Serwis używa cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.
zamknij   

szukaj

2015-02-13 22:48:42

Twardy pancerz, czyli czy czołg zawsze wybucha po trafieniu. Cz. IV - Zadziwiające czołgi T-72

     Chyba największą „ofiarą” przekazów medialnych są czołgi rodziny T-72. W myśl utrwalonych przez lata i nie do końca słusznych schematów wozy produkcji Uralskich Zakładów Wagonowych „zawsze wybuchają”, zaś słynna „latająca wieża” stałą się niechlubnym symbolem konfliktów z udziałem czołgów rodziny T-72. Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach, a przykład zadziwiająco odpornych wozów T-72BW z drugiej wojny czeczeńskiej jest bardzo dobrym tego dowodem.

 Pierwsza kampania czeczeńska była bezdyskusyjnym blamażem armii Federacji Rosyjskiej. Na skutek fatalnego dowodzenia, kiepskiego wyszkolenia załóg oraz braku skutecznego wsparcia, czołgi walczące w  terenie zurbanizowanym poniosły duże straty. Na przestrzeni dwóch lat stracono bezpowrotnie około 65 czołgów, zaś straty całkowite (wliczając w to wozy potem wyremontowane) wyniosły 192 maszyny. Do zniszczenia pojazdu potrzeba było średnio około 6-8 precyzyjnych trafień z bliskiej odległości. Przy czym czeczeńskie zespoły „niszczycieli czołgów” osiągały takie rezultaty tylko i wyłącznie celując z wysokich pięter budynków w stop wieży lub też trafiając z poziomu gruntu w tył wieży oraz burty kadłuba. Generalnym problemem była "przeżywalność" pojazdów po perforacji kadłuba spowodowana umieszczeniem amunicji w dosłownie każdym wolnym miejscu przedziału załogi.

Czołgi T-72B z pancerzem reaktywnym Kontakt-1 podczas drugiej wojny czeczeńskiej w Groznym. Fot. www.missinglynx.com.

  Oczywiście truizmem jest stwierdzenie, że każda armia wyciąga wnioski z konfliktów i stara się poprawić swoje działanie, niemniej w przypadku Armii Rosyjskiej tak było. W drugiej kampanii czeczeńskiej te same wozy zaprezentowały się z zupełnie innej – bardzo pozytywnej - strony. Podczas walk używano wozów z następujących jednostek: 130. Samodzielna Brygada Strzelców Zmotoryzowanych (32 wozy T-72BW), 136. Samodzielna Brygada Strzelców Zmotoryzowanych (50 czołgów T-72BW), 20. Wołgogradzka Dywizja Strzelców Zmotoryzowanych (93 wozy T-72BW), 3. Niżniegorodzka Dywizja Strzelców Zmotoryzowanych (251 wozów, głównie rodziny T-80BW oraz T-72BW). Wydzielone jednostki MWD (ministerstwo spraw wewnętrznych) posiadały mozaikę wozów T-62, T-55 i PT-76.

Załoga po walce. W tle widać T-72BW z brakującym segmentem fartucha balistycznego. Według relacji pancerniaków pojazd został w to miejsce trafiony ppk 9M111. Skuteczne działanie pancerza reaktywnego Kontakt-1 ocaliło pojazd i załogę. Fot. TankForumRussia 

  Łącznie użyto nieco ponad czterystu czołgów, z czego przeważały pojazdy rodziny T-72B z pancerzem reaktywnym Kontakt-1. Straty bezpowrotne w broni pancernej poniesione podczas drugiej kampanii wyniosły zaledwie od 10 do 14 czołgów. Była to zasadnicza ilościowa zmiana w porównaniu do strat z pierwszej wojny. Jakie były przyczyny tak dużej różnicy?

  Po pierwsze, wykorzystywano pojazdy zgodnie z ogólnymi zasadami ich użycia – czołgi działały wspierane przez piechotę i artylerię (często strzelającą ogniem bezpośrednim) i nie używano ich pośród wysokiej i zwartej zabudowy. Po drugie, znacząco poprawiło się wyszkolenie załóg – składały się one praktycznie wyłącznie z żołnierzy kontraktowych, zaś na zgranie załóg poświęcono ponad pół roku. Trzecią, bardzo istotną zmianą było przewożenia amunicji wyłącznie w karuzelowym automacie ładowania typu AZ. Usunięcie pozostałej amunicji spowodowało, że znacząco zmniejszono ryzyko trafienia ładunków przez resztkowy strumień po perforacji pancerza. Sama karuzela jest położona stosunkowo nisko i jej trafienie jest dość trudne – w przeciwieństwie do umieszczonych w każdym możliwym zakamarku przedziału załogi ładunków II rzutu.

