Serwis używa cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.
zamknij   

szukaj

2016-02-13 18:03:39

Twardy pancerz, czyli czy czołg zawsze wybucha po trafieniu? Cz. IX – Za Ojczyznę...

     Nie zawsze się udaje. Mimo, iż czołgi są najlepiej osłoniętymi maszynami użytkowanymi w wojskach lądowych, zaś ich pancerz z reguły powinien zabezpieczać przed odpowiadającą mu generacją broni przeciwpancernej, to niestety czasami ta osłona nie wystarcza. Różne są wtedy losy załogi. W przypadku penetracji pociskiem podkalibrowym lub formowanym wybuchowo (EFP) dużego kalibru, nawet jeżeli nie dojdzie do zapłonu amunicji w trafionym pojeździe, zwykle ginie od razu większość załogi, a pozostali są ciężko ranni. W przypadku penetracji zabezpieczeń przez głowicę pocisku kumulacyjnego, zwykle śmierć dotyka jedynie członka załogi, który ma to nieszczęście znajdować się na linii tzw. resztkowego strumienia kumulacyjnego. Reszta jego kolegów z załogi, zwykle jest lekko ranna. Tak się dzieje, o ile nie dojdzie do zapłonu amunicji składowanej w czołgu. W przypadkach, gdy zabrakło przysłowiowego żołnierskiego szczęścia i środek rażący po przebiciu pancerza trafia na składowane naboje, dochodzi wówczas do zapłonu przewożonych ładunków, czy wręcz ich wybuchu.

Efekt zniszczeń na T-64BW pokazany na zdjęciu wykonanym blisko trzy miesiące po walce.

  Takie też przeznaczenie spotkało ukraiński czołg T-64BW, przede wszystkim zaś jego załogę, w dniu 1 lutego 2015 roku, na południowy wschód od wioski Troickoje, w obwodzie ługańskim. Miejscowość ta położona jest na północ od Debalcewa, o które toczyły się ciężkie walki pomiędzy realizującymi zadania w ramach tzw. operacji antyterrorystycznej (ATO) wojskami ukraińskimi, a oddziałami obu separatystycznych republik, będących w istocie przybudówkami armii rosyjskiej. Wkrótce, do zaciętych walk, włączyła się także sama armia rosyjska, kierując w to miejsce batalionową grupę bojową stworzoną na bazie jednostek dyslokowanych w garnizonach Jakucji. Zadaniem batalionu było ostateczne przerwanie korytarza łączącego Debalcewo z pozostałą częścią obszaru znajdującego się pod kontrolą rządu w Kijowie. Walki z zimy 2015 roku o lotnisko w Doniecku oraz Debalcewo były stosunkowo krótkie, ale zacięte. W tym czasie ukraińska armia i współdziałające formacje gwardii i ochotnicze, stanowiły bardziej wymagającego i lepiej przygotowanego oponenta, niż miało to miejsce podczas wiosenno-letniej kampanii z 2014 roku. Ukraińskie zgrupowanie broniło pozycji przygotowywanych od kilku miesięcy. Nie było wątpliwości, że stanowić będą jeden z pierwszych celów ofensywy separatystów. Ci z kolei byli odbiorcą dużego wsparcia ze strony Moskwy.

  Walki były zacięte. Pomiędzy styczniem a kwietniem 2015 roku, obie strony straciły łącznie 70 czołgów. Trzydzieści trzy maszyny utracili separatyści, zaś trzydzieści siedem formacje ukraińskie. Straty te mogą wydawać się poważne, ale i tak liczby te bledną wobec hekatomby z 2014 roku, kiedy to armia Ukrainy straciła 114 maszyn (separatyści i Rosjanie łącznie 26 sztuk). Na potrzeby ATO uruchomiono dostępne w ramach aparatu mobilizacyjnego siły i środki. Przywrócono do służby wszystkie, zdolne ku temu w ciągu pół roku, magazynowane czołgi, zmobilizowano rezerwistów pochodzących najczęściej z zachodnich części Ukrainy.

Zbliżenie na miejsce trafienia przeciwpancernego pocisku kierowanego.

  Zniszczony T-64BW stanowił wóz wyprodukowany w latach osiemdziesiątych i skierowany od razu do składnic mobilizacyjnych celem długotrwałego przechowywania. Po pospiesznym rozkonserwowaniu, czołg ten został wcielony do 17. Brygady Pancernej. Tam otrzymał swoją załogę, którą stanowili powołani do służby rezerwiści. Pojazd, w ramach batalionowej grupy bojowej, zajmował pozycję na linii drzew przy polnej drodze, leżącej na wschód od Troickoje. Swoją pozycją ryglował lokalną szosę wychodząca z wioski na północny wschód. W dniu 1 lutego 2015 roku ukraiński czołg T-64BW został trafiony przez przeciwpancerny pocisk kierowany w przednią płytę kadłuba, niemalże idealnie w jej środek.

