Serwis używa cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.
zamknij   

szukaj

2015-12-29 10:32:32

Fighterzy powinni służyć w wojsku

     Od blisko pół roku, na czele największego polskiego dowództwa szczebla strategicznego, Dowództwa Generalnego RSZ, stoi generał broni Mirosław Różański. Koniec roku to dobry moment na podsumowanie działalności podległej generałowi struktury, a był to kolejny bardzo intensywny rok. Skokowo wzrosła liczba przedsięwzięć z podstawowego segmentu zadań, jakim jest szkolenie i przygotowanie wojsk. Te pojęcia należy odbierać równie szeroko. Dotyczą ich formuły, zaangażowania zasobów ludzkich, zmian w strukturach, procedurach działania, wyznaczanych priorytetach.

Podstawą szkolenia artykuł 5 NATO

    Kilkanaście dni temu Dowództwo Generalne RSZ przeprowadziło w Świętoszowie podsumowanie działalności za ostatnie miesiące 2015 roku. Domeną DGRSZ jest szkolenie, przygotowanie wojsk, w tym rezerw oraz szerokie spektrum gestorstwa blisko związanego z dostosowaniem jednostek do przejęcia nowego sprzętu pozyskiwanego zgodnie z Planem Modernizacji Technicznej. 2015 rok pokazał, że możemy się szkolić. Zdanie brzmi jak truizm, ale według generała Różańskiego jest w nim zawarta sama prawda. Do 2014 roku prowadzone były duże misje zagraniczne, przede wszystkim mowa o Afganistanie. Jeżeli weźmiemy pod uwagę wcześniejszą misję w Iraku, to od blisko dekady działalność wojska była ukierunkowana przede wszystkim na zabezpieczenie działalności kontyngentów poza granicami kraju. W misje zagraniczne zainwestowano również duże środki finansowe. „W roku 2015 roku skupiliśmy się na tym wszystkim, co jest związane z obroną własnego kraju oraz artykułem 5 Traktatu Waszyngtońskiego, czyli obroną kolektywną. Przygotowywaliśmy się do działań nie tylko w układzie narodowym, ale również układzie sojuszniczym.” – tak generał Różański przedstawił obecne priorytety wojska. Wymiar międzynarodowy podzielił na dwie części. W pierwszej mowa o sojusznikach, którzy w liczbie ponad 16 tysięcy żołnierzy szkolili się na terytorium naszego kraju. Takich ćwiczeń odbyło się 27. Były prowadzone także przedsięwzięcia z udziałem aplikantów do NATO, czy państw chcących zbliżyć się do Zachodu, generał w trakcie rozmowy przede wszystkim wymienił sąsiednią Ukrainę. Druga część dotyczy ponad 40 szkoleń polskich żołnierzy przeprowadzonych w 2015 roku poza granicami kraju. Te również istotnie wzmacniają proces przygotowania wojsk.

   W zamyśle generała, ćwiczenia w 2015 roku były ukierunkowane na prowadzenie przedsięwzięć, na poziomie operacyjnym i taktycznym, w układzie połączonym. Stąd standardem stały się ćwiczenia, w których brały udział trzy czy wszystkie cztery rodzaje sił zbrojnych. Wcześniej także tak bywało, ale w mniejszej skali. Generał Różański w rozmowie podkreślał, że przy ćwiczeniach dywizji, skrzydeł, czy flotylli, jednym z pierwszych stawianych przez niego pytań było, czy ćwiczą również inne rodzaje sił zbrojnych. Początek nie był pozbawiony problemów, ale po odprawie prowadzonej w końcu roku potwierdziło się, że ta formuła ćwiczeń pozwoliła na poprawę ich efektywności. Dowódcy umieszczeni już na szczeblach taktycznych, planują i koordynują przedsięwzięcia z dowódcami z innych rodzajów sił zbrojnych. Obecnie takie działania nie muszą się odbywać za przyzwoleniem Warszawy, według Dowódcy Generalnego, takie kompetencje decyzyjne są już na szczeblu dowódcy brygady. Na bazie trzech dywizji ogólnowojskowych stworzono moduły szkoleniowe, dziś już system ma wykazywać się skutecznością. „Wizytowałem ostatnio Skrzydło Lotnictwa Taktycznego w Krzesinach, tam jego dowódca mówił mi, o wręcz modelowej współpracy lotników z Wielkopolską Brygadą. To potwierdza, że tak można.” – podał jako przykład wprowadzonych zmian generał Różański.

