Serwis używa cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.
zamknij   

szukaj

2012-03-26 16:14:48

Projekt korwety Gawron dla PMW

     Zbliżałem się do bramy portu wojennego w Gdyni. To tutaj na co dzień bazują najważniejsze okręty Polskiej Marynarki Wojennej – rakietowe i podwodne. Lekko się zdenerwowałem, bo przez korki się spóźniałem. Przy biurze przepustek miałem być już 15 minut temu, wiem, że oficer prasowy 3. Flotylli już na mnie tam czekał. Nic przyjemnego tłumaczyć się z zażenowaniem, że trudno się jeździ w tej letniej porze po Trójmieście. Pana kapitana poznałem już z daleka, widzieliśmy się wcześniej kilka razy. Po krótkim powitaniu dodał jakie to mam szczęście, nie zawsze jest przecież tak, że prawie wszystkie jednostki są w porcie w jednym czasie. Wymarzona okazja do sesji fotograficznej! Od bramy do basenów portowych jest raptem z 300 metrów. Wystarczająco by chwilę pogaworzyć co tam w naszej „marynarce słychać” a jednocześnie nie musieć wyszukiwać sztucznych tematów do rozmowy. Marynarka jak to w ostatnich latach, miała cię całkiem dobrze. Ale, ale, już jesteśmy za rogiem budynku administracji i ten powiew.... Pomimo że port to zawsze bezpieczna i spokojna przystań, dla osoby z głębokiego lądu to zawsze już MORZE. Prócz morza, a dokładniej pewnie zatoki było coś jeszcze. Piękny widok, sylwetki kilku...zaraz, jedna, dwie, trzy, cztery...e....tam jeszcze jedna, piata korweta typu Gawron! Piękne równe linie okrętów będących główną siłą uderzeniową naszej Marynarki Wojennej, jednocześnie prawdziwe konie robocze. Pięć, bo, najstarszy z rodziny, ORP Ślązak pełni zadania w ramach operacji antypirackiej przy wybrzeżu libijskim – za kilka tygodni powinien go zmienić właśnie certyfikowany ORP Krakowiak. Poza Ślązakiem i wspomnianym Krakowiakiem w Gdyni stały więc: Kujawiak, Kurp, Podhalanin i Mazur. Ten ostatni był najmłodszy, dopiero po skończonych próbach zdawczo-odbiorczych trafił w ręce marynarzy. Wielu z nich trafiło na jego pokład wprost z niedawno zwróconej Amerykanom starej fregaty ORP Gen. K. Pułaski. Zrobili to z ulgą, tam systemy lampowe, na Gawronach nowoczesne uniwersalne konsole zintegrowane w jeden bardzo drogi ale i wydajny organizm walki i dowodzenia. Elektronika to podstawa w XXI wieku, jednak przy podwórkowym wyliczaniu „kto kogo” liczymy uzbrojenie. Głównym orężem naszych korwet są szwedzkie rakiety kierowane RBS-15 Mk3. Na dziś na Bałtyku, to jesteśmy na pewnym trzecim miejscu z potencjałem MW, przed nami tylko Deutsche Marine i Rosjanie z Bałtijska........Ech, ale miałem piękny sen, naprawdę piękny sen, a teraz najgorsze - snem tylko pozostanie.