Schemat umieszczenia amunicji w czołgu T-90. Prawie tak samo wygląda rozkład w T-72BW. Warto zwrócić uwagę na dysproporcję między rozmiarem „karuzeli” automatu ładowania, a rozmiarem obszaru składowania amunicji II rzutu umieszczonej w każdym wolnym zakamarku przedziału bojowego. Rys. Instrukcja użytkowa czołgu T-90.

  Po czwarte, Rosjanie rozpoczęli eksperymenty z tzw. amunicją małowrażliwą – to znaczy, taką która nie eksploduje po trafieniu odłamkiem lub strumieniem kumulacyjnym, a w najgorszym razie  powoli spala się. Nie jest znana skala użycia tego typu amunicji, niemniej niektóre wozy miały tego typu ładunki. Ostatnią sprawą było dokładne sprawdzenie zarówno automatycznych systemów gaśniczych jak i modułów pancerza reaktywnego. W pierwszym przypadku było to o tyle istotne, że od działania freonowej automatycznej aparatury gaśniczej PFO zależy skuteczne stłumienie ognia w przedziale silnika oraz załogi. Teoretycznie automatyczny system gaśniczy i przeciwwybuchowy powinien działać zawsze, niemniej jego realna skuteczność zależy od dbałości o jego instalacje, czystość czujników oraz szczelność układu. W efekcie życie załóg zależało nieraz od rzetelności techników kompani oraz przestrzegania procedur przez same załogi.

Pancerz wieży czołgu T-72B. F1 – 120 mm grubości odlew skorupy wieży, A - 21 mm grubości płyta RHA o wysokiej plastyczności, B - 6 mm grubości warstwa gumy, C - 3 mm płyty bardzo wysokiej twardości, D - 22 mm grubości dystansery, E – 45 mm grubości płyta bardzo wysokiej twardości, F2 – około 80 mm grubości odlew skorupy wieży. Fot. Opracowanie własne autora.   

  W przypadku sprawdzenia samego pancerza reaktywnego sytuacja była jeszcze bardziej żenująca dla Armii Rosyjskiej. Okazało się, że podobnie jak sześć lat wcześniej, całkiem sporo czołgów miało usunięte płytki materiału wybuchowego z kaset ERA. Każda kaseta zawiera dwie 270 gramowe płytki silnego materiału wybuchowego. Nagminną praktyka w jednostkach czasów Jelcynowskiej „smuty” było rozkręcanie kaset i usuwanie przynajmniej jednej płytki. Następnie materiał wybuchowy wytapiano i sprzedawano „na lewo”. Niestety nie były to pojedyncze przypadki. Już samo dopilnowanie dwóch ostatnich kwestii przez zawodowe załogi pojazdów oraz ich dowództwo połączone z zabieraniem amunicji tylko w automacie ładowania przyniosło wymierną poprawę żywotności pojazdów na polu walki. 

  Bohaterami tego artykułu są czołgi T-72B z pancerzem Kontakt-1 - zwane też T-72BW. Są to pojazdy wprowadzone do uzbrojenia od 1984 roku. Ich osłona jest dość dobrze znana i opisana. Pancerz wieży składa się z odlewanej skorupy zawierającej dwie kieszenie na tzw. pancerz specjalny. Pod kątem 30 stopni od osi podłużnej wieży pancerz ma następujący układ: około 130 mm odlewu stalowego, komora na pancerz specjalny zawierająca dwadzieścia skośnych modułów Non Explosive Reactive Armour (NERA) o grubości 30 mm każdy i trójwarstwowej budowie: 20 mm stali RHA + 6 mm gumy + 3 mm stali wysokiej twardości. Poszczególne moduły NERA są oddzielone od siebie 22 mm dystanserami. Pancerz specjalny wieży T-72B zakończony jest płytą wysokiej twardości HHS o grubości 45 mm, następnie znajduje się 80-90 mm grubości zasadniczy odlew skorupy wieży. Łączna grubość sprowadzona tego układu wynosi od 600 do 680 mm, zaś pod kątem 0 stopni w azymucie (równolegle do osi armaty) od 600 do 750 mm. Wartość przeliczeniowa powyższej kompozycji pancerza wynosi około  500-540 mm stali RHA przeciw pociskom podkalibrowym i nieco ponad 600 mm stali RHA przeciw pociskom kumulacyjnym. Tył  wieży stanowił odlew stalowy o grubości 60-80 mm.

