Serwis używa cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.
zamknij   

szukaj

2018-08-14 12:10:22

Fregaty typu Adelaide – jaka wartość bojowa?

     W kontekście prawdopodobnego pozyskania przez polską Marynarkę Wojenną używanych fregat typu Adelaide, nie milkną echa dyskusji dotyczących rzeczywistej wartości bojowej tych jednostek. Zwolennicy ich pozyskania wskazują na fakt, że okręty te zostały znacząco zmodernizowane oraz wyposażone w wielowarstwowy system obrony powietrznej dający im szansę na odparcie ataków nieprzyjaciela. Po przeciwnej stronie stoją komentatorzy wytykający głównie wiek okrętów, ale także słabsze strony uzbrojenia przeciwlotniczego Adelaid, sugerując również, że w zasadzie nawet dedykowane jednostki przeciwlotnicze nie będą w stanie przetrwać przełamującego (bądź z terminologii anglojęzycznej – saturacyjnego) ataku pocisków przeciwokrętowych adwersarza. Niewątpliwie, prawda dotycząca tego tematu leży gdzieś pośrodku, jednak zanim dokona się oceny australijskich okrętów, warto zapoznać się z możliwościami ich systemów bojowych i to nie tylko tych związanych z obroną powietrzną.

HMAS Melbourne-Combined Maritime Forces

HMAS Melbourne po modernizacji. Na dziobie dobrze widoczna wyrzutnia Mk 41 dla rakiet ESSM, a za nią wyrzutnia Mk 13 dla rakiet SM-2MR. Fot. Combined Maritime Forces.

Zwalczanie celów powietrznych – okrętowe systemy OPL

  Punktem wyjścia w rozważaniach dotyczących systemów obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej (OPL) będą pociski SM-1 oraz system kierowania ogniem Mk 92 będący standardowym orężem przeciwlotniczym fregat typu Oliver Hazard Perry (OHP).

  Pociski SM-1 są naprowadzane półaktywnie radiolokacyjnie w trybie home all the way (czyli ciągłego naprowadzania się na cel za pomocą własnej głowicy śledzącej - seekera). Co to oznacza? Po pierwsze, aby pocisk SM-1 mógł zostać wystrzelony, jego seeker musi dostrzec podświetlony cel znajdujący się w powietrzu lub na powierzchni już w chwili, gdy jest podwieszony pod ramieniem wyrzutni Mk 13. W tej sytuacji system Mk 92 zapewnia dwa kanały kierowania ogniem, czyli możliwość równoczesnego zwalczania dwóch osobnych celów. Aby tego dokonać, 2 radary kierowania ogniem (CAS oraz STIR) muszą ciągle podświetlać wiązką promieniowania cele. Oznacza to oczywiście, iż okręt mimowolnie ostrzega w ten sposób swoje cele o fakcie namierzenia oraz potencjalnego ostrzelania pociskami przeciwlotniczymi. Ponadto, wymienione radary kierowania ogniem odpowiadają za wcześniejsze śledzenie celu w trzech wymiarach, gdyż pokładowa stacja radiolokacyjna dalekiego zasięgu AN/SPS-49 jest dwuwspółrzędna. Kolejną ułomnością zastosowanego na fregatach OHP systemu jest fakt, że pocisk SM-1 musi być fizycznie obrócony w kierunku celu już przed wystrzeleniem. Stąd właśnie wymóg strzelania z mechanicznie sterowanej wyrzutni Mk 13. Okręty takie nie mogą wykorzystywać wyrzutni pionowych żadnego rodzaju. Charakterystyczne dla systemu naprowadzania pocisków SM-1 jest to, że jeśli z jakiegoś powodu po jego wystrzeleniu straci on namiar na cel (np. przez to, że przerwano podświetlanie, bądź cel zszedł poniżej horyzontu radiolokacyjnego), dochodzi do autodestrukcji SM-1. Kinematyka pocisków SM-1 również nie jest zachwycająca. Wynika to z faktu, że pocisk ten leci ciągle skierowany w kierunku celu po najprostszej trajektorii zgodnej z linią wizowania pokładowego seekera. Oznacza to, że SM-1 traci mnóstwo energii na niepotrzebne manewry, a jego zasięg jest dużo mniejszy niż mógłby być przy optymalnych trajektoriach.

SM-1vsSM-2_Raytheon

Po modernizacji fregaty typu Adelaide zdolne są do prowadzenia obrony przeciwlotniczej obszaru. Jest to możliwe dzięki wykorzystaniu pocisków SM-2MR wraz ze zdolnością do przekazywania im informacji o odświeżonym przewidywanym punkcie przechwycenia. Zdolności polskich fregat typu OHP przedstawia obszar zaznaczony na czerwono, możliwości australijskich Adelaide przedstawia z kolei szary obszar. Grafika: Raytheon.

  Naturalną konsekwencją w ewolucji systemów OPL było zwielokrotnienie kanałów kierowania ogniem oraz uniezależnienie się od mechanicznych wyrzutni, które są podatne na usterki. Tak właśnie powstawał, chyba dobrze znany czytelnikom, system Aegis. W tym przypadku podstawowy oręż przeciwlotniczy, czyli pocisk SM-2, różni się od SM-1 posiadaniem systemu nawigacji bezwładnościowej oraz antenami do dwukierunkowej łączności z systemem kierowania ogniem na okręcie. Dzięki zastosowaniu bardziej „inteligentnego” pocisku, sekwencja strzelania wygląda następująco:

  • trójwspółrzędny radar SPY-1 (ścianowa PESA) określa namiar celu i następuje obliczenie przybliżonego stożka przechwycenia (przewidywanego miejsca w przestrzeni w którym znajdzie się cel w momencie dolotu pocisku przeciwlotniczego),
  • z pionowej wyrzutni odpalany jest pocisk SM-2. W jego pamięci zapisany jest stożek przechwycenia. SM-2 zmierza w jego kierunku orientując się w przestrzeni dzięki wykorzystaniu nawigacji bezwładnościowej,
  • system kierowania ogniem nieustannie śledzi cel wykorzystując SPY-1 oraz niemalże w czasie rzeczywistym odświeża położenie przewidywanego stożka przechwycenia. W przypadku manewrowania celu oraz znaczących rozbieżności między lokalizacją stożków przechwycenia, system podejmuje decyzję o przekazaniu zaktualizowanych danych do pocisku SM-2, który już jest w powietrzu,
  • SPY-1 za pomocą odpowiedniej wiązki promieniowania przekazuje zakodowane dane do pocisku. Tego typu sekwencja może być powtarzana kilkukrotnie,
  • w fazie dolotu SM-2 do celu, pocisk ten wymaga podświetlenia za pomocą okrętowych „radarów kierowania ogniem” – iluminatorów SPG-62 (przykładowo niszczyciele typu Arleigh Burke wyposażone są w 3, a krążowniki typu Ticonderoga w 4 anteny). Taki iluminator podświetla cel przez kilka sekund aż do uderzenia pocisku w cel. Następnie może natychmiastowo zmienić cel podświetlenia. W przeciwieństwie do prawdziwych radarów kierowania ogniem (jak CAS czy STIR), iluminatory nie mają możliwości śledzenia celu. Odpowiadają jedynie za opromieniowanie celów, których lokalizacja jest znana dzięki danym ze stacji SPY-1.

