Serwis używa cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.
zamknij   

szukaj

2013-04-13 10:51:34

Może niech odpalą tę rakietę

     Podczas gdy kolejne wieści związane z sytuacją na Półwyspie Koreańskim trwożą, reżim Kim Dzong Una ciągle próbuje zachować inicjatywę w przesyłaniu kolejnych apokaliptycznych sygnałów, my, przewrotnie napiszmy – niech może odpalą tę rakietę.

   Co kilka miesięcy, maksymalnie kilka lat, jak bumerang powraca temat Korei Północnej. Rozwija i sprzedaje technologie rakietowe, nuklearne, przeprowadzą na południowym pobratymcu militarne prowokacje (np. zatopienie korwety Cheonan z marca 2010 roku, ostrzał artyleryjski wyspy Yeonpyeong z listopada 2010 roku), wszystko to by zapewnić materiał propagandowy skierowany do własnego społeczeństwa, a że czymś żołądki zapełnić trzeba, także zyskać międzynarodową pomoc żywnościową. I tak podobny scenariusz kręci się od lat, jesteśmy świadkami ale i uczestnikami szantażu. Podobnie było w czasach Kim Ir Sena, Kim Dzong Ila i teraz najmłodszego Kim Dzong Una. Scenariusz podobny, dla osiągnięcia celu muszą być przekraczane kolejne granice, coraz groźniejsze granice.

   W jaki sposób totalitaryzm na miarę Hitlera oraz Stalina z najczarniejszej dla ludzkości pierwszej połowy XX wieku zachował się po dzisiejszy dzień? Totalitaryzm, który już dekady temu zatracił swoje ideologiczne podłoże, stając się obozem pracy i miejscem wyzysku dla nomenklatury chyba jedynego w Korei Północnej człowieka z nadwagą.

   Powody tolerowania tego tragicznego (ale nie tragikomicznego) bytu są polityczne, ekonomiczne i społeczne, nie wojskowe. Bez ludowych Chin i ich ekonomicznego wsparcia oraz politycznego protektoratu (globalny gracz oraz stały członek Rady Bezpieczeństwa ONZ) Korea Północna jak znamy ją dziś, prawdopodobnie by nie funkcjonowała. Pekinowi potrzebna jest do gry w absorbowanie sił i środków Korei, Japonii, ale i Stanów Zjednoczonych. Nie będąc bezpośrednio zaangażowanym, stosunkowo niewielkim kosztem własnym dysponuje quasi militarnym narzędziem nacisku i wywierania presji.

Broń rakietowa dla reżimu z Korei Północnej stała się towarem handlowym, elementem presji ekonomicznej (pomoc żywnościowa) oraz systemem odstraszania. Tandem pociski balistyczne i ładunki nuklearne wzmocnią tylko oczekiwania notabli z Pyongyang (dawny Phenian). Na zdjęciu pokazany w kwietniu 2012 roku nowy pocisk balistyczny (makieta?) na chińskim nośniku kołowym.

   Kwestie ekonomiczne oraz społeczne powiązane są z samymi Koreańczykami. Repubilka Korei w ostatnich dekadach odniosła ogromny sukces gospodarczy, społeczeństwo zyskało na majętności, wiele z koreańskich firm posiada marki globalne i operuje w wysoko technicznym profilu działalności. W przypadku konfliktu z Koreańczykami z północy to wszystko zostałoby w dużej mierze zatracone, kraj ten musiałby na lata zapewnić pomoc socjalną dla blisko 23 milionów mieszkańców Korei Północnej, od początku zbudować struktury państwa, infrastrukturę użyteczności publicznej, ostatecznie znaleźć zajęcie dla wspomnianych milionów osób na obszarze 120 tysięcy kilometrów kwadratowych. Taka sytuacja zabsorbowałaby środki Seulu na dekady. Wchłonięcie Niemieckiej Republiki Demokratycznej na początku lat 90-tych, w niewielkim stopniu pokazuje skalę problemu. Od strony społecznej jest on jeszcze trudniej obliczalny. 23 miliony ludzi stłoczonych i w pełni izolowanych na części Półwyspu Koreańskiego od ponad półwiecza przechodzi psychologiczne i psychiczne „pranie mózgu” w ramach programu tworzenia nowego człowieka (właściwsze określenie – podczłowieka), dodatkowo w ostatnich 10-15 latach zmagających się z walką o zachowanie życia (podstawowe potrzeby człowieka jak jedzenie czy bezpieczeństwo). Dzisiejsi mieszkańcy Korei Północnej, ci w sile wieku jak i ci dopiero co narodzeni, nie staną się pełnoprawnymi obywatelami zjednoczonej Korei, to proces dla wytężonej pracy na pokolenia.

   Każdy argument, prócz ludzkiej solidarności, przemawia przeciwko mieszkańcom Korei północnej. Każda strona ma interes w tym, by zachowany został status quo na Półwyspie Koreańskim.

   Paradoksalnie, nadzieja dla zniewolonych tylko w tyranie i groźbach jego systemu władzy. Przy narastającej temperaturze relacji, istnieje cień nadziei (nie bójmy się tak tego nazwać), że strzelba wypali, raczej przypadkowo niż w sposób zamierzony. Jeżeli można uznać za zasadne, że istnieje coś takiego jak wojna sprawiedliwa, będzie to najbardziej humanitarna, ludzka wojna od czasów zakończenia II wojny światowej. Oczywiście przyniesie ofiary, tysiące ofiar, ale jeżeli nie teraz to kiedy? Czy będzie lepszy czas? Czy to będzie wówczas, gdy reżim Kim Dzong Una uzyska i przetestuje technologię przenoszenia pociskami balistycznymi ładunków nuklearnych, gdy opracuje zminiaturyzowane ładunki nuklearne przystosowane do skrytego przerzutu, gdy sprzeda owe technologie za miliony innym ekstremistom, a może najlepszy czas będzie wówczas, gdy indeksy na seulskiej giełdzie spadną na łeb na szyję i gospodarczo będzie mniej do stracenia?

Operacja wojskowa

    Od strony militarnej potencjał KRLD jest bardzo słaby, liczebny, ale w swojej masie zapóźniony pod względem zaawansowania technicznego 2-3 pokolenia, reprezentuje poziom czasów wojny koreańskiej (1950-1953), ewentualnie lat 60-tych. Dla nowoczesnych sił zbrojnych, takich jakimi dysponują Stany Zjednoczone czy nawet Republika Korei, penetracja systemu obronnego Korei Północnej nie będzie przedstawiać większego problemu. Wojska lądowe KRLD posiadają ponad 4000 czołgów, 2500 bwp i transporterów, ponad 15 000 dział i moździerzy, ale to co najistotniejsze, obrona powietrzna to samoloty MiG-29, MiG-23, MiG-21 oraz jego chińskie kopie, kopie MiG-19 i MiG-17, trochę szturmowych Su-25. Rakietowe zestawy przeciwlotnicze to w swojej masie głównie S-75 Dźwina, S-125 Newa, S-200 Wega, 2K12 Krug, trochę systemów Strzała-10. System dowodzenia oparty o wczesne, scentralizowane wzorce radzieckie z lat 60., nawet maszyny typu MiG-29 bez wsparcia z ziemi nie są stanie podjąć skutecznej walki z dysponującymi samolotami wczesnego ostrzegania E-3 Amerykanami. Sytuację można porównać do ustawienia karabinów maszynowych przeciwko legionom rzymskim. Nie ma pytania o wynik starcia.

   Problemem jest jednak położenie Seulu oraz potencjał artyleryjsko-rakietowy przeciwnika. Broni nuklearnej na obecnym etapie raczej nie należy postrzegać jako zagrożenia, w swoim zasadniczym militarnym znaczeniu może być użyta do eksplozji doświadczalnych, istnieje jednak ryzyko miejscowego skażenia terenu (tzw. brudna bomba).

Powyższe dwa zdjęcia to nieco przejaskrawiony obraz potencjału Amerykanów oraz Koreańczyków z północy, tylko nieco, dla pilotów F-15 nie ma znaczenia, czy będą mogli poczuć się jak ich dziadkowie nad Koreą w 1951 roku zestrzeliwując MiG-15 (na zdjęciu), czy niewiele groźniejsze MiGi-21, MiGi-23, a nawet i MiG-29. fot. USAF oraz kadr z Youtube.

