Serwis używa cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.
zamknij   

szukaj

2020-09-11 01:45:50

Moskit kłuje coraz mocniej

     Podczas MSPO 2019 dosyć powszechnie i z nadzieją na przyszłość odnotowano jego niespodziewaną obecność. W bieżącej edycji kieleckich targów z satysfakcją można było zapoznać się z postępami prac przy realizowanym przez Wojskowy Instytut Techniczny Uzbrojenia z Zielonki projekcie rodziny zestawów z przeciwpancernymi pociskami kierowanymi Moskit. Biorąc pod uwagę postępujący program prób, ale i sytuację na polu ppk dla polskiej armii - Moskit kłuje coraz mocniej.

Tegoroczna ekspozycja rodziny Moskit robiła wrażenie. Do podstawowej odmiany Moskit-LR (z lewej) oraz modelu pocisku pokazano także makietę naramiennego Moskit-SR oraz kontener transportowo-startowy. W tle można było zapoznać się z filmową prezentacją przeprowadzonych badań poligonowych.  

 Od makiety podstawowej wersji Moskit-LR prezentowanej na poprzedniej edycji upłynął tylko rok, a na MSPO 2020 projekt rodziny ppk Moskit zajmował bardzo pokaźną część ekspozycji WITU. Zauważalny postęp tym bardziej cieszy, bowiem prowadzony jest z wykorzystaniem jedynie środków własnych instytutu z niemożliwym na Zachodzie budżetem na poziomie kilku milionów złotych. Z tego powodu skupiono się przede wszystkim na prowadzeniu prac przy podstawowym zestawie z pociskiem Moskit-LR, w cięższej odmianie na trójnogu oraz lżejszej, odpalanej z ramienia. Inni członkowie rodziny traktowani są jako koncepcje, mapa drogowa możliwych do opracowania wersji pocisku i modułów ogniowych. To co podkreśla się w WITU, w projekcie korzystają jedynie z własnych rozwiązań, wspomagając się w niektórych elementach pochodzącymi tylko z polskich podmiotów (PCO S.A.). Takie podejście zapewnia pełną kontrolę nad systemem, zarówno pod względem operacyjnego wykorzystania, jego rozwoju, jak i braku innych niż polskie warunków eksportowych.

 Przyjęty harmonogram zadań na najbliższy czas obejmuje zamknięcie konstrukcji docelowej, pełną integrację wykorzystanej elektroniki (kamera telewizyjna, kamera termowizyjna, dalmierz laserowy), sprawdzenie działania autopilota w różnych warunkach, w tym zakłóceń. Dotychczas wykonywano loty po zaprogramowanej trasie na maksymalną odległość blisko 3 km. Starając się dopracować platformę pocisku i jego układu naprowadzania, nie prowadzono badań z użyciem głowicy bojowej.

 Moskit-LR charakteryzuje się użyciem na dystansie 100-5000 metrów. Pocisk ma kaliber 120 mm, masę 12 kg i długość 1250 mm. W części bojowej wyposażony został w głowicę kumulacyjną złożoną z prekursora oraz głównej jej części, zgodnie z informacją zdolną pokonać 700-800 mm płyty RHA umieszczonej za pancerzem ERA. Pojedynczy zestaw składa się z pocisku umieszczonego w kontenerze transportowo-startowym, przyrządu obserwacyjno-celowniczego (8 kg) oraz trójnoga (3 kg). Łączna masa zestawu wynosi 26 kg. Z powodu rozmiarów i masy obsługę systemu stanowi dwóch żołnierzy. Pracuje się także nad odmianą odpalaną z ramienia. Przy tym samym pocisku, zastosowano lżejszy przyrząd obserwacyjno-celowniczy (masa 5 kg), który ma być dopiero wyposażony w nowe, mniejsze elementy (kamera dzienna, termowizyjna i dalmierz laserowy). Wariant odpalany z ramienia charakteryzować ma się łączną masą 20 kg i będzie wykorzystywany przez jednego żołnierza.

 Pocisk może być kierowany metodą wystrzel i zapomnij oraz wystrzel i koryguj. W tym drugim przypadku komendy przesyłane są dzięki światłowodowi, dążeniem było bowiem pozostawienie operatorowi na każdym etapie lotu pocisku możliwości podjęcia decyzji o zmianie potencjalnego celu lub wręcz rezygnacji z niszczycielskiego ataku. Nie ma bowiem możliwości, aby z kilku kilometrów głowica pocisku zidentyfikowała cele. Owszem, wykryje odróżniający się termicznie obiekt, ale pewnych reguł nie uda się ominąć. Warto dodać, że podobnie jest z kamerami w czołgach T-72M1R, identyfikacja celu przy kamerze Asteria wynosić ma zdecydowanie mniej niż jeden kilometr. Bezpośrednie naprowadzanie pocisku odbywa się dzięki głowicy GOE-1 wyposażonej w niechłodzony detektor. Pocisk do celu może lecieć z zastosowaniem tzw. górki, wznosząc się po odpaleniu na wysokość około 150 m i ułatwiając tym samym uzyskanie świadomości taktycznej przez operatora oraz wybór obiektu ataku, ewentualnie na bliższych dystansach ogniem na wprost. Zastosowany silnik startowy pracuje przez 80 milisekund, silnik marszowy przez 10 sekund.