  Taki sposób naprowadzania pocisków ma wiele zalet, choć nie jest pozbawiony wad. Po pierwsze, pociski mogą lecieć optymalnymi z punktu widzenia kinematyki trajektoriami, przez co kolosalnie zwiększa się ich zasięg przy zachowaniu podobnych gabarytów. Dla SM-2 i SM-1 jest to wzrost z prawie 50 km do ponad 150 km zasięgu. Z takiej optymalizacji wykorzystania energii kinetycznej pocisków wynika, że SM-2 dysponują większym jej zapasem przed uderzeniem w cel, przez co są skuteczniejsze w zwalczaniu celów wysokomanewrowych.

  W tym miejscu należy zaznaczyć, że to nie tylko pokładowa stacja radiolokacyjna SPY-1 może być źródłem wyjściowej informacji o położeniu celu oraz jego przewidywanym stożku przechwycenia. Tego typu informacje system Aegis może zdobyć z dowolnych zintegrowanych z siecią źródeł – samolotów AWACS, śmigłowców, innych okrętów, etc. W takiej sytuacji wrogi cel aerodynamiczny może dostać ostrzeżenie przed nadlatującym SM-2 w zasadzie dopiero w momencie podświetlenia.

  Naturalnie może nasunąć się w tym momencie pytanie o to, ile kanałów kierowania ogniem może mieć taki system w rodzaju opisanego Aegisa? To nie jest stała wartość. Jest ona uzależniona od możliwości obliczeniowych systemu kierowania ogniem, możliwości radaru co do równoczesnego śledzenia celów wroga oraz własnych pocisków, jak i ostatecznie możliwości „upakowania w czasie” podświetlania pewnej liczby celów przez skończony zasób na okręcie – czyli relatywnie niewielką liczbę iluminatorów. A należy pamiętać, że nie zawsze są one rozmieszczone symetrycznie na jego pokładzie i w pewnych kierunkach okręt może mieć większe możliwości podświetlania celów (np. w kierunku na burty w przypadku niszczycieli Arleigh Burke). Ta niewątpliwa wada związana z zależnością od mechanicznie sterowanych iluminatorów, oczywiście jest dobrze znana potencjalnym adwersarzom i jest brana pod uwagę podczas planowania trasy dolotu pocisków przeciwokrętowych do tak uzbrojonego okrętu. Odpowiadając na wyjściowe pytanie, można hipotetycznie założyć, że w najlepszym scenariuszu okręt z tego typu systemem kierowania ogniem może wystrzelić w powietrze kilkanaście-kilkadziesiąt własnych pocisków przeciwko, około kilkunastu celom. Jest to jednak wartość zmienna i uzależniona mocno od zastanej przez okręt sytuacji taktycznej.

  W jaki sposób można tę sytuację poprawić? W teorii, system Aegis z radarem SPY-1 dysponuje taką rozdzielczością przestrzenną określania pozycji celów, która mogłaby pozwolić na podprowadzenie wystrzelonych SM-2 za pomocą przesyłanych aktualizacji o przewidywanym punkcie przechwycenia, na odległość umożliwiającą zadziałanie pokładowego zapalnika głowicy bojowej. W praktyce jednak, nie ma oficjalnego potwierdzenia takich zdolności systemu Aegis, a ponadto nie wydaje się by precyzja takiej metody naprowadzania była wystarczająca do zwalczania manewrujących celów. US Navy oczywiście wypracowała kompromisowe rozwiązanie tego problemu. Amerykańskie okręty wyposażone w system walki Aegis mogą wykorzystywać pociski SM-2 w wersji Block IIIB. Poza standardowym, półaktywnym seekerem radiolokacyjnym, wersja ta wyposażona jest dodatkowo w głowicę śledzącą w podczerwieni. Dzięki temu teoretycznie SM-2 Block IIIB może zwalczać cele nawet bez podświetlenia przez pokładowe iluminatory (np. w sytuacji ataku saturacyjnego, gdy systemowi brakuje czasu na podświetlenie wszystkich zagrożeń). Seeker ten oczywiście zwiększa też odporność systemu naprowadzania pocisku na przeciwdziałanie radioelektroniczne przeciwnika.

  Kolejnym krokiem w rozwoju systemów naprowadzania OPL bazujących na rodzinie pocisków SM-2 jest rozwiązanie powszechnie stosowane na europejskich fregatach. Mowa oczywiście o systemie przeciwlotniczym bazującym na tandemie aktywnych radarów APAR oraz SMART-L. W tym przypadku sytuacja jest zbliżona do tej na okrętach Aegis, lecz starano się zaradzić problemowi uzależnienia okrętu od małej liczby mechanicznie sterowanych iluminatorów. Dokonano tego dzięki APARowi – trójwspółrzędnemu radarowi AESA pracującemu w paśmie X. Na wspomnianych okrętach to właśnie ta stacja odpowiada również za podświetlanie celów w fazie terminalnej. Nie jest to jednak rozwiązanie idealne. Radary w paśmie X nie charakteryzują się zbyt dużym zasięgiem. Kształtowanie przez ten radar kolejnych, indywidualnych wiązek do podświetlania, osłabia ich moc oraz może nadwyrężyć zasoby czasowe takiego radaru, który niemalże równocześnie musi pogodzić ze sobą wypełnianie różnych i sprzecznych zadań. Przykładowo może to być przeszukiwanie przestrzeni (przede wszystkim horyzontu), śledzenie celów i własnych pocisków w locie, przesyłanie aktualizacji o stożku przechwycenia do pocisków SM-2 oraz podświetlania celów w fazie terminalnej. Oczywiście przejście z mechanicznego sterowania kilkoma wiązkami podświetlających cele, na elektronicznie kształtowane wiązki jest kolosalną zmianą in plus, dla wydajności pokładowego systemu kierowania ogniem. Ponadto nie można bagatelizować faktu, że APAR jest radarem cyfrowym i ciągle poprawia się jego algorytmy zarządzające pracą, a w przyszłości po rozwinięciu konstrukcji radaru APAR Block 2, teoretycznie można by dość prosto wymienić moduły nadawczo-odbiorcze na bazujące na półprzewodnikach z azotku galu, co dalej zwiększyłoby osiągi okrętu.

  Finalnym krokiem w rozwoju okrętowych systemów przeciwlotniczych jest (prawie) całkowite uniezależnienie się od pokładowych iluminatorów. Aby tego dokonać, należy zestawić ze sobą kilka elementów. Są nimi m.in.: pokładowy trójwspółrzędny radar mający możliwość dwustronnej komunikacji z własnymi pociskami przeciwlotniczymi (aktualizacje stożka przechwycenia!) oraz pociski wyposażone w aktywne, radiolokacyjne głowice śledzące, bądź pasywne głowice śledzące w podczerwieni.