  Kompozycja pancerza kadłuba wozów T-72B była co najmniej trzykrotnie zmieniania, ale wydaje się, że najpopularniejszy układ był następujący (przekrój prostopadły do powierzchni): płyta stali RHA o grubości 60 mm, pierwsza luka powietrzna (10 mm), pierwszy moduł NERA w postaci 10 mm stali, 10 mm gumy i 10 mm stali, następnie druga luka powietrzna (10 mm) i drugi moduł NERA w postaci 20 mm stali, 10 mm gumy i 20 mm stali i końcowo trzecia luka powietrzna (10 mm) i płyta pancerna kończąca układ o grubości 50mm stali. Sama suma biernych elementów tego układu dla 0 stopni w elewacji (grubość sprowadzona) wynosi 450 mm stali, z uwzględnieniem płyt wysokiej twardości, oraz dwóch warstw reaktywnych odporność mogła osiągnąć około 500 mm przeciw pociskom podkalibrowym i pod 600 mm przeciw kumulacyjnym. Osłona burt kadłuba wynosiła 80 mm stali, zaś w półkach nadgąsienicowych umieszczone są zbiorniki z paliwem o grubości około 510 mm. Warstwa paliwa tej grubości stawia opór strumieniowi kumulacyjnemu równy płycie stalowej o grubości 70 mm.

Rekordowy „611” po kampanii oczekuje w Chankale na transport do jednostki. Mimo trzech trafień ppk Fagot oraz sześciu grantami kumulacyjnymi z RPG-7 czołg zachował zdolność do walki.

  Oprócz tego pojazd posiada fartuchy balistyczne  obłożone pancerzem reaktywnym. Wprowadzenie w połowie lat osiemdziesiątych pancerza reaktywnego Kontakt-1 znacząco polepszyło ochronę pojazdów. Sam pancerz składa się z kasety wykonanej z lekkiej blachy stalowej oraz dwóch płytek z materiałem wybuchowym i okładzinami z 2mm płytek stalowych. Opis działania (za: C. Galiński, „Pancerze reaktywne i aktywna osłona balistyczna”) jest następujący: „Wierzchołek strumienia kumulacyjnego powoduje detonację materiału wybuchowego umieszczonego pomiędzy dwoma stosunkowo cienkimi okładzinami pancernymi. Pod wpływem eksplozji okładziny najpierw się odkształcają, równocześnie zasłaniając stworzony uprzednio otwór. Chwilę później okładziny rozdzielają się i przemieszczają. Przy odpowiednio dobranym pochyleniu górna okładzina przemieszcza się do góry, w kierunku głowicy, dolna zaś w dół i w kierunku pancerza. Powoduje to zasłanianie pancerza zasadniczego ciągle nowym materiałem okładzin. Trwa to tak długo, aż okładziny nie wylecą z obszaru oddziaływania strumienia kumulacyjnego”.

  Tego typu układ w kasecie ERA ma jedną zasadniczą wadę – konieczne jest pochylenie płytek z materiałem wybuchowym pod kątem poniżej 45 stopni w stosunku do uderzającego strumienia kumulacyjnego - inaczej skuteczność kasety ERA drastycznie maleje. Dlatego w kasecie Kontakt-1 zastosowano dwie, umieszczone pod różnym kątem, płytki. Mimo tego zabiegu dla pewnych kątów uderzenia skuteczność rosyjskiej kasety jest bardzo mała.

  Przeciwnikiem rosyjskich T-72BW byli zaprawieni w walce bojownicy czeczeńscy – kilka lat quasi niepodległości Republiki Iczkerii umożliwiło odtworzenie zapasów broni oraz wyszkolenie nowych żołnierzy. Niestety na całokształt dowodzenia bardzo negatywny wpływ miały waśnie między komendantami polowymi oraz „sobiepaństwo” dowódców. Etatową bronią przeciwpancerną były różne odmiany  granatów do RPG-7 z czego zdecydowanie dominowały PG-7WŁ o penetracji nieco ponad 500 mm RHA, używano też masowo granatników jednorazowych RPG-22, RPG-26 i innych. Relatywnie rzadko występowały tandemowe granaty kumulacyjne. Co ciekawe czeczeńscy bojownicy dysponowali dość dużą liczbą zdobytych lub nabytych od przekupionych oficerów rosyjskich przeciwpancernych pocisków kierowanych rodziny Fagot. Ich zmodernizowana wersja z pociskiem 9M111M dysponowała przebijalnością około 600 mm stali i była najmocniejszą bronią przeciwczołgową dostępną separatystom.

Rekordowy „611” - prawa strona kadłuba oraz lewa strona wieży.

  Paradoksalnie zatem, w warunkach nieregularnego konfliktu zbrojnego w okolicach milenium  spotkały się etatowe środki przeciwpancerne z lat 1979-1986 oraz czołgi  produkowane od 1985 do 1988 roku. Rzadko w historii najnowszych konfliktów zbrojnych zdarza się aby pancerna tarcza i przeciwpancerny miecz były sobie generacyjnie równe. Na skutek opisanych powyżej zmian w wyszkoleniu oraz użyciu broni pancernej przez Rosjan starty bezpowrotne wyniosły maksymalnie 14 z około 400 użytych maszyn, ale jak wyglądały takie starcia na poziomie plutonów i kompani?

  Przyjrzyjmy się zatem historii wozów 506. pułku czołgów gwardii, który na przestrzeni ośmiu miesięcy ciągłych walk (jesień 1999 – wiosna 2000) użytkował w walce 31 czołgów T-72B z pancerzem reaktywnym Kontakt-1. Z pośród użytych maszyn tylko jeden czołg odniósł na tyle poważne uszkodzenia, że musiał trafić na naprawę do fabryki – była to ofiara małego fugasa albo miny przeciwpancernej. Na skutek detonacji pod gąsienicą wygięło się dno kadłuba, co kwalifikowało  pojazd do poważnej naprawy. Z pozostałych maszyn praktycznie każda odniosła uszkodzenia w walce jednakże szczególnie ciężkiemu ostrzałowi zostały poddane cztery wozy o numerach  611, 613, 623 oraz jeden „bezimienny”. Wszystkie zdjęcia pochodzą z Chankały z wiosny 2000 roku przed wycofaniem pułku z rejonu  działań.

Siostrzany pojazd „611” - „613”, widać zniszczony zewnętrzny zbiornik paliwa.

  Czołg o numerze 611 w ciągu dwóch dni walk został trafiony trzy razy ppk Fagot oraz sześciokrotnie granatami wystrzelonymi RPG i ustanowił swoisty nowy rekord dla T-72BW. Pierwsze dwa trafienia Fagotem czołg dostał w nadgąsienicowy zbiornik paliwa umieszczony na lewej burcie pod wieżą oraz w samą wieżę. Nie było w tym wypadku perforacji zasadniczego pancerza wozu co może wskazywać na trafienie pod kątem poniżej 40 stopni od osi podłużnej kadłuba oraz prawidłową pracę pancerza reaktywnego. Trzecie trafienie „611” otrzymał w burtę kadłuba pod wieżą. Pancerz reaktywny Kontakt-1 zadziałał prawidłowo i również w tym miejscu nie było przebicia pancerza burty kadłuba. Trafienia granatami z RPG-7 były dużo groźniejsze. Pierwszy z nich trafił w właz kopułki dowódcy, strumień kumulacyjny pokonał właz, przeleciał obok dowódcy lekko go raniąc i trafił w tylna ścianę wieży, dwa trafienia zainkasował strop wieży nad stanowiskiem celowniczego. Również w tym przypadku kasety ERA zadziałały prawidłowo i nie doszło do przebicia pancerza stropu wieży. Aż trzy granaty kumulacyjne trafiły w burty kadłuba – dwa z lewej strony zaś jeden z prawej. Również w tym przypadku Kontakt-1 osłonił czołg w stopniu wystarczającym.

Siostrzany pojazd „611” - „613”, widać uszkodzenia fartucha balistycznego.

  Równie ciężką przygodę miał czołg o numerze „623”. Pojazd ten walczył w Groznym podczas ratowania odciętych w mieście jednostek MWD. Typową taktyka była wtedy „ogniowa gąsienica” - czołgi działające na szpicy wraz z piechotą prowadziły szybki ostrzał do podanych wcześniej celów zaś po opróżnieniu 22-nabojowej karuzeli wycofywały się na tyły, zaś na ich miejsce wchodził nowy pluton. W ten sposób piechota rosyjska miała wsparcie ciągłego bezpośredniego ognia 125-mm pocisków odłamkowo-burzących. Po otrzymaniu komendy o zmianie wozu „623” rozpoczął odwrót. Dla mechanicznego  układu przeniesienia napędu prędkość wozów rodziny T-72M1/B na biegu wstecznym wynosi jedynie 4 km/h (dla porównania Leopard-2 – 40 km/h osiągane w czasie 7 sekund). Efektem tego jest wybór – albo pełzanie do tyłu frontem do nieprzyjaciela, ale pozostawienie piechoty bez zbawczego parasola 125 mm armaty albo szybki obrót kadłuba z wieżą armatą do tyłu i próba wycofania się na pełnej prędkości. Dowódca „623” ze względu na kolegów z piechoty wybrał drugą opcję. 

Feralne trafienie w przedział silnika czołgu „623”.

  Na taką właśnie okazję czekali zaprawienie w walce bojownicy. Czołg w krótkim czasie otrzymał trzy trafienia we wrażliwy tył pojazdu. Pierwszy granat uderzył w puste beczki po paliwie z tyłu korpusu. Strumień kumulacyjny przeszedł przez beczkę i trafił w tył kadłuba, ale szczęśliwie dla załogi nie przebił go. Drugie trafienie czołg otrzymał w burtę kadłuba, jednakże w tym przypadku ERA zadziałał prawidłowo i granat nie przebił burty. Trzecie – feralne trafienie – czołg dostał w tył płyty przedziału silnika przy jej dolnej krawędzi. Sekundy po wystrzale „granatomiatczyk” został rozszarpany celną serią karabinu maszynowego, ale strumień kumulacyjny przebił tylną płytę, uszkodził układ przeniesienia mocy, przeleciał przez cały dół silnika W-84MS i został zatrzymany na cienkiej (3-4 mm) przegrodzie oddzielającej przedział silnika od przedziału załogi. Na szczęście dla załogi rozpędzony „623” pokonał jeszcze 300 m do najbliższej przecznicy, będącej pod kontrolą sił rosyjskich. Ponieważ system gaśniczy zawiódł, załoga opuściła pojazd w obawie, że nagrzany silnik sikający paliwem i olejem z zniszczonego przez strumień kumulacyjny swojego dołu zapali się. Po chwili silnik zatarł się – na szczęście bez pożaru – i załoga wróciła do pojazdu. Czołg po odholowaniu, wymianie silnika i zaspawaniu otworów po strumieniu kumulacyjnym wrócił do walki po kilku dniach.

Uszkodzenia burt kadłuba na „zdublowanym” numerze „623”.

  Z kolei inna maszyna – również o numerze „623” (częsty wybieg w celu dezinformacji przeciwnika) dostała się pod wielokrotny ogień granatników przeciwpancernych w lewą burtę kadłuba Zarówno w jej przedniej jak i tylnej części osłona ERA zadziała prawidłowo i kadłub nie został przebity. 

  Cały ośmiomiesięczny okres intensywnych walk 506. pułk przeszedł bez poważniejszych strat, zaś należycie użyte czołgi T-72B z Kontakt-1 okazały się być, może nie wolnymi od wad, ale bezpiecznymi pojazdami. Oczywiście wyszkolenie załóg oraz należyte użycie samych pojazdów miały tutaj decydujące znaczenie. Co ważne historia walki i strat 506. pułku nie stanowi wyjątku a raczej średnią typowa też dla innych jednostek.

