Serwis używa cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.
zamknij   

szukaj

2015-05-09 17:19:12

T-14 Armata – rosyjski czołg nowej generacji

     Rosyjski czołg nowej generacji T-14 Armata jest bezdyskusyjnie najbardziej oczekiwaną „pancerną premierą” tego roku. Jednocześnie pojazd ten przełamuje utarty od prawie 90 lat schemat konstrukcyjny podstawowego elementu czołgu – wyeliminowano załogową wieżę. Poniższy tekst jest próbą opisania czołgu T-14 na bazie dostępnych obecnie informacji i fotografii oraz znanych prac badawczo-rozwojowych, z których czerpie Armata. Tym samym można pokusić się o pierwszą próbę analizy zaprezentowanej konstrukcji.

 Przeszłość Armaty

  Przed opisem tego co wiemy, a co wciąż pozostaje tajemnicą w kwestii T-14, należy uczulić Czytelników na kwestię źródeł. W przypadku pojazdu którego znany jest tylko i wyłącznie wygląd zewnętrzny, zaś zasadnicze podzespoły jedynie z nazw, naturalnym jest występowanie ryzyka błędów przy analizie konstrukcji. Istnienie dobrze opisanych wcześniejszych prac badawczo-rozwojowych oraz znanych komponentów, prezentowanych głównie pod kątem eksportu, pozwala – per analogiam – wyciągnąć pewne wnioski dotyczące wyposażenia nowego pojazdu. Niemniej należy podkreślić, że podejście takie obarczone jest zapewne błędem. Fakt znajomości danej linii rozwojowej napędu, uzbrojenia głównego, pancerza, czy też systemów ochrony oraz eksportowych wariantów powyższych systemów pozwala oszacować dane charakterystyki T-14, ale nie wyklucza występowania na pojazdach innych seryjnych (czytaj – lepszych) niż podawane parametrów. Z czasem dostępnych informacji będzie coraz więcej, co pozwoli na lepsze i bardziej trafne opisanie pojazdu.  

Między Obiekt 195 a T-14, czyli ostatnia prosta do nowego czołgu

  Poprzednik Armaty – Obiekt 195 został opracowany jako bezpośrednia kontynuacja projektów wozów nowej generacji opracowywanych w ostatniej dekadzie istnienia ZSRR.  Mimo stworzenia, między 1999 a 2002 rokiem, dwóch prototypów Obiektów 195 i forsownych, trwających do 2006 roku testów pojazdów, cały program zamknięto w 2010 roku. Przyczyny takiej decyzji były cztery. Po pierwsze, niedoszły T-95 powstał na bazie kompilacji idei zrodzonych podczas prac nad Obiektem 187A, Obiektem 299 i Obiektem 477A w ramach pojazdu zimnowojennego pola walki. Efektem był pojazd mocno „przekombinowany” i nafaszerowany wręcz nowinkami technicznymi, z których większość korzeniami tkwiła w ostatniej dekadzie zimnej wojny, a które nie miały szans zostać dopracowanymi w rosyjskich realiach lat 1999-2006. Po drugie, oba skonstruowane egzemplarze Obiektu 195 był nie tyle prototypami pojazdu nowej generacji, co pojazdami testowymi nowych podzespołów i koncepcji. Niektóre z idei i rozwiązań sprawdziły się, a część nie, zaś na ich dopracowanie „w metalu” brakowało środków i czasu. Trzecią przyczyna zamknięcia całego programu były przeobrażenia postzimnowojennego pola walki. Nie negując przyjętego, a bliskiego optimum układu konstrukcyjnego, można było zauważyć dezaktualizację pewnych rozwiązań. Dla przykładu – nowa rzeczywistość po 1989 roku nie wymagała uzbrajania wozu w armatę kalibru 152 mm z małym zapasem amunicji i związanej z nią (sprzężonej) armaty kalibru 30 mm. Po czwarte, obok rozwijanych równolegle od lat osiemdziesiątych komponentów, przeznaczonych dla pojazdów nowego pokolenia, takich jak armata, silnik, aktywne systemy ochrony i układ kierowania ogniem, dostępne z czasem stały się alternatywne linie rozwojowe podzespołów opracowywane pierwotnie na eksport wraz z czołgami T-90S oraz wraz z T-90A dla armii Federacji Rosyjskiej. W niektórych przypadkach, np. w zakresie kierowania ogniem okazywało się wręcz, że eksportowe rozwiązania są lepsze niż pierwotnie opracowane komponenty dla Obiektu 195. Powyższe wraz z naturalnym postępem w technice i technologii wymusiło „odświeżenie” praktycznie wszystkich, poza napędem, komponentów pierwotnie projektowanych dla niedoszłego T-95.  

Czołg T-14 Armata, czyli Obiekt 148.

  Można zatem przyjąć, że decyzja o anulowaniu w 2010 roku programu Obiekt 195 była słuszna ponieważ zebrała się nowa „masa krytyczna” dostępnych rozwiązań technicznych wymuszająca odświeżenie komponentów czołgu nowej generacji, zmieniły się realia prognozowanego pola walki oraz zebrano wystarczającą ilość danych powstałych podczas forsownego testowania przynajmniej dwóch prototypów Obiektu 195, aby zweryfikować zminowojenne koncepcje. Decyzja anulowania prac nad T-95 zbiegła się z przetasowaniami na szczycie Ministerstwa Obrony FR – od lutego 2007 roku szefem był Anatolij Sierdiukow, który oficjalnie był orędownikiem zagranicznych konstrukcji i autorem bardzo kontrowersyjnych twierdzeń szkodzących rosyjskiemu eksportowi zbrojeniowemu. Na bazie przeglądu projektów zbrojeniowych zadecydował o anulowaniu prac nad czołgiem nowego pokolenia opartym o testowaną od 1999 roku platformę. W listopadzie 2012 roku został jednak odwołany pod pretekstem wyjaśnień kwestii korupcyjnych związanych z holdingiem Oboronserwis. Jego następcą został Sergiej Szojgu – człowiek dobrze umocowany w strukturach siłowych FR, o opinii osoby potrafiącej wsłuchiwać się w głos ekspertów, a jednocześnie twardo negocjujący interesy MO FR. Zadecydował on o wznowieniu prac nad czołgiem nowej generacji ale nie o reaktywowaniu Obiektu 195. W efekcie, po objęciu fotela ministra obrony przez zwolennika rodzimych pojazdów i oficjalnego powrotu do prac nad „czołgiem nowej generacji”, inżynierowie z UWZ dysponowali gigantyczną spuścizną rozwiązań opracowanych w Leningradzie, Charkowie i Omsku, a które „spłynęły do UWZ” między 1991 a 2000 rokiem, doświadczeniem z powstania i testów prototypów Obiektów 195 między 1999 a 2010 rokiem oraz nową – i co ważne dopracowaną – bazą podzespołów którą stanowiły zarówno komponenty opracowane pierwotnie dla pojazdu nowej generacji (np. silnik, pancerze), jak i efekty prac nad rozwojem już istniejących konstrukcji (SKO, system dowodzenia, armaty kalibru 125 mm, amunicja). Niemniej ważne było stabilne finansowanie prac oraz pełne wsparcie resortu obrony Rosji.

Grafika komputerowa przedstawiająca bezpośredniego następcę Obiekt 195 - okrojonego ze zbyt awangardowych rozwiązań. Grafika - Blog Chłopotowa.

  Prawdopodobnie mimo formalnego zarzucenia prac na pojazdem nowej generacji na bazie Obiektu 195, „Wagonka” kontynuowała pewne prace na własne ryzyko jeszcze przed reaktywacją projektu nowego czołgu przez Sergieja Szojgu. Wywodziły się one z wozu tworzonego równolegle do Obiekt 195. Trudne do weryfikacji źródła podają, że po 2010 roku powstał jeden lub dwa prototypy czołgu, będącego w istocie mocno „odchudzonym” ze zbyt awangardowych rozwiązań pojazdem na bazie niedoszłego T-95. Grafika wozu została ujawniona na blogu Aleksego Chłopotowa, traktującym o historii radzieckiej/rosyjskiej broni pancernej.

  Pojazd stanowi pomniejszoną wersję Obiekt 195. Kadłub zachowuje geometrie przodu Obiektu 187A oraz moduły pancerza reaktywnego znane z T-95, tożsame jest również usadowienie załogi. Interesującą zmianą jest skrócenie podwozia do sześciu par kół bieżnych. Oznaczało to rezygnację z możliwości napędzania pojazdu silnikiem A85-3 i powrót do którejś z wersji starego W-92 lub nowszych wersji diesla UTD-38. Wieża stanowi zmniejszoną i uproszczona wersję tej z Obiektu 195. Zastosowano armatę kalibru 125 mm, a nie 152 mm, zrezygnowano ze sprzężonej armaty kalibru 30 mm, anten radarowych, pozostawiono bez zmian system hard-kill i zastosowano wyrzutnie klasycznej „Tuczy” znanej z rodziny T-90. Prezentowany na grafice pojazd wydaje się być koncepcją niedoszłego T-95, zmniejszoną i dostosowaną do istniejących w 2010 roku komponentów czołgu T-90A. Pojazd w takiej konfiguracji nie znalazł uznania MO FR, co nie jest zaskakujące w świetle braku przestrzeni na odpowiednio wydajny układ napędowy, czy też wciąż „przerośniętą” w stosunku do potrzeb wieżę bezzałogową. Prawdopodobnie pojazd ten stanowił linię boczną prac nad Obiektu 195 kontynuowaną przez jakiś czas przez UWZ mimo oficjalnego zakończenia ministerialnego projektu.

Początki Armaty, czyli ewolucja równoległa  

Prace rozwojowe nad Armatą zainicjowano w połowie zeszłej dekady w ramach opracowywania nowej ciężkiej platformy bojowej. Oficjalnym rokiem rozpoczęcia prac nad platformą Armatą jest 2010. W rzeczywistości T-14 jest projektem, który przez około pięć pierwszych lat swego istnienia tworzony był równolegle do finalnych testów Obiektów 195. W efekcie, na przestrzeni trzech dekad, w Rosji istniały aż trzy linie wozów nowej generacji opracowywane równolegle przez biuro konstrukcyjne „Wagonki”:
•    najstarszy Obiekt 195, opracowany na podstawie decyzji z 1993 roku i powstały między 1999 a 2002 rokiem w dwóch prototypach, testowany do 2006 roku, temat zamknięty w 2010 roku,
•    alternatywny projekt pojazdu opartego o Obiekt 195 i komponenty T-90A, rozwijany pod koniec zeszłej dekady, a będący uproszczonym i odchudzonym T-95. Projekt prawdopodobnie nie wyszedł poza etap demonstratora,
•    ciężka bojowa platforma Armata, opracowywana od 2005 roku, zainicjowana oficjalnie w 2010 roku, z finalnymi prototypami wyprodukowanymi w 2013 roku i prognozowaną dostawą seryjną od 2015 roku. 

Grafika ujawniona przez UWZ kilka lat temu. Okazała się ona być zadziwiająco zbieżna z wyglądem finalnych wozów, oraz z tym co znajduje się pod lekka maskownicą wieży. Grafika - UWZ.

  Warto zwrócić uwagę, że od zainicjowania prac nad Obiekt 195 pod koniec 1993 roku, do budowy pierwszego prototypu (1999 rok) minęło sześć lat. W przypadku Armaty pierwsze prace zainicjowano w okolicach 2005 roku, zaś finalne prototypy były gotowe w 2013 roku – osiem lat po rozpoczęciu prac w ogóle, ale zaledwie trzy lata po oficjalnej „ministerialnej” inicjacji programu. Prawdopodobnie decyzja o skasowaniu projektu T-95 wiązała się z przerzuceniem środków na bardziej perspektywiczny program, który już wtedy był po fazie koncepcyjnej, a być może pojazdów testowych. Taki scenariusz byłby pełnym wytłumaczeniem podawania bardzo krótkich oficjalnych terminów oraz wyprodukowania aż 12 wozów, gotowych na początku 2015 roku. Inaczej rzecz ujmując, prawdopodobnie to co przyjmuje się za początek Armaty – decyzję z 2010 roku – było tylko usankcjonowaniem ze strony MO FR już istniejących i zaawansowanych prac nad nową gąsienicową platformą bojową. Prawdopodobnie na potrzeby jubileuszowej moskiewskiej parady zwycięstwa w 2015 roku przyspieszono harmonogram dostaw i testów nowych pojazdów.

  W 2013 roku zamówiono dwanaście czołgów, które wykonano do lutego br. Ich forsowne próby przeddefiladowe w Ałabino pod Moskwą i na ulicach samej Moskwy pozwoliły poznać wygląd kadłubów nowych pojazdów, zaś zdjęcie plandek bezzałogowych wież spowodowało, że znany jest obecnie cały wygląd nowych czołgów. Pozwala to na wysnucie pierwszych, siłą rzeczy dość ostrożnych, wniosków dotyczących najnowszego czołgu Rosji.

Ogólny układ konstrukcyjny

  Czołg T-14 Armata (Obiekt 148) posiada następujący układ konstrukcyjny. W kadłubie za frontalnym modułem pancerza znajduje się przedział załogi. Mieści on trzech członków załogi – patrząc od przodu pojazdu: z prawej strony kierowcę, pośrodku (nieco cofniętego w stosunku do pozostałych dwóch członków) celowniczego i z lewej strony – dowódcę pojazdu. Zarówno dowódca, jak i kierowca posiadają swoje indywidualne włazy oraz zestawy peryskopów. Dowódca posiada ich cztery, zaś kierowca pięć. Celowniczy posiada jedynie prosty peryskop pomocniczy. W przypadku stanowiska kierowcy-mechanika powtórzono układ znany z czołgów Obiekt 187 i właz kierowcy znajduje się przed jego zasadniczym stanowiskiem. Za przedziałem załogi znajduje się przedział bojowy mieszczący karuzelowy automat ładowania z kompletami nabój-ładunek umieszczonymi wertykalnie. Nad przedziałem bojowym znajduje się bezzałogowa i zdalnie sterowana wieża. Jej zaskakująco niewielka „cytadela” mieści armatę kalibru 125 mm, sprzężony z nią karabin maszynowy, część automatu ładowania, celownik działonowego, układ stabilizacji i napędów uzbrojenia oraz podzespoły systemu kierowania ogniem. W jej tylnej części, przy stropie, znajduje się „wyjście” na przyrząd peryskopowy dowódcy, który jest sprzężony z odległościowo sterowanym stanowiskiem strzeleckim. W stropie wieży znajdują się również duże włazy serwisowe, zaś za blokiem celownika działonowego znajduje się wnęka kryjąca przesłonę i otwór umożliwiający ekstrakcję denek ładunków miotających po strzale. Cytadela obudowana jest szeregiem oprzyrządowania, w tym systemem aktywnej ochrony soft-kill oraz systemem hard-kill z – przypuszczalnie – dwoma rodzajami efektorów. Na wieży znajdują się również kamery obserwacji okrężnej oraz czujniki systemu kierowania ogniem. Całość obudowana jest lekką maskownicą wykonaną z blachy stalowej grubości około 5 mm, która wyposażona jest w szereg luków serwisowych. Jej zadaniem jest osłona komponentów przed warunkami atmosferycznymi, uszkodzeniami od lekkich odłamków oraz roślinności oraz zmniejszenie sygnatury radiolokacyjnej wieży. Być może ułatwia też dekontaminację pojazdu.

Zdjęcie T-14 Armata wykonane od góry. Pozwala dobrze ocenić układ konstrukcyjny pojazdu. Fot. otvaga2000.ru

  Tył wieży mieści „pseudoniszę”. Po jej bokach umieszczono inne szczelne zasobniki na oprzyrządowanie pojazdu. Tył niszy stanowi kosz na rzeczy osobiste załogi oraz trzy ogniwa gąsienic. Sama „pseudonisza” mieści prawdopodobnie amunicję drugiego rzutu, choć jej rozmiary sugerują zabieranie poniżej 8 kompletów nabój-ładunek. Możliwe też, że mieści ona nie amunicję, a wyposażenie pojazdu.

  Za przedziałem bojowym kadłuba mieści się przedział silnikowy. Prawdopodobnie mieści on umieszczony wzdłużnie silnik A85-3, układ chłodzenia oraz przeniesienia napędu. Półki nadgąsienicowe, ciągnące się wzdłuż kadłuba, mieszczą zbiorniki paliwa oraz elementy układu ochrony przed bronią masowego rażenia. Tył kadłuba przystosowany jest do montażu dwóch dodatkowych beczek z paliwem.

  Źródła z lat poprzednich sugerowały masę T-14 Armata na ponad 48 ton, długość kadłuba około  8752 mm, szerokość 3341 mm, zaś wysokość 3744 mm. Ujawnione pod koniec kwietnia br. zdjęcia koła bieżnego ze średnicą bandaża równą 700 mm oraz wygląd pojazdu pozwalają obecnie szacować jego masę na około 55 ton, zaś wysokość kadłuba do szczytu żaluzji przedziału napędowego – 1800-1900 mm, wysokość całkowitą do szczytu pojemnika na amunicję stanowiska strzeleckiego -  2950 mm, zaś całkowitą na ponad 3000 mm. Długość kadłuba (wraz z pancerzem przestrzennym - „klatką”) można szacować na 8700-8800 mm.

Ochrona pojazdu

  Koncepcja ochrony pojazdu zdaje się bazować na paradygmacie maksymalizacji ochrony kadłuba przy jednoczesnej mnimalizacji ochrony wieży przeciw amunicji kinetycznej, połączonej z bogatymi środkami ochrony aktywnej przeciw nosicielom głowic kumulacyjnych i EFP.

Szacunki CIA dotyczące czołgów Sowietów spodziewanych w latach dziewięćdziesiątych. Z racji grubości wież wozów Obiekt 187, T-84 i T-90A (dla 0 stopni), tj. 870-920 mm, jak dla frontu kadłuba T-14 należy jako minimalną przyjąć wartość 850 mm RHA. Podkreślono zaznaczenie analityków, że podane wartości są tzw „niskimi szacunkami” i realnie mogą być wyższe.

  Pancerz zasadniczy cytadeli wieży prawdopodobnie jest stworzony bez zaawansowanych osłon kompozytowo-ceramicznych i zapewnia ochronę przeciw amunicji armat automatycznych kalibru 30-57 mm. Do zapewnienia takiego poziomu osłony nie potrzeba wymyślnych pancerzy wielowarstwowych, a zaledwie około 80 mm płyty pancernej wykonanej ze stali walcowanej wysokiej jakości o twardości ponad 550 HB i plastyczności około 2150 MPa. Tego typu płyty są od kilku lat prezentowane na targach i wystawach przez wiodący podmiot zajmujący się pancerzami w Rosji, czyli NII Stali. Takie podejście sprzyja minimalizacji objętości „cytadeli”. Strop „cytadeli” wieży chroniony jest nowym rodzajem pancerza reaktywnego służącemu ochronie przed ładunkami EFP oraz subamunicją artyleryjską i lotniczą. Znane rozwiązania tego typu z Korei Południowej pozwalają na zmniejszenie penetracji penetratorów EFP o ponad połowę nawet przy prostopadłym kącie uderzenia w ERA. Z drugiej strony zdolność nowoczesnych wkładek EFP do formowania dwóch i więcej zbitków z jednej wkładki każe powątpiewać w skuteczność tego typu osłon.

  Reszta oprzyrządowania wieży jest montowana poza cytadelą i osłonięta lekką i dość „pokraczną” maskownicą. Nie ma ona za zadania ochrony balistycznej sensu stricto. Pancerz zasadniczy wieży zdecydowanie nie zapewnia osłony przed amunicją podkalibrową kalibru 90 mm i więcej, ale też nie taka jest koncepcja jej osłony. Odporność przeciw APFSDS tego fragmentu T-14 stanowi zatem istotny regres w porównaniu do klasycznych wozów, ale tylko teoretycznie, ponieważ w ogólnym rozrachunku rezygnacja z silnie opancerzonej wieży umożliwiła podniesienie poziomu ochrony całego pojazdu – głównie dzięki wykorzystaniu aktywnej ochrony i przeniesieniu całej załogi do kadłuba. Poza tym zmniejszona powierzchnia czołowa „cytadeli” w pewnym stopniu kompensuje brak odporności na pociski rdzeniowe.

  Pancerz zasadniczy frontu kadłuba prawdopodobnie powtarza geometrię Obiektu 187A. Jego grubość fizyczną już dla Obiektu 187 można było szacować na ponad 800 mm dlatego trudno przypuszczać aby Armata miała słabszą (w sensie fizycznej grubości pancerza) osłonę. Strop kadłuba nad przedziałem załogi jest zabezpieczony pancerzem reaktywnym analogicznym do tego umieszczonego na stropie wieży. Przód kadłuba dodatkowo osłania moduł pancerza reaktywnego. Ma on konstrukcje zbliżoną do modułów ERA Malachit znanych z jednego z prototypów Obiektu 187, choć jest nachylony pod większym kątem. Co do wypełnienia modułu, to można zaryzykować tezę, iż Rosjanie odeszli od pancerzy ERA rodziny Kontakt-5 i Relikt na rzecz rozwiązań prezentowanych od 2008 roku przez instytut NII Stali, czyli tzw. reaktywnych pancerzy hybrydowych. W klasycznym ERA wykorzystującym eksplozję do przesunięcia metalowych elementów wykonawczych tylko około 15% energii eksplozji jest wykorzystywane do uszkodzenia czynnika rażącego. W nowych materiałach „energetycznych” opracowanych przez NII Stali po pierwsze strefa interakcji pancerza z czynnikiem rażącym jest ograniczona do maksymalnie 8-12 cm od miejsca uderzenia, a po drugie prędkość reakcji materiału energetycznego wynosi ponad 5000 m/s i jest ona skupiona ściśle w miejscu uderzenia czynnika rażącego. Ogólnie, obecnie tego typu pancerze określa się jako NxRA – Non Explosive Reactive Armour. Ponadto prace prowadzone w NII Stali umożliwiły stworzenie pancerza opartego o ideę wielorzędowego klastra (rozumianego jako „zgrupowanie przestrzenne lub powiązanie systemowe mniejszych obiektów w jeden większy”) z różnymi rodzajami materiałów energetycznych oraz różną ich siłą i czasem interakcji w trakcie działania pancerza. Pozwoliło to na podniesienie poziomu ochrony przeciw pociskom APFSDS oraz głowicom kumulacyjnym i – co ważne – zdolność osłony przeciw głowicom tandemowym.

Bok wieży T-14 Armata. Na dole widać pięć tub systemu APS Hard-Kill będącego pochodną Drozda-2 i Afganita. Nad nimi widać czujniki APS. Bezpośrednio powyżej widać gumową zaślepkę mocowaną metalowymi linkami. Osłania ona anteny AESA? Na lewo od tego elementu widać wnęki na dwie kamery obserwacyjne. W lewym roku widać blok ruchomej wyrzutni dwunastu multispektralnych granatów dyspersyjnych.  

  Odporność pancerza frontu pojazdu jest trudna do oszacowania, ale należy pamiętać, że czołgi T-80UD i T-72B Model 1989 miały dla grubości sprowadzonej frontu kadłuba, równej odpowiednio około 580 mm i 573 mm, odporność pancerza zasadniczego przeciw amunicji APFSDS w obu przypadkach nieco ponad 600 mm RHA. Z kolei polski pancerz CAWA-2 zapewniał efektywność grubości równą od 0,94 do aż 1,16. Trudno oczekiwać, aby pancerz zasadniczy Armaty miał gorsze parametry niż rozwiązania opracowane ponad 20 lat wcześniej. Dlatego można przyjąć, że odporność pancerza zasadniczego kadłuba oscyluje wokół jego grubości sprowadzonej, zaś tą można szacować na około 900 mm (+/- 10%). Odporność sumaryczna całego układu pancerza reaktywnego oraz zasadniczego jest obecnie niemożliwa do oceny, lecz odtajnione analizy CIA pokazują, że analitycy agencji już w 1991 roku spodziewali się osiągnięcia w okolicach końca wieku odporności pancerza równej 850 mm RHA przez czołgi z ZSRR. Z kolei niemieckie szacunki podawały wzrost sumarycznej odporności pancerza z około 700 mm RHA w 1990 roku, do (szacunkowo) prawie 1000 mm RHA w 2010 roku. Niezależnie od szacunków, można przyjąć, że pancerz frontu T-14 Armata zapewnia sumaryczną odporność nieco ponad 1100 mm RHA przeciw pociskom podkalibrowym przy odporności pancerza zasadniczego równej około 900 mm RHA.

  Oznacza to prawdopodobnie całkowitą odporność frontu kadłuba (płyta przednia-górna) na znaną obecnie amunicję APFSDS kalibru 120 mm, wliczając w to amerykańską M829A3 i niemiecką DM63.

  Burty kadłuba T-14 Armata są również dobrze chronione. Półki nadgąsienicowe frontu kadłuba są wypełnione elementami pancerza reaktywnego, jest to rozwiązanie skopiowane z Obiektu 195. Same burty są chronione aż do wysokości przedziału silnikowego przez osłonę dodatkową, przy czym rejon przedziału bojowego jest chroniony przez burtowe moduły pancerza reaktywnego, zaś front kadłuba, w rejonie przedziału załogi, przez pięć ciężkich modułów które mogą kryć osłonę kompozytową lub reaktywną. Moduł trzeci i piąty są zamontowane na zawiasach tak aby umożliwić łatwy dostęp do elementów układu bieżnego. Grubość burt kadłuba w rejonie przedziału załogi i bojowego nie jest znana, ale możliwe jest jej pogrubienie do około 100-150 mm z każdej strony.

Prawy tył pojazdu – dobrze widać dopracowany ekran pancerza klatkowego z cienkimi listwami poziomymi i przemyślnym systemem mocowania.

  Tył burt kadłuba na wysokości przedziału silnika chroni pancerz klatkowy/prętowy (przestrzenny). Jego zadaniem jest uszkodzenie głowicy, a dokładnie wkładki kumulacyjnej, przez poziome listwy pancerza. Na skutek „wbicia” się granatu pomiędzy owe listwy dochodzi do deformacji wkładki kumulacyjnej i zaburzenia formowania się strumienia kumulacyjnego, lub też optymalnie do „zduszenia” granatu poprzez uszkodzenie czepca balistycznego i wewnętrznej wkładki przekazującej impuls z pizoelektrycznego zapalnika. Pancerz prętowy na T-14 jest starannie wykonany i przemyślnie montowany, zaś jego listwy mają możliwe mały przekrój. Skuteczność tego typu osłon jest uzależniona od typu granatu który trafia w pancerz i wynosi do 60% wobec starszych typów granatów. Zwykle też klatki nie są skuteczne przeciw granatom tandemowym. Mimo stosowania systemów aktywnej ochrony, konstruktorzy Armaty zadecydowali o implementacji tego typu osłony na pojazdach. Zapewne z powodu niewielkiej masy osłony i skuteczności samej osłony.

  Najważniejszą nowinką w zakresie wzrostu przeżywalności czołgu T-14 jest zastosowanie przynajmniej dwóch systemów aktywnej ochrony pojazdu. Pierwszy z systemów jest następcą TSzU-1 Sztora, znanego z wcześniejszych pojazdów. Efektorami nowego systemu soft-kill są cztery bloki wyrzutni multispektralnych grantów kamuflujących. Jeden podwójny, liczący łącznie 24 granaty jest umieszczony pionowo na wieży – na prawo od bloku przyrządu dowódcy. Dwa bloki po 12 granatów każdy są umieszczone skośnie na ruchomych w azymucie modułach po bokach cytadeli wieży. Tego typu system jest zbieżny ze znanymi pracami nad wersją rozwojową Sztory. Główną zaletą nowego systemu miało być sprzęgnięcie go z czujnikami SKO, w ten sposób, że zasłona granatów miałby być stawiana z uwzględnieniem ruchu pojazdu oraz wiatru – co pozwoliłoby na skuteczniejsze maskowanie pojazdu mniejszą ilością efektorów. Z kolei pionowy zdublowany blok jest zgodny z wiedzą na temat prac związanych z osłoną przed amunicją artyleryjska i lotniczą oraz bronią przeciwpancerną typu top attack. Niejasna jest natomiast sprawa detektorów nowego systemu – brak modułów, a nawet ich makiet, optycznego systemu wykrywania. Na wieży widać tylko dwa bloki anten radarowych systemu aktywnej ochrony hard-kill. Może to oznaczać inną koncepcję detektorów niż znana dotychczas, lub niezamontowanie ich na „defiladowych pojazdach”.

Koncepcja osłony przez zestaw soft-kill przed bronią top-attack prezentowana przez NI Stalii jeszcze w okolicach milenium. Grafika NII Stali.

  System aktywnej ochrony hard kill nie jest niespodzianką – to znana od wielu lat mutacja odmiany Drozda-2, czyli Afganit. System był opracowywany już od lat dziewięćdziesiątych zaś jego  prototypy trafiły zarówno na Obiekt 195, jak i wozy z wieżami Burłak. Efektory systemu umieszczone są bo bokach wieży przy jej podstawie. Z każdej strony znajduje się pięć wystrzeliwanych efektorów mających postać tub, które łącznie pokrywają w azymucie sektor 90 stopni. Łącznie 10 tub pokrywa około 180 stopni w azymucie, licząc od pozycji frontu wieży. Metodą niszczenia celu jest podmuch eksplozji bez udziału odłamków. Raczej nie jest możliwe, aby tak umieszczone efektory mogły chronić przed bronią typu top-attack. Detektorami zestawu są dwa bloki anten radarowych umieszczone powyżej efektorów, a skierowane tak iż ich sektor obserwacji pokrywa się z przypisanymi blokami przeciwpocisków.

  Z systemami soft, jak i hard kill wiąże się jeszcze jedna zagada wieży Armaty. Widać na niej umieszczone na górnych bocznych powierzchniach wieży cztery okna mieszczące pakiety z gumowi zaślepkami mocowanymi metalowymi linkami. Identyczne pakiety znajdują się na ciężkim wozie piechoty T-15 (Obiekt 149). Z racji ich rozmieszczenia mogą to być tylko dwa elementy – albo okna modułów anten radaru milimetrowego z antenami AESA albo drugi zestaw efektorów systemu hard kill. Za pierwszą opcją przemawia brak czujników optoelektronicznych zestawu soft-kill, brak pokrycia antenami modułu hard-kill bocznych i górnych sektorów pojazdu oraz analogiczne rozwiązanie na Obiekcie 195. Za opcją drugą przemawia logika osłony pojazdu – wyrzutnie którejś z wersji Afganita nie chronią przeciw pociskom rakietowym top-attack. A obecnie w zasadzie tylko takie produkowane i projektowane są w krajach NATO. Pominięcie tego typu broni przy osłonie Armaty byłoby zadziwiającym niedopatrzeniem. Okna z gumowymi zaślepkami mają wymiary identyczne z podwójnymi pakietami wystrzeliwanych kaset systemu Arena-E prezentowanego w latach poprzednich na modernizacjach T-72. Idea wystrzeliwania ich pod kątem górę w celu ochrony przed ppk top attack znana była już na początku lat dziewięćdziesiątych. Dodatkowo gumowe zaślepki znajdują się na Armacie, T-15 i Kurgańcu-25, tylko i wyłącznie na pustych (niezaładowanych) wyrzutniach efektorów APSów. Zatem wiele przemawia nad zastosowaniem w T-14 Armata i T-15 dwóch rodzajów efektorów zestawu hard-kill.

Mobilność

  Kadłub „Armaty” zawieszony jest na czternastu kołach bieżnych o średnicy 700 mm. Zawieszenie oparte jest o wałki skrętne w ilości czternastu sztuk, przy pierwszych dwóch parach kół z każdej strony zastosowano amortyzatory łopatkowe. Dodatkowy amortyzator zastosowano przy ostatnich kołach bieżnych kadłuba.

Widok układu bieżnego Armaty. Fot. vk.com.

  Napęd czołgu stanowi dopracowany po prawie trzydziestu latach rozwoju silnik A85-3A, a konkretnie któraś z jego wersji. Jego długość to 900 mm, szerokość 1300 mm wysokość – 830 mm. W wersji A85-3 dysponuje trzema cylindrami w rzędzie, zatem łącznie dwunastoma w układzie X. Zarówno moc, zużycie paliwa, jak i wymiary są porównywalne z dopracowanym niemieckim dieslem MTU MB883 w układzie widlastym. Układ rosyjskiego silnika powoduje pewne problemy – główną jest skomplikowanie konstrukcji. Problematyczne jest również zapewnienie właściwego smarowania i chłodzenia. Zwłaszcza problemy z układem chłodzenia powodowały, że silnik ten wymagał dopracowania. Było to o tyle interesujące, że wersję z 16 cylindrami zatwierdzono do produkcji seryjnej już w 1988 roku, ale finalnie nie podjęto się jej, zaś wersja 12-cylindrowa była gotowa w połowie lat dziewięćdziesiątych, ale na rozpoczęcie jej produkcji brakowało środków. W efekcie opracowanie i dopracowanie silnika A85-3 trwało trzy dekady. Obecnie silnik ten pod oznaczeniem 12Н360 jest produkowany w Czelabińsku i wykorzystywany m.in. w rosyjskim przemyśle wydobywczym. Interesującą jego cechą jest regulowana moc – między 800 a 1350 KM, przy czym nie wykluczone jest, że w finalnej konfiguracji moc podniesiono do ponad 1324 kW (1800 KM) lub też możliwe jest krótkotrwałe osiągnięcie takiej mocy w razie potrzeby. Żywotność międzyremontowa ma wynosić około 2000 godzin. Za przeniesienie mocy odpowiadała mechaniczna transmisja z dwiema planetarnymi skrzyniami przekładniowymi sterowanymi pierwotnie hydraulicznie. Układ taki zapewniał siedem biegów do przodu i jeden do tyłu. Podobny układ przeniesienia napędu, stosowany w czołgach Opłot-M oraz Al Chalid, zapewnia elastyczność i przyspieszenia analogiczne do zachodnich systemów hydromechanicznych, przy nieco niższej trwałości, ale też niższej masie, wymiarach i ponad dwukrotnie niższych stratach mocy. Dzięki zachowaniu masy około 55 ton mocy silnika ponad 992 kW (1350 KM) i hydraulicznie sterowanych planetarnych skrzyń przekładniowych z przekładniami bocznymi własności manewrowe Armaty nie będą odstawać od Leoparda 2, czy też Abramsa.

  Warto również nadmienić, że kierowca Armaty dysponuje dwiema kamerami. Prostszą – do jazdy wstecznej – zamontowano z tyłu pojazdu między beczkami z paliwem. Dużo bardziej rozbudowany przyrząd, zapewne z kamerą termowizyjną lub noktowizorem, umieszczono centralnie z przodu kadłuba zaraz za modułem pancerza reaktywnego. Mieści się on w pancernej obudowie i jest wyposażony w spryskiwacz ciśnieniowy i być może osuszacz lub wycieraczkę.

Wygląd jednego z prototypów silnika A85-3 testowanego jeszcze pod koniec lat osiemdziesiątych.

  Nowy czołg dysponuje również rozbudowanym układem diagnostycznym z odpowiednikiem magistrali CAN bus znanych z np. samochodów osobowych. Ułatwia to diagnostykę i naprawy choć jak pokazały próby do parady w Moskwie – może być źródłem problemów. Prawdopodobnie T-14 dostanie pomocnicza jednostkę zasilającą (APU) zabudowaną w lewym sponsonie nadgąsienicowym kończącym burtę przedziału silnika.

Siła ognia

  Podstawą siły ognia Obiektu 148 jest armata gładkolufowa 2A82-1M kalibru 125 mm. Została ona opracowana w spółce OAO Fabryka Nr 9 z Jekatierynburga, należącej do koncernu Uralwagonzawod. Armata jest pozbawiona przedmuchiwacza, co może rodzić pewne problemy, ale za to cechuje się kilkoma nowymi rozwiązaniami konstrukcyjnymi i metalurgicznymi. Na skutek powiększonej i regulowanej komory nabojowej może mieści zarówno już istniejącą amunicję 125 mm, jak i specjalnie opracowane, o większej mocy, naboje z pociskiem podkalibrowym. Zastosowano również zmienioną bazę materiałową i chromowanie przewodu lufy o długości co najmniej 52 kalibry. Oficjalne deklaracje Rosjan podają, że 2A82 ma mieć 1,17 raza większą moc energetyczną niż niemiecka Rh120 L-55. Takie stwierdzenie nie mówi za wiele ponieważ energia pocisku przy wylocie jest wartością złudną i zależy w dużej mierze od rozwiązań amunicji. Tak naprawdę najważniejszą wartością jest ilość MJ dla penetratora na torze lotu, czyli ile energii jest on w stanie przekazać celowi na dana jednostkę powierzchni. Jednym zdaniem fakt, że armata 2A82 zapewnia o 1,17 raza większą energię w MJ dla amunicji przy wylocie nie oznacza, że automatycznie o tyle samo więcej zostanie jej przekazane na penetrator. 2A82 wyposażona jest w układ pomiaru ugięcia lufy. Prawdopodobnie w konstrukcji działa zastosowano złącze bagnetowe w celu szybkiej wymiany lufy. Układ stabilizacji pozostaje niewiadomą, znane do tej pory systemy rosyjskie nie osiągnęły dokładności systemów stabilizacji pojazdów zachodnich, co nie oznacza jednak, że celność jest zła. Poza tym dla T-14 prawdopodobne jest opracowanie zupełnie nowego systemu stabilizacji i napędów wieży. Naboje do 2A82 ładowane są z karuzelowego automatu ładowania umieszczonego pod wieżą. Komplety nabój-ładunek składowane są pionowo. Prawdopodobnie pojemność układu ładowania wynosi około 30-32 kompletów, zaś pozostałe 8-10 kompletów amunicji II rzutu przewożone jest w pojemniku z tyłu wieży. W przypadku amunicji 125-mm dostępnej dla Armaty nie ma niespodzianek. T-14 może używać dowolnej amunicji już wdrożonej oraz kilku nowych rozwiązań opracowanych dla tego pojazdu. Wiadomo, że opracowywany jest nowy pocisk odłamkowo-burzący z programowanym zapalnikiem Sztyk. Tego typu amunicja nie jest nowością. Również możliwość używania kierowanych rakiet przeciwpancernych wystrzeliwanych z lufy armaty trudno uznać za szczególny atut – przebijlaność takich konstrukcji jak Inwar, Refleks i pochodnych jest za słaba aby pokonać frontalnie nowe wersje Leoparda 2, czy też Abramsa, zaś używanie ich przy średnim maksymalnym dystansie ognia bezpośredniego równym w warunkach europejskich 1300-1500 m mija się z celem (oczywiście są obszary, np. w Polsce, gdzie odległości bezpośredniej obserwacji są większe, ale nie należy zakładać, że wozy bojowe będą operować na nich samodzielnie i według zasad znanych z II wojny światowej). W pewnych, praktycznie nie występujących na tzw. Europejskim Teatrze Działań Wojennych, sytuacjach system taki może dawać pewna przewagę - ale dystans ognia musi wynosić ponad 3500 m, a cel powinien manewrować.

Najdłuższy ze znanych w Rosji naboi podkalibrowych. Górne zdjęcia przedstawiają znaleziony na poligonie sabot, zaś dolne – grafikę producenta z próbą oszacowania długości.  

  W przypadku amunicji APFSDS dla T-14 podstawą są trzy naboje podkalibrowe – dwa znane i jeden nowy. W przypadku pierwszych mowa o 3BM59 Swiniec-1 z penetratorem wykonanym ze spieków węglika wolframu oraz o 3BM-60 Swiniec-2 z penetratorem wykonanym ze zubożonego uranu (DU). Pierwszy z APFSDS jest wymiarowym i energetycznym bliźniakiem niemieckiego DM53. Jego zdolności penetracyjne na dystansie 2000 m można oceniać (według norm rosyjskich, tzn. dla 75% przebić w badanej grupie) na około 620 mm dla płyty prostopadłej oraz około 650 mm dla płyty jednorodnej nachylonej pod kątem 60 stopni. Gdyby zastosować metodykę NATO (50% przebić w badanej grupie) powyższe wartości urosłyby prawdopodobnie do odpowiednio 670 i 700 mm RHA. Są to wartości odpowiadające amerykańskiemu M289A2 i niemieckiej amunicji DM53 i DM63. Istnienie naboju 3BM60 Swiniec-2 z rdzeniem z DU sugeruje, że Rosjanie nie opracowali stopów wolframowych o zdolnościach ścinania adiabatycznego. Przy zastosowaniu identycznych wymiarowo rdzeni z DU oznaczałoby to możliwości penetracyjne Świnca-2 lepsze o maksymalnie około 8%. Oprócz znanej amunicji 3BM59 i 3BM60 znany jest jeszcze jeden pocisk podkalibrowy kalibru 125 mm. Jego sabot odnaleziono na poligonie testowym w Kubince, zaś jego zdjęcia trafiły do Internetu, znane są również jego wizualizacje. Przedstawiają one pocisk podkalibrowy z penetratorem o długości do 770-800 mm. Są to wartości zbliżone do amerykańskiego M829A3.

  Każdy z wymienionych typów amunicji podkalibrowej jest niebezpieczny dla wozów NATO – zwłaszcza na dystansie poniżej 1000 m. W przypadku Swińca-1 i 2 można jeszcze spekulować, że front wieży M1A2 Abrams i Leoparda-2A5/A6 zapewniać może wystarczającą odporność przeciw takiej amunicji, w przypadku najdłuższego ze znanych nowych rosyjskich APFSDS jest to wątpliwe.
 
  Z 2A82 sprzężony jest karabin maszynowy – znajduje się on na lewo od armaty, patrząc od przodu na pojazd. Na stropie wieży umieszczono sprzężony z celownikiem panoramicznym dowódcy zdalnie sterowany moduł uzbrojenia z PKTM kalibru 7,62 mm. Jest to konstrukcja znana z T-90MS, czyli Obiekt 188M. 

Bok wieży Armaty – dobrze widoczny jest przyrząd panoramiczny oraz sprzężony moduł uzbrojenia z PKTM.

  Podstawę sytemu kierowania ogniem stanowi przyrząd panoramiczny dowódcy. Wbrew mylnemu wrażeniu nie jest to przyrząd przeniesiony z czołgu T-90MS, o czym świadczy choćby różnica w szerokości obu torów optycznych głowicy przyrządu. Przyrząd ten, podobnie jak celownik panoramiczny z T-90A (Obiekt 188A2) i T-90MS został opracowany w Rosji, choć cześć jego komponentów produkuje na Bialorusi firma Peleng. Wyposażony jest w kamerę termalną na bazie modelu Catherine-XP Thalesa i posiada autotracker. Przyrząd jest stabilizowany w obu płaszczyznach, posiada spryskiwacz i osuszacz oraz pancerną przesłonę-obudowę zabezpieczającą przed ogniem broni małokalibrowej. Oprócz przyrządu panoramicznego i własnych peryskopów dowódca posiada system tworzenia świadomości sytuacyjnej złożony z zespołu kamer na wieży pojazdu – łącznie sześciu sztuk, z których każda może pracować w nocy i posiada indywidualny spryskiwacz z osuszaczem. Działonowy posiada swój własny celownik, chroniony pancerną przesłoną. Na dostępnych zdjęciach brak jest zapasowego przyrządu celowniczego. Albo pojawi się on na wersjach finalnych wozu, albo jego montaż uznano za niecelowy z racji wymienności funkcjonalności przyrządów dowódcy i celowniczego. Spekulowanie o cechach szczególnych SKO i jego podzespołach na obecnym stadium wiedzy o Obiekcie 148 jest niecelowe. Pewnym jest tylko, że od czasów SKO Kalina i SKO Ramka (BMPT-2) Rosjanie wyrównali dystans dzielący ich kiedyś od Zachodu, zaś francuska licencja na celowniki termowizyjne w pewnym stopniu zlikwidowała ostatnią dużą lukę techniczną między systemami kierowania ognia wiodących państw NATO a Rosją.

T-14 Armata - czego nie wiadomo?

  Paradoksalnie, w przypadku czołgu T-14 dochodzi do sytuacji, w której można oszacować minimalny poziom zaawansowania i osiągi najważniejszych komponentów czołgu, ale ich realna wartość pozostaje nieznana. Na podstawie bogato prezentowanej w latach poprzednich oferty rosyjskiego przemysłu zbrojeniowego można napisać wiele o średnim poziomie prezentowanym przez silniki rodziny 12Н360, układy przeniesienia mocy, armaty 2A46M-5 (i pośrednio 2A82), amunicję, SKO Ramka i Kalina, na których prawdopodobnie bazuje SKO z Armaty, systemach aktywnej osłony i pancerzach reaktywnych. Z drugiej strony nie są to podzespoły opracowane stricte dla Armaty. Powoduje to, że nie jest jeszcze znana realna wartość poszczególnych rozwiązań. Można za to dość bezpiecznie napisać, że nie widać aby Rosjanie w jakichkolwiek zasadniczych podzespołach odstawali od rozwiązań zachodnich zaś układ konstrukcyjny armaty i imponująca ochrona pojazdu – zarówno bierna jak i aktywna – daje mu wymierną przewagę w przeżywalności na polu walki.

  Z drugiej strony nie należy popadać w skrajność zachwytów nad Armatą - jest ona pojazdem rewolucyjnym tylko i wyłącznie poprzez swój układ konstrukcyjny. Żadna ze składowych T-14 nie jest rewolucyjną zmianą w stosunku do znanych rozwiązań z zakresu ochrony pojazdu, mobilności czy tez siły ognia. Pod tym względem można napisać, że Armata jest rosyjskim odpowiednikiem opracowania w latach siedemdziesiątych Leoparda 2. Pojazdem w którym połączono opracowaną nową „masę krytyczną” podzespołów, ale bardzo uważano aby nie przesadzić z wizjonerstwem. Nieznana jest również skala integracji i dopracowania niektórych podzespołów nowego wozu. Kadłub bez wątpienia jest dopracowany, zaś po trzydziestu latach rozwoju i dwóch "resetach" programu silniki rodziny 12H360 są gotowe do produkcji seryjnej. Obecnie jakiekolwiek choroby wieku dziecięcego nie będą wykraczać poza łatwą do eliminacji kosmetykę, jak choćby wspomniany problem z układem autodiagnostycznym. Z drugiej strony na wieży ewidentnie brakuje niektórych sensorów, zaś kwestia czujników aktywnego systemu ochrony nadal jest nie wyjaśniona. Największe wątpliwości dotyczą systemów świadomości sytuacyjnej. Mimo licznych kamer i samego SKO bazującego na nowoczesnych i sprawdzonych systemach nie jest znane realne zaawansowanie prac nad systemem wymiany danych z innymi pojazdami i z szczeblem nadrzędnym. Możliwe też, że Rosjanie w ogóle zrezygnowali z tak zaawansowanego systemu na rzecz prostego BMS dla dowódców plutonów lub tylko dowódców kompanii.

T-14 Armata w całej okazałości.

  Wozy widoczne na próbach przed defiladą i samej defiladzie nie są makietami. Nie są też prototypami. Są to wozy przedseryjne partii próbnej na której testuje się integrację „całości”. Prawdopodobnie z powodów motywowanego politycznie ujawnienia i wysłania na ulicę Moskwy aż 12 czołgów nastąpiło „sztuczne” zwiększenie ilości gotowych finalnych wozów partii przedseryjnej. Wymusiło to „ujednolicenie” wszystkich maszyn poprzez demontaż niektórych testowanych podzespołów z wozów finalnych tak aby „wyrównać w dół” poziom czołgów z różnych serii, a tym samym ich wygląd. Jest to i tak lepsze wyjście niż dość niechlujne makiety docelowych sensorów APS na Kurgańcu-25. Prawdopodobnie brakujące detale mogą zostać ujawnione dopiero w drugiej połowie bieżącego roku.

Przyszłość Armaty

  Dla Armii Federacji Rosyjskiej nie ma alternatywy innej niż dopracowanie T-14 i wdrożenie do służby. Całość decyzji podejmowanych na przestrzeni ostatniej dekady, na czele z zaprzestaniem kupowania T-90A i forsownym modernizowaniem wozów do standardu T-72B3 ogniskuje się wokół wprowadzenia do uzbrojenia wozów nowego pokolenia. Obecnie trzon wojsk pancernych FR tworzy około 2200 wozów w aktywnej służbie. Są nimi 225 sztuk T-90A, 130 sztuk T-90 wczesnych wersji, od 280 do 300 sztuk T-72B3 dwóch standardów, 90 wozów T-72B1, 726 do 756 czołgów T-72BA, około 200-250 czołgów T-80U w linii i wciąż około 500 pojazdów T-80B. Oprócz tego na ten rok UWZ ma zakontraktowaną produkcję (tzn. remontową modernizację wozów ze składów) około 270 egzemplarzy T-72B3. Prawdopodobnie zastąpią one część T-80BW na Dalekim Wschodzie. Obecnie, oprócz 2,2 tys. czołgów w linii, Rosjanie dysponują też sporym potencjałem mobilizacyjnym. Najbardziej ostrożne szacując można liczyć go na  600 do 800 wozów rodziny T-72 i 300-400 T-80B w ciągu od trzech do sześciu miesięcy od mobilizacji. Jest to potencjał którego nie można lekceważyć, jednak gorzej wygląda kwestia nowoczesności owego arsenału. Wozów mogących walczyć w nocy z wykorzystaniem kamer termalnych, ale bez trybu hunter-killer, jest około 600-750 sztuk, zaś na poziomie z grubsza adekwatnym do czołgów takich jak Leopard-2A5 czy też M1A2 zaledwie 225 sztuk (T-90A). Wprowadzenie nowego czołgu zrywającego z linią T-72 jest zatem ze wszech miar pożądane. Poważnym hamulcem będzie tutaj kwestia kosztów. Przykładem jest cena nowszych wersji modernizacji T-72B3 to 1,2 mln USD. Koszt czołgu T-90A to około 3,7 mln USD, a cena Armaty szacowana jest na co najmniej dwukrotność ceny T-90A.

 Sam Obiekt 148 ma zostać dopracowany i być gotowy do produkcji seryjnej do końca 2017 roku. Oceniając obecne zaawansowanie prac można przyjąć, że kolejne dwa pozwolą na finalizacje projektu i próby państwowe wraz z akceptacją przez MO. W źródłach rosyjskich panuje zgodna konstatacja, że roczna produkcja seryjna T-14 będzie się wyrażać liczbą dwucyfrową, a nie trzycyfrową. Podaje się wartości około 30 sztuk dla pierwszego roku produkcji, a potem w zależności od budżetu MO FR od około 60 do 90 sztuk rocznie. W efekcie do 2020 roku powstanie w najlepszym razie około 150 czołgów nowej generacji.

  Niewątpliwie pojawienie się czołgu T-14 Armata będzie mieć pewien pozytywny skutek uboczny w krajach NATO, ponieważ zarówno w USA, jak i w Niemczech wymusi własne analogiczne prace nad czołgiem nowej generacji. Również w naszym kraju pojawienie się T-14 w otoczeniu całego kompletu nowej generacji „techniki” pancernej na Placu Czerwonym w Moskwie może odnieść pozytywny efekt, stając się, kolejnym po wydarzeniach na Ukrainie, memento przypominającym decydentom, że SZ RP nie mogą być traktowane jako rezerwuar bezkarnie szukanych oszczędności budżetowych i zwrotów niewykorzystanych środków finansowych.  
 
Jarosław Wolski

Autor pragnie podziękować Adamowi Kwaszczyńskiemu za pomoc podczas pisania artykułu.




Rejestracja

Funkcja chwilowo niedostępna

×

Logowanie

×

Kontakt

×
Polska droga do NATO

Polska droga do NATO

Dziś złożyłbym podpis z równym przekonaniem, co wtedy. 12 marca 1999 roku miejsce Polski zostało bowiem określone zgodnie z polskim interesem narod...

więcej polecanych artykułów