  Wspólnym wysiłkiem krajów NATO rozwija się w tym momencie konstrukcję pocisku ESSM Block 2, z kolei okręty US Navy wyposażane są w pociski SM-6 Dual. Ponadto Amerykanie planują modernizację posiadanych zapasów pocisków SM-2 Block IIIA/B do wersji Block IIIC z aktywną głowicą śledzącą wywodzącą się z SM-6. W dziedzinie pokładowej radiolokacji również następuje wymiana pokoleniowa – na amerykańskich okrętach będą upowszechniać się radary AESA bazujące na półprzewodnikach z azotku galu (GaN), m.in.: SPY-6 (AMDR) oraz EASR.

System obrony przeciwlotniczej fregat typu Adelaide – tandem ADACS oraz Mk92 Mod 12

  Po wstępnym nakreśleniu ścieżki rozwoju wybranych okrętowych systemów przeciwlotniczych możemy przejść do budzącego kontrowersje tematu fregat typu Adelaide.

  W przeciwieństwie do fregat OHP, po modernizacji SEA 1390 przeprowadzonej w latach 2008-2010, wyposażone są one w kilkuwarstwowy, uzupełniający się system przeciwlotniczy wykorzystujący system walki ADACS (Australian Distributed Architecture Combat System) wraz z rozwojową wersją systemu kierowania ogniem Mk 92 oznaczaną jako Mod 12. System ten bazuje on na pociskach rodziny SM-2MR Block IIIA, które odpowiadają za obronę obszarową w promieniu 160 km od okrętu, pociskach RIM-162B ESSM (Evolved Sea Sparrow Missile) o zasięgu do 50 km (realnie przeciw celom manewrującym do 30 km) stanowiących podstawę w dziedzinie obrony przed niskolecącymi pociskami przeciwokrętowymi oraz na systemach ostatniej szansy: CIWS Mk 15 Phalanx Block 1B PSuM (Phalanx Surface Mode), wabikach Mk 234 Nulka oraz pokładowemu systemowi ECM/ESM. Ewentualne ograniczenia tego całościowego parasola ochronnego wynikają przede wszystkim z architektury pokładowego systemu kierowania ogniem.

Mk41-Adelaide

Moment instalowania 8-komorowego modułu wyrzutni Mk 41 Tactical na pokładzie fregaty typu Adelaide. Fot. "headmark" - Journal of the Australian Naval Institute. December 2008. 

  Możliwości tego systemu można umieścić pomiędzy starym Mk 92 wczesnych wersji, a wczesnym systemem Aegis, przynajmniej pod kątem liczby równocześnie zwalczanych celów. Jest to bowiem konsekwencja kompromisu, w wyniku którego okręty te nie dysponują obecnie trójwspółrzędnym radarem wczesnego wykrywania.

  Wiąże się to z pewnymi konsekwencjami. Zmodernizowane radary kierowania ogniem (CAS oraz STIR) mają więcej zadań do wykonania niż w leciwym systemie Mk 92. Odpowiadają one za śledzenie celów w trzech wymiarach (co może odbywać się w sposób przerywany), odpowiadają za komunikację z pociskami ESSM oraz SM-2 w środkowej fazie lotu oraz podświetlają cele w fazie terminalnej. Liczba równocześnie zwalczanych celów zależna jest ponownie od możliwości upakowania w czasie tych wszystkich sprzecznych ze sobą zadań.

  Aby wyjaśnić, w jaki sposób funkcjonuje zmodernizowany Mk 92 Mod 12, postaramy się opisać kilka scenariuszy zwalczania celów powietrznych.

  Zacznijmy od przechwytywania odległych celów za pomocą pocisków SM-2 Block IIIA:

  • okrętowy system walki otrzymuje wstępne informacje o położeniu celów z radaru SPS-49A(V)1 MPU (dane 2D – określony azymut oraz odległość od celu),
  • system zleca zadanie określenia dokładnego namiaru na cele za pomocą radarów kierowania ogniem STIR/CAS. Każdy z tych radarów może rozpocząć śledzenie pojedynczego celu, określając wszystkie 3 współrzędne (razem z wysokością),
  • na bazie spływających danych, podsystem Radar Sensor Data Fusion System (RSDFS) tworzy zintegrowany obraz sytuacji powietrznej. Mk 92 Mod 12 jest w stanie automatycznie zarządzać śledzeniem wykrywanych celów wykorzystując wszystkie dostępne radary. System kierowania ogniem wylicza przewidywany stożek przechwycenia celu przez pocisk SM-2 na bazie danych o położeniu celu jak i danych o położeniu okrętu ze zmodernizowanego systemu nawigacji bezwładnościowej,
  • alternatywnie wszystkie powyższe kroki można pominąć, jeśli system ADACS otrzyma dane 3D na temat położenia celów z innych źródeł. Implementacja systemu łączności Link 16 na pokładzie fregat typu Adelaide umożliwia rozpoczęcie procedury przechwytywania celu powietrznego bez wykorzystania pokładowych radiolokatorów,
  • dane dotyczące przewidywanego stożka przechwycenia celu zostają przekazane do pocisku SM-2, który następnie jest odpalany prawie pionowo z wyrzutni Mk 13,
  • system kierowania ogniem w międzyczasie określa namiary innych celów za pomocą radarów STIR oraz CAS i wylicza punkty przechwycenia. W razie potrzeby wyrzutnia Mk 13 może wystrzeliwać kolejne pociski SM-2, które będą się kierowały na wskazania swoich systemów nawigacji bezwładnościowej,
  • system kierowania ogniem dysponuje jedynie 2 radiolokatorami określającymi trójwymiarowy namiar na cel, są zdolne do przekazywania zaktualizowanej pozycji stożka przechwycenia do pocisków oraz które podświetlają cele. Ogranicza to maksymalną liczbę równocześnie zwalczanych celów, jest to jednak wartość zależna od danej sytuacji. W standardowych warunkach można przypuszczać, że radar STIR (ze względu na największy zasięg przekraczający 220 km) sekwencyjnie określa namiary na cele, w tym czasie radar CAS określa namiary na cele znajdujące się bliżej oraz odpowiada za sekwencyjne przekazywanie danych o zaktualizowanych stożkach przechwyceń do pocisków SM-2 w locie,
  • zanim pocisk SM-2 rozpocznie fazę terminalną dolotu do celu, STIR i/lub CAS muszą rozpocząć jego ciągłe śledzenie połączone z podświetlaniem, co kończy się przechwyceniem celu przez SM-2. System jest zdolny do takiego zarządzania czasem dolotu pocisków SM-2 do swoich celów, aby umożliwić sekwencyjne działanie radarów kierowania ogniem.