W 2015 roku na polskich poligonach szkoliło się blisko 16 tysięcy sojuszniczych żołnierzy. Zajęcia szkoleniowe organizowane przez DGRSZ skupiały się na obronie kraju i obronie kolektywnej.

   Na przyszły rok zaplanowano jeszcze większą liczbę przedsięwzięć szkoleniowych. Wymiar bardziej polityczny niż wojskowy ma planowany na lipiec 2016 roku w Warszawie szczyt przywódców państw NATO. Poprzedzi go największe przyszłoroczne ćwiczenie o kryptonimie Anakonda. Założono przeprowadzenie rozbudowanego scenariusza opartego o działania w środowisku konfliktu hybrydowego. Prócz rezerwistów, obrony terytorialnej, w Anakondę będą zaangażowane także różne elementy układu pozamilitarnego. To ćwiczenie będzie miało dwa wymiary. „Jeden to będzie dowódczo-sztabowy, domena przede wszystkim Dowództwa Operacyjnego, i ten wymiar będzie tak naprawdę najważniejszy. Będzie bowiem aktywował dowództwa szczebla operacyjnego Sojuszu z Brunssum czy Izmir. Natomiast w ramach praktycznego wykonywanie zadań przez żołnierzy, to mówiąc nie wojskowym językiem, zjedzie nam się tu cała Europa” - tłumaczy Dowódca Generalny. Podczas Anakondy zostaną wykorzystane praktycznie wszystkie użytkowane przez wojsko poligony w kraju, na szlakach komunikacyjnych na dużą skalę będzie prowadzony przerzut wojsk. Ćwiczenie jawi się jako ogromne wyzwanie szkoleniowe i organizacyjne, ale jednocześnie nie może zakłócić działania kraju. Obecnie polskie dowództwa i sztaby dojrzały do planowania, organizacji i prowadzenia, takich mocno nasyconych wojskami przedsięwzięć. W 2016 roku planowana jest nie tylko Anakonda, ogólnie ćwiczeń ma być dużo więcej, blisko dwukrotnie zwiększy się ich liczba. Polscy wojskowi odnotowują zainteresowanie udziałem ze strony naszych sojuszników. Podobnie jest w kraju. „Sytuacja, która doprowadziła do tego, że inaczej patrzymy na środowisko bezpieczeństwa w Europie dała nam legitymizację i przyzwolenie społeczeństwa, że możemy tak intensywnie się szkolić.” – podsumował Różański. Wojsko Polskie będzie się szkolić w kraju i zagranicą. Na 2016 rok zaplanowano deklarację gotowości dowództwa Wielonarodowej Brygady (wcześniej LITPOLUKRBrig) tworzonej przez Polskę, Litwę i Ukrainę. Także w przyszłym roku możliwe jest rozszerzenie NATO, Polska chce wspierać nowych członków Sojuszu. Generał Różański podkreślał, że w trakcie prowadzonych rozmów, bez kurtuzacji mówi się o Polsce, jako kraju od którego można się uczyć. „Nie jesteśmy początkującym krajem w Sojuszu” - mówi generał.

   Realizowany jest także proces związany ze wzmocnieniem garnizonów na ścianie wschodniej, czyli ulokowanych na wschód od Wisły. Sprawa dotyczy przede wszystkim jednostek 16. Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej i wchodzących w jej skład 1. Brygady Pancernej, 9. Brygady Kawalerii Pancernej i 11. Pułku Artylerii. Przygotowano etaty w poszczególnych garnizonach, na 2015 rok zaplanowano wzmocnienie na poziomie 2650 żołnierzy. Generał Mirosław Różański przedstawia to następująco: „Dążymy do tego, żeby w pierwszej kolejności formować pododdziały bojowe, czyli bataliony i dywizjony. Wzmacniamy również dowództwa dla tych jednostek wojskowych, tak aby osiągnęły zdolność do realizacji procedur szkolenia, w przyszłości do dowodzenia jednostkami”. Zakłada się także zmiany w garnizonie Suwałki, choć jednostka zachowa charakter przeciwpancerny. Potrzeby oczywiście są większe niż 2650 żołnierzy w 2015 roku i kolejni w następnym, resort obrony otrzymał stosowne analizy z Dowództwa Generalnego RSZ. „Wiadomo o jakich wielkościach rozmawiamy, czekamy na decyzje” - dopowiedział Różański.

