Serwis używa cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.
zamknij   

szukaj

2020-11-25 18:45:05

Ogniem na wprost! Haubice 155 mm w bezpośredniej walce

     W artykułach przedstawiających możliwości i kierunki rozwoju samobieżnej artylerii lufowej, przede wszystkim kalibru 155 mm, zwraca się szczególną uwagę na zdolność do precyzyjnego ognia prowadzonego na duże dystanse (indirect fire), co jest klasyczną funkcją artylerii polowej. Z drugiej strony artyleria polowa styka się także z innym doświadczeniem, tym dotyczącym zwalczania celów ogniem bezpośrednim (direct fire). Oprzyrządowanie systemów artyleryjskich do wykonania takich zadań w praktyce przedstawia poziom znany od dekad, a jak pokazują doświadczenia, ogień bezpośredni to sytuacja wyjątkowa, ale i coraz częściej spotykana, jak również zaplanowana.

Nie tylko jedna akcja

 W czerwcu 2017 roku bateria C z 2. batalionu 82. Pułku Artylerii Polowej US Army wspierała siły irackie w wyzwalaniu miasta Mosul z rąk tzw. państwa islamskiego. W północnej części miasta, po zachodniej stronie rzeki Tygrys, położony jest kompleks szpitalny Jamouri. Centralnie w nim znajduje się 8-piętrowy budynek, który w tym czasie stał się węzłowym punktem oporu w ugrupowaniu bojowników. Dla neutralizacji przeciwnika, ataku w konkretne okna budowli, w rejon starcia podciągnięto dwie haubice M109A6 Paladin z amerykańskiej baterii C. W ramach przygotowań do akcji wozy ukryto za innymi budynkami.

 Pierwszą troską był skuteczny zasięg przy ogniu bezpośrednim. Typowe systemy optyczne M109 pozwalają na prowadzenie takiego ognia do celu na dystansie mniejszym niż 1000 m. Powyższe zadanie miano wykonać z odległości 1500-1800 m. Optyka nie pozwalała więc na odpowiednią precyzję celowania. Spodziewano się, że pierwszy pocisk nie trafi w cel, trzeba będzie zastosować wstrzeliwanie, co wiązało się z utratą zaskoczenia z wykonania pierwszej, najlepiej skutecznej salwy. Z powodu skomplikowania zadania obejmującego strzelanie artyleryjskie w punkt położony na relatywnie dużej wysokości przy jednocześnie relatywnie małej odległości, pojawił się problem odpowiedniego ustawienia zapalników czasowych w pociskach, aby eksplodowały najbardziej skutecznie. Obawiano się, że błędne nastawy spowodują przelot pocisku przez budynek i ryzyko rażenia innego obiektu, co gorsza cywilnego. Problemem okazało się także sprawne wskazanie celu przez żołnierzy wspierających zadanie, rebelianci manewrowali w budynku. W kalkulacjach poprzedzających wykonanie zadania wzięto także pod uwagę zagrożenie ze strony przeciwpancernych pocisków kierowanych wykorzystywanych przez bojowników. Ograniczona optyka, brak odpowiednich narzędzi (tabel) do takiego strzelania, i zagrożenie ze strony ppk spowodowało, że ostatecznie zrezygnowano z takiego użycia haubic M109.

 Powstały jednak wnioski ze strony oficerów biorących udział w akcji. Zakładają one potrzebę opracowania nowych tabel strzelniczych uwzględniających rażenie wysoko położonych celów, z użyciem silniejszych ładunków miotających, co ma umożliwić strzelanie na określoną odległość i wysokość budynku. To może pozwolić na odpowiednie ustawienie zapalnika, z miejscem wybuchu pocisku w rejonie elewacji, czy wewnątrz budynku. Kolejne oczekiwanie to montaż odpowiednich systemów optoelektronicznych pozwalających wskazać szybko i precyzyjnie cel z dużego dystansu, nawet 10 km, z dalmierzem laserowym podobnym do stosowanych powszechnie w czołgach. Urządzenie takie w połączeniu z pokładowym systemem kierowania ognia zapewniłoby dane do szybkiego przeliczenia danych niezbędnych do strzelania do wysokich obiektów, z wypracowaniem nastaw i odpowiednich wymagań do otwarcia ognia (choćby wspomniana moc ładunku czy zapalnik czasowy). Takie urządzenie powinno także chronić haubicę, umożliwiając skuteczne strzelanie spoza zasięgu przeciwnika uzbrojonego w ppk czy tym bardziej granatnik.

 Nielinearna przestrzeń walki, zadania związane ze wsparciem wojsk w terenach zurbanizowanych i górzystych, i w końcu ogień bezpośredni - przed artylerią wiele specyficznych wyzwań i zadań wymagających nie tylko precyzyjnego strzelania na duże odległości.

 Powyższe stanowi jedynie jeden z epizodów działań artylerii w terenie zurbanizowanym, ale znaczenie miast, według zgodnej opinii wojskowych, zdecydowanie wzrosło w konfliktach XXI wieku. Dotyczy to zarówno atakującego, jak i broniącego. W typowych działaniach stanowiska ogniowe artylerii lokuje się poza miastem. Jeśli jednak jest wymagane jej wprowadzenie do miasta, stanowiska umieszcza się na większych przestrzeniach, jak skwery, place czy parki. Artyleria w takich warunkach działa w sposób zdecentralizowany, plutonami czy bateriami wspierając głównie ogniem pośrednim kompanie i bataliony piechoty, działając przy tym w warunkach ograniczonego rozpoznania z zewnątrz.

 Dla działającej w mieście artylerii przewidziano kluczowe zadania przy likwidacji punktów oporu przeciwnika ulokowanych w budynkach. Zwraca się przy tym uwagę, że artyleria jest bardzo przydatna przeciwko rozpoznanym stanowiskom skrywającym strzelców wyborowych. Od zawsze wiadomo również, że czołgi nie są w stanie ogniem na wprost niszczyć pozycji ulokowanych na wyższych piętrach. W takich sytuacjach sprawdza się siła rażenia pocisku 155 mm i wysoki kąt ostrzału haubic. Artyleria ma znaczenie, bo przy dużych budynkach atak lotniczy za pomocą bomb nie musi być skuteczny. Pocisk 155 mm ma swój efekt, nie niszcząc jednocześnie budynku. Na dodatek wprowadzenie haubic jest dużo tańsze niż użycie lotnictwa.

 Warto więc pamiętać, że w mieście zwykle zmniejsza się dystans między środkami ogniowymi i przeciwnikiem. Artyleria może także strzelać na wprost, wchodząc także w skład grup szturmowych. Podczas wojny o czeczeński Grozny w 1999 roku środki artyleryjskie do walki na wprost podporządkowywano już dowódcom kompanii.

 Jednym z nowszych doświadczeń jest także ukraiński Donbas. Podczas tego konfliktu artyleria stała się głównym narzędziem do neutralizacji przeciwnika, ale nie chodzi tylko o wsparcie ogniem pośrednim. Odnotowano bowiem szerokie wykorzystanie artylerii samobieżnej do prowadzenia ognia bezpośredniego, w tym przeciwpancernego. Na dodatek, samobieżne haubice stosowano także jako działa szturmowe, stanowiły one również osłonę klasycznych czołgów, wyszukując stanowiska ogniowe przeciwnika, w tym przede wszystkim te uzbrojone w ppk. Trzeba odnotować, że podobna sytuacja do terenów zurbanizowanych, w tym ognia na wprost, charakteryzuje także działania w terenie górskim.

 Powyższe przykłady dotyczą konkretnych działań artylerii. Należy jednak zwrócić uwagę na ogólną zmianę dominującego sposobu prowadzenia działań wojennych. Spójrzmy na prowadzone na jednym obszarze Bliskiego Wschodu operacje: Pustynna Burza w 1991 i Iracka Wolność w 2003 roku. W pierwszym przypadku mieliśmy do czynienia z organizowanym klasycznie, linearnym polem walki. Niewiele ponad dekadę później, z ofensywnym działaniem samodzielnych zgrupowań dywizyjnych wykonujących zadania (także w formie rajdu), bez tak dogmatycznego jak dotychczas fizycznego wręcz kontaktu z sąsiadami. Ten kontakt zapewnić ma świadomość sytuacyjna i reakcja środkami rażenia, a ich brak niesie za sobą przykre niespodzianki. Podczas operacji Iracka Wolność w marcu 2003 roku Irakijczycy przeprowadzili atak na konwój amerykańskiej 507. kompanii zabezpieczenia. Żołnierze kompanii byli prawie na końcu jednej z kolumn 3. Dywizji Piechoty US Army poruszającej się w rejonie irackiego miasta Nasirija. Błędy w nawigacji, ale przede wszystkim niespodziewany atak Irakijczyków spowodował śmierć 9 żołnierzy amerykańskich (kolejnych dwóch zabito po schwytaniu), kilku zostało rannych, inni trafili do niewoli. Nielinearne ugrupowanie wojsk, przy dynamice prowadzonych działań bojowych, niesie za sobą dużą zagrożenie dla sił własnych, co dotyczy każdego ich elementu, nie tylko bojowego. Tego doświadczyła i 507. kompania zabezpieczenia.

  Prowadzenie dużej operacji dywizjami to wierzchołek góry, bowiem odchodzenie od linearnego pola walki ma miejsce na każdym szczeblu organizacji wojsk i w każdej formie działań taktycznych: natarciu, obronie i opóźnianiu. Podstawę do takich działań tworzy się w oparciu o batalion, budując grupę bojową. Dla wykonania zadania batalionowa grupa bojowa otrzymuje niezbędne wsparcie, w tym i artyleryjskie. Na Zachodzie normą jest wzmocnienie w postaci przynajmniej jednej baterii samobieżnych haubic kal. 155 mm, poprawiającej efektywność dowódcy ze względu na rozproszony charakter prowadzonej walki. Wojska własne wchodzą w ugrupowanie przeciwnika podczas natarcia, ale i w trakcie obrony, pozwalając na kontrolowane włamania w ugrupowanie własne. Artyleria również musi być przygotowana do działania na nielinearnym polu walki, do prowadzenia działań w rozproszeniu, prowadząc na rzecz batalionu wsparcie bezpośrednie. W tak skomplikowanym środowisku walki wzrasta także prawdopodobieństwo, że artyleria znajdzie się w bezpośredniej styczności z przeciwnikiem, choćby i przez krótki czas. Wówczas to każda haubica prowadzić będzie ogień bezpośredni, strzelając do widocznego celu, i równie samodzielnie korygować prowadzony ogień. Czy jest do tego przygotowana?

 

Na wyposażeniu każdej z haubic M109A6 znajduje się wprowadzona przed blisko 15 laty końcówka zautomatyzowanego systemu kierowania ogniem artylerii PDFCS.

 Na przykładzie amerykańskich sił zbrojnych i haubicy M109A6 można wskazać, jak dziś patrzą na temat w USA. W wojskach lądowych stosowane są trzy artyleryjskie systemy lufowe: holowane M119A3 kal. 105 mm, holowane M777A2 kal. 155 mm oraz samobieżne M109A6 Paladin kal. 155 mm. Tych ostatnich tylko na potrzeby Amerykanów wyprodukowano 975 egzemplarzy. Paladin to kolejna odsłona działa wprowadzonego do służby w 1962 roku. Haubica M109, w różnych wersjach, do dnia dzisiejszego stanowi uzbrojenie artylerzystów licznych krajów (m.in. Belgii, Brazylii, Grecji, Egiptu, Izraela, Pakistanu, Portugalii, Hiszpanii, Tunezji).

 Amerykańskie siły zbrojne są na początkowym etapie wdrażania kolejnej modernizacji swojej samobieżnej haubicy. Zestaw M109A7 z wozem amunicyjnym M992A3 ma być podstawowym środkiem wsparcia ogniowego na szczeblu brygadowym (pancerne brygadowe zespoły bojowe), zgrupowane w batalion (dywizjon) artylerii w składzie trzy baterie po sześć haubic. Dywizjon działając całością sił lub przydzielony sekcjami/plutonami/bateriami mieszanym batalionom operacyjnym w ramach grup bojowych zapewnia wsparcie ogniowe (pośrednie i bezpośrednie). M109 musi jednak działać raczej półstacjonarnie, w komunikacji z systemem dowodzenia i kierowania, który w amerykańskich siłach zbrojnych stanowi AFATDS (Advanced Field Artillery Tactical Data System). Tak to funkcjonuje przy działających środkach łączności (system SINCGARS), systemie identyfikacji położenia wojsk własnych FBCB2 czy montowanej w każdej haubicy końcówce w postaci systemu kierowania ogniem PDFCS (Paladin Digital Fire Control System). Obecnie realizowany jest program modernizacji, w praktyce z racji zastosowanych zmian, wręcz przebudowy haubic M109A6 w ramach programu Paladin Integrated Management (prowadzony na podstawie porozumienia z wojskiem z 2007 roku przez BAE Systems) do wersji M109A7. Zmiany to przede wszystkim zastosowanie nowego podwozia znanego z powszechnych u Amerykanów wozów M2/M3 Bradley czy zastąpienie układów hydraulicznych w wieży elektrycznymi. Z kolei dużo emocji wzbudza kolejny projekt bazujący na M109A7, a związany ze zwiększeniem jego zasięgu ognia. W ramach programu ERCA (Extended Range Cannon Artillery) zastosowano działo XM907 dla pocisków 155 mm, ale z lufą długości aż 58 kalibrów. W marcu br. prototyp ERCA na poligonie Yuma w stanie Arizona wykonał precyzyjne testowe strzelania na dystans 65 km. W 2023 roku amerykańska armia chciałaby dysponować pierwszym dywizjonem z działami ERCA. Amerykanie odbudowują potencjał artylerii samobieżnej, przygotowują go do dalekich, precyzyjnych strzelań. Nie przewiduje się zmian w wyposażeniu do prowadzenia ognia na wprost.

 M109 ma ograniczone możliwości w obronie własnej, podobnie w zwalczaniu manewrujących sił pancernych wroga. Zasadniczo nie zaleca się dążenia do sytuacji bezpośredniego starcia z bronią pancerną i piechotą zmechanizowaną przeciwnika - to sytuacja wyjątkowa. Ogień bezpośredni prowadzi się pojedynczym działem stanowiącym wówczas niezależny system. Zgodnie z instrukcjami, ogień bezpośredni wymaga specjalnie przygotowanej i przeszkolonej załogi. W strzelaniu na wprost można wykorzystać system kierowania ogniem PDFCS, ale zwraca się uwagę, że ręczna kierowanie i korygowanie ogniem może być szybsze. Dowódca działa (w praktyce jest dowódcą sekcji składającej prócz działa także z wozu amunicyjnego) identyfikuje cel, ocenia jego prędkość (ma do tego specjalną tabelę), określa pocisk (zwykle odłamkowo-burzący), moc ładunku, ustawienie zapalnika. Celowniczy wykorzystuje przyrząd panoramiczny M117A2 o powiększeniu x10 i polu widzenia 10 stopni. Przy braku PDFCS ustawienie działa, w zależności od szacunkowo określonej odległości do celu, wprowadza się także dzięki posiadanej tabeli o torze lotu pocisku. Płaska trajektoria zwiększa prawdopodobieństwo rażenia celu i najlepiej sprawdza się przy strzelaniu na odległość 400 m. Generalnie przyjmuje się bezproblemowe prowadzenie ognia na wprost na dystansie do 800 m, przy 2000-2200 m nie jest już praktykowany. Dodatkowo, dysponując tylko środkami optycznymi, w warunkach nocnych, zaleca się stosowanie amunicji oświetlającej.

Strzelanie na wprost w Polsce

 W polskich Wojskach Rakietowych i Artylerii, podobnie jak w innych armiach, ogień na wprost traktuje się jako wyjątkową sytuację taktyczną. W Siłach Zbrojnych RP wykorzystuje się trzy podstawowe typy samobieżnych haubic. Starszą generację tworzy 2S1 Goździk kal. 122 mm oraz Dana wz. 77 kal. 152 mm. Najnowsza, to dobrze znana armatohaubica Krab kal. 155 mm. Podobnie do innych armii, dla nowych dział przewiduje się pozyskanie amunicji pozwalającej na precyzyjne rażenie na jak największym dystansie. Nie należy także zapominać o wsparciu bezpośrednim, które w Polsce jest o tyle istotne, ponieważ pododdziały nie mogą liczyć na efektywne bliskie wsparcie ze strony lotnictwa (CAS).

Także polskie haubice samobieżne wyposażone zostały w celowniki do strzelania na wprost. Niestety, nawet najnowszy Krab dysponuje w tym obszarze stosunkowo prostymi rozwiązaniami. W polskiej artylerii najlepszymi możliwościami w tym zakresie dysponuje moździerz samobieżny Rak. 

 Z kolei przy strzelaniu na wprost, wykorzystywane w Polsce wymienione trzy systemy artyleryjskie stosują typowe rozwiązania w postaci teleskopowych celowników optycznych. Goździk posiada urządzenie OP5-37 o powiększeniu x5,5, większa Dana z kolei OP5-38D o powiększeniu x5,5. Oba celowniki są podobnej budowy i wymagają podświetlenia podczas strzelania w nocy. Lepiej miała być wyposażona armatohaubica Krab, informacje sprzed lat mówią o celowniku do strzelania na wprost Avimo DSF-90 współpracującym z dalmierzem. W tym przypadku należy tylko zwrócić uwagę, że powyższe rozwiązanie zastosowane było pierwotnie jeszcze w brytyjskiej AS-90 kal. 155 mm. Obecnie mowa o stosunkowo prostym celowniku optycznym wyskalowanym do strzelania tylko ładunkiem miotającym numer 5. Amunicja dla AS-90, dla której jest wyskalowany ten celownik, osiągała na ładunku 5. prędkość początkową 809 m/s. Amunicja 155 mm stosowana w Krabach osiąga prędkość początkową 833 m/s, co stanowi o nieprzydatności skali zastosowanej w tym celowniku do polskiej amunicji.

 Nietypowo, z polskich systemów artyleryjskich wymieńmy lokowane w batalionach piechoty zmechanizowanej/zmotoryzowanej moduły kompanijne z moździerzami automatycznymi Rak kal. 120 mm. Wóz ogniowy otrzymał system celowniczy do strzelania na wprost CM120 z głowicą ZIG-T-2 wyposażoną w kamerę telewizyjną i termowizyjną oraz dalmierz laserowy z zakresem pomiaru do 10 000 m. Zgodnie z oficjalnymi informacjami KMO 120 Rak może być wykorzystany do prowadzenia ognia na wprost na dystansie odpowiadającym zakresowi dalmierza laserowego i dysponuje najbardziej zaawansowanymi w polskiej artylerii narzędziami do prowadzenia tego typu ognia, bez względu na porę doby. Prędkość początkowa 120 mm pocisku odłamkowo-burzącego, na ładunku 6, to ok. 322 m/s czyli trajektoria pocisku na odległości np. 1000 m posiada wierzchołkową ok. 14 m. Na tej samej odległości, na ładunku 5., trajektoria amunicji a haubicy Krab wynosi 2 m. Ale pomimo tak znacznej różnicy, zespół celowniczy moździerza Rak - wraz ze specjalistycznym oprogramowaniem, w tym zaimplementowanymi nowoopracowanymi tabelami strzelniczymi – daje świetne rezultaty na polu walki! Świadczą o tym opinie oficerów z jednostek ogólnowojskowych wspieranych przez KMO.

Celownik Grupy WB 

 Zastosowanie w moździerzu Rak skomputeryzowanego celownika do strzelania na wprost dało podstawę do budowy polskiej, zbliżonej propozycji dla armatohaubic kalibru 155 mm. Taka potrzeba jest widoczna choćby z powyższej treści i dotyczy zarówno amerykańskiego działa M109 czy polskiego Krab. Pomimo skupienia się na rozwoju nowoczesnej amunicji zdolnej do precyzyjnego rażenia na duże odległości, budowy systemu ognia połączonego, pozostaje zakres zadań wymagających od każdej z haubic zdolności do skutecznego ognia na bliskim dystansie, czy to dla własnej obronny, czy zaplanowanych. Strzelanie na wprost ćwiczy się także w polskiej artylerii. Działony haubic Krab strzelania takie wykonują choćby na poligonie morskim w Ustce. Generalnie jednak wykonuje się to dzięki stosunkowo prostym celownikom optycznym. Grupa WB zaproponowała więc wyposażenie samobieżnych armatohaubic w artyleryjski celownik ognia bezpośredniego. Propozycja skierowana jest zarówno dla użytkowników zagranicznych, jak i krajowych haubic Krab.

 

Grupa WB opracowała system celowniczy do strzelania na wprost także z myślą o samobieżnych haubicach, przede wszystkim tych kalibru 155 mm. Rozwiązanie pozwala na realizację skutecznego wsparcia bezpośredniego wojsk i strzelania na wprost.

 Zabudowany na wieży działa zespół głowicy optoelektronicznej składa się z dziennej kamery telewizyjnej, kamery termowizyjnej oraz bezpiecznego dla oka dalmierza laserowego pozwalającego przeprowadzić pomiar odległości do 10 000 m. Okna wejściowe kamer i dalmierza są ogrzewane, a sama głowica jest sterowana w obu osiach, elewacji i azymucie. Otrzymane dane prezentowane są na monitorze celowniczego środka ogniowego.

 Głowica ma za zadanie pozyskać informacje o celach, w każdych warunkach atmosferycznych, które następnie trafiają do komputera balistycznego. Wprowadza się dane o rzeczywistych warunkach strzelania i przewidzianej do użycia amunicji. Na podstawie odległości nachylonej do celu, jego kąta położenia oraz rzeczywistych warunków strzelania, komputer wylicza kąt podniesienia i kierunek ustawienia haubicy. Zakłada się, że za pomocą powyższego systemu można skutecznie prowadzić ogień na dystansie 5000 m. Cel można razić klasycznym ogniem bezpośrednim, z płaskim torem lotu pocisku, lub tak, jak w ogniu pośrednim, przy podniesionej lufie działa. Pomiar miejsca wybuchu pocisku, w przypadku braku trafienia, pozwala na szybkie skorygowanie ognia. Podczas wspomnianych już strzelań na poligonie morskim w Ustce, w maju 2019 roku, Grupa WB zaprezentowała omawiany celownik oprogramowany tabelami strzelniczymi dla Kraba, nota bene można go oprogramować tabelami strzelniczymi do dowolnego środka ogniowego – wówczas operator ustala dla jakiego środka ogniowego celownik ma opracować nastawy. Ta funkcjonalność pozwalałaby na produkcję jednego celownika dla wszystkich typów środków ogniowych. W omawianych strzelaniach trafienia przy pomocy własnego celownika optycznego Kraby uzyskiwały 3-4 strzałem (szacunkowo określana odległość, niewłaściwa skala celownika). Celownik Grupy WB podawał od razu nastawę celownika, na którym następowało trafienie (pomiar odległości dalmierzem laserowym, tabele strzelnicze z poprawną prędkością początkową).

Przyrząd może być zintegrowany z armatohaubicą Krab, wzmacniając wszechstronność działa na dynamicznym, ale i nie zawsze scentralizowanym polu walki.

 Co ciekawe, celownik pozwala również na jednoczesne obezwładnienie celu kilkoma pociskami wystrzelonymi przez jedno działo, a to dzięki wyliczeniu różnych kątów podniesienia lufy do strzelania (tzw. metoda MRSI). Ponadto do celownika można manualnie wprowadzić współrzędne celu, zwłaszcza spoza zakresu widzialności. Wówczas celownik wyliczy nastawy do klasycznego ognia pośredniego. Celownik może więc być traktowany również jako rezerwowy (opcjonalny) przy braku danych ze strony artyleryjskiego systemu dowodzenia i kierowania. Takie procedury mają choćby amerykańskie haubice M109, gdzie korzysta się przede wszystkim z celownika teleskopowego. Propozycja Grupy WB zautomatyzować ma ten proces, aby brak kontaktu z systemem dowodzenia nie był tylko działaniem w trybie awaryjnym, ale pozwalał każdej haubicy na efektywne wypracowanie danych do strzelania dzięki pokładowym urządzeniom celowniczym.

 Artyleryjski celownik ognia bezpośredniego nowej generacji: zakres temperatur pracy: od -30 °C do +55 °C; zakres odpracowywanych kątów elewacji: od -20° do +40°; zakres odpracowywanych kątów azymutu: od -4° do +4°; kamera termowizyjna (IR) ma zakres długości fali 8-12um, czułość NEDT < 100 mK; kamera telewizyjna (TV) ma efektywną liczbę pikseli 440K, czułość ≥ 0,1 lux i kąty widzenia: wąski 4°/2° (dla zoomu cyfrowego) i szeroki 30°/15° (dla zoomu cyfrowego).

Mariusz Cielma

fot. US Army, M. Cielma, Grupa WB.




Rejestracja

Funkcja chwilowo niedostępna

×

Logowanie

×

Kontakt

×
Pociski przeciwokrętowe Sea Killer i Marte

Pociski przeciwokrętowe Sea Killer i Marte

Historia rakiety przeciwokrętowej Sea Killer rozpoczęła się w 1963 roku, kiedy Contraves Italiana SpA, bazując na doświadczeniach wyniesionych z pr...

więcej polecanych artykułów