  Mimo tak niskich strat bezpowrotnych, czy Armia Rosyjska wyciągnęła jakieś wnioski z drugiej wojny? Oczywiście tak. Po pierwsze uznano iż niekodowana (!) łączność pojazdów jest fatalna – nie raz zdarzało się iż bojownicy podsłuchiwali poszczególne plutony. Kolejna kwestią był brak termowizji czołgów – uznano to za bodajże najgorszą wadę T-72BW która bardzo poważnie limitowała skuteczność SKO pojazdów. Mimo teoretycznie legendarnej odporności na złe traktowanie rosyjskich pojazdów również druga wojna w Czeczenii pokazała jak wielki jest to mit. T-72BW okazały się być pojazdami o wyjątkowo niskiej podatności eksploatacyjnej. Samo wymontowanie silnika i założenie nowego zajmuje minimum 23 godziny. Dla porównania – wymiana sprzężonego w power-pack silnika i przekładni w Leopardzie-2 zajmuje 25 minut. Brak modułowości konstrukcji to jednak założenie celowe – pojazdy T-72 miały być produkowane masowo i tanio, tak by wyposażyć w nie mobilizowane dywizje drugiego rzutu strategicznego Armii Czerwonej nacierającej na Europę Zachodnią w czasie ewentualnej wojny Układu Warszawskiego z NATO.

Uszkodzenia wieży niezidentyfikowanego T-72BW z Chankały - wiosna 2000 roku. Dobrze widać ślady po działaniu pancerza reaktywnego Kontakt-1.

  Wymiana uszkodzonej armaty wymaga zdjęcia wieży z pojazdu (w Leopardzie 2 tylko demontażu maski armaty), oprócz tego T-72BW stanowi ergonomiczny koszmar dla załóg – jest mały, ciasny i nie działa w nim ogrzewanie bez odpalonego silnika. Rosyjska teza, że „nasza broń jest do walki, a nie dla ludzi” nie po raz pierwszy odbiła się tutaj czkawką. Kolejną konkluzją była konieczność wyposażenia każdego członka załogi w karabinek lub subkarabinek.

  Generalnie jednak bardzo dobrze oceniono odporność pancerza pojazdów. Decyzja o ograniczeniu zapasu amunicji tylko do relatywnie nisko położonej karuzeli uratowała wiele czołgów. Okazało się też, że gruba warstwa wewnętrznej wykładziny przeciwradiacyjnej (podboj) działa jak prymitywna warstwa przeciwodłamkowa (spall liner) i kilkukrotnie zmniejsza ilość odłamków po penetracji pancerza przez strumień kumulacyjny. Mimo tego uznano, że statystycznie po trzech (!) penetracjach wieży lub kadłuba załoga na skutek odniesionych obrażeń nie może skutecznie walczyć (ani osłaniać się ogniem) i dlatego jednym z ważniejszych wniosków było wdrożenie nowych Środków Ochrony Indywidualnej (SOI), czyli niepalnego umundurowania, kamizelki przeciwodłamkowej oraz hełmofonu z czerepem balistycznym. Po dekadzie zestaw taki, pod nieco komiczną nazwą Kowboj zmaterializował się w wojskach pancernych armii rosyjskiej.

Uszkodzenia zbiorników nadgąsienicowych niezidentyfikowanego T-72BW z Chankały - wiosna 2000 roku. Bojownik zapewne celował w newralgiczne łączenie wieży z kadłubem - na szczęście dla załogi głowica kumulacyjna trafiła w zbiornik paliwa.

  Czy przedstawiona historia czołgów T-72BW z 506. pułku stanowi jakiś wyjątkowy przykład szczęścia pancerniaków? Nie, są to zaledwie epizody pokazujące pewną „stałą”  konkluzję: w przypadku spotkania się odpowiadających sobie generacją broni przeciwpancernej oraz czołgów to zwykle pancerz i czołgi są „górą”. Pojazdów pancernych nie projektują dyletanci – czołgi są zaprojektowane tak, żeby wytrzymywać nawet zmasowany ogień przeciwnika. Jeżeli maszyny są obsługiwane przez kompetentne załogi i w walce w mieście mają wsparcie piechoty zmechanizowanej oraz artylerii i lotnictwa, to zadziwiają swoją przeżywalnością na polu walki.

Jarosław Wolski




Rejestracja

Funkcja chwilowo niedostępna

×

Logowanie

×

Kontakt

×
Śmigłowiec Bell AH-1 Cobra

Śmigłowiec Bell AH-1 Cobra

Śmigłowiec szturmowy Bell AH-1 Cobra jest z pewnością jedną z najsłynniejszych, o ile nie najsłynniejszą, prowizorek w historii lotnictwa wojskoweg...

więcej polecanych artykułów