Rezerwiści wygrywają wojny

   W przeszłości, z różnych powodów, mniejszą wagę przywiązywano do przygotowania żołnierzy rezerwy. Według generała, rok 2015 jest rokiem przełomu. Ponad 10 tysięcy rezerwistów odbyło przeszkolenie i nie było ono związane z popularnymi w przeszłości zajęciami w wymiarze jednego dnia, gdzie w praktyce przymierzano umundurowanie, aktualizowano dokumenty, odbywano pojedyncze strzelanie. W tym roku po raz pierwszy wojsko powołało batalion Obrony Terytorialnej, który po krótkim przygotowaniu brał udział w szkoleniu z wojskami operacyjnymi w trakcie ćwiczeń Dragon-15. Doświadczenia miały pokazać, że tak wojsko może się szkolić. Generał Różański oczywiście nie wyklucza, że spośród powołanych 400 rezerwistów, nie wszyscy mogli być zadowoleni. „Wizytowałem te podododziały żołnierzy rezerwy, widziałem ich zaangażowanie poparte entuzjazmem” - mówił. Zaplanowano tak zajęcia, aby nie były fikcją. Prowadzono je jako zwarty pododdział OT z wojskami operacyjnymi. Żołnierze mieli okazję poznać nowe wyposażenie wojsk. W ramach Dragon-15, batalion wykonywał zadania typowe dla formacji obrony terytorialnej. Działał na pomocniczym kierunku operacji, zabezpieczał rejony przed przenikaniem grup dywersyjnych przeciwnika, organizował miejsca składowania sprzętu i amunicji, uzupełniał luki i cieśniny pomiędzy pododdziałami wojsk operacyjnych, rezerwistów uczono przygotowania lądowiska do desantowania, naprowadzania śmigłowców, prowadzono działania na tyłach przeciwnika.

   „Po ćwiczeniu utwierdziłem się w przekonaniu, że to rezerwiści będą wygrywali potencjalne konflikty.” - podsumował generał Różański. Zaplanowano utrzymanie tendencji powoływania żołnierzy rezerwy do różnych przedsięwzięć szkoleniowych, takie wytyczne są na 2016 rok. Przy okazji każdego ćwiczenia, które jest organizowane przez brygady czy dywizje, mają także szkolić się pododdziały OT. Według generała, dowódcy podchodzą do tego z rezerwą. Nie ma jednak wątpliwości, że tak należy konsekwentnie robić. Wojsko ze swojej strony musi organizować ćwiczenia ciekawe, szkolić rezerwistów na poligonach, niech tam tworzą własne obozowiska, a że potrafią to robić, pokazać miano podczas Dragon-15. Więcej odpowiednio ukierunkowanych szkoleń powinno skutkować spadkiem obaw wśród dowódców i samych rezerwistów. Według Dowódcy Generalnego, nie jest również tak, że obronę terytorialną w Polsce trzeba budować od zera. Struktura jest stworzona, do końca roku będziemy posiadać 30 batalionów OT złożonych wyłącznie z rezerwistów. Nie jest to jeszcze potencjał adekwatny do potrzeb, ale jest obecny.

   Wiele uwagi podczas rozmowy generał Różański poświęcił przygotowaniu żołnierzy specjalistów, z naciskiem na rezerwistów. Przyznał, że nie jest to sprawa prosta. Wiedząc jaki sprzęt posiadamy, na przykład czołgi o różnym potencjale, wojsku powinno zależeć na szkoleniu licznych żołnierzy w tych specjalnościach. „Na takich stanowiskach powinniśmy przygotowywać żołnierzy, ze świadomością, że odejdą do rezerwy. Stąd będziemy gromadzili tych rezerwistów. Myślę, że to jest wyzwanie.” - powiedział generał Różański. Technologia jaka jest współcześnie dostępna, dotyka także Sił Zbrojnych. Całkiem odmienny jest sposób prowadzenia transportera Rosomak i BWP-1. Prościej nauczyć jazdy tym pierwszym. Problemem oczywiście pozostaje jeszcze przygotowanie taktyczne i zgranie, ale można to usprawnić. Według generała, sposobem jest wdrożenie przygotowania wojsk w sposób systemowy, na przykład ćwiczenia 30-dniowe, gdy szkolony specjalista-rezerwista będzie wiedział o nich z rocznym wyprzedzeniem, na dodatek będą to zajęcia praktyczne i przydatne. To powinno przynieść korzyść dla poziomu sprawności armii. Natomiast w przypadku kryzysu czy groźby konfliktu, mobilizacja będzie tak ukierunkowana, aby jednostki były na odpowiednim poziomie przygotowywane. Jak tłumaczy generał Różański: „Mało prawdopodobna jest sytuacja, że rezerwista zostanie powołany, umundurowany i za tydzień, za przeproszeniem, pójdzie w bój.” Będzie zatem czas, aby wojsko zgrać. Już dziś są przygotowane ku temu plany, wyznaczone miejsca do szkolenia. Są specjalności, które trzeba natomiast opanowywać latami, jako taki przykład wskazani zostali piloci lotnictwa bojowego.

   Liczby wskazują, że jest wielu chętnych do służby. Armia jest całkiem dobrym pracodawcą. Generał Różański jest zwolennikiem wręcz podniesienia kryteriów przyjęcia. Obecnie, do korpusu szeregowych wymagane jest wykształcenie minimalne na poziomie absolwenta gimnazjum.

   Ważnym elementem jest obszar pomocy dla weteranów, który ciągle jest sferą wspólnego uczenia się. Siły Zbrojne są winne weteranom, by ci mogli czuć się potrzebni. Ich doświadczenie, specjalizację, ale przede wszystkim ofiarę, należy uszanować. Wielu z nich rozstało się z mundurem. W 2016 roku Dowództwo Generalne ma wzmocnić narzędzia współpracy weteranów z armią. Niekoniecznie muszą wrócić do munduru, choć przewiduje się także ułatwienia dla szeregowych w dostaniu się na szkoły podoficerskie, pozostali mogą być pracownikami wojska oraz instruktorami.

   Inny temat to kwestia powrotu do służby rezerwistów. Generał Różański zwrócił uwagę, że dowódcy w jednostkach informują o zainteresowaniu w garnizonach, wśród żołnierzy rezerwy, do powrotu do służby. Mowa o podoficerach i oficerach. Większość z nich z różnych powodów odeszła z armii, często tak decydowano z powodu obaw o zmiany w warunkach emerytalnych czy mieszkaniowych. Jest wśród nich wielu specjalistów technicznych, stracono z takich powodów licznych specjalistów logistyki. Dowództwo Generalne ma doprowadzić do ponownego otwarcia bram koszar dla takich osób.

Fighterzy powinni służyć w wojsku

   Jako każdy dowódca generał Różański chciałby, aby Siły Zbrojne były jak największe. W tym wypadku jednak trzeba pogodzić kilka czynników. Nie są tylko natury finansowej, ale i kadrowej. Dotyczą między innymi osób przechodzących 4-miesięczne szkolenie przygotowawcze. W 2015 roku takich młodych ludzi było 9 tysięcy, w roku przyszłym ma być blisko 12 tysięcy. Generał Różański, po rozmowach z nimi przyznaje: praktycznie wszyscy chcą zostać żołnierzami zawodowymi. Uważa zatem, aby ten nurt sprowadzić w pewne ramy, aby ci ludzie do armii dotarli. To odnosi się także do obecnie służących w korpusie szeregowych. Naturalna fluktuacja kadr w 100-tysięcznej armii zawodowej to 3-4 tysiące ludzi rocznie. Jeżeli doprowadzimy, że nie będzie odpływu z wojska szeregowych, istnieje groźba „zakorkowania” systemu. Młodzi, po szkoleniach przygotowawczych, mogą być zniechęceni, mieć kłopoty ze znalezieniem etatów.

   W wielu armiach świata służba na stanowiskach dla szeregowych jest jasno zdefiniowana w latach. W Polsce, ten górny pułap ustalono na 12 lat. Generał zwrócił uwagę, że tzw. „12-latkowie” czują się dziś pokrzywdzeni, czy wręcz oszukani. Sposób wprowadzania służby zawodowej w naszym kraju nie był typowy, w praktyce został wdrożony bardzo szybko. Ci którzy wówczas rozpoczynali służbę, mentalnie widzieli siebie jako żołnierzy zawodowych, służących aż do należnej emerytury. Na kwestię korpusu szeregowych, zatrzymania ich w służbie, według generała trzeba patrzeć z szerokiej perspektywy. Chodzi o rezerwistów. Należy przede wszystkim wykorzystywać tych, co odbywali służbę w wojsku.