  W przypadku fregat Adelaide nieuzasadnione jest twierdzenie, że dysponują one jedynie 2 kanałami kierowania ogniem. Formułowanie takich opinii świadczy o niezrozumieniu tego złożonego zagadnienia. Pokładowy system kierowania ogniem jest w stanie wystrzelić większą liczbę pocisków ESSM oraz SM-2, kluczowe jest jednak pogodzenie wszystkich wymienionych wcześniej zadań przez radary STIR oraz CAS. Zastosowanie mechanicznej wyrzutni Mk 13 nie jest aż takim problemem, gdyż wystrzeliwane przez nią pociski SM-2 zasadniczo odpowiadają za zwalczanie celów na dużym dystansie, gdy kilka sekund zwłoki związanej z procedurą wystrzelenia pocisku nie ma aż takiego kluczowego znaczenia. Dlaczego jednak zdolność do zapewniania strefowej obrony przeciwlotniczej jest taka ważna? W ciągu ostatnich kilkunastu lat jesteśmy świadkami gwałtownego rozwoju precyzyjnej amunicji w rodzaju kierowanych bomb szybujących czy niewielkich pocisków manewrujących. Ten trend ciągle się utrzymuje i relatywnie niewielka liczba samolotów nieprzyjaciela wyposażonych w nowoczesną i tanią broń jest w stanie przebić się nawet przez najszczelniejsze okrętowe systemy OPL. Jedynie odsunięcie nosicieli tych systemów uzbrojenia na odległość uniemożliwiającą ich użycie, daje szansę na uniknięcie zniszczenia. Okręty wyposażone jedynie w pociski przeciwlotnicze krótkiego zasięgu (np. korwety oferowane w ramach programu Miecznik) są całkowicie bezsilne wobec takiego zagrożenia, wymagają osłony udzielanej przez większe jednostki, a zarazem są za małe by przenieść wystarczającą liczbę amunicji rakietowej do prowadzenia samoobrony przed przekraczającą kilka sztuk, liczbą pocisków przeciwokrętowych.

HMAS Sydney 

Zdjęcie przedstawia charakterystyczny start pocisku SM-2MR z wyrzutni Mk 13. Aby oszczędzać energię kinetyczną, pocisk startuje prawie pionowo. Aby było to możliwe, podczas modernizacji wprowadzono nowe osłony termiczne wyrzutni Mk 13. Fot. Royal Australian Navy.

  Wracając jednak do fregat typu Adelaide, istotne z punktu widzenia zdolności do prowadzenia obrony przeciwlotniczej przez te okręty, jest upakowanie dość dużej jednostki ognia pocisków przeciwlotniczych. Fregaty te dysponują pionową wyrzutnią Mk 41 w wersji Tactical, której jednostka ognia to 32 sztuki ESSM oraz pojedynczą wyrzutnią Mk 13, która może pomieścić do 40 środków ogniowych (wymiennie pocisków SM-2/SM-1/Harpoon). Jednakże to właśnie zaimplementowanie wyrzutni pionowej Mk 41 znacząco poprawia sytuację tych okrętów w konfrontacji z niskolecącymi pociskami przeciwokrętowymi. To właśnie w trakcie obrony przed nimi, czas ma kluczowe znaczenie i pionowa wyrzutnia, która umożliwia bardzo szybkie wystrzeliwanie rakiet przeciwlotniczych jest nieodzowna. Co jednak ze zdolnością do naprowadzania pocisków ESSM na wykryte pociski przeciwokrętowe? W tym przypadku dochodzi tak szybko do skracania dystansu między okrętem a zagrażającymi mu pociskami, że wystarczające jest wprowadzenie do nawigacji bezwładnościowej pocisków ESSM danych o spodziewanym stożku przechwycenia jeszcze przed ich wystrzeleniem. Błędy związane z brakiem odświeżenia przewidywanego punktu przechwycenia mogą zostać skompensowane przez śledzenie celów za pomocą własnej głowicy śledzącej pocisku. W takim scenariuszu, radary STIR oraz CAS funkcjonalnie odpowiadają iluminatorom SPG-62 systemu Aegis, które montowane są w liczbie 2 na fregatach typu Alvaro de Bazan, Fridtjof Nansen czy właśnie zastępujących fregaty Adelaide niszczycielach typu Hobart… Reasumując, zdolność fregat Adelaide do samoobrony przy pomocy pocisków ESSM zależna jest od szybkostrzelności wyrzutni Mk 41 oraz szybkości z jaką system jest w stanie mechanicznie kierować radary STIR/CAS na kolejne cele (za każdym razem przez kilka sekund utrzymując śledzenie oraz podświetlanie).

  W tym miejscu należy również przypomnieć o tym, że w przypadku zwalczania nieodległych celów w dobrych warunkach atmosferycznych, fregaty Adelaide dysponują kolejnym kanałem śledzenia celu zapewnianym przez optoelektroniczną głowicę Radamec 2500 EOTS.

  Wiele osób zapewne zadaje sobie pytanie, dlaczego Australijczycy nie zdecydowali się na wymianę radarów przy okazji tak kompleksowej modernizacji? Po pierwsze należy uzmysłowić sobie, że okręty te wyposażone w nowe środki łączności, nie będą działać samodzielnie. Okręty te są zdolne do bezpośredniego współdziałania z lotnictwem (m.in. maszyny wczesnego ostrzegania), które jest w stanie przekazywać wstępne namiary na cele. Można zrozumieć również decyzję Australijczyków, biorąc pod uwagę perspektywy przerzucenia ciężaru finansowego z modernizacji Adelajd na terminową budowę ich następców. Trzeba zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt. Wykorzystywany na australijskich fregatach radar SPS-49A(V)1 MPU został na tyle zmodernizowany na ile jest to możliwe w przypadku konstrukcji opartej na klistronie. Jest to stacja relatywnie lekka, za to umożliwia szybkie przeszukiwanie przestrzeni powietrznej na bardzo dużym dystansie (zasięg instrumentalny przekraczający 463 km). W trakcie testów systemu OPL fregaty HMAS Sydney, okręt był w stanie wykryć za pomocą SPS-49A(V)1 MPU cel o charakterystyce myśliwca, już z odległości 250 km. Ponadto należy zauważyć, że radary rodziny SPS-49 ciągle są wykorzystywane na okrętach na całym świecie. Najbardziej jaskrawym przykładem jest to, że stanowią element wachlarza sensorów wykorzystywanych przez superlotniskowce typu Nimitz i pozostaną na ich wyposażeniu przez wiele lat (podlegając ciągłym modernizacjom). Radary SPS-49 instalowane są również na najnowszych okrętach desantowych typu America.

  Poruszając tematykę systemu OPL, w który wyposażone są fregaty typu Adelaide, nie sposób pominąć zagadnienia włączenia ich w krajowy system obrony powietrznej. W poprzednich akapitach, staraliśmy się zaznaczyć możliwości wymiany danych jakimi dysponują te okręty. Przy okazji modernizacji SEA 1390, Australijczycy zadbali o wyposażenie ich w nowoczesne środki łączności. Okręty te zdolne są do wykorzystania pełnych możliwości terminali Link 16 oraz Link 11, które zostały zintegrowane z systemem walki ADACS. Oznacza to, że okręty te po przeprowadzeniu modyfikacji w zakresie kryptografii, będą mogły wymieniać dane z krajowymi oraz sojuszniczymi sieciami obrony przeciwlotniczej niemalże w czasie rzeczywistym. W ten sposób multiplikuje się możliwości pojedynczego okrętu, który będzie mógł wymieniać dane z maszynami znajdującymi się w powietrzu (F-16, AWACS, Bryza), z jednostkami lądowymi (przede wszystkim MJR) jak i z naziemnymi systemami OPL (Wisła oraz Narew – poprzez IBCS oraz systemy krajowe wykorzystujące Link 16). To właśnie dzięki systemom łączności, okręty te mogą stać się tak cennym źródłem informacji (np. radiolokacyjnych) dotyczących ruchów nieprzyjaciela z kierunku Morza Bałtyckiego.