   Pomysł budowy w Polsce serii korwet był naprawdę odważny, a może porwano się z motyką na księżyc? Jednostek uderzeniowych tej klasy nie budowaliśmy nigdy. W rozbudowanym militarnie PRL-u były to głównie jednostki desantowe i trałowce, gdzie im do takich wojowników jak korwety. Podejmowano wprawdzie próby budowy, jak projekt 618M, czy potem 620 (z czego wywodzi się Kaszub, czyli doświadczalny projekt 620D). A lata 90-te to nawet za bardzo nie ma czego wymieniać: skończony ORP Kaszub czy dokończenie trzech małych okrętów projektu 151/660 a budowanych na kadłubach sprowadzonych z byłego NRD. Polityków udało się jednak do projektu przekonać i w ramach Programu Modernizacji WP na lata 2001-2006 zamówiono dwie korwety. Zadanie budowy miała realizować gdyńska Stocznia Marynarki Wojennej. Jednostka nie powstawała od zera. Za 60 mln PLN (12 mln euro) zakupiono w Blohm & Voss dokumentację i licencję dotyczącą modułowego okrętu MEKO A-100, który miano przystosować do naszych potrzeb. Dziwne, że przy szumnych planach sześciu jednostek, prototyp nie powstał w Niemczech, ale od razu u nas. Zwykle raczej tak się robi, pierwsza jednostka powstaje w stoczniach bardziej doświadczonych, potem z opiekunami z zagranicy możemy spróbować sił na własnym podwórku. Stało się inaczej. Pierwszy Gawron, projektu 621/I, planowano zwodować w połowie 2003 roku, a podniesienie bandery założono, że nastąpi w 2004 roku. Druga korweta służbę w polskiej marynarce miała rozpocząć w 2006 roku. Ówcześnie zakładano koszt pojedynczego okrętu na poziomie 250-300 mln PLN.

   Pierwsze cięcia blach nastąpiły w październiku 2001 roku. Oficjalnie budowę zainaugurowano 28 listopada 2001 roku, gdy w stoczniowej hali w sekcji dennej nr 6 (konstrukcja o masie kilkudziesięciu ton) zamocowano nitami okolicznościową tablicę. Uroczystość uświetniła śmietanka polityczna Rzeczypospolitej. Był premier Leszek Miller, nie mogło zabraknąć ministra obrony Jerzego Szmajdzińskiego, szefa prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego Marka Siwca, a na pewno był i pewnie chciał być dowódca PWM, admirał Ryszard Łukasik. Budowę owszem rozpoczynano, ale prócz tego nie widziano o przyszłym wyposażeniu czy uzbrojeniu praktycznie nic. Te sprawy musiano dopiero rozstrzygnąć. Prawie więc na starcie prace wstrzymano, trudno mówić o budowie okrętu jeżeli nie wiadomo co wypełni blachy treścią.

Korweta z krwi i kości

    ORP Kaszub trudno nazwać wartościową korwetą, pozostaje tym czym był od początku, słabo wyposażoną jednostką artyleryjską (armata AK-176 kalibru 76 mm, zestawy przeciwlotnicze Wróbel-II kalibru 23 mm, wyrzutnie przeciwlotnicze FAM czyli Strzała-2M). Admirał Łukasik w 1998 roku przedstawił propozycję rozbudowy floty do roku 2010. Zakładała ona między innymi przyjęcie do służby 7 korwet wielozadaniowych. Co oczywiste potrzebowaliśmy do tego doświadczonego partnera. W konkursie na projekt 620/II stanęło kilka firm i tym samym projektów zachodnich: szwedzka korweta Visby, brytyjski Cougar i 620/II (pomniejszona fregata typ 23) oraz Niemcy z Corvette Consortium i jednostkami MEKO A-100. Dokumentacje przesłane latem rozpatrzono iście ekspresowo, we wrześniu 1998 roku wskazano niemiecką firmę i ich korwetę modułową na przyszłego partnera i podstawę do budowy. Plany zmodyfikowała SMW tak, że na początku 2000 roku pierwsze wizualizacje Gawrona (i projektu 621 – takie oficjalne numeracje uzyskano dla korwety) ujrzały światło dzienne. Podobno projekt i jego dostosowanie kosztowało polskiego podatnika 20 mln PLN.


Jedna z pierwszych wizualizacji korwety prezentowana ponad 10 lat temu, grafika SMW.

   Wypierająca 2035 ton jednostka o wymiarach 95,2(86,4 między pionami)x13,3x3,6 metra miała być napędzana dwoma silnikami diesla MTU 12V595TE90 i turbiną gazową LM2500+ (system CODAG). Układ napędowy miał być zintegrowany i dozorowany w ramach systemu UniMacs 300 (Integrated Platform Management System). Stabilność na wzburzonym morzu zapewnić miały aktywne stabilizatory oraz boczne stępki przechyłowe.

   Blisko 1/4 przodu kadłuba mieścić miała armatę (albo OTO Melara 76 mm albo Bofors 57 mm) oraz lekko podniesione ponad kadłub pionowe wyrzutnie przeciwlotniczych pocisków rakietowych średniego zasięgu (pisano o 8xESSM zapewne w wyrzutniach Mk 48). Podobnie koniec kadłuba, rufa w 1/4 jego całości, wypełniać ją miał pokład lotniczy pod operujący z pokładu śmigłowiec. Na przełomie wieku sporo pisało się o nowej, morskiej wersji Sokoła nazwanej indywidualnie Sęp.

   Maszyna miała być przystosowana do bazowania okrętowego (wzmocnione podwozie, składane wirniki, ewentualnie mocniejszy niż w Anakondzie silnik) oraz powinna posiadać specjalistyczne wyposażenie: radar ARS-410 (wariant z Bryzy), Link 11, głowicę elektrooptyczną, system boi radiohydroakustycznych AQS-903 lub ARR-84 (dla maszyny ZOP), magnetometr MAD Mk3 (Sęp ZOP), torpeda MU-90 (Sęp ZOP), pociski przeciwokrętowe (Sęp w wersji zwalczania okrętów nawodnych).


 

Model Gawrona prezentowany na stoiskach SMW, fot. Mariusz Cielma.

   Pozostałą połowę kadłuba wypełniać miała jednoczęściowa nadbudówka z jednym zabudowanym masztem i kominem. Całość miała tworzyć jedną bryłę o jak najmniejszej liczbie załamań (kwestie odbicia wiązki radiolokacyjnej). Łodzie czy motorówki również wkomponowano w bryłę kadłuba. Pomiędzy masztem a kominem miano umieścić 8 kontenerów na pociski kierowane RBS-15 Mk3 a na końcu jeszcze broń ostatniej szansy, przeciwlotnicza wyrzutnia RAM (21 pocisków na wyrzutni). Zadania ZOP pomocniczo prócz śmigłowca wspierać miały dwa kadłubowe kompleksy torped pop kalibru 324 mm (2xIII) i dwie wyrzutnie szwedzkich rakietowych bomb głębinowych (na dziobie, za wyrzutniami ESSM). Dane do ZOP miały docierać również z podkadłubowego sonaru STN Atlas. Osłonę przed przeciwnikiem uzupełniały polskie wyrzutnie celów pozornych Jastrząb-2 (system Breń). Niewiele pisano o planowanej elektronice. Na pewno zakładano pewną unifikację z modernizowanymi okrętami rakietowymi typu Orkan. Myślano o systemie Tacticos (wersja rozbudowana wobec Orkanów), systemach elektrooptycznych kierowania ogniem Sting-EO (dwa), stacji ogólnego nadzoru SMART-S lub polskiej MRC. Całość w jeden działający organizm miał spinać holenderski Thales.

 Przewidywano, że załogę tworzyć będzie 74 członków załogi, którzy dzięki warunkom na jednostce, zapasom i możliwościom systemu napędowego będą mogli na Gawronie zachować autonomiczność do 30 dni i przepłynąć 5500 Mm przy prędkości ekonomicznej, 4000 Mm przy marszowej i 1000 Mm przy prędkości maksymalnej (około 30 węzłów). Kadłub miał być podzielony na 11 przedziałów z 10 grodziami wodoszczelnymi i posiadać w sumie 5 pokładów.

   Jednostki widziano jako podstawowy element manewrowy naszej marynarki wojennej, prócz zadań zwalczania okrętów podwodnych, osłony przeciwlotniczej zespołu, uderzeń na okręty nawodne przeciwnika miały posiadać potencjał rażenia celów naziemnych (RBS-15 Mk3).

Cicho nad tym pomysłem (okrętem)

   Po głośnym rozpoczęciu budowy nastały nie miesiące a cały rok ciszy. W 2002 roku prace nie posunęły się prawie wcale. Prace nad okrętem się postępowały, ale te w gabinetach jak najbardziej – w kierunku ograniczenia programu i jego kosztów. W połowie 2003 roku ostatecznie podano, że powstanie tylko jeden okręt, a drugi w zależności od dostępnych środków finansowych, co w zasadzie przesądzało jego los. Wejście do służby jedynej korwety przesunięto natomiast w okolice 2010 roku. Nim więc program budowy jednostki (a nie jednostek) się rozpoczął, już był mocno hamowany. W 2002 roku na projekt przekazano 27 mln PLN, w roku kolejnym było już to 85 mln PLN. Próby szukania oszczędności posunęły się do tego, że zaczęto proponować armatę AK-176 w miejsce OTO Melara oraz zestawy artyleryjskie AK-630M kalibru 30 mm (dwa) w miejsce wyrzutni RAM. W tym momencie uznano, że okręt otrzyma tylko jeden rakietowy system przeciwlotniczy, na zabudowanie drugiego nie było szans. Prace się wlokły również z powodów organizacyjnych. Do tej pory pracami kierowało Dowództwo Marynarki Wojennej, co raczej nie powinno mieć miejsca. To był zleceniodawca a nie wykonawca. Tak może i się budowało w dawniejszych latach ale nie w XXI wieku. Próby zorganizowania konsorcjum do budowy Gawrona spełzały początkowo na niczym. Dopiero w listopadzie 2004 roku udało się zawiązać Polskie Konsorcjum Korwetowe.

Inne graficzne ujęcie jednostki pokazywane na folderach SMW, fot. Mariusz Cielma.

    Na początku 2005 roku prace nad projektem 621 zaawansowane były w około 20%. W tym samym roku planowano, że załogi wycofywanych dwóch Tarantul (projekt 1241RE) stworzą zrąb nowej załogi korwety Gawron, podzielono już nawet etaty. Budowa tak nowoczesnej jednostki wymuszała inwestycje w samą stocznię. W trzecim kwartale 2005 roku zakupiono dla SMW linię technologiczną do przygotowywania i spawania cienkich blach – co spowodowało, że przygotowywane oddzielnie sekcje zaczęły otrzymywać lekkie ścianki działowe. Można powiedzieć, że dopiero od tego momentu, blisko 5 lat po rozpoczęciu budowy, prace w miarę ruszyły.

   Polskie Centrum Techniki Morskiej (CTM) próbowało w tym czasie opracować własny, rodzimy system kierowania ogniem i dowodzenia w miejsce Tacticosa. Jedynym znanym nowum była rezygnacja z polskich systemów obrony biernej, na rzecz lansowanego ówcześnie niemieckiego systemu MASS. Gdy proces budowy wymuszał, decydowano o zakupie elementów żywotnych dla okrętu.

   W 2006 roku trwały prace przy pięciu sekcja kadłubowych, w kolejnym pojawiła się dziobowa z gruszką na podkadłubowy sonar. Na 2006 rok zaplanowano wydanie 86 mln PLN (faktycznie poszło 53 mln), na rok kolejny rekordowe 166 mln PLN.

    22 grudnia 2006 roku, po pięciu latach od rozpoczęcia prac podpisano umowę z włoską spółką Avio S.p.a. na dostawę turbiny gazowej LM2500+ oraz przekładni głównej – wartość transakcji to 7,5 mln euro. Termin jej realizacji ustalono na lato 2008 roku.

    W połowie 2007 roku termin wodowania okrętu podano na 2009, a oddanie jednostki użytkownikowi na 30 czerwca 2012 roku. Powrócił pomysł seryjnej budowy i zaczęto mówić o 6 korwetach projektu 621. Oczywiście, zawsze pojawiał się dodatek: jak zapewni się finansowanie. A z tym było cały czas mizernie. W 2007 roku trwały prace przy wszystkich 10 sekcjach (blokach) kadłuba, ciężkie elementy typu silniki diesla były już na swoim miejscu. Przy okazji zmodyfikowano parametry masowe okrętu. Teraz podawano wyporność standardową Gawrona na około 1800 ton, a pełną na około 2100 ton.

Gawron na grafice z 2008 roku. Rysunek SMW.

   W końcu rozpoczęto procedurę poszukiwania dostawcy Zintegrowanego Systemu Walki. Było to o tyle ważne, że system ten miał kosztować ponad 500 mln PLN na pojedynczy okręt, którego wartość łączną szacowano już na przełomie 2007 i 2008 roku na 1,2 mld PLN. Przymnijmy, kilka lat wcześniej miało to być cztery razy mniej! Ale tak jest z kontraktami publicznymi czy to na uzbrojenie czy budowę autostrad – zawsze wychodzi „bogaciej”. Wracając do systemu walki. Pierwsze przymiarki mówiły o wyłonieniu dostawcy w końcówce 2007 roku, potem tą datę przesunięto na 28 luty i w końcu na 30 czerwca 2008 roku. Wszelkie rozmowy negocjacyjne pod osłoną służb specjalnych prowadziła Stocznia Marynarki Wojennej. Brano pod uwagę przede wszystkim trzy czynniki: co oczywiste spełnienie wymagań, cenę oraz proponowany offset. Do walki o polski kontrakt stanęło 7 dostawców, m.in. MBDA, Thales, Atlas Elektronik, BAE Systems, SAAB Systems. Przetarg był rozbudowany, jego wartość również – oscylowała wokół 534 mln PLN (szacunki Departamentu Zaopatrywania MON, kadłub i systemy okrętowe według tego samego źródła powinny pochłonąć 626 mln PLN). Rozbudowany, ponieważ podzielony został na kilka elementów: system dowodzenia, system uzbrojenia okrętu, system obserwacji technicznej, system nawigacyjny i łączności. Można było zaproponować rozwiązanie kompleksowe lub tylko ofertę na jeden z elementów. Ówcześnie coraz częściej mówiono o Narodowym Programie Budowy Okrętów, czyli morskim odpowiedniku ustawy o zakupie samolotów bojowych ze środków spoza budżetu MON. W 2008 roku MW zakładała, że w jego wyniku do 2020 roku za kwotę 14-15 mld PLN udałoby się pozyskać okręt podwodny, 6 korwet projektu 621, 5 niszczycieli min, 4 wielozadaniowe transportowce i 3 duże okręty patrolowe. By rozruszać program polskiej korwety pojawiły się propozycje złożenia ofert ich budowy dla Ukrainy (aktualnie prowadzi własny program budowy korwet – zobaczymy co z tego wyjdzie), Chorwacji czy nawet Algierii. Na planach się skończyło, a my dalej przeznaczaliśmy na budowę skromne w stosunku do potrzeb środki (w 2008 było to 42,1 mln PLN).

    Jesienią 2008 roku na okręcie zamontowano systemy napędowe: turbina gazowa GE LM2500+, automatyczna przekładnia redukcyjna 3CODAG-85 (masa 120 ton), silniki wysokoprężne MTU 12V595TE90 (moc 3200kW każdy), dwie linie wałów ze śrubami nastawnymi oraz cztery systemy prądotwórcze MTU 12V183TE52 (moc 550kW każdy). Posadowienie tego w kadłubie, częściowo na odpowiednich amortyzowanych fundamentach pozwalało na rozpoczęcie scalania poszczególnych sekcji (dziesięć) kadłuba. Zaczęto od połączenia sekcji 3 i 4. Tym samym jednostka nabierała realnych kształtów. W drugiej połowie 2008 roku zaawansowanie budowy kadłuba oceniano na 80%. Z tego też okresu pochodzi ostatnia znana wizualizacja korwety wykonana przez Stocznię Marynarki Wojennej a pokazana na jesiennych Dniach Przemysłu.

     W ramach oceny ofert na system walki wybrano holenderski Thales. Miał być on jego głównym integratorem i dostawcą większości elementów (bez amunicji), drugim został gdyński Enamor (system nawigacyjny i łączności). Zakładano ówcześnie, że Gawron otrzyma system dowodzenia Tacticos z radarem Sea Giraffe 3D i kierowania ogniem Sting EO MkII, wyrzutnie celów pozornych SKWS, rakiety RBS-15Mk3 (2xIV), sonar STN Atlas, torpedy Eurotorp MU-90 (2xIII), armatę OTO Melara 76 mm Compact, system przeciwlotniczy VL Mica, system przeciwlotniczy krótkiego zasięgu RIM-116 RAM, stację rozpoznania radioelektronicznego Breń-2, stację ostrzegania przed opromieniowaniem wiązką Lemur. Na tym etapie, gdy w grę wchodziły zakupy poważnych elementów pojawiła się propozycja Thalesa by do umowy zakupu 1 kompletu systemu walki dopisać opcję na dwa kolejne. Całość miała wynieść 1,2 mld PLN. Z oferty nie skorzystano, już wtedy było w zasadzie wiadomo, że mrzonką stają się plany budowy drugiej jednostki projektu 621. A tak Thales zaproponował 1 komplet za 794 mln PLN (blisko 300 mln PLN więcej, niż jeszcze pół roku wcześniej szacowało MON) z terminem ważności oferty do czerwca 2009 roku. W tym czasie jak zapewne jeszcze pamiętamy doszło do mocnego tąpnięcia w finansach publicznych i MON „stracił” blisko 5 mld PLN ze swojego budżetu w ramach cięć. O zakupie systemu walki można było zapomnieć. Pomimo zaawansowania prac scalających kadłub i szykujących go do wodowania załamało się również finansowanie tego etapu budowy. Na 2009 rok MON przewidział wydanie na ORP Ślązak (od blisko roku operowano już tą nazwą) 672 tysiące PLN – nie wiem czy to wystarczało na zakup podkładu konserwującego blachę okrętową. Chyba już wtedy w sposób naturalny wydano wyrok na jego budowę. Brak realizacji dopiero co wynegocjowanego kontraktu na system walki powodował, że kolejna procedura przeciągała sprawę o przynajmniej 1,5 roku. Co tu pisać o datach, skoro brakowało środków na cokolwiek związanego z MW (no może prócz blisko 500 milionowego kontraktu na NSM dla dywizjonu nadbrzeżnego). W tym czasie pojawiało się już pewne kuriozum, okręt nie przepłynął choćby mili a kończyły się gwarancje na zakupione jednostki napędowe i urządzenia dla Gawrona. Sytuacja identyczna jak z KTO Rosomak w wersji bazowej, latami stały na składach bo nie było pomysłu jak je wykorzystać („na szczęście” pojawił się Afganistan a wraz z nim wozy z obrotnicami czy medyczne).

     Wracając do Gawrona. W połowie 2009 roku zaangażowanie finansowe Polski w projekt szacowano na 300 mln PLN (plus licencja na A-100) a kwoty niezbędne do zakończenia budowy platformy oceniano na kolejne 120-140 mln PLN. Nie możemy zapomnieć o jeszcze jednym czynniku. W tym czasie główny wykonawca projektu, Stocznia Marynarki Wojennej, była prawie bankrutem podtrzymywanym przy życiu głównie budową Gawrona. Istniało ryzyko, że firma wpadnie w taką zapaść, że okręt mogą przejąć wierzyciele. By temu zapobiec przekazywano MON poszczególne etapy prac i tym samym na nie przenoszono prawa własności. Jakby nie patrzeć sytuacja chora

     16 września 2009 roku miało miejsce tzw. wodowanie techniczne kadłuba. Gawron po raz pierwszy i ostatni zetknął się z morską wodą. W chwili wodowania masa okrętu oscylowała wokół 1100 ton. Prócz napędu na jednostce swoje docelowe miejsce znalazło wiele kolejnych urządzeń. Symptomatyczne było to, że na uroczystości nie pojawił się nawet Minister Obrony Bogdan Klich, który zaraz po tym wydarzeniu zapowiedział wstrzymanie budowy z powodu braku środków – głównie chodziło o system walki, na który w razie niedogadania się z Thales, trzeba było od początku zacząć procedurę wyboru. Wstrzymanie budowy nie oznacza, że „gasimy” przysłowiowe światło i zamykamy hale na kłódki. To konserwacja: kadłuba, silników, wałów i całej reszty. Mało optymistyczne szacunki mówiły, że stan spoczynku może pochłaniać 20 mln PLN rocznie plus ubezpieczenie okrętu w kwocie 2 mln PLN.

 

Stan budowy ORP Ślązak na przełomie 2011/2012 – okręt nabrał już docelowych kształtów. fot. Marynarka Wojenna.

     Po emocjach, że Gawron tyle ma kosztować, w projekcie budżetu na 2010 rok pojawiały się różne kwoty na projekt. A to 120 mln, a to 229 mln (Minister Marcin Idzik ją podał, wskazując, że 70 mln pójdzie na budowę platformy reszta na zainicjowanie zakupów pod system walki). Ostatecznie wpisano 23 mln PLN, a tymczasem w grudniu 2009 roku sąd ogłosił upadłość układową gdyńskiej SMW co spowodowało spore zamieszanie organizacyjne (od teraz stocznia buduje tylko platformę, resztą zajmie się MON). Jesienią 2010 roku na Gawronie rozpoczęto budowę pierwszej kondygnacji nadbudówki. Z jednej strony program był zły, z drugiej dalej planowano jego zakończenie w docelowej postaci. Na listopad 2010 roku Departament Zaopatrywania MON przesuwał decyzje co dalej zrobić z systemem walki dla Gawrona. W tym czasie realnych kształtów nabierał kolejny, wart około 400 mln PLN pomysł MON na modernizację obu fregat typu Perry.

    Na kontynuowanie budowy Gawrona w 2011 roku przewidziano w budżecie 120 mln PLN. Około 30 milionów z tej kwoty miało być skierowane na budowę platformy, reszta na ewentualne uruchomienie zakupów systemu walki. Zwrot ewentualnie jest uprawniony, ponieważ oczywiście ani Departament Zaopatrywania MON, ani jego następca (od stycznia 2011), Inspektorat Uzbrojenia – sprawy do przodu nie popchnęły. Na przełomie 2010/2011 okręt otrzymał w zasadzie docelowy kształt, zakończono montaż najmasywniejszych elementów nadbudówki, masa Gawrona sięgnęła 1200 ton.

    W odpowiedzi na interpelację poselską nr 20885 w marcu 2011 roku minister Bogdan Klich podał kilka interesujących liczb. MON wsparł SMW następującymi kwotami:

  • 5,7 mln PLN na wsparcie projektu pozyskania Linii do cięcia i spawania cienkich blach (2004-5);

  • 80 mln PLN dokapitalizowania i 40 mln PLN pożyczki z Agencji Rozwoju Przemysłu (2005),

  • 5,7 mln PLN dofinansowania w ramach planów mobilizacyjnych gospodarki (2005-2010),

  • 21 mln PLN – wykup od SWM nieruchomości na terenie portu wojennego (2010),

  • lokowanie zamówień w trybie negocjacji z jednym wykonawcą.

     A teraz w tej samej odpowiedzi trochę o samym Gawronie. Zacytujmy: „W ramach realizowanego kontraktu stocznia wykonała: w 100% kadłub, w 80% nadbudówkę, w 80% wyposażenie kadłuba w urządzenia i w 95% zakup urządzeń (bez zintegrowanego systemu walki). Większa część systemów i instalacji ogólnookrętowych, stanowiących element zakupu urządzeń, została już zamontowana.”

     W sierpniu 2011 roku ministra Bogdana Klicha na stanowisku zastąpił Tomasz Siemoniak. Zaczęło być kategorycznie ale ostro, ostro w dół. Na pierwszy ogień poszedł 36. Pułk – pozostała po nim 1. Baza i tylko śmigłowce, zaraz potem anulowano program zakupu samolotów szkoleniowych klasy LIFT, a w końcu lutego 2012 roku przyszła kreska na Gawrona. Okrętu na który wydaliśmy 400 mln PLN (ciekawe czy dodaje się do tej kwoty 60 mln na licencję).

Epitafium

     Szkoda, że pierwsza jednostka projektu 621 nie powstała w Niemczech. Znając nasz charakter, do blamażu z sąsiadem byśmy nie dopuścili i przez 10 lat ich stoczni nasz kadłub na pewno by nie blokował. Jednostka już dawno by pływała. A tak lepiliśmy go zgodnie z naszą dziadowską zasadą i uzbierało się tych rachunków na 400 mln PLN. A dziś nagła zmiana planów, na dodatek tak drastyczna. Nikt chyba nie ma wielkich nadziei, że odzyskamy choć część tej kwoty.

     Przez 20 lat ogromny rozmach medialny, zaangażowanie dziesiątek a może setek tysięcy obywateli. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy Jurka Owsiaka przez 20 lat zebrała 450 mln PLN (do 2011 roku). Dziś wyrzucamy podobną kwotę w błoto. Przy podjęciu takiej decyzji moja ręka by zadrżała. Wolałbym by F-16 nie eskortowały samolotu WOŚP, by Marynarka nie licytowała dla fundacji rejsów fregatą czy okrętem podwodnym, Siły Powietrzne nie licytowały lotów symulatorami a Wojska Lądowe przejażdżek Rosomakiem. Wolałbym by racjonalnie operowano środkami publicznymi. Dziś patrząc na tak bogaty udział wojska w WOŚP czuję jakby ktoś mocno nam przyłożył a potem starał ugłaskać cukierkiem. Ale ja pamiętam te 400 milionów. Na wyrzuty sumienia jakie powinni mieć zapracował cały sztab ludzi, tych sprzed 10 lat i tych dziś. Jak zwykle górę pewnie wzięła nasza improwizacja i planowanie z roku na rok. Wizja, w tym wydatków się rozmyła. Zresztą jakiej sprawy publicznej w tym kraju tego to nie dotyczy – ja nie potrafię wskazać.

    Dwadzieścia lat temu cięliśmy na żyletki setki milionów dolarów, dotyczyło to zakupionych reaktorów dla elektrowni atomowej w Żarnowcu. Dziś będziemy budować elektrownię, a pewnie nawet dwie. Wkrótce zapewne będziemy ciąć na żyletki Gawrona, a może za kilka lat budować kolejnego. Takie są koleje losu w kraju „krótkiej piłki”.

     Mimo wszystko uważam, że Gawrona należało skończyć nawet w okrojonej wersji jednostki patrolowej. Głównie przez pryzmat tego, że moim zdaniem przekroczono granicę wydatków po przejściu której nie powinno być powrotu. Projekt ma pewne niedoskonałości wynikłe już na etapie tworzenia, do głównych zaliczyłbym brak hangaru dla śmigłowca, ale jako okręt modułowy, a takim jest typ MEKO, można było pokusić się o dokończenie budowy w późniejszym terminie i próbę przełamania casusu Kaszuba – jednostki wiecznej prowizorki. Wydawałoby się, że nie tylko Marynarka, ale i Polska potrzebuje okrętu, który niekoniecznie musi być pogromcą dla Floty Bałtyckiej ale przydałby się jako baza do zabezpieczenia szlaków komunikacyjnych przed zagrożeniami asymetrycznymi czy platforma do ewakuacji obywateli. Taki okręt nie powinien stać się drenażem dla budżetu MW, zastosowano nowoczesne środki napędowe i inne rozwiązania konstrukcyjne przy i niezbyt licznej załodze.

Mariusz Cielma




Rejestracja

Funkcja chwilowo niedostępna

×

Logowanie

×

Kontakt

×
Bojowy wóz rozpoznawczy Svatawa (BWR-1S/BPzV/BPsV)

Bojowy wóz rozpoznawczy Svatawa (BWR-1S/BPzV/BPsV)

Gdy w armiach potencjalnego przeciwnika - NATO, w latach 80-tych XX wieku rozpoznanie ogólnowojskowe realizowano poprzez kołowe czy to gąsienicowe ...

więcej polecanych artykułów