W ostatnim roku służbę przygotowawczą przeszło 9 tysięcy młodych ludzi, w roku przyszłym będzie ich 12 tysięcy. Chcą by dać im szansę służby w armii.

   Dla osób po szkoleniach przygotowawczych, od przyszłego roku wprowadzone mają być w szerszym wymiarze ćwiczenia rotacyjne w jednostkach. Bedą się one odbywać nie tylko 1-2 razy w roku, ale jeżeli będzie taka potrzeba, dużo częściej. Ćwiczenie rotacyjne trwać będzie do 30 dni. W tym czasie żołnierzom po służbie przygotowawczej wojsko ma wydatnie pomóc. W tym celu Dowództwo Generalne RSZ ma współpracować z administracją wojskową (podległa Sztabowi Generalnemu WP), komisjami lekarskimi, przychodniami specjalistycznymi. Według obecnych ocen, przejście wszystkich procedur prowadzących do służby w wojsku trwa około 6 miesięcy, wielu młodych ludzi po takich doświadczeniach może mieć dość armii. „System nie jest najlepszy, jako Dowódca Generalny podejmę działania by to usprawnić. Gdy już dostaniemy tego młodego człowieka w ręce, to go doprowadźmy do końca” – planuje generał Różański, dodając, „podstawimy autobus, który zawiezie ich na badania do szpitali, tak już robiono, jak przygotowywaliśmy się na misje.”

   Generał Różański odniósł się także do kwestii wykorzystania organizacji proobronnych w systemie bezpieczeństwa państwa. Według niego, istnieją takie opracowania jak plan reagowania obronnego czy program pozamilitarnych przygotowań obronnych. Dokumenty pokazują, że w systemie obronnym Siły Zbrojne RP są tylko jego częścią. Za obronę kraju odpowiada nie tylko ministerstwo obrony, inne resorty mają także zdefiniowane zadania, istotne obowiązki posiadają wojewodowie. Różne spotkania, w tym wrześniowe w Warszawie na placu Piłsudskiego przypominają, że zaangażowanie społeczne w sprawy proobronne jest. Ten entuzjazm ciągle oscyluje na wysokich poziomach. „Ja zadaję sobie pytanie, czy wszyscy powinniśmy nosić karabiny, czy wszyscy musimy być użyci w strefie działań bezpośrednich? – tak stawia pytanie o podział zadań generał Różański.

   Miejsce takich organizacji powinno być uporządkowane, według Dowódcy Generalnego, na poziomie wojewodów. Należy uszeregować czym będą się zajmowali harcerze, strzelcy, organizacje proobronne. Takich segmentów bezpieczeństwa jest natomiast wiele, to szeroko rozumiana pomoc słabszym, pomoc społeczna. Jeżeli ten entuzjazm w tę stronę zostanie ukierunkowany, będzie racjonalny. „Ci którzy chcą być za wszelką cenę fighterami, chcą być żołnierzami, niech idą tą ścieżką która jest wskazana dzisiaj. Służba przygotowawcza, ćwiczenie rotacyjne i jednostka. Nie chcę separować tych ruchów, ale chcę aby wszystko było przejrzyste: wojska operacyjne, obrona terytorialna i organizację proobronne” - mówi generał. Liczba osób czynnie uczestniczących w procesie obrony państwa może być wielka, padł przykład tysięcy uzbrojonych ludzi w ramach Specjalistycznych Uzbrojonych Formacji Ochronnych (SUFO). To kwestia synchronizacji i porządkowania wysiłków, na dodatek nie trzeba tego robić od początku, są już dokumenty.

Mariusz Cielma




Rejestracja

Funkcja chwilowo niedostępna

×

Logowanie

×

Kontakt

×
Amerykańskie pociski manewrujące - AGM-158A JASSM, AGM-158B JASSM-ER, LRASM

Amerykańskie pociski manewrujące - AGM-158A JASSM, AGM-158B JASSM-ER, LRASM

W 1986 roku w USA zainicjowano program Tri-Service Standoff Attack Missile (TSSAM), który miał doprowadzić do opracowania rodziny modułowych pocisk...

więcej polecanych artykułów