Potencjał modernizacyjny fregat Adelaide

  Czy można jeszcze bardziej poprawić możliwości OPL australijskich okrętów? Jak wyglądają perspektywy ewentualnej dalszej ich modernizacji? W zakresie wspomnianego już programu SEA 1390 na fregatach dokonano najważniejszej zmiany, czyli zaimplementowano zupełnie nowy system dowodzenia i kierowania ogniem (ADACS oraz Mk 92 Mod 12). To jego wprowadzenie wiąże się z największymi kosztami, aczkolwiek otwiera on drogę do zainstalowania innych, nowych systemów uzbrojenia. Należy przyznać, że najpilniejszą potrzebą wpływającą na możliwości systemu walki jest wymiana radaru 2D na 3D. Abstrahując od oczywistych korzyści związanych z wyposażeniem okrętu w nowoczesny radar AESA, taka zmiana może skutkować zwiększeniem wydajności systemu kontroli ognia. Przy ewentualnym pozyskiwaniu nowego radaru należałoby zadbać o zapewnienie jego integracji z protokołami stosowanymi do komunikacji z pociskami rodziny SM-2 czy ESSM. Takie rozwiązanie pozwoliłoby odciążyć radary CAS oraz STIR, które zostałyby sprowadzone jedynie do roli iluminatorów. Oczywiście wymiana zasadniczego radiolokatora wiąże się z pewnym ryzykiem technicznym. Wynika ono przede wszystkim z wysokich wymagań jakie stawiają okrętowi nowoczesne radary typu AESA (bądź PESA). Są to konstrukcje relatywnie ciężkie, umieszczone wysoko zmieniają środek ciężkości okrętu, wymagają wydajnych systemów chłodzenia oraz zasilania. Niemniej jednak, historia zna szczęśliwe przypadki wymiany radaru SPS-49 na nowe konstrukcje. Sztandarowym przykładem może być turecki wariant fregat OHP – jednostki typu Gabya, w których stację radiolokacyjną wymieniono na radar SMART-S Mk 2. Podobnej operacji dokonano w przypadku kanadyjskich fregat typu Halifax. Niestety osiągi tej przykładowej stacji radiolokacyjnej mogą być niewystarczające, aby umożliwić strzelanie pociskami SM-2 z wykorzystaniem ich maksymalnego zasięgu. Oczywiście od wspomnianych modernizacji, znacząco zwiększyła się paleta radarów, które potencjalnie mogłyby trafić na pokłady fregat typu Adelaide. Powoli upowszechniają się konstrukcje AESA bazujące na półprzewodnikach z azotku galu i takie konstrukcje mogłyby teoretycznie zastąpić SPS-49 bez znaczącej straty skutecznego zasięgu tej stacji. Jako przykład może posłużyć stacja Sea Giraffe 4A produkcji Saaba, która dostępna jest zarówno w wersji rotacyjnej, jak i wyposażonej w 4 anteny ścianowe czy konstrukcje Thalesa takie jak NS100, NS200 oraz radary Kronos produkowane przez Leonardo.

TCG Göksu

Turecka fregata TCG Göksu została poddana podobnemu programowi modernizacyjnemu jak fregaty typu Adelaide. Wyróżnia się jednak faktem wymiany radaru AN/SPS-49 na trójwspółrzędny radar SMART-S Mk 2. Fot. US Navy.

  Kolejnym zagadnieniem, nad którym warto się pochylić to pozyskanie nowych pocisków krótkiego zasięgu, które byłyby wyposażone w aktywne głowice naprowadzające. W tym przypadku wcześniejsza trafna inwestycja Australijczyków daje nam pewną swobodę. Z pokładową wyrzutnią Mk 41 można bowiem zintegrować nowy wariant pocisku ESSM – czyli ESSM Block 2 lub produkt sensu stricto europejski, czyli pociski rodziny CAMM (w tym CAMM-ER). Spoglądając na ten temat z jeszcze szerszej perspektywy można zauważyć szansę na połączenie kupna jednostki ognia nowych pocisków dla fregat Adelaide wraz z pociskami pozyskiwanymi w ramach programu dotyczącego pozyskania lądowych zestawów rakietowych obrony powietrznej krótkiego zasięgu kr. Narew. W przypadku pocisków CAMM, pełna integracja z pokładowym systemem walki powinna być jeszcze prostsza ze względu na możliwość zainstalowania na pokładzie dedykowanych anten służących do dwukierunkowej łączności z pociskami. Takie rozwiązanie zmniejszyłoby ryzyko związane z integracją nowego radaru 3D, który nie musiałby dysponować zdolnością do komunikacji z CAMM.

  Na sam koniec omawiania zdolności w zakresie OPL wypada wspomnieć o możliwości zakupienia nowego i skutecznego systemu obrony bezpośredniej – np. systemu SeaRAM, który dysponując własnymi radiolokatorami i elektrooptyką (przejętymi z systemu Phalanx) jest przystosowany do działania bez wsparcia sensorów nosiciela. Z tego powodu jego implementacja na jednostkach była by obarczona niewielkim ryzykiem technicznym oraz finansowym. Jednocześnie, system ten dzięki zastąpieniu 20 milimetrowej armaty 11 pociskami rakietowymi RAM dysponuje zdecydowanie większymi możliwościami. Objawiają się one w postaci większego zasięgu przechwycenia zagrażających nosicielowi pocisków, wielokanałowości (osiągniętej dzięki użyciu pocisków dysponujących pasywną radiową oraz termiczną głowicą naprowadzania). Pociski od wersji Block 1 posiadają również zdolność do rażenia celów morskich, np. szybkich łodzi motorowych.

  Opisując fregaty typu Adelaide i akcentując ich zdolności w zakresie zapewniania obrony powietrznej nie można pominąć innych zadań jakie mogą wypełniać te jednostki. 

Zwalczanie celów nawodnych

  Kolejnym obszarem krytyki jakiej poddawane są fregaty typu Adelaide są ich znikome potencjalnie możliwości zwalczania celów nawodnych. Jednostki po modernizacji zachowały zdolność do przenoszenia i odpalania z wyrzutni Mk 13 pocisków przeciwokrętowych RGM-84 Harpoon, w tym w wersji RGM-84L Block 2.

  Polska Marynarka Wojenna posiadała kilka rakiet typu Harpoon, które zostały zakupione w celu uzbrojenia dwóch fregat typu Oliver Hazard Perry. Obecnie jednak pociski te zostały już wycofane z uzbrojenia.

  Rozważając zatem kwestię rozszerzenia zdolności przejętych jednostek do zwalczania celów nawodnych, należałoby rozpatrzyć kilka opcji:

  • zakup małej partii pocisków Harpoon w odpowiedniej wersji,
  • zintegrowanie jednostek z pociskami RBS-15 Mk 2 (nie jest jasne czy pociski mogą być przywrócone do sprawności) lub też RBS-15 Mk 3 (taka możliwość nastąpiłaby po wycofaniu jednostek typu Orkan, których są głównym uzbrojeniem),
  • integracja i zakup nowych pocisków przeciwokrętowych NSM, które obecnie stanowią uzbrojenie Morskiej Jednostki Rakietowej,
  • skupienie się na pozyskaniu śmigłowców pokładowych, uzbrojonych poza torpedami również w pociski przeciwokrętowe. Warto odnotować, że obydwie oferowane w obecnym przetargu konstrukcje (H225M oraz AW101) mogą przenosić pociski przeciwokrętowe (mowa odpowiednio o pociskach Exocet oraz Sea Venom), ale żaden z nich ze względu na masę i gabaryty nie będzie mógł zapewne bazować na pokładzie fregat typu Adelaide.

  Biorąc jednak pod uwagę całościowy potencjał Marynarki Wojennej RP w zakresie zwalczania celów nawodnych, nie wydaje się, by uzbrajanie fregat typu Adelaide w nowe pociski przeciwokrętowe było uzasadnione ekonomicznie. Ponadto trzeba przypomnieć, że system Mk 92 ma możliwość zwalczania celów nawodnych przy użyciu pocisków SM-2/ESSM na zasięgu nieprzekraczającym horyzontu radiolokacyjnego (ze względu na potrzebę podświetlenia celu nawodnego przez pokładowe iluminatory).

Zwalczanie okrętów podwodnych

  Fregaty typu Adelaide wyróżniają się w tym zakresie na minus w porównaniu do innych jednostek typu Oliver Hazard Perry. Jest to spowodowane decyzją o braku montażu sonaru holowanego SQR-19 TACTAS. Decyzja ta miała dwojakie podłoże, po pierwsze jednostki te miały w australijskiej flocie pełnić zadania obrony przeciwlotniczej zespołów okrętowych, z tego powodu rozbudowane wyposażenie hydroakustyczne nie było im potrzebne, po drugie rezygnacja z sonaru holowanego pozwoliła na uzyskanie oszczędności budżetowych.

  Sytuacja ta nie uległa również zmianie po modernizacji SEA 1390. Sonar kadłubowy SQS-56 został zastąpiony stacją Thales Spherion. Jest to nowoczesna, wielozadaniowa konstrukcja wykorzystująca fale akustyczne o średnich częstotliwościach, która wydatnie zwiększa zdolność fregat do samoobrony i współdziałania ze śmigłowcami ZOP. Dodano natomiast dwa kolejne systemy hydroakustyczne, pierwszym jest stacja Petrel pozwalająca na ostrzeganie przed minami oraz precyzyjną nawigację. Drugim urządzeniem jest pasywny holowany hydrolokator Albatros przeznaczony do ostrzegania przez zbliżającymi się do jednostki torpedami.  Współpracuje on z wyrzutniami nowo wprowadzonych wabików przeciwtorpedowych Lescut.

  Tym samym znacznie zwiększono zdolności jednostek do samoobrony przed zagrożeniem pochodzącym spod powierzchni wody, jednak bez pełnoprawnej stacji holowanej ich możliwości detekcji okrętów podwodnych na większych dystansach są ograniczone. W tym zakresie większymi zdolnościami dysponują posiadające holowaną stację SQR-19, pozostające w służbie w Marynarce Wojennej RP dwie fregaty typu Oliver Hazard Perry.

Systemy walki Adelaide- Thales

Schemat ten przedstawia możliwości w zakresie systemów łączności fregat oraz przykłady zastosowania systemów uzbrojenia. Warto zwrócić uwagę na kompatybilność wsteczną z pociskami SM-1 oraz na znacząco większy zasięg radaru STIR względem CAS. Grafika: Thales.

  Za celowe w powyższym kontekście można więc uznać przeniesienie sonarów holowanych SQR-19 z fregat typu OHP na jednostki typu Adelaide. Nie wiadomo jednak, czy tego typu operacja nie byłaby uzależniona od wydania zgody przez Amerykanów. Warto jednocześnie zauważyć, że stacja SQR-19 jest holowaną stacją pasywną, zaprojektowaną głównie do operacji na głębokich akwenach i przeciwko atomowym okrętom podwodnym generującym więcej hałasu niż jednostki konwencjonalne.

  Te ostatnie okręty, szczególnie gdy mowa o nowoczesnych jednostkach w tym takich wyposażonych w napęd AIP charakteryzują się tak niską sygnaturą akustyczną, że do ich detekcji nowoczesne nawodne jednostki ZOP wyposażane są, w pracującą zarówno w trybie pasywnym jak i aktywnym, stację o zmiennej głębokości zanurzenia (VDS). To właśnie taka stacja powinna być docelowym sensorem zmodernizowanych fregat, jak również nowych okrętów polskiej Marynarki Wojennej, których zadaniem będzie zwalczanie okrętów podwodnych. W przypadku podjęcia decyzji o pozyskaniu tego rodzaju sonarów na potrzeby jednostek typu Adelaide (czy też OHP) można zakładać, że w celu ograniczenia kosztów będą one mogły zostać w przyszłości przeniesione na nowe okręty.

  Poruszając tematykę zwalczania jak i samoobrony przed okrętami podwodnymi, nie sposób pominąć innego atutu australijskich fregat. Podczas programu modernizacyjnego JP 2070, któremu zostały one poddane, dokonano integracji torped MU90 Impact z systemem walki podwodnej wykorzystywanym na Adelaidach. Program ten nie obył się bez trudności, ostatecznie jednak okręty uzyskały nowy oręż przeciwko zagrożeniom spod wody. Torpedy MU90 Impact są już wykorzystywane w Marynarce Wojennej RP, właśnie na pokładach polskich fregat OHP oraz ich śmigłowcach ZOP.

Śmigłowce pokładowe

  W dziedzinie detekcji i zwalczania okrętów podwodnych nowoczesne okręty polegają w bardzo znacznym stopniu na współpracy z zaokrętowanym śmigłowcem pokładowym. Maszyny pokładowe wyposażone w odpowiednie sensory (sonary zanurzalne, sonoboje, radiolokator, głowice optoelektroniczne oraz systemy zwiadu radioelektronicznego) oraz uzbrojenie w postaci torped przeznaczonych do zwalczania okrętów podwodnych są „długą ręką” okrętu.

  To w zależności od tego jakiego typu śmigłowce i z jakim wyposażeniem wejdą na uzbrojenie fregat typu Adelaide w dużym stopniu uzależni ich potencjał w dziedzinie detekcji i zwalczania okrętów podwodnych.

  Fregaty typu Adelaide w australijskiej flocie operowały początkowo z wykorzystaniem śmigłowców pokładowych S-70B1, które zostały jednak już wycofane ze służby. Zastąpiły je nowe MH-60R. Z racji znacznego wyeksploatowania S-70 nie jest rozważana opcja przejęcia ich przez Marynarkę Wojenną RP razem z fregatami, natomiast nowe śmigłowce MH-60R nie są obiektem sprzedaży.

  Jako że obecnie używane jako maszyny pokładowe fregat typu OHP śmigłowce typu SH-2G Seasprite zbliżają się do końca okresu swojej eksploatacji, oznacza, że polska flota będzie zmuszona do pozyskania nowych maszyn pokładowych - czy to z drugiej ręki, czy też fabrycznie nowych.

  Wśród prawdopodobnych opcji należy wymienić:

  • używane SH-60B/F ze Stanów Zjednoczonych,
  • nowe MH-60R lub też S-70B2,
  • AW159 z Leonardo.

  Należy pamiętać jednak, że proces integrowania nowego śmigłowca z okrętem musi zostać poprzedzony rzetelną analizą. Maszyna pokładowa powinna być integralną częścią wyposażenia okrętu i nie może jedynie okazjonalnie „bazować” w hangarze. Kwestie, które wymagają analizy to m.in. wielkość i wytrzymałość pokładu lotniczego, wielkość hangaru, współpraca z systemami wspomagającymi lądowanie oraz kotwiczenie na pokładzie lotniczym czy wreszcie kwestia integracji łącz danych z systemem walki okrętu.

Konsole-Adelaide

Okrętowy system walki wykorzystywany na fregatach typu Adelaide został poddany gruntownej modernizacji. Konsole operatorów przedstawiają standard sprzed około dekady. Fot. Royal Australian Navy.

Przejęcie

  Zamiarem resortu obrony jest przejęcie dwóch najnowszych okrętów (HMAS Melbourne i HMAS Newcastle) w ramach „gorącego transferu”, w którym polska załoga wejdzie na pokład bezpośrednio po zejściu australijskiej oraz pozyskanie zapasu części zamiennych pochodzących ze starszej jednostki (najprawdopodobniej czwartego okrętu serii - HMAS Darwin, którego kadłub ma zostać wykorzystany przy budowie sztucznej rafy).

  Jednostki zostaną prawdopodobnie przejęte od strony australijskiej bez jednostki ognia i bez śmigłowców pokładowych. To pierwsze spowodowane jest faktem transferowania pocisków rakietowych będących na ich uzbrojeniu, na nowe niszczyciele typu Hobart (Australijczycy zakupili odpowiednie pakiety modyfikacyjne dla pocisków SM-2 Block IIIA). Negocjacje warunków umowy jednak nadal trwają i dziś nie można z całą pewnością stwierdzić, że tak dokładnie się stanie. Być może, uda się jednak wynegocjować z Australią pozyskanie wraz z okrętami choć minimalnej liczby rakiet.

  Jeśli powyższe plany zostaną jednak zrealizowane, zajdzie konieczność zakupu pocisków SM-2 i ESSM w Stanach Zjednoczonych, a to może oznaczać konieczność czekania przez pewien czas (nawet kilka lat) na ich dostawę. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku śmigłowców pokładowych, niezależnie czy rozpatrujemy zakup nowych maszyn, czy też używanych. Uzyskanie maksymalnego przyśpieszenia terminów dostaw to zadanie dla polskich negocjatorów.

  Pojawiająca się od pewnego czasu w publicznej dyskusji kwota około 2 miliardów PLN, które Polska ma zapłacić na przejmowane okręty zawierać ma: koszty zakupu samych okrętów, koszty zakupu od jednej do dwóch jednostek ognia na jednostkę (w tym min. pocisków rakietowych SM-2 i ESSM), koszty ograniczonej modernizacji jednostek oraz zakupu zapasu części zamiennych wraz z odpowiednim pakietem logistycznym. Do powyższej kwoty należy jeszcze doliczyć koszty zakupu 2-4 śmigłowców. Na potrzeby australijskich fregat Polska będzie mogła natomiast wykorzystać amunicję 76 mm i 20 mm, pociski SM-1 oraz torpedy MU90, będące już na stanie Marynarki Wojennej RP, choć nie można wykluczyć, że zajdzie potrzeba zwiększenia ich liczby (za wyjątkiem rakiet SM-1).

  Z dostępnych informacji wynika, że planowane do nabycia fregaty znajdują się w bardzo dobrym stanie technicznym i po ich przejęciu nie będzie konieczny remont, a jedynie dostosowanie do służby w Marynarce wojennej RP, między innymi poprzez montaż użytkowanych w Polsce urządzeń łączności i kryptograficznych.  

  Zgodnie z obowiązującymi do niedawna planami Royal Australian Navy wycofanie ze służby fregaty HMAS Newcastle powinno nastąpić pod koniec czerwca 2019 roku, a fregaty HMAS Melbourne w terminie do końca października 2019 roku. Jeśli harmonogram ten zostanie dotrzymany, pierwsza jednostka może trafić do Polski pod koniec 2019 roku, a druga w pierwszej połowie 2020 roku. Według deklaracji Biura Bezpieczeństwa Narodowego, osiągniecie gotowości operacyjnej pozyskanych fregat powinno być możliwe w ciągu ok. 18 miesięcy od chwili ich przejęcie.    

Jeszcze raz o modernizacji

  Bezsprzecznie pozyskanie używanych australijskich fregat powinno być powiązane z ich częściową, dalszą modernizacją. Można założyć kilka jej wariantów uzależnionych od przeznaczenia okrętów w polskiej Marynarce Wojennej oraz oczywiście będących w dyspozycji środków finansowych:

  • wariant minimalny – wymiana dwuwspółrzędnej stacji radiolokacyjnej AN/SPS-49 na nowoczesny radar trójwspółrzędny z rotacyjną anteną AESA wykonaną w technologii GaN (np. Thales NS-200, Saab Sea Giraffe 4A lub podobne), wymiana urządzeń łączności i kryptograficznych na zgodne ze standardami NATO, montaż osłon balistycznych wokół stanowisk broni strzeleckiej i mostka, przeniesienie sonaru holowanego SQR-19 z polskich fregat OHP po ich wycofaniu z eksploatacji;
  • wariant optymalny – poza wzmiankowaną powyżej wymianą radaru SPS-49 na rotacyjną stację 3D, należało by rozważyć zamianę systemu obrony bezpośredniej Vulcan Phalanx na system RAM lub SeaRAM, uzupełnienie systemu Soft Kill nowym systemem zakłóceń aktywnych, doposażenie w pływające pułapki radiolokacyjne (np. system FDS-3), doposażenie w system optoelektroniczny zapewniający stałą 360 stopniową obserwację w paśmie widzialnym jak i podczerwonym (pasywne ostrzeganie przed pokpr) np. Vampir NG,
  • wariant maksymalny – zamiast stacji radiolokacyjnej z anteną rotacyjną, radar z 4-6 antenami ścianowymi zapewniający stałą obserwację w promieniu 360 stopni wokół jednostki (Sea Giraffe 4A FF, CEAFAR2). Montaż nowej stacji hydrolokacyjnej o zmiennej głębokości zanurzenia (VDS), pozwalającej na detekcję okrętów podwodnych, tak w trybie aktywnym jak i pasywnym (np. Thales CAPTAS-2). Poza tym montaż 2-3 zdalnie sterowanych stanowisk z armatami małego kalibru służącymi do obrony bezpośredniej przed zagrożeniami asymetrycznymi.

  Powyższą listę należy traktować jedynie jako pewne wskazanie kierunku dla priorytetowych zmian, które mogłyby objąć przejmowane jednostki.

HMAS Darwin

HMAS Darwin został wycofany ze służby w Royal Australian Navy pod koniec 2017 roku. Prawdopodobnie z tego okrętu Polska pozyska części zapasowe dla zakupionych jednostek, natomiast sam kadłub planuje się sprzedać Tasmanii, gdzie ma zostać zatopiony jako sztuczna rafa. Fot. Royal Australian Navy.

Podsumowanie

  Realia finansowe budżetu MON prawdopodobnie uniemożliwią modernizację fregat typu Adelaide w szerokim wymiarze. Nie wydaje się jednak, aby było to aż tak konieczne. Ich pozyskanie powinno się bowiem traktować jako rozwiązanie „pomostowe”, które zapewni podtrzymanie zdolności Marynarki Wojennej do prowadzenia działań bojowych i procesu szkolenia załóg, tylko do czasu pozyskania nowych okrętów. Choć zakup Adelajd pozwoli dodatkowo na uzyskanie nowej zdolności – obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej obszaru i zespołu okrętów, to dopiero nowe fregaty rakietowe, z 32-64 pionowymi wyrzutniami rakiet i stacjami radiolokacyjnymi z antenami ścianowymi AESA zapewnią, że zdolność ta będzie na najwyższym możliwym poziomie adekwatnym do współczesnych zagrożeń, w tym wynikających z posiadania przez potencjalnego agresora licznych i nowoczesnych środków rażenia.

  Czy jednak powinniśmy bać się inwestowania w pewnym stopniu w nowy sprzęt dla, jak to określają sceptycy, 25-letnich kadłubów? Na całym świecie powszechną praktyką jest przenoszenie nowoczesnego uzbrojenia i wyposażenia między starymi, a nowymi okrętami. Polska Marynarka Wojenna również nie powinna obawiać się wykorzystania takich doświadczeń, by zmniejszyć koszty wprowadzenia do służby nowych okrętów, w miejsce zakupionych od Australii fregat.

  Pisząc o nowych jednostkach i biorąc pod uwagę: obowiązujące procedury zakupowe, chęć budowy w polskich stoczniach, konieczność znalezienia zagranicznego partnera, sam czas budowy pierwszej jednostki wynoszący 4-5 lat oraz czas na szkolenie załóg i uzyskanie gotowości operacyjnej, musimy jednak pamiętać, że aby mogły one zastąpić Adelaidy za 10 lat, rozpoczęcie procesu ich pozyskania powinno nastąpić już w najbliższym czasie. W innym wypadku za dekadę Polska stanie przed podobnym problemem jak dzisiaj, czyli koniecznością ponownego zakupu okrętów używanych. Pozostaje mieć nadzieję, że kolejny raz ten sam błąd nie zostanie popełniony.

  Na zakończenie warto się jeszcze zastanowić, jaka jest alternatywa dla zakupu australijskich fregat. Pierwsza opcja jest taka, że zlecony zostanie proces budowy nowych jednostek, a Marynarce Wojennej RP przez najbliższe minimum 10 lat pozostanie nadal eksploatacja fregat typu Oliver Hazard Perry, mających już dziś za sobą 38 lat służby i przy obecnym wyposażeniu i uzbrojeniu stanowiących stosunkowo łatwy cel w przypadku ataku z powietrza. Opcja ta niesie ze sobą także ryzyko (wcale nie małe), że czas przyjęcia do służby nowych okrętów przekroczy wspomniane 10 lat. Przez ten okres polska Marynarka Wojenna nie będzie posiadała potrzebnych zdolności bojowych, a możliwości szkoleniowe będą znacząco ograniczone.

  Druga opcja, to modernizacja fregat OHP. Jednak koszt doprowadzenia ich do poziomu który reprezentują dziś Adelajdy z wysokim prawdopodobieństwem spowoduje przekroczenie kosztów zakupu australijskich jednostek, młodszych jednak od polskich fregat o ponad 10 lat. Warto przypomnieć, że Australia za modernizację 4 jednostek w ramach programu SEA 1390 zapłaciła prawie 4 mld PLN. Dodatkowo, wariant ten związany byłby z koniecznością wyłączenia okrętów ze służby na okres kilku lat.

  Opcja trzecia, to szukanie innych używanych jednostek w celu ich zakupu lub użyczenia. Może to zająć kilka kolejnych lat, spowodować pozyskanie okrętów dla których wystąpi konieczność modyfikacji infrastruktury portowej i stworzenia nowego systemu logistycznego oraz zajdzie potrzeba szerszego zakresu szkoleń, do tego bez gwarancji, że uda się tę transakcję zrealizować taniej niż w przypadku opcji „australijskiej”.

  Pisząc o alternatywach warto wspomnieć jeszcze o jednej kwestii. Rozpoczęcie dzisiaj realizacji programu Miecznik/Czapla, którego koszt można szacować na minimum 5-6 mld PLN spowodowałoby prawdopodobnie koniczność opóźnienia w czasie realizacji programu pozyskania okrętów podwodnych nowego typu kr. Orka. Budżet MON przy obecnym poziomie wydatków na obronność i planowanej realizacji innych programów modernizacyjnych nie jest w stanie udźwignąć jednoczesnej realizacji programów zakupu nowych bojowych okrętów nawodnych i podwodnych.   

  Podsumowując, w obecnej trudnej sytuacji Marynarki Wojennej RP, zakup używanych australijskich fregat wydaje się doraźnie rozwiązaniem korzystnym (o ile zostaną one nabyte z pełnym uzbrojeniem, a koszty pozostaną w deklarowanych granicach), ale nie zastąpi konieczności budowy nowych jednostek, dla których proces wyboru wykonawcy z udziałem polskich stoczni powinien rozpocząć się jak najszybciej. W naszej opinii nie powinny to być jednak, tak jak dzisiaj się planuje, okręty obrony wybrzeża kr. Miecznik i okręty patrolowe z funkcją zwalczania min kr. Czapla, ale fregaty wielozadaniowe, zgodnie z rekomendacjami przyjętej w 2017 roku Strategicznej Koncepcji Bezpieczeństwa Morskiego.

Marcin Niedbała, Dawid Kamizela, współpraca Tomasz Dmitruk




Rejestracja

Funkcja chwilowo niedostępna

×

Logowanie

×

Kontakt

×
Torpeda Eurotorp MU 90

Torpeda Eurotorp MU 90

Geneza powstania lekkiej torpedy ZOP MU 90 okazała się dość zawiła, a jej początków należy szukać w historii dwóch innych projektów, nad którymi ba...

więcej polecanych artykułów