   10-milionowy Seul położony jest 40 kilometrów od granicy z Koreą Północną, sytuacji w zasadzie nie poprawia obowiązujący oba państwa od czasów wojny koreańskiej pas strefy zdemilitaryzowanej o głębokości 8 kilometrów (po 4 kilometry na każde z państw). Powoduje to, że Seul jest w zasięgu zestawów rakietowych 9K52 Łuna-M (zasięg 70 kilometrów), 9K79 Toczka (zasięg 70 km, Korea Płn. prowadziła jednak program ich modernizacji oznaczany jako KN-2), nie wspominając o różnych wariacjach, także lokalnych R-300 Elbrus (popularnie znanego pod nazwą Scud, w wersjach podstawowych o zasięgu 300-500 kilometrów, lokalnie zmodyfikowanego i produkowanego pod nazwą Hwasong-5 i Hwasong-6), Nodong (oparty konstrukcją o Scuda, zasięg ponad 500 kilometrów). Gros koreańskich pocisków powstał na bazie (także i pociski większego zasięgu, poprzez dodawanie kolejnych stopni) technologi Elbrusów, broni niecelnej, przeznaczonej do rażenia obiektów wielkopowierzchniowych (oczywiście jak Seul) lub przenoszenia broni masowego rażenia w przypadku której celność nosiciela ma mniejsze znaczenie. O ile pociski balistyczne, nawet biorąc pod uwagę niewielkie odległości od stanowisk startowych zestawów Łuna czy Toczka, udałoby się z pomocą Amerykanów i ich obrony przeciwrakietowej zneutralizować, o tyle większy problem występuje z artylerią lufową. Reżim Północnej Korei zdawał sobie sprawę z miękkiego podbrzusza sąsiadów, stąd dosyć szeroko rozwijano ciężkie systemy artyleryjskie. Najbardziej znanym ich przedstawicielem są samobieżne armaty Koksan i Koksan-2 kalibru 170 mm z zasięgiem ognia ponad 40 kilometrów, a przy zastosowaniu prawdopodobnie posiadanej amunicji wspomaganej ładunkiem rakietowym nawet i 60 kilometrów. To byłby przyczynek do największych strat dla aglomeracji Seulskiej (ludność cywilna, centrum finansowe kraju, potencjał gospodarczy) i generalnie pogranicza.

W wojnie z reżimami to nie armia jest przeciwnikiem, wystarczy sparaliżować decyzyjny kręgosłup władzy i system się sypie.

   Korea Północna ma pewne możliwości oddziaływania regionalnego, a nawet i międzykontynentalnego. Te pierwsze to oczywiście zagrożenie dla Japonii oraz amerykańskich instalacji wojskowych, również na wyspie Guam. Korea Północna mogłaby w liczbach raczej pojedynczych, przeprowadzić skierowane ku nim próby ataków pociskami balistycznymi Taepodong-1 i Musudan. Przy użyciu używanych wcześniej w programie kosmicznym pocisków Taepodong-2 oraz ewentualnej militarnej wersji Unha-3 (cywilna wersja zastosowana w nieudanym wyniesieniu satelity na orbitę w kwietniu i udanym w grudniu 2012 roku) jest hipotetyczna możliwość ataku na terytorium kontynentalne Stanów Zjednoczonych (Alaska oraz prawdopodobne zachodnie wybrzeże). Samo jednak udane odpalenie pocisków międzykontynentalnych, może być uznane za sukces, prawdopodobieństwo dolotu ich w rejon Stanów Zjednoczonych jest w praktyce bardzo niskie, nie wspominając o stacjonarnym amerykańskim systemie obrony przeciwbalistycznej (bazy na Alasce oraz w Kalifornii).

Artyleria lufowa (na zdjęciu samobieżna armata Koksan kalibru 170 mm oraz odwiedzający jednostkę Kim Dzong Un) to świadomy wybór oręża, Seul raptem leży 40 kilometrów od granicy z Koreą Północną.

   Gdy dojdzie do prowokacyjnego odpalenia rakiety oraz decyzji o ripoście. Korea Południowa oraz Stany Zjednoczone nie powinny za cel operacji postrzegać wyłącznie niwelacji zagrożenia rakietowego, nie powinno być zatrzymania machiny wojennej jak miało miejsce podczas wojny w Zatoce w 1991 roku, zadaniem winno być usunięcie obecnego reżimu, a nie przesunięcie najważniejszego zadania w czasie. Armia KRLD nie powinna być postrzegana jako przeciwnik, należałoby ograniczyć do minimum straty osobowe sił zbrojnych reżimu. Najważniejszym zadaniem byłyby ataki rakietowo-lotnicze ukierunkowane na zniszczenie strategicznych elementów potencjału rakietowego, infrastruktury nuklearnej, likwidacja środków rażenia w strefie przygranicznej, unicestwienie kierownictwa, systemu dowodzenia państwem oraz siłami zbrojnymi, likwidacja poszczególnych elementów systemu obronnego (szczególnie obrony powietrznej). Jest duża szansa, że w ten sposób system nadzoru nad obywatelami w sposób naturalny się załamie. Operacja lądowa w takiej sytuacji miałaby charakter wspierający i od początku w dużej mierze humanitarny.

   Stany Zjednoczone oraz Korea Południowa mają potencjał by tego dokonać. Samych Amerykanów w Korei jest blisko 30 tysięcy (głównie 2. Dywizja Piechoty), to jeden z tych nielicznych kontyngentów (prócz oddziałów szybkiego reagowania oraz wojsk w Afganistanie) wobec których nie zastosowano cieć w wydatkach na szkolenie. USAF w regionie to 7. Armia Powietrzna w bazach Osan i Kunsan (m.in. trzy dywizjony F-16 i jeden A-10), 5. Armia Powietrzna z Kadeny, Yokoty i Misawy (m.in. dwa dywizjony F-15, dwa dywizjony F-16, maszyny AWACS E-3C), ale także dwa regularne dywizjony F-22 stacjonujące na Alasce. Poza tym szybki przerzut dywizjonów 12. Armii Lotniczej (przeznaczonej właśnie m.in. do wsparcia PACAF) umożliwią cztery dywizjony tankowców KC-135 z baz Eielson i Elmendorf na Alasce, Pearl Harbor i Kadeny. 12. Armia Lotnicza może wystawić m.in. aż cztery dywizjony B-1B, trzy A-10, trzy F-15E, trzy F-16 i kilkanaście jednostek wsparcia: rozpoznawczych, tankowania powietrzenego, dowodzenia, walki elektronicznej. Jest to siła zdolna do sparaliżowania systemu militarnego KRLD.

Świat po dynastii Kimów

   Załamanie systemu władzy w Korei Północnej przeniesie w sposób praktyczny problem utrzymania tego kraju przez Koreę południową i społeczność międzynarodową. Chiny stracą wpływy na Półwyspie Koreańskim, to one również staną się najważniejszym oponentem w regionie, oczywiście były już nim, ale w pewnym stopniu uwagę państw regionu przykuwała KRLD. Sytuacja spowolni rozwój zjednoczonej Korei na dekady i wydrenuje finanse publiczne. Z drugiej strony, naród koreański się połączy i owe 20 milionów dosłownie wygłodniałych pobratymców stanie się może impulsem i bazą do rozwoju nowego państwa. Zespolenie narodu koreańskiego to praca na pokolenia, jednak sukces scenariusza pokazał przykład Japonii po II wojnie światowej, przebudowanej całkowicie w każdej dziedzinie. Skoro sukces ma być powtórzony, to owej szansy upatruje się właśnie w zdyscyplinowanych Koreańczykach.

   Jeżeli niesienie "kaganka demokracji i wolności" ma pierwotny sens w jakimkolwiek miejscu na świecie, chyba na pierwszym można wymienić Koreę północną. Na wojnę prewencyjną „południe” się nie zdecyduje, gdy jednak padnie ten przypadkowy strzał, byłoby naszym zdaniem pożądane, by dowódcy z Seulu i dalekich Stanów Zjednoczonych ze spokojem oznajmili: „Ok, stało się, robimy swoje”.

Tekst: Krzysztof Kozłowski, współpraca: Mariusz Cielma.




Rejestracja

Funkcja chwilowo niedostępna

×

Logowanie

×

Kontakt

×
Bojowy wóz rozpoznawczy Svatawa (BWR-1S/BPzV/BPsV)

Bojowy wóz rozpoznawczy Svatawa (BWR-1S/BPzV/BPsV)

Gdy w armiach potencjalnego przeciwnika - NATO, w latach 80-tych XX wieku rozpoznanie ogólnowojskowe realizowano poprzez kołowe czy to gąsienicowe ...

więcej polecanych artykułów