 Konstruktorzy porównują swoje opracowanie do Spike-LR2, a nie użytkowanej w wojsku pierwszej generacji izraelskiego rozwiązania. Przede wszystkim chodzi o niechłodzony detektor głowicy naprowadzającej pocisk, ten w klasycznym Spike jest chłodzony, więc uruchomienie detektora wymusza jego użycie w czasie kilkudziesięciu sekund.

Moskit-SR, zwany także "polskim Javelinem", charakteryzuje się mniejszym zapasem paliwa, tym samym mniejszym zasięgiem, długością czy masą. Z dostępnego budżetu nie można realizować testów różnych wariantów rodziny Moskit. Istnieje ryzyko, że ten budzący nie tylko sympatię, ale i nadzieję projekt, pozostanie kolejną ciekawostką. WITU nie ma możliwości i nie powinien szukać okazji do komercjalizacji projektu z partnerem zagranicznym. Wchodzi jednak na trudny grunt walki o polski przeciwpancerny tort, z podmiotami wydającymi zapewne więcej na podróże służbowe, niż wojskowy ośrodek na rozwijanie swojego produktu. fot. Mariusz Cielma/Dziennik Zbrojny

 Oczywiście przedstawiciele WITU nie chcą podawać konkretnych, szacunkowych kosztów zestawu. Jasno jednak wskazując, że są istotnie niższe od obecnie nabywanych rozwiązań. Można jednak spotkać się z nieoficjalną szacunkową opinią, że w grę wchodzi redukcja o 50%. Dotychczas zbudowano jeden komplet obserwacyjno-celowniczy celem badań demonstratora/prototypu oraz trzy partie pocisków. Kolejna, w liczbie do kilkunastu sztuk, planowana jest do odpalenia w czwartym kwartale bieżącego roku. Licząc każdą złotówkę, odzyskuje się odpalone pociski i po raz kolejny elaboruje wykorzystując do celów badawczych. Budowa i montaż pocisków odbywa się w WITU. Instytut stara się pracować nad wszystkimi elementami zestawu równocześnie, aby nie opóźniać projektu. Dotychczas wykonywano loty po zaprogramowanej trasie na dystans do 3 km, oczywiście bez głowicy bojowej.

 Do końca 2021 roku WITU planuje osiągnięcie dla zestawu Moskit ósmego poziomu gotowości technologii, czyli zakończenie badań i demonstrację technologii. Stąd już krok od docelowej formy gotowej do podjęcia produkcji. Wynika to z możliwości WITU, głównie finansowych. Dlatego instytut stara się zainteresować PGZ, jako potencjalnego licencjobiorcę zestawów Moskit, do włączenia się w jego opracowanie. To także korzystne dla bezproblemowego przejęcia rozwiązania, jeśli potencjalny jego producent uczestniczy od pewnego etapu w pracach. Zakończenie badań wymagać będzie odpalenia kilkudziesięciu pocisków, z wiadomych powodów, niemożliwych już do odzyskania, a więc potrzeby istotnych inwestycji, poprzedzonych raczej bardziej namacalnym zainteresowaniem wojska.

 Mowa o rodzinie Moskit, bowiem prócz podstawowej wersji LR, WITU proponuje także zestaw Moskit-SR. Chodzi o rozwiązanie krótkiego zasięgu, maksymalnie do 2500 m. Pocisk jest praktycznie ten sam co w Moskit-LR, pomniejszono jego zapas paliwa. Mowa więc o takim samym kalibrze 120 mm, ale długości 1150 mm oraz masie zredukowanej do 10 kg. Silnik startowy pracuje przez 80 milisekund, marszowy przez 6 sekund. Przyrząd obserwacyjno-celowniczy znany z naramiennej wersji Moskit-LR waży 5 kg, a pojemnik transportowo-startowy kolejne 13 kg. Odpalany z ramienia zestaw charakteryzuje się łączną masą 18 kg i jest wykorzystywany przez jednego żołnierza.

 Dwie odmiany Moskit-LR oraz krótki zasięg pod postacią Moskit-SR, to nie wszystko. WITU opracowało również koncepcję serii wyrzutni pod wspólnym kryptonimem Dominator. Pierwsza z nich o masie 100 kg, z dwoma pociskami gotowymi do użycia, przewidziana jest do wykorzystania na zestawach wieżowych, na przykład bezzałogowym ZSSW-30. Dominator 2 to już propozycja dla niszczyciela czołgów, która zawiera w gotowości do użycia cztery pociski Moskit, choć projektanci nie widzą przeszkód, aby bloki te mogły być rozbudowane do 8 pocisków. Dodatkowe oczywiście mogą być przewożone w wozie jako zapas. Masa tego z kolