Serwis używa cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.
zamknij   

szukaj

2015-04-28 23:29:21

Bezradne Leopardy-2, czyli w oparach dziennikarskich absurdów

     Z dużą regularnością pojawiają się w mediach branżowych kwestie związane z polskimi czołgami Leopard 2A4 oraz 2A5. W zależności od prezentowanych poglądów, opcji politycznej, czy też pewnych zobowiązań, ocena polskich „kotów” waha się od określeń typu „wunderwaffe” przez „stare niemieckie czołgi, będące krokiem wstecz w zapewnianiu Polsce bezpieczeństwa” po „złom”. Zasadniczym problemem jest to, że większość piszących, którzy wypowiadają się o broni pancernej, nie ma większego rozeznania w poruszanym temacie.

 Złomowany Leopard 2 wczesnych wersji. Fot. - zbiory Autora.

  Obecnie możemy zaobserwować kolejną „burzę” zrodzoną z artykułu niemieckiego dziennika Die Welt z 26 kwietnia 2015 roku, a podchwyconą jeszcze tego samego dnia przez inne media. Główne tezy z artykułu Die Welt, autorstwa Von Thorsten Jungholta, można streścić następująco:

  • brakuje obecnie skutecznej amunicji przeciwpancernej do czołgów Leopard 2,
  • wolframowe rdzenie używane obecnie w 120-mm armatach Leopardów-2 Bundeshwery nie są w stanie skutecznie pokonać pancerzy czołowych modernizowanych „T90” i „T80”,
  • Ministerstwo obrony Niemiec odmawia komentarza, ale nie wyklucza, że istnieją nowoczesne pancerze odporne na działanie amunicji podkalibrowej w jaką są wyposażone wozy Leopard 2,
  • faktem jest ciągły wyścig pancerz-pocisk stąd kolejne generacje opracowywanej amunicji.

  Powyższe, dość ogólnikowe stwierdzenia, zawarte w krótkiej wzmiance prasowej wydania dziennika, którego nijak nie można nazwać periodykiem specjalistycznym, są w polskich komentarzach mieszane z innym artykułem z internetowego wydania Die Wielt, również z dnia 26 kwietnia 2015 roku. Autorem tego tekstu jest z kolei Hans Rühle, emerytowany dyrektor pionu planowania ministerstwa obrony, piastujący swój urząd w latach osiemdziesiątych. Sięgając pamięcią do lat swojej pracy zawodowej, Hans Ruhle napisał artykuł, którego główne tezy to:

  • Bundeswehrze brakuje skutecznej amunicji przeciwpancernej do zwalczania najnowszych czołgów,
  • sytuacja jest analogiczna jak 30 lat temu, kiedy to w połowie lat osiemdziesiątych Bundeshwehr i BND (niemiecki wywiad) alarmowały, że 120-mm amunicja podkalibrowa nie jest w stanie pokonać frontalnego pancerza wozów sowieckich opracowanych po 1984 roku,
  • lukę w braku skutecznej amunicji oceniono na 3-5 lat,
  • eksperci proponowali jako szybkie rozwiązanie używanie amunicji podkalibrowej z rdzeniami z zubożonego uranu, ale z przyczyn czysto politycznych odrzucono takie rozwiązanie,
  • zarzucono, z powodu kosztów i zakresu przebudowy, plan wyposażenia Leopardów-2 w działa kalibru 140 mm, mimo opracowanych rozwiązań,
  • zadecydowano o poprawie amunicji 120-mm, co w krótkim terminie miało umożliwić zwalczanie starszych wersji „T80”.

  Artykuł Hansa Ruhle jest zgodny z obecną wiedzą na temat niemieckiej i NATOwskiej amunicji przeciwpancernej z lat osiemdziesiątych oraz osłon sowieckich czołgów. Kwestia ta została już poruszona na łamach Dziennika Zbrojnego w tekście "Zanim powstał T-14 Armata - cz. I" i w kilku artykułach tematycznych, jednakże warto przypomnieć raz jeszcze jak wyglądała zdolność pokonywania pancerza przez zachodnie APFSDS.

Nieco historii z technologią w tle

  Skuteczność 105-mm i 120-mm amunicji podkalibrowej NATO była zatrważająco niska wobec wozów takich jak T-80U, T-80UD, czy też T-72B model 1989. Od czasu wprowadzenia pancerza reaktywnego Kontakt-5, wozy wschodnie dysponowały znaczną przewagą, która skutecznie została zniwelowana dopiero pod koniec lat dziewięćdziesiątych wraz z masowym wprowadzeniem pocisków podkalibrowych typów DM53 oraz M829A2. Przy czym nie należy owej przewagi rozumieć jako lepszego jakościowo pancerza wozów sowieckich, lecz z uwagi na występowanie poważnych problemów ze skutecznością zachodnich pocisków podkalibrowych po przejściu przez osłony ERA. Osobną kwestią było istnienie grubego i skutecznego pancerza zasadniczego wozów z ZSRR którego bazowa odporność wykluczała skuteczne użycie amunicji kalibru 105 mm, zaś nawet możliwości APFSDS-T typów DM33A1 i M829 były poniżej poziomu opancerzenia T-80UD, czy też T-72B model 1989.

  Pancerz zasadniczy połączony z pancerzem reaktywnym rosyjskich pojazdów dawał osłonę wystarczającą również wobec jeszcze młodszej generacji zachodnich pocisków podkalibrowych, a zatem DM43 oraz M829A1. Dopiero połączenie w nowych pociskach rdzeniowych zdolności do pokonywania ERA z kolejnym wzrostem możliwości pokonywania pancerza zasadniczego umożliwiło skuteczne frontalne zwalczanie czołgów. Fakt, że wspomniane M829A2 i DM53 weszły do uzbrojenia prawie równo dekadę po wprowadzeniu T-80U, T-80UD i T-72B model 1989 pokazuje jak poważna była luka w potencjale zachodnich pocisków kinetycznych względem sowieckich pancerzy czołgowych.

Zależność penetracji pancerza jednorodnego od typu materiału rdzenia i prędkości uderzenia w cel. Rys. - materiały Autora.

  Należy również zaznaczyć, że kluczowe było połączenie dwóch cech nowych pocisków podkalibrowych. Pierwszą była zdolność do pokonywania pancerzy ERA – sposób dokonywania tego został opisany w naszym artykule "Ukraiński pancerz reaktywny Nóż", w części pierwszej. Drugą cechą był wzrost skuteczności pokonywania pancerzy w ogóle, a zwłaszcza wyrównywanie osiągów penetratorów ze spieków węglika wolframu względem tych wykonanych ze zubożonego uranu.

  Faktem jest, że we wczesnych latach osiemdziesiątych rdzenie ze zubożonego uranu (DU) miały dwie zasadnicze przewagi nad innym rozwiązaniami. Pierwszą był koszt rdzenia niższy aż o około 44%. Spowodowane było to faktem że DU jest de facto odpadem powstałym przy działalności sektora nuklearnego. Na skutek wysokich kosztów utylizacji, w ostatecznym rachunku „kosztów cyklu życia”, amunicja ze zubożonego uranu jest tańsza o 7% niż alternatywne rozwiązania. Przy liczbach setek tysięcy sztuk amunicji dawało to wymierne oszczędności. Druga przewaga rdzeni z DU wynikała ze sposobu pokonywania celu – podczas gdy amunicja ze spieków wolframu (WHA) „grzybkowała” podczas pokonywania pancerza to rdzenie ze zubożonego  uranu „samoostrzyły się” (proces tzw. ścinania adiabatycznego). Efektem była większa o około 15% zdolność pokonywania pancerza. Wyrównywanie tych różnic przebiegało dwutorowo – najprostszym rozwiązaniem było zwiększenie prędkości uderzenia w cel. W przypadku identycznych penetratorów wykonanych z wolframu i zubożonego uranu zatarcie różnicy w penetracji następuje już od prędkości uderzenia w cel równej około 1900-2200 m/s. Oczywiście tak wysokie prędkości nie są obecnie osiągane w penetratorach pocisków podkalibrowych, niemniej praktycznie identyczne osiągi pokonywania pancerza (różnica około 4%) były uzyskiwane w warunkach testowych dla penetratorów z DU o prędkości uderzenia w cel równej 1500-1550 m/s i penetratorów z wolframu o prędkości uderzenia w cel równej 1650-1750 m/s. Inaczej rzecz biorąc, zatarcie różnicy wymaga prędkości uderzenia w cel wyższej o około 200-250 m/s dla rdzeni z WHA. Na bazie tej koncepcji powstały niemiecki pocisk DM43 oraz francuski OLF F1 – oba docelowo wystrzeliwane z armat odpowiednio L55 i L/52 z prędkością około 1750 m/s.

  Należy mieć również na uwadze, że dla tzw. Europejskiego Teatru Działań Wojennych typowy dystans ognia bezpośredniego jest stosunkowo mały. Dla Polski jest to około 1500 m w blisko 96% przypadków, zaś dla niemieckiej przełęczy Fulda jest to około 1300 m. Obliczono, że ponad 3/4 starć może odbywać na dystansie niższym – około 800 m. W efekcie łatwiej jest na tak krótkim dystansie uzyskać większą prędkość trafienia w cel. Oczywiście uzyskanie takich osiągów przez Niemców i Francuzów wymagało zaawansowanej metalurgii (armaty), nowych ładunków miotających, i kosztownego (w przypadku Niemców) przezbrojenia pojazdów w armaty z lufami o długości 55 kalibrów. Amerykanie pozbawieni owych problemów mogli pozostać przy armatach L/44 i wciąż udoskonalanej amunicji z DU o relatywnie niewielkiej prędkości wylotowej równej 1555 m/s, czyli M829A3.

Pocisk M829A3. Fot. - materiały producenta.

  Drugą metodą niwelowania różnicy było metalurgiczne doskonalenie rdzeni ze spieków węglika wolframu oraz próby zastąpienia go innymi materiałami. W efekcie kosztujących miliardy marek i franków prac opracowywano kolejne generacje materiałów na rdzenie pocisków podkalibrowych. Pod koniec lat osiemdziesiątych różnica w osiągach spadła do około 8% na niekorzyść WHA.   Kolejne dwie dekady przyniosły nowe prace, których efekt można podsumować cytatem z badań opublikowanych w 2009 roku: „The AMPTIAC Quarterly The ultimate discovery of the alloy, the processing methods, and a verification of the preferred ballistic deformation behav-ior achieved two things. First, it raised the density to an accept-able level for kinetic energy penetrators (about 17 g/cm3 ) and second, it allowed for control of the shear localizations that are so important to the performance of the KEP. This new, hafni-um-based BMG-tungsten composite provides new options in materials selection for KEPs. It performs substantially better than existing conventional WHAs and on a par with DU alloys”.

  Jednym zdaniem – już w latach dziewięćdziesiątych Niemcy opracowali metody zarówno pokonywania pancerzy reaktywnych (w tym Kontakt-5 i jego następców), jak i zwiększenia penetracji rdzeni podkalibrowych wykonanych z WHA. Dzięki większej prędkości uderzenia w cel udało się zmniejszyć różnicę w osiągach do około 4% na korzyść rdzeni z DU, zaś kolejne generacje nowych materiałów opracowywanych dla penetratorów APFSDS pozwalały na zmniejszanie prędkości wylotowej, bądź też uzyskania jeszcze lepszych zdolności.

  W efekcie wykształciły się dwie, alternatywne drogi rozwoju amunicji podkalibrowej. Amerykanie postawili na masywne i ciężkie penetratory z DU o sporym wydłużeniu wyposażone w saboty kompozytowe (a zatem o niskiej tzw. masie pasożytniczej) o prędkości wylotowej około 1555 m/s i uderzenia w cel około 1450-1500 m/s na dystansie 1000-2000 m. Z kolei Niemcy opracowali nowy system – dłuższa armata L/55, nowa amunicja o prędkości wylotowej około 1700-1750 m/s, saboty ze stopów lekkich metali oraz rdzenie o sporym wydłużeniu wykonane z WHA, choć krótsze niż rozwiązania rodem z USA. Podejście Amerykanów jest bez wątpienia tańsze ponieważ nie wymaga wymiany armat i kosztownej modernizacji stabilizatorów oraz systemów kierowania ogniem.

  Różnica w skuteczności obu alternatywnych sposób konstruowania APFSDS jest niewielka – szacunkowa energia wylotowa DM53 z armaty L-55 wynosi 13,5MJ dla prędkości 1700 m/s, zaś M829A3 z armaty L/44 – 12,1MJ dla prędkości wylotowej równej 1555 m/s. Ponieważ M829A3 ma cięższy penetrator i ultralekki sabot kompozytowy szacunkowe wartości na torze lotu dla samego penetratora/rdzenia wynoszą dla DM53 – około od 7,5 do 8,8 MJ, a dla M829A3 – od 7,7 do 8,4 MJ. Oba penetratory mają zaimplementowane rozwiązania służące pokonywaniu pancerzy wielowarstwowych, w tym reaktywnych. 

Pocisk i nabój DM53. Fot. - materiały producenta

  Osobną kwestią są pancerze nowoczesnych czołgów. Truizmem jest twierdzenie, że są one projektowane po to, aby wytrzymywać trafienia dedykowanej amunicji przeciwpancernej. Niemniej ciągły wyścig pancerz-pocisk powoduje, że można napisać, iż rzadko kiedy, poza strefami osłabionymi pancerza, amunicja APFSDS może swobodnie pokonywać pancerz czołowy nowych generacyjnie maszyn. Następuje zatem cykliczna skuteczność i nieskuteczność amunicji podkalibrowej. Fakt skuteczności pancerza nowych wersji T-90A, czołgu T-14 Armata lub T-84 Opłot-M wobec obecnie istniejących pocisków podkalibrowych z USA i Niemiec nie jest niczym zadziwiającym ani nowym w odwiecznej wręcz historii zmagań czołgów z pociskami.

  Należy również pamiętać, że dopiero wprowadzenie w 1994 roku wspomnianego M829A2, a w 1997 roku DM53 przełamało supremację sowieckiego pancerza którą można datować od pojawienia się w połowie lat osiemdziesiątych czołgu T-80U. Owa „bezradność” pocisków podkalibrowych takich jak M829, M829A1, DM33A1, DM43 – nie wspominając nawet o całkowicie nieefektywnej amunicji 105mm – wobec frontalnego pancerza T-80U, T-80UD, T-72B model 1989, została w praktyce przełamana dopiero po dekadzie od wprowadzenia tych pojazdów. Przy czym rozwój pancerzy reaktywnych z jednej i postęp w metalurgii z drugiej wymusił relatywnie szybko pojawienie się nowej generacji zachodnich APFSDS, czyli M829A3 w 2003 roku i DM63 w 2005 roku. Można też stwierdzić, że niedawne pojawienie się seryjnych czołgów Oplot-M (T-84) wyposażonych w rekordowo grubą i skuteczną osłonę zakończyło  trwającą prawię dekadę supremacje NATOwskiej amunicji APFSDS-T kalibru 120mm.

  Nie jest to jednak nic zaskakującego, ani nie stanowi powodów do paniki. Zresztą problem ów został zauważony już parę lat temu w USA i Niemczech. W pierwszym z tych krajów niedługo do służby wejdzie nowy pocisk M829A4, zaś w drugim trwa program KE2020, w ramach którego przed końcem tej dekady ma wejść do służby nowy pocisk podkalibrowy.

Schizofrenia dziennikarzy?

  Jak powyższe fakty mają się do polskich ocen artykułów internetowego wydania Die Welt? Czytelnicy mogą ocenić to sami, w świetle powyższych faktów, niemniej:

  • nie jest prawdą, że dystans 2000 m ma jakieś szczególne znaczenie – typowym granicznym dystansem ognia bezpośredniego jest 800-1300 m w warunkach niemieckich, zaś do 1500 m w warunkach polskich, 
  • współczesny charakter walki pododdziałów pancernych zakłada maksymalne wykorzystanie manewrowości czołgów oraz silne dyskontowanie możliwości jakie daje ogniskowo-przestrzenny charakter walki i sieciocentryczność ugrupowania – wrażliwość burt wieży i kadłuba czołgów powyżej 35 stopni od osi podłużnej pojazdu jest faktem, dlatego nawet teoretycznie mało skuteczna od frontu amunicja jest śmiertelnie groźna dla czołgów przy trafieniu w boczne powierzchnie kadłuba i wież (jest to kwestia taktyki i wyszkolenia załóg, niemniej rozkład trafień ze znanych konfliktów potwierdza zdawałoby się paradoksalny fakt – czołgom łatwiej, niż ppk, lub innym rodzajom broni przeciwpancernej, zająć flankującą względem celu pozycję),
  • skuteczny pancerz czołowy czołgu nie wyklucza pokonania go w miejscach osłabionych frontu pojazdu, określanym na 20 do 40% powierzchni,
  • nie jest prawdą, że tylko amunicja ze zubożonego uranu jest rozwiązaniem problemów penetracji pancerzy najnowszych czołgów rosyjskich. Już w latach dziewięćdziesiątych innymi, choć kosztowniejszymi środkami można było osiągnąć właściwe jej możliwości pokonywania pancerza,
  • nie jest niczym zaskakującym istnienie nowych generacji pancerza, w tym ERA, zamontowanych na nowych czołgach T-84 Opłot-M, T-14 Armata i prawdopodobnie T-90A, które powodują, że czołgi te są wysoce odporne od frontu na współczesną amunicję podkalibrową,
  • błędne jest twierdzenie jakoby Bundeshwera miała tylko 20 czołgów z armatami L/55 zdolnymi do używania nowoczesnej amunicji podkalibrowej – realnie jest to ponad 225 wozów z armatami L-55 oraz 20 z armatami L-44.

  Ogólnie zastanawiająca jest jednak swoista „schizofrenia” w kwestii użyteczności amunicji do dział czołgowych, panująca wśród specjalistów. Jeszcze niedawno szeroko reklamowany był wóz wsparcia ogniowego Wilk z wieżą z armatą kalibru 105 mm. W myśl niektórych założeń, tego typu systemy mają przynieść wręcz spektakularną poprawę możliwości przeciwpancernych rodzimych jednostek zmotoryzowanych, zaś siła armat kalibru 105 mm z nową amunicją podkalibrową ma „praktycznie dorównywać” nowoczesnej amunicji kalibru 120 mm, a w domyśle umożliwiać skuteczne wsparcie batalionów Rosomaków i niwelować zagrożenie ze strony rosyjskich oddziałów pancerno-zmechanizowanych. Realne osiągi amunicji APFSDS kalibru 105 mm przedstawialiśmy w Dzienniku Zbrojnym, w tekście "A ile to przebija", niemniej warto przypomnieć, że energia wylotowa dla pocisków do najnowszych armat kalibru 105 mm jest o około 1/3 niższa niż dla dział kalibru 120 mm.

Rozkład trafień w zależności od typu amunicji i sektora (w azymucie) pojazdu. Rys. - Warhead hit distribution on main battle tanks in the Gulf War (2).

  Skoro w myśl najnowszych twierdzeń polskich dziennikarzy armata L/44 i amunicja kalibru 120 mm, w tym rzekomo DM53 i DM63, jest nieskuteczna i nieperspektywiczna wobec „modernizowanych T90 i T80”, to co można sądzić o skuteczności szeroko reklamowanej amunicji podkalibrowej kalibru 105 mm? Z kolei pociski kierowane Falarick-105 proponowane dla Wilka, według deklaracji producenta ukraińskiego biura Łucz, mają przebijalność przynajmniej 550 mm za osłoną reaktywną, co już w drugiej połowie lat osiemdziesiątych było wartością niewystarczającą.

Polskie Leopardy 2, czyli zauważamy problemy, ale nie panikujemy

  Jak w świetle powyższych wyglądają nasze „koty”? Niewątpliwie Leopardy 2A4 wymagają pilnej modernizacji. Ich pancerz, na poziomie z połowy lat osiemdziesiątych, wymaga wymiany ponieważ niemożliwym jest aby był skuteczny wobec nowej amunicji kalibru 125 mm opracowanej w okolicach 2010 roku (pociski Swiniec-1, Swiniec-2) zaś rozwiązania wdrażane dla T-14 Armaty mogą być jeszcze bardziej niebezpieczne. Z kolei nasze Leopardy 2A5 o standardzie pancerza z połowy lat dziewięćdziesiątych mogą być czołgami o wciąż wystarczającej odporności pancerza. Pośrednio świadczą o tym próby w Szwecji i Grecji, gdzie Leopardy 2I i 2A6HEL (skorupy wieży)  wytrzymywały ostrzał pociskami klasy DM43 i M332. Obłożenie dodatkowym pancerzem NxRA/NERA (charakterystyczne kliny) dodatkowo wzmacnia ich odporność.

  Zachowanie wystarczającej siła ognia wymaga nowej amunicji ale niekoniecznie wymiany armat. Postęp w dziedzinie metalurgii i amunicji powoduje, że nowe pociski podkalibrowe kalibru 120 mm mogą nie wymagać armat o lufach długości 55 kalibrów. Decyzja Amerykanów o pozostawieniu dotychczasowych luf (L/44) w Abramsach, oraz kolejne generacje amunicji ze zubożonego uranu (M829A2, M829A3, M289A4) zdają się wspierać takie wnioski zważywszy, że w ofercie niektórych producentów (ATK, IMI) znajduje się nieuranowa amunicja APFSDS kalibru 120 mm przeznaczona do armat L/44, a mogąca pokonywać pancerze reaktywne i grube osłony zasadnicze, np. pociski KEW-A3 lub M338. Uparte trzymanie się przez Amerykanów i Izraelczyków krótszych armat  jest tutaj pewną wskazówką.

  Należy pamiętać o tym, że rodzime, niemodernizowane Leopardy 2A4 nie mają możliwości używania „mocniejszej” amunicji podkalibrowej typów DM63 lub M338. Aby można było z niej korzystać konieczna jest wymiana oporników, powrotnika, wskaźnika odrzutu, pojemnika na denka i  łożysk armaty. Jest to kolejny argument za pilnością modernizacji polskich Leopardów 2A4.

  Poza tym absolutnie nie jest potwierdzona rzekoma „nieskuteczność” istniejącej nowoczesnej amunicji kalibru 120 mm wystrzeliwanej z armat L/44 i L/55. Producenci KEW-A3, DM63, M338 wskazują, że ich amunicja skutecznie pokonuje pancerze reaktywne, w tym „dwutaktowe” jak Relikt (który do dziś nie jest używany seryjnie w Rosji) oraz grube wielowarstwowe osłony zasadnicze. Nawet pojawienie się T-90A nie wymusiło nowych gwałtownych prac, zaś dopiero opracowanie seryjnego Opłota-M i finalne prace nad T-14 Armata spowodowały szybszy rozwój amunicji w USA i Niemczech. Ponownie stanowi to pewną wskazówkę wobec jakiego przeciwnika jest skuteczna obecna amunicja i wobec jakiego powinny być skuteczne nowo opracowywane pociski podkalibrowe.

Opracowany w WITU polski pocisk podkalibrowy Pz.531. WITU

  Z drugiej strony etatowa amunicja APFSDS kalibru 120 mm używana w Polsce nie jest skuteczna. Pociski DM33A1 są obecnie mocno przestarzałe, a niezadowalające były już w czasie przyjęcia do służby w Niemczech w 1987 roku. Nasza rodzima amunicja podkalibrowa opracowania w Wojskowym Instytucie Technicznym Uzbrojenia, zakładach Mesko i w Pionkach owiana jest mgłą tajemnicy. Niemniej znane są wyniki prac badawczych WITU nad pociskiem podkalibrowym Pz.531. Efektem było osiągnięcie penetracji około 520 mm RHA na dystansie 2000 m. Nie ujawniono metodologii liczenia, ale o podawaniu owej wartości można napisać jedno – nawet w ramach pewnych „widełek” dla różnych metod szacowania i podawania wyników jest to przebijalność całkowicie niewystarczająca wobec pancerzy współczesnych czołgów, a co gorsze – była taka już na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych.

  W związku z tym, pierwsze partie Pz.531 mają być „przejściowe”, zaś finalny nabój ma mieć inny ładunek miotający, zmodernizowany sabot i nowy penetrator. Należy poprzeć zakładane zmiany, ale też od razu nasuwa się pytanie – Amerykanie oraz trio szwajcarsko-francusko-niemieckie (a także duet izraelsko-niemiecki) potrzebowali ogromnych kwot dolarów lub euro i dekad prac aby osiągnąć wyniki skumulowane w takich pociskach jak KEW-A3, DM63, czy M338. Oczywistym jest, że rodzimy przemysł nie ma nawet szans dojścia do takich wyników przy mizerii własnych doświadczeń oraz skromności budżetu na badania i rozwój. Zatem jedyną realną szanśa na poprawę osiągów „nowego” Pz.531 jest współpraca z wiodącymi producentami czołgowej amunicji podkalibrowej (Niemcy, Francja, USA, Izrael). Zgodnie z naszymi informacjami pewne działania w tym zakresie już podjęto.

Jarosław Wolski




Rejestracja

Funkcja chwilowo niedostępna

×

Logowanie

×

Kontakt

×
Dokąd płynie Wisła, czyli o Memorandum Intencji

Dokąd płynie Wisła, czyli o Memorandum Intencji

W dniu 6 lipca br. doszło do podpisania „Memorandum Intencji” dotyczącego pozyskania przez Polskę systemu obrony powietrznej Patriot, zawartego pom...

więcej polecanych artykułów