   Pancerz frontu kadłuba późnych serii produkcyjnych wozów T-64BW składa się (prostopadle do jego powierzchni) z płyty czołowej o grubości 50 mm stali, następnie 40 mm warstwy tekstolitu szklanego, umieszczonej za nim 30 mm płyty z stali wysokiej twardości, 10 mm luki powietrza i ponownie 40 mm warstwy tekstolitu. Całość przekroju pancerza kończy płyta stalowa grubości 50 mm. Układ taki, dla kąta pochylenia 68 stopni od pionu, zapewnia opór odpowiedni dla 520-540 mm stali, przeciw pociskom kumulacyjnym. Dodatkowo, front kadłuba został obłożony pancerzem reaktywnym typu Kontakt-1, który zależnie od miejsca i kąta trafienia, zmniejsza możliwości penetracyjne głowic kumulacyjnych o 50 do 80%. Czy osłonę taką mógł pokonać dobrze znany w armiach uzbrojonych w sowieckie rozwiązania kierowany pocisk zestawu Fagot, Konkurs, lub Metys? Nie, nie mógł. Walki z 2014 roku dostarczyły wiele przykładów nieskuteczności przeciwpancernych pocisków kierowanych i granatników przeciwpancernych z pojedynczymi głowicami kumulacyjnymi w przypadku starcia z wozami T-64BW wyposażonymi w pancerz reaktywny. Nieszczęście ukraińskiej załogi polegało na tym, że zarówno separatyści jak i armia rosyjska używali, sporadycznie, także nowszych rodzajów przeciwpancernych pocisków kierowanych. W Donbasie w użyciu były zmodernizowane 9М113М Konkurs i 9М113М Fagot-M (zdolne do penetracji 670 mm stali za osłoną klasy ERA), 9М131 Metys-M (800 mm penetracji za ERA), zdarzały się także Kornety (960 mm stali za ERA). Tego typu ppk były bardzo nieliczne i zwykle nie były przekazywane z rosyjskich składów oddziałom separatystów. Trochę inaczej było w styczniu i w lutym 2015 roku. Wówczas czas, ze względów politycznych, naglił. Na podstawie porozumień z Mińska, wkrótce miało dojść do zawieszenia ognia. Na zrealizowanie wojskowych celów, było stosunkowo mało czasu. Do walki przeciw umocnionym pozycjom Ukraińców wykorzystano zatem przynajmniej jedną rosyjską batalionową grupę bojową wyposażoną w czołgi T-72B3 oraz co bardziej bitne jednostki tzw. donieckiej i ługańskiej republiki ludowej. Pododdziały rosyjskie etatowo dysponowały nowoczesnymi ppk z głowicami wyposażonymi w prekursor. Uzbrojenie tego rodzaju, w drodze wyjątku, otrzymały również niektóre jednostki separatystów.

Ten sam wóz, sfotografowany w kilka godzin po zdarzeniu. fot. zbiory Autora

  Ppk, który trafił w pechowego T-64BW z ukraińskiej 17. Brygady Pancernej, wyposażony był w prekursor. Ten zneutralizował pancerz reaktywny, po czym głowica bojowa pokonała pancerz frontowy kadłuba i w następstwie spowodowała detonację przewożonej w pojeździe amunicji. Trzyosobowa załoga zginęła na miejscu, zaś czołg, z rozerwanym tyłem kadłuba oraz wyrwaną wieżą zapalił się. Ukraińska załoga zginęła na polu walki broniąc swojego kraju przed agresją. Ktoś o nich jednak pamiętał. Ufundowany przez rodzinę i kolegów z jednostki pomnik-nagrobek upamiętnia ich następująco:

1 lutego 2015 roku w tym miejscu

w boju z przeciwnikiem

podczas wypełniania zadania bojowego

od trafienia PPKa zginęła załoga czołgu

17 Brygady Pancernej

Dow. czołgu mł. sierżant
OSTASZEWSKIJ ALEKSIEJ SIERGIEJEWICZ

Mechanik-kierowca mł. sierżant
DENISIUK WASILIJ ZACHAROWICZ

Celowniczy st. szeregowy
TKACZUK KONSTANTIN WIACZESŁAWOWICZ

Jarosław Wolski




Rejestracja

Funkcja chwilowo niedostępna

×

Logowanie

×

Kontakt

×
Duńskie ścigacze rakietowe typu Willemoes

Duńskie ścigacze rakietowe typu Willemoes

Rozwój Duńskiej MW w okresie powojennym poza możliwościami ekonomicznymi determinowała sytuacja geostrategiczna tego państwa. Dania będąc jednym z ...

więcej polecanych artykułów