorze. Padła sugestia, aby natarcie przyśpieszyć. Z powodu braku wsparcia artyleryjskiego, planowanego dopiero na 6 rano dnia następnego, generał Anders na taki krok się nie zdecydował. Dowództwo 2. Korpusu zaakceptowało natomiast pomysł, aby obie dywizje przeprowadziły jednak równoczesne natarcia na obiekty. Od rana 17 maja trwał atak na San Angelo. Prowadził go 17. Batalion Strzelców, wspierany w kolejnych godzinach pododdziałami z kolejnych batalionów, zgrupowania specjalnego majora Smrokowskiego, czy nawet improwizowanych półbatalionów. Były to wielokrotnie ponawiane ataki, które przyniosły duże straty i wiele razy bliskie były załamania. Ostatecznie, 18 maja około godziny 18 prawie całe wzgórze San Angelo było w polskich rękach. Późnym wieczorem 18 maja na wzgórze San Angelo wysłano patrole z 3. kompanii 16. Batalionu, przez noc sprawdziły one teren, Niemców nie było. San Angelo zajęto, a obsadę szybko wzmocniono i przygotowano do obrony. Tego samego dnia, ale około godziny 17.30, patrol dowodzony przez ppor. Strojnowskiego z 15. Batalionu nawiązał kontakt z pododdziałem brytyjskiej 6. Dywizji Pancernej poruszającym się Doliną Liri. Było to symboliczne wykonanie postawionego zadania – przebić się przez masyw Cassino i wesprzeć XIII. Korpus.

   19 maja o godz. 7.10, także 15. Batalion zajął wzgórze 575, tam doszło do spotkania z żołnierzami z dywizji karpackiej. Utworzono wówczas zgrupowanie z 18. Batalionu przeznaczone do zajęcia odległego o kilkanaście kilometrów Piedimonte – punktu oporu na niemieckiej Linii Hitlera, co ostatecznie nastąpiło 25 maja (grupa płk Bobińskiego złożona następnie z 6. Pułku Pancernego, 15. i 18. Batalionu Strzelców, kompanii ochrony 2. Korpusu). Dzień później, 25 maja, kombinowany dywizjon z 15. Pułku Ułanów zajął wzgórza Passo Corno, a wieczorem Monte Cairo.

   W nocy z 16 na 17 maja wypad na wzgórze 593 wykonał patrol z 4. Batalionu Strzelców Karpackich. Z dużymi stratami został odrzucony. Nie udało się powielić sukcesu z Widma i 5 Kresowej DP. Należało przeprowadzić klasyczne natarcie, które rozpoczęło się o godzinie 8.30. 4. Batalion napierał na stanowiska, ale kilkukrotnie atakowany i ostrzeliwany z San Angelo poniósł znaczne straty. Około godziny 14 do atakujacych przybyło wzmocnienie w postaci kompanii 5. Batalionu. Niewiele to pomogło, straty dramatycznie rosły. Dopiero około godziny 7 rano 18 maja, po półgodzinnej walce padły ostatnie 3 bunkry na wzgórzu 593 – zostało zdobyte, a na miejscu znaleziono 46 zabitych Niemców. Zaraz potem opanowano opuszczone przez nieprzyjaciela wzgórze 569.

Czołg M4 Sherman ("Pirat") z 2. szwadronu 4. Pułku Pancernego zniszczony w pobliżu zabudowań farmy na Massa Albaneta. W rejonie Gardzieli polskie czołgi pojawiły się w ramach pierwszego jak i drugiego natarcia. Dopiero na koniec trzem z nich udało się dotrzeć na miejsce. 

   Obiekt Massa Albaneta atakował wsparty czołgami 6. Batalion Strzelców Karpackich. Krwawe walki przeciągnęły się na cały dzień. Całą noc z 17 na 18 maja trwało rozminowywanie przez saperów drogi z Gardzieli na Albanetę. Chodziło o możliwość użycia czołgów M4 Sherman. Z samego ranka, krótko po godzinie 5, atak ponowiono. Ostatecznie o godzinie 7 rano teren opanowano, godzinę później wjechały tam 3 czołgi 2. szwadronu 4. Pułku Pancernego i rozpoczęły ostrzał niemieckich stanowisk na pobliskich wzgórzach.

   Po zajęciu Massa Albaneta, celem operacji 3. Dywizji stał się sam klasztor. Przed godziną 7 rano 18 maja w jego kierunku wyruszyły pododdziały 5. Batalionu Strzelców Karpackich. Godzinę później wydano rozkaz, by w tym samym celu udał się pododdział z 12. Pułku Ułanów Podolskich. Grupa szturmowa z 1. szwadronu pod dowództwem por. Leona Hrynkiewicza poprzedzona była przez patrol podporucznika Kazimierza Gurbiela. Omijając pole minowe podszedł on pod zgliszcza. O godzinie 9.30 do ruin wszedł porucznik Gurbiel, wachmistrz Antoni Wróblewski i starszy ułan Wilhelm Wadas. Wewnątrz znaleźli oni tylko rannych Niemców i kilku sanitariuszy. O godzinie 9.50 nad klasztorem załopotał proporczyk 12. Pułku Ułanów Podolskich, nieco później, około godziny 11.45 flaga biało-czerwona zawieszona w tym miejscu z polecenia generała Ducha przez żołnierzy karpackiego 5. Batalionu. W tym miejscu odegrano na trąbce Hejnał Mariacki.

   Podczas walk o Monte Cassino (dane za 24 kwietnia-31 maja) zginęło 923 żołnierzy, rannych zostało kolejnych 2931 i zaginionych 345. Większość z tych ostatnich w kolejnych dniach się odnalazło i powróciło do jednostek. 90% strat to byli żołnierze z dywizji piechoty.

Efekt

  Dowodzony przez generała Władysława Andersa 2. Korpus Polski, poświęceniem swoich żołnierzy, przyczynił się do odzyskania inicjatywy przez Aliantów. Gdy Niemcy walczyli z naszymi batalionami strzelców, wierząc, że utrzymanie masywu Cassino i ogień z tego rejonu nie pozwoli na głębokie wdarcie się w głąb Doliny Liri, brytyjski XIII. Korpus stosunkowo sprawnie wywalczył przyczółki i wprowadził do walki drugorzutową 6 Dywizję Pancerną. Poniżej Brytyjczyków swoje zadania skutecznie realizował Francuski Korpus Ekspedycyjny. Przy sukcesach Aliantów Niemcom nie pozostało ostatecznie nic innego jak wycofanie 1. Dywizji Strzelców Spadochronowych z Linii Gustawa na Linię Hitlera. Nie na wiele się to zdało. Do 25 maja, także dzięki Polakom którzy opanowali Piedimonte (grupa płk Bobińskiego z 6. Pułkiem Pancernym, 15. i 18. Batalionem Strzelców), Linia Hitlera została również przełamana. W nocy z 25 na 26 maja do ofensywy dołączył przyczółek spod Anzio. Niestety wbrew założeniom generała Alexandra, dowódca amerykańskiej 5. Armii zamiast zablokować odwrót niemieckiej 10. Armii z przełamanych pozycji obronnych, ruszył na Rzym. 4 czerwca 1944 roku do Wiecznego Miasta, ogłoszonego wcześniej przez Niemców obszarem niebronionym, wkroczyła 88. Dywizja Piechoty US Army. Publiczna sława generała Clarka, jako zdobywcy Rzymu trwała raptem dwa dni, 6 czerwca wszystko przyćmiło desantowanie na plażach francuskiej Normandii, znane pod nazwą Overlord.

18 maja około południa żołnierze 5. Batalionu Strzelców Karpackich zawiesili biało-czerwoną na zgliszczach tego, co było kiedyś klasztorem.

   Szczęśliwie dla polskiej sprawy zdobycie Monte Cassino nastąpiło kilkanaście dni wcześniej. To Polacy zawiesili swoją flagę na cierniu, który przez miesiące wstrzymywał wyzwolenie Włoch, był także czas by świat mógł się o tym wydarzeniu dowiedzieć. Bitwy o takim znaczeniu i to zwycięskiej, Polacy w II wojnie światowej nie mieli. Ten sukces to zasługa przede wszystkim żołnierzy, którzy walczyli i ponosili ofiary pomimo wielu opinii ówczesnych o straconej już Polsce.

Mariusz Cielma




Rejestracja

Funkcja chwilowo niedostępna

×

Logowanie

×

Kontakt

×
Duńskie ścigacze rakietowe typu Willemoes

Duńskie ścigacze rakietowe typu Willemoes

Rozwój Duńskiej MW w okresie powojennym poza możliwościami ekonomicznymi determinowała sytuacja geostrategiczna tego państwa. Dania będąc jednym z ...

więcej polecanych artykułów