Serwis używa cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.
zamknij   

szukaj

2015-10-25 12:06:02

Twardy pancerz, czyli czy czołg zawsze wybucha po trafieniu? Cz. VIII - Syryjskie czterdzieści procent

     Obecny konflikt w Syrii dostarcza dość bogatego materiału dotyczącego używania starszych wersji czołgów rodzin: T-55, T-62 i T-72 w warunkach konfliktu asymetrycznego. Jednocześnie jest to konflikt, w którym bardzo wiele ataków jest filmowanych i zamieszczanych w Internecie. Jedną z medialnych gwiazd owych relacji stało się polowanie na rządowe czołgi za pomocą przenośnych wyrzutni przeciwpancernych pocisków kierowanych. Tworzony w ten sposób przekaz zdaje się przedstawiać rzeź bezradnych „assadowskich” czołgów. Na ile jednak realnie skuteczne są owe ataki?

 Przeciwnicy

  Wojska prezydenta Assada dysponowały w przededniu konfliktu około 700 czołgami rodziny T-72, z czego 150 sztuk stanowiły T-72 Urał, 300 sztuk – T-72A dostarczane od 1982 roku z ZSRR oraz 256 zamówionych jeszcze w Czechosłowacji T-72M1, a dostarczanych do 1993 roku. Są to najnowocześniejsze maszyny w arsenale Syryjczyków. Wszystkie czołgi T-72A dostały moduły pancerza reaktywnego Kontakt-1 (prawdopodobnie zakupione na Ukrainie), a  zamontowane w Syrii przez zakontraktowanych w Armenii techników, stając się T-72AW. Między 2003 a 2006 rokiem przeprowadzono głęboką modernizację około 122 czołgów m.in. poprzez instalacje na nich zaawansowanego i nowoczesnego SKO TURMS-T (Tank Universal Reconfiguration Modular System T-series) produkcji Galileo Avionica. Jest on znany między innymi z czeskich T-72M4Cz. Do modernizacji wybrano głównie najstarsze i najsłabsze syryjskie wozy – T-72 Urał, choć modernizacje przeszły też nieliczne T-72M1 i T-72A.  System TURMS-T ma zaawansowany celownik dzienno-nocny działonowego z dobrej jakości kamerą termowizyjną. Dodatkowo wozy dowódców kompanii dostały pełną wersję włoskiego SKO zdolną do pracy w trybie hunter-killer i wyposażoną w celownik panoramiczny dowódcy również z kamerą termowizyjną. W efekcie przeprowadzenia zmian głównie na wozach T-72 Urał zmarnowano poniekąd potencjał tego systemu. Przestarzały czołg z kiepską armatą i słabym pancerzem zyskał bardzo nowoczesne systemy obserwacyjno -celownicze i pomimo tych zmian – cechuje się bardzo dyskusyjną celnością ognia. Z kolei w przypadku nielicznych T-72M1 i T-72A instalacja SKO TURMS-A pozwoliła na znaczące podniesienie ich wartości bojowej.

Syryjski T-72, widocne uszkodzenia odniesione w walce. Fot. vk.com

  Na skutek działań wojennych wojska rządowe straciły praktycznie 2/3 posiadanych maszyn rodziny T-72. Obecnie za operacyjne można uznać zaledwie około 250 „siedemdwójek”. Co symptomatyczne, głównie wyposażonych w nowoczesne włoskie SKO.

  Kolejnym rodzajem czołgów w SAA (Syrian Arab Army) są T-62 których łącznie zakupiono pod koniec lat sześćdziesiątych i przez całe lata siedemdziesiąte około 800 sztuk. Źródła podające więcej maszyn tego typu w SAA prawdopodobnie mylą dostawy T-62 z T-72A zakontraktowanymi w 1982 roku, zaś rzekomych 200 sztuk dostarczonych pod koniec lat siedemdziesiątych nie znajduje potwierdzenia w wiarygodnych źródłach. Podczas wojny w 1982 roku Syryjczycy stracili około 200 pojazdów tego typu, zaś do wybuchu wojny domowej w Syrii pozostało na stanie między 450 a 480 sztuk, przy czym większość zakonserwowana. T-62 w SAA nie poddawano większym modyfikacjom.

  Ostatnim typem czołgów są pojazdy rodziny T-55. Dostarczono ich do Syrii około 1200 na przestrzeni kilku dekad. Część z tych pojazdów była w głębokiej konserwacji przed wybuchem obecnego konfliktu, ale mobilizacja przywróciła do służby nieco ponad 700 maszyn przed końcem 2014 roku. Oprócz standardowych i zupełnie przestarzałych T-55A wojska Assada dysponują trzema zmodernizowanymi wersjami owych pojazdów. Pierwszą są dostarczone przez Korę Północną wozy z prostym dalmierzem laserowym, wspomagającym celownik działonowego TSz-2B-32P. Drugą - T-55AM z systemem kierowania ogniem Wołna, aczkolwiek bez wzmocnionego pancerza wieży i kadłuba – nie zdecydowano się na to w latach  osiemdziesiątych z przyczyn budżetowych. Największą wartość posiadają za to wozy T-55MW, których 200 zmodernizowano do tego standardu na Ukrainie w 1997 roku. Dostały one nie tylko pancerz reaktywny Kontakt-1, ale też zmiany w SKO pojazdu oraz możliwość używania czołgowych ppk typu 9M117M Bastion. Spora część pojazdów dostała też, relatywnie prostą, kamerę termowizyjną, choć prawdopodobnie nie sprzężoną z celownikiem działonowego.

  „Przeciwnikiem” rządowych czołgów stała się w zasadzie każda dostępna na Bliskim Wschodzie rakietowa broń przeciwpancerna II powojennej generacji. Pomijając przeróżne wersje granatników RPG-7 oraz zdobyczne i bardzo niebezpieczne nowoczesne granatniki rosyjskie RPG-29, głównym zagrożeniem stały się przeciwpancerne pociski kierowane. Umownie można podzielić je na dwie grupy – produkcji wschodniej i produkcji zachodniej.

  Każdej z powyższych grup dotyczy ten sam „problem” – podawane powszechnie w literaturze dane dotyczące skuteczności głowic rakiet są zawyżone. Tezę taką można postawić dzięki odtajnionym wewnętrznym analizom np. CIA lub też instytutów badawczych zajmujących się projektowaniem tego typu oręża. Dodatkowo szereg prac naukowych publikowanych po 1991 roku, a dotyczących głowic kumulacyjnych pozwala na ponowną ocenę skuteczności zastosowanych w danych latach rozwiązań. Również nowsze foldery producentów podają bliższe realiom dane niż kiedyś. W ten sposób okazało się iż amerykański wprowadzony do służby w 1968 roku pocisk BGM-71A TOW z głowicą kumulacyjną o kalibrze 127 mm pokonuje nie deklarowane 600 mm stali, a 450 mm. Ten sam problem dotyczy również rosyjskiego 9M133 Korniet z 1994 roku, gdzie przebijalność wersji eksportowych wynosi nie podawane w literaturze 1300-1500 mm stali, a „jedynie” metr. W związku z powyższym w artykule zawarto zweryfikowane dane, które siłą rzeczy są niższe niż podawane do tej pory w szeregu popularnych źródeł – zwłaszcza internetowych.

  Przeciwpancerne pociski kierowane produkcji wschodniej to Maljutka, a przede wszystkim Fagot, Konkurs, Metys i bardzo rzadko stosowane Kornet. Zupełnie przestarzałe 9M14 Maljutka przebijają do 400 mm stali. Nowsze typu 9M111 Fagot z 1971 roku przebijają 460 mm stali, zaś w wersji 9M111M, która weszła do produkcji w latach osiemdziesiątych do 600 mm stali. Przyjętego na wyposażenie armii ZSRR w 1974 roku Konkursa również trudno uznać za nowoczesny ppk, zaś jego głowica osiąga przebijlaność około 600 mm zależnie od wersji. Lekki 9M115 Metis z 1979 roku z głowicą zdolną pokonać około 450-500 mm stali również nie jest szczególnie nowoczesnym rodzajem broni. Powyższe rakiety, mimo iż przestarzałe, stanowią śmiertelne zagrożenie dla czołgów T-55 i T-62, a osiągi głowic pozwalają na skuteczne przebicie pancerza frontu kadłuba i wieży T-72M1 oraz T-72AW. Należy też pamiętać, że wyposażenie w pancerz reaktywny 4S20 Kontakt-1 czołgów T-55MW i T-72AW oznacza, iż żaden z powyższych ppk w sytuacji trafienia w kasetę ERA nie zdoła pokonać osłony czołgu. Dużo bardziej niebezpiecznym przeciwnikiem są Kornet i Metis-M – występują sporadycznie, ale ich potężna głowica wraz z prekursorem nieinicjującym jest w stanie pokonać pancerz czołowy irackich Abramsów.

Kadr z filmu na YouTube. Pocisk TOW mijający "o włos" syryjski T-55.

  Dużo ciekawszą mozaikę mamy w przypadku występowania na syryjskich polach bitew rakiet zachodnich. Pierwotnie najpopularniejszą był Milan – armia syryjska nabyła około tysiąca tych ppk, z czego wiele jeszcze przed 1982 rokiem. Wprowadzony w 1974 roku Milan pokonuje realnie 550 mm stali (zamiast deklarowanych 650 mm). Jego następcą stał się wprowadzony w 1984 roku Milan 2 z głowicą o penetracji do 660 mm. Ten typ ppk został dostarczony przez Niemców jeszcze w zeszłym roku walczącym z ISIS Kurdom w celu niszczenia z dużego dystansu opancerzonych pojazdów zamachowców-samobójców. Według niektórych źródeł nieliczne egzemplarze tej broni wpadły w ręce islamistów i zostały użyte przeciw SAA. Obecnie najliczniej występującym rodzajem ppk są pociski rodziny TOW i TOW-2. Są one po kryjomu dostarczane rebeliantom głównie z Arabii Saudyjskiej. Należy też nadmienić, że państwa regionu Zatoki Perskiej wycofują powoli starsze wersje, czyli  BGM-71C TOW i BGM-72D TOW-2. To właśnie one są głównie dostarczane islamistom przez Saudów. Pierwsza z wersji, wprowadzona do uzbrojenia w 1982 roku,  jest w stanie pokonać do 650 mm pancerza. Druga wersja, w służbie od 1981 roku, ma głowicę o penetracji maksymalnie 800-870mm stali. „Najmocniejszym” dostępnym w Syrii „zachodnim” ppk jest BGM-71E TOW-2A. Został on opracowany w latach 1985-1987 i posiada głowicę o przebijalności około 900 mm stali oraz wyposażoną w prosty, ale skuteczny przeciw pancerzom reaktywnym pierwszej generacji prekursor. Również ta wersja TOW jest powszechnie wykorzystywana w regionie. Z państw dostarczających tego typu uzbrojenie można wymienić Liban który otrzymał 200 pocisków w wersji BGM-71E TOW-2A i oczywiście Arabię Saudyjską, która z kolei kupiła ponad 15 tys. tych rakiet. Ciekawą „mutacją” TOW-2A jest jego chińska bezlicencyjna kopia HJ-8, która poprzez Saudów również trafia do rąk rebeliantów.

  Zdecydowana większość wymienionych powyżej rakietowych środków przeciwpancernych kierowana jest na cel półautomatycznie – w systemie SACLOS (Semi-Automatic Command to Line of Sight). Innymi słowy po odpaleniu ppk, operator ma za zadanie utrzymanie znacznika celownika na jedynie celu, podczas gdy system naprowadza pocisk na cel korzystając z automatycznie wypracowywanych poprawek.

Sytuacja w Syrii

  Po kilku latach wojny kraj jest wyniszczony, zaś wojska wierne Assadowi poniosły ciężkie straty. Wiele wyszkolonych załóg pojazdów opancerzonych zginęło lub odniosło rany zaś zapasy sprzętu i podzespołów wyczerpują się. Na skutek sporego potencjału mobilizacyjnego oraz po części etniczno-religijnego charakteru konfliktu, ugrupowania rebelianckie nie zdołały jednak zająć witalnych obszarów kraju. Wiele walk przybrało charakter statyczny w oparciu o tereny zurbanizowane. Wojska pancerno-zmechanizowane stały się podstawową siłą SAA, zaś bez użycia czołgów praktycznie nie odbywa się żadna operacja wojsk rządowych.

  Mimo ciężkich strat, użycie czołgów, nawet w trenie miejskim, było dość efektywne. Również ich odporność wobec zdobytych przez islamistów na SAA środków przeciwpancernych starszej generacji  okazała się być zaskakująco dobra. Zwłaszcza wyposażone w pancerz reaktywne T-72AW okazały się być nad podziw odpornymi maszynami. Znane są przykłady czołgów tego typu, które zostały ponad pięciokrotnie trafione różnymi granatami kumulacyjnymi i mimo licznych uszkodzeń, a nieraz perforacji pancerza, nie zostały zniszczone. Nie jest jednak zaskoczeniem fakt, że te same T-72AW łatwo padają ofiarą nowoczesnych systemów – Kornet oraz RPG-29. Spotkanie z ppk lub granatem kumulacyjnym wyposażonymi w prekursor oznacza zwykle zniszczenie trafionego pojazdu. Jednakże poza mało skutecznymi granatnikami RPG-7 dedykowana rakietowa broń przeciwpancerna (ppk) była nieliczna, zatem brak było wymiernych operacyjnych efektów jej użycia.

  Poważną zmianą na niekorzyść wojsk rządowych stało się masowe pojawienie się na polu walki zestawów TOW, TOW-2, TOW-2A i HJ-8. Zostały one dostarczone z państw ościennych wspierających opozycję, przy czym nieoficjalnie wskazuje się na Arabię Saudyjską. Prawdopodobnie w obozach treningowych na terytoriach kontrolowanych przez opozycje zdołano przeszkolić wielu operatorów wyrzutni ppk. Co ciekawe, nieoficjalnie mówi się, że ze względu ryzyko utracenia wyrzutni i rakiet oraz użycia ich w Iraku lub na izraelskiej granicy wprowadzono pewne obostrzenia w użyciu ppk. Każdy atak jest filmowany, zaś rebelianci rozliczani się z ilości dostarczonych i wystrzelonych rakiet. Bez wątpienia operatorzy ppk są nieźle wyszkoleni, a sama obsługa oraz ustawienie wyrzutni na stanowisku ogniowym, wskazują na profesjonalizm operatorów. Zwykle strzelania odbywają się ze starannie wybranych i zamaskowanych pozycji oraz na dystansie ponad 1500 m, co gwarantuje względne bezpieczeństwo. Zespoły niszczycieli czołgów składają się z jednej lub dwóch grup ubezpieczających, kilku tragarzy niosących elementy wyrzutni i same pociski oraz właściwego – zwykle dwuosobowego – zespołu operatorów, który wchodzi do akcji dopiero po zabezpieczeniu terenu. Dość często ubrani są oni w cywilne ubrania i po wykonaniu strzelania natychmiast opuszczają pozycję zaś demontaż wyrzutni i jej dyslokacja spada na barki zespołu tragarzy. Wydaje się dominować ofensywne użycie ppk, na zasadzie „polowania” na wcześniej wytypowane i rozpoznane pojazdy, choć niedawne wsparcie Rosjan oraz ofensywa SAA powoduje że coraz częstsze są przypadki klasycznego – w defensywie – użycia ppk.  Nasycenie obrony rebeliantów wyrzutniami jest trudne do oszacowania, ale w prowincji Latakii i Hama  na odcinku walk między miejscowościami Morek i Salma (około 50-60 km) jednego dnia zidentyfikowano około 19 miejsc odpaleń ppk przypadających na minimum 10 wyrzutni. A takich odcinków obecnie w Syrii jest wiele. Oznacza to paręset dostarczonych wyrzutni i zapewne ponad 1000 pocisków do nich. Skutkiem wymuszonego rejestrowania odpaleń ppk jest zamieszczanie w celach propagandowych filmików z ich użycia w sieci. Wprawne oko dostrzeże na nich dużo więcej niż chcieliby pokazać islamiści, ale generalny przekaz propagandowy takich materiałów jest bardzo silny. Dla zwykłego odbiorcy nie ma bowiem rozróżnienia między pojazdem trafionym, a pojazdem zniszczonym. Każde trafienie lub nawet eksplozja w okolicy celu jest automatycznie uznawane za  zniszczenie atakowanego pojazdu. Sprawia to wrażenie łatwego i przede wszystkim skutecznego, masowego, niszczenia pojazdów za pomocą ppk. Taki też jest cel zamieszczania tego typu materiałów. A jak jest naprawdę?

Garść statystyk z czasów zimnej wojny           

  Na wstępie należy wyjść od statystyk dotyczących czołgów i ppk powstałych w trakcie Zimnej Wojny oraz szeregu bliskowschodnich konfliktów. Pokazują one jak realnie wyglądała prognozowana skuteczność danych środków przeciwpancernych lub też, na ile wrażliwe na przeciwdziałanie przeciwnika są czołgi.

  Dane producenta rakiet TOW podają że w warunkach poligonowych, przy wyszkolonym operatorze,  prawdopodobieństwo trafienia w cel wynosiło 66% dla starszych wersji TOW, 80% dla TOW-2 oraz aż do 96% dla rakiet TOW-2A. Oczywiście w warunkach pola walki  powyższe wartości są zdecydowanie niższe. Dzieje się tak z powodu wielu czynników przy czym najważniejszy jest stres pola walki. Błędy operatora są najczęstszą przyczyną nie trafienia w cel, a wypływa na nie poczucie zagrożenia, przemęczenie, pośpiech czy też odniesione urazy i choroby. Drugim co do ważności powodem spadku skuteczności ppk na polu bitwy (w porównaniu do warunków poligonowych) jest przeciwdziałanie przeciwnika. Pojazdy pancerne często manewrują, wycofują się za przeszkody terenowe, stosują samoosłonę pojazdów za pomocą granatów dymnych lub termicznej aparatury dymotwórczej. Również nagły wystrzał przez działonowego lub bliski ostrzał artylerii nieraz płoszy operatora ppk i powoduje chybienie celu. W efekcie powyższych czynników ilość realnych trafień potrafi być nawet o kilkanaście procent niższa niż w warunkach poligonowych.

  T-72AW po walce - widoczne uszkodzenia wieży i zerwane fartuchy balistyczne kadłuba. Fot. vk.com

  Kolejną istotną wartością jest odsetek porażeń z penetracją pancerza dla czołgów w poszczególnych bliskowschodnich konfliktach. Pokazuje on bardzo ważną rzecz – nie każdy trafiony czołg ma przebity pancerz. Utożsamianie trafienia pojazdu z przebiciem jego pancerza (lub co gorsza zniszczeniem) jest częstym błędem i niestety pokutuje w świadomości opinii publicznej. Realnie, nieraz zdarza się, że nawet nowoczesny ppk po trafieniu nie przebija pancerza czołgu i nie razi załogi. Dzieje się tak ponieważ niejednokrotnie pocisk trafia w mało istotne elementy pojazdu – skrzynki na wyposażenie, półki nadgąsienicowe lub położone na nich zbiorniki paliwa, górną część komory silnika, układ bieżny pojazdu, etc. Znane są też przypadki, gdy ppk uderza pod tak „szczęśliwym” dla trafionego pojazdu kątem, że droga jaką musi pokonać strumień kumulacyjny przebiega miej więcej „wzdłuż” pancerza wieży lub kadłuba – w efekcie nie dochodzi do penetracji  mimo że teoretycznie środek rażący dysponuje większa przebijlanością niż czołg grubością pancerza. W przypadku równych sobie generacyjnie środków rażenia i czołgów wielokrotnie okazuje się, że pancerz frontu wieży i kadłuba jest w stanie po prostu przetrzymać trafienie. Dotyczy to zwłaszcza czołgów wyposażonych w pancerze reaktywne. Oczywiście operatorzy środków przeciwpancernych dążą do rażenia górnych i bocznych powierzchni pojazdów kiedy to istnieje bardzo duża szansa pokonania osłony. Jak zatem realnie to wygląda? Dla kolejnych bliskowschodnich konfliktów państwa Izrael odsetek porażeń z penetracją pancerza dla czołgów podawany przez IDF wynosił: w 1973 roku (Wojna Yom Kippur) – 60%; w 1982 roku (Liban) – 47%; w 2006 roku (Liban) – 44% (w przypadku Merkaw Mk 4 – 33%).

  Pomijając konflikt z 2006 roku, można zauważyć, że w 1973 i 1982 roku, z tych środków rażenia które trafiły w czołg, zaledwie 60 i 47% zdołało pokonać jego pancerz i wniknąć do środka pojazdu. Zwłaszcza dane z wojny w Libanie są interesujące ponieważ wzięły w niej udział czołgi M60 i M48 i ich modernizacje, których pancerz zasadniczy nijak nie przystawał do syryjskich środków przeciwpancernych. Obłożenie części pojazdów pancerzem reaktywnym Blazer nieco poprawiło ich ochronę. Sumarycznie, jak widać tylko co drugi trafiony czołg miał przebity pancerz.

  Czy powyższa wartość oznacza zniszczone czołgi? Oczywiście, że nie. Pomijając kwestie broni przeciwpancernej rażącej cel energia kinetyczną literatura naukowa w wyczerpujący sposób opisuje działania strumienia kumulacyjnego po przebiciu pancerza. Porażony czołg będzie pewnie zniszczony tylko i wyłącznie w przypadku zapłonu amunicji lub paliwa wewnątrz pojazdu – owszem ma to miejsce dość często zwłaszcza wobec braku izolacji takowej od przedziału załogi w wielu czołgach (np. T-55, T-62 i T-72) ale nie zawsze tak jest. Strumień kumulacyjny który wniknął do przedziału załogi, a nie trafił na materiały łatwopalne (instalacja hydrauliczna,  amunicja, broń załogi, zbiornik paliwa) nie zapali trafionego pojazdu. Można również napisać o tym, że w przypadku głowic kumulacyjnych efekt popenetracyjny jest wyjątkowo „łaskawy” dla porażonych załóg. O ile nie dojdzie do wspomnianego zapłonu czynników latwopalnych w pojeździe, o tyle ginie na ogół tylko członek załogi będący na drodze tzw. resztkowego strumienia kumulacyjnego. Również rzekomy morderczy wzrost ciśnienia w trafionym pojeździe okazał się być mitem. M. Held, w szeregu swoich badań, na czele z „Behind Armour Effects at Shaped Charge Attacks” jasno opisuje czynniki rażące załogę. Z kolei w pracy „Weapons Effects”, stworzonej na potrzeby Office of The Surgeon General United States Army, podane są zbieżne z badaniami prof. Helda wyniki. Z badań wynika bowiem, że w porażonym bronią kumulacyjną czołgu,  z reguły polowa lub dwie trzecie załogi przetrwa – z mniejszymi lub większymi ranami, zaś sam czołg nadaje się po niewielkim remoncie do ponownego wcielenia do linii. Oczywiście o ile nie zapali się. Dane z szeregu konfliktów zbrojnych, począwszy od drugiej wojny światowej, pokazują, że 60-75% trafionych, skutecznie porażonych, ale nie spalonych pojazdów można odzyskać z pola walki i po remoncie ponownie wysłać na front.

Pojazd porażony, z przebiciem pancerza. ale sprawny. Celny granat z RPG-7 trafił w cienką płytę przednią dolną kadłuba, perforował ją i zabił kierowcę. Wóz został w ten sposób unieruchomiony mimo zachowania sprawności. Fot. vk.com.

  Na koniec warto przypomnieć szacunki CIA dotyczące skuteczności amerykańskich środków przeciwpancernych w latach siedemdziesiątych przeciw T-72 i jak to realnie wyglądało. Kwestia ta została omówiona w poprzedniej części cyklu.

  Powyższe statystyki mogą prowadzić do konkluzji, że z odpalonych w kierunku czołgów w miarę nowoczesnych (powstałych w latach osiemdziesiątych i później) ppk trafi w najlepszym razie 70-85% z nich. Około 50-60% tych które trafią w atakowany pojazd uderzy w takim miejscu, że  strumień kumulacyjny spenetruje pancerz i wniknie do przedziału załogi. I wciąż nie oznacza zniszczonej maszyny, ponieważ w przypadku niektórych porażeń nie dojdzie do zapłonu czynników łatwopalnych w pojeździe. Teoretycznie zatem na 100 odpalonych pocisków rakietowych, trafi najwyżej 85 z nich zaś skutecznie przebije pancerz około 42-48 pocisków, co nadal nie oznacza spalenia czołgu. Czy jednak utrwalone na filmach  realia pola walki są zgodne z powyższymi szacunkami?

Analiza materiałów filmowych z Syrii – jak?

  Wspomnianą już  charakterystyczną cechą konfliktu w Syrii jest zamieszczanie w sieci filmów dokumentujących odpalenia ppk. Celem takich działań jest wytworzenie pewnego obrazu – istotnego z przyczyn propagandowych. Powoduje to, że nie są zamieszczane filmy, na których wystrzelony pocisk rakietowy spada wkrótce po starcie na skutek awarii lub też trafia dość daleko od celu. Działanie takie jest oczywiste, ponieważ inaczej nastąpiłoby osłabienie propagandowej wymowy opublikowanych nagrań. Obecne są za to nagrania, na których ppk trafia niedaleko celu lub eksploduje przed nim, po trafieniu w np. płot, słup lub wał ziemny. Tego typu nagrania są publikowane i jest to zapewne obliczone na wywołanie odpowiedniego wrażenia u nie dość uważnych obserwatorów, którzy mogą przeoczyć fakt, że pocisk rakietowy trafił w przeszkodę przed pojazdem.

  W przypadku ewidentnych trafień w pojazdy, teoretycznie 50-60% z nich powinno poskutkować przebiciem pancerza i porażeniem załogi. Na części z materiałów faktycznie widać gwałtowny pożar lub też eksplozję amunicji. Pojazdy takie można uznać za definitywnie zniszczone. Problem jest z określeniem ilości pojazdów w których nie doszło do eksplozji lub pożaru, a które zostały mimo to stracone. Proponowana metodologia na obliczanie spośród materiału filmowego ilości skutecznych porażeń jest następująca: z liczby ogólnych celnych trafień w czołgi należy wydzielić  znaną z wojen z 1973 roku i 1982 roku wartość 50-60% porażonych z penetracją pancerza pojazdów. W celu przyjęcia pewnego marginesu błędu przyjęto bardziej niekorzystną dla pojazdów opancerzonych wartość 60%. Od powstałej w ten sposób liczby skutecznie trafionych maszyn należy odjąć wozy których eksplozję lub pożar widać na zarejestrowanym materiale – ponieważ w tym przypadku „efekt finalny” trafienia nie budzi wątpliwości. Powstaje w ten sposób pewna ilość czołgów skutecznie trafionych ale nie spalonych. Na podstawie danych z konfliktów lat 1945-2001 można uznać, że maksymalnie 60% takich maszyn zdołano uratować. Pozostałe 40% procent to wozy stracone bezpowrotnie i właśnie ich ilość należy dodać do liczby pojazdów które na materiale filmowym eksplodowały lub zapaliły się.  W efekcie powstaje odsetek skutecznych (niszczących czołg) porażeń w stosunku do liczby ogólnych trafień w pojazdy. 

  W sieci znajduje się kilka stron poświęconych grupowaniu filmów z ataków na czołgi, są one zwykle podzielone na miesiące. Do analizy wybrano filmy zebrane i przyporządkowane dla 2015 roku za okres od maja do połowy października. Jest to na tyle ciekawy okres, że przypada on na czas przed rosyjską interwencją w Syrii, a po okresie forsownego szkolenia i wyposażania islamistów w ppk TOW – w tym najnowsze TOW-2A. Zamieszczone za podany okres filmy z odpaleń ppk przedstawiają użycie łącznie 287 zestawów, przy czym znaczna część nie została użyta przeciwko czołgom. Oczywiście zamieszczone materiały nie pokazują wszystkich odpaleń ppk, ale mogą stanowić pewną próbę reprezentatywną skuteczności zestawów ponieważ przedstawiają działalność praktycznie wszystkich ugrupowań rebelianckich walczących w Syrii. Do oceny zostały wybrane materiały tylko i wyłącznie przedstawiające ataki na czołgi, zdublowane ujęcia nie zostały uwzględnione.

 Analiza materiałów filmowych z Syrii

  W ciągu pierwszych piętnastu dni października zarejestrowano na materiale umieszczonym w sieci 61 odpaleń ppk z czego rekordowe trzydzieści dwa (52%) w kierunku czołgów. Z owych 32 pocisków rakietowych odpalonych do czołgów 9 ppk spudłowało, tzn. trafiło w ziemię, płot, słup, budynek przed pojazdem ale mimo tego wideo zostało zamieszczone w sieci, z kolei 23 trafiło w czołgi, z czego w 10 przypadkach widać eksplozję lub pożar.

  Na podstawie ww. statystyk można przyjąć, że łącznie z 23 trafień w czołgi maksymalnie 60% zakończyło się penetracją pancerza – oznacza to 14 skutecznie porażonych pojazdów. W liczbie tej zawiera się 10 czołgów, w których przypadku widać eksplozję amunicji lub pożar oraz cztery, które mimo braku pożaru zostały skutecznie obezwładnione – jeżeli nie istniała możliwość ewakuacji zostały one bezpowrotnie stracone, w innym przypadku połowa maszyn jest możliwa do ewakuacji i naprawy. W przypadku pozostałych maszyn mimo trafienia nie doszło do perforacji pancerza do przedziału załogi – zatem pojazdy te mogły zostać uszkodzone lub nawet unieruchomione, ale nie jest to tożsame z ich ziszczeniem.  

  Zatem, łącznie z 23 celnych ppk zniszczyło czołgi maksymalnie 12 z nich. Oznacza to skuteczność rzędu 52%. Warto dodać, że z użytych 61 zestawów, aż 51 były to TOW.

  Materiał filmowy za wrzesień jest  bardzo ubogi i wyrywkowy. Ataki przedstawiają zaledwie 22 odpalenia ppk w kierunku rożnych celów, z których tylko 4 są w kierunku czołgów. Jedno przedstawia trafienie w przedział silnika, zaś trzy w pojazdy, z których żaden na zaczął się od razu palić. Z odpalonych łącznie do różnych celów 22 rakiet, trzynaście było typu TOW.

  Filmiki z datą sierpniową umieszczone w sieci przedstawiają 37 ataków z wykorzystaniem zestawów rakietowych, z czego maksymalnie 16 przeciwko czołgom (43%). Z owych szesnastu ataków w kierunku czołgów 3 ppk prawdopodobnie spudłowały ale mimo tego wideo zostało zamieszczone w sieci, 13 trafiło w czołgi, z czego w 5 przypadkach widać eksplozje lub pożar. Zgodnie z przyjętą metodologią liczenia oznacza to maksymalnie osiem maszyn, w których doszło do skutecznego porażenia. Po odjęciu pięciu wozów w których przypadku widać wypalanie się pojazdu, pozostaje kwestia stanu trzech maszyn na których, w których nie doszło do pożaru. Teoretycznie, w pięciu czołgach  mimo trafienia nie doszło  do perforacji pancerza przedziału załogi. W efekcie pojazdy te zostały uszkodzone, ale nie ziszczone. Zatem łącznie z 13 celnych rakiet odpalonych do czołgów cele zniszczyło maksymalnie sześć z nich. Oznacza to skuteczność rzędu około 46%.

  Materiał z lipca przedstawia 42 ataki ppk, z czego zaledwie 9 przeciwko czołgom (21%). Z owych dziewięciu ataków jeden był niecelny, zaś osiem trafiło w czołgi, z czego w zaledwie dwóch przypadkach widać eksplozję lub pożar. Skłania do ku konkluzji, że porażonych skutecznie zostało łącznie jedynie pięć maszyn, z czego być może przynajmniej jedną potem uratowano. Poza ową piątką „pechowców” pozostałe trzy trafione wozy teoretycznie nie powinny stanowić start bezpowrotnych. W efekcie z łącznie odpalonych ośmiu celnych rakiet swoje cele zniszczyły być może zaledwie cztery z nich. Oznaczałoby to około 50% skuteczność.

T-72AW po walce, widoczne uszkodzenia. Fot. vk.com

  Czerwiec zamyka się ilością aż 61 zarejestrowanych ataków, z czego na czołgi przeprowadzono 21 z nich (34%). Z owej liczby jedno okazało się być niecelne, ale mimo tego materiał został zamieszczony w sieci, a 20  trafiło w czołgi z czego w 10 przypadkach widać pożar lub eksplozję. Można zatem przypuszczać, że w tym przypadku liczba 60% z trafionych czołgów, dająca dwanaście maszyn, bliska jest liczbie pojazdów faktycznie zniszczonych trafieniami ppk. Teoretycznie osiem pozostałych trafionych maszyn nie powinno stanowić strat bezpowrotnych. Łączna liczba porażonych skutecznie około 11 maszyn, z 20 celnych odpalonych ppk, oznacza aż 55% skuteczność. Z globalnej liczby 61 ataków na wszystkie cele odpalono 45 ppk TOW.

  Maj był miesiącem w którym odpalono 67 pocisków rakietowych z czego 16 przeciwko czołgom (23%). Dwa z nich okazały się być niecelne, ale mimo tego materiał został zamieszczony, a 14 rakiet trafiło w czołgi, z czego w 7 przypadkach widać pożar lub eksplozję. Na podstawie powyższych można przypuszczać że z trafionych maszyn w maksymalnie 9 doszło do perforacji pancerza do przedziału załogi. Według danych z innych konfliktów przynajmniej jedna z dwójki skutecznie porażonych, ale nie spalonych maszyn powinna nadawać się do remontu. Pozostałe pięć trafionych maszyn teoretycznie nie stanowi strat bezpowrotnych. Łączna liczba porażonych skutecznie maszyn wynosiłaby 8 z 14 trafionych, a zatem 57%. Z globalnej liczby 67 ataków na wszystkie cele odpalono aż 52 ppk TOW.

  Po zsumowaniu okazuje się, że na przestrzeni pięć i pół miesiąca w kierunku czołgów odpalono celnie 82 przeciwpancerne pociski kierowane, z pewnej – nieznanej – liczby odpalonych w ogóle do nich rakiet. Liczba ta jest niewiadomą ponieważ islamiści nie udostępniają w sieci ewidentnie nieudanych odpaleń, a zamieszczone mimo tego niecelne trafienia są na pierwszy rzut oka skuteczne, dlatego mogły zostać propagandowo wykorzystane.

  Bezpośrednim rezultatem owych 82 celnych trafień były 34 gwałtowne pożary lub wręcz eksplozje trafionych wozów. Oczywiście liczba zniszczonych pojazdów była na pewno większa, a można ją obliczyć na podstawie przytaczanego odsetka, tzn. 60% (efektywność porażeń z przebiciem pancerza dla wojny Yom Kippur) z liczby celnych trafień i następnie od tej liczby odjęcie pojazdów z widocznymi pożarami lub eksplozją amunicji. Powstała wartość, na podstawie innych danych (dotyczących odzyskiwania uszkodzonych ale nie spalonych pojazdów z  pola walki w latach 1945-2001), powinna ulec podziałowi w relacji: 60% wozy odratowane do 40% wozy stracone bezpowrotnie mimo braku pożaru. Powstałą wartość (owe 40% z wozów porażonych, ale nie spalonych) należy dodać do wozów zarejestrowanych na filmach jako wysadzone w powietrze lub spalone. W efekcie powstaje przybliżona liczba skutecznych (niszczących czołg) porażeń z liczby ogólnych trafień w pojazdy.  Ataków takich było około 43.

  Oznacza to, że śmiertelnych dla starych T-55, T-62 i T-72 okazało się być 52% z rakiet które w ogóle trafiły w atakowane czołgi. Liczby tej nie należy mylić z globalną skutecznością odpalonych ppk. Ta jest oczywiście niższa ponieważ nie każdy odpalony ppk trafia w czołg. Wspomniane dane z strzelań poligonowych dla trzech generacji rakiet TOW podające prawdopodobieństwo trafienia miedzy 66% a 96%, ale realna skuteczność w warunkach bojowych musi być oczywiście niższa, choćby z powodu stresu pola walki, większej usterkowości ppk, czy też przeciwdziałania przeciwnika. Rozsądnym zatem wydaje się być ostrożne szacowanie, że celnych okazało się być maksymalnie 70-86% odpalonych rakiet, zależnie od ich „nowoczesności”. I właśnie 52% tej liczby celnych trafień stanowią zniszczone czołgi.

  Realnie zatem, na każde odpalone w kierunku czołgów 100 rakiet trafi 70-86, a cele zniszczy od 36 do 44 z nich. Taka też jest realna skuteczność używanych ppk – 36 do 44%. Uśredniając – tytułowe czterdzieści procent.

Bliżej prawdy?

  W Syrii są, zdawałoby się, idealne warunki do niszczenia pojazdów opancerzonych. Lata konfliktu wyczerpały armię Assada, zaś płynąca szerokim strumieniem pomoc szkoleniowa i sprzętowa pozwoliła masowo wyposażyć oddziały rebeliantów w sprawnie obsługiwane wyrzutnie przeciwpancernych pocisków kierowanych – głownie rodziny TOW. Statyczny charakter walk, w tym często w oparciu o tereny zurbanizowane tworzy idealne wręcz okazje do polowania na czołgi. Mimo obecności wielu różnych typów ppk na polu wali w Syrii ich przeciwnika trudno uznać za wymagającego – są nim przestarzałe wozy rodziny T-55, T-62 i T-72. Jedynie około 200 T-55MW i 300 T-72AW posiadało pancerz reaktywny 4S20 Kontakt-1 który generalnie jest skuteczny, ale nie przeciw pociskom rakietowym wyposażonym w prekursory, takim jak Metis-M, Korniet, TOW-2A i HJ-8. Zamieszczony w sieci materiał pozwala, w połączeniu z innymi znanymi danymi, dokonać próby oceny realnej skuteczności zwalczania przestarzałych czołgów za pomocą różnych przeciwpancernych zestawów rakietowych. O dziwo wynosi ona zaledwie od 36 do 44% w relacji do w ogóle odpalonych ppk i 52% w relacji do celnych trafień w czołgi. Tworzy to obraz będący w opozycji do kreowanej przez propagandę islamistów wizji rzekomo masowego i skutecznego polowania na bezbronne czołgi. Prawda, po raz kolejny, okazuje się być dużo bardziej skomplikowana niż prosta propaganda.

Jarosław Wolski

 




Rejestracja

Funkcja chwilowo niedostępna

×

Logowanie

×

Kontakt

×
Program Skoshi Tiger, czyli F-5C w Wietnamie

Program Skoshi Tiger, czyli F-5C w Wietnamie

Powstanie F-5C było związane z działaniami zbrojnymi prowadzonymi we Wietnamie. W 1965 roku USAF wypożyczyło, w ramach programu noszącego nazwę Sko...

więcej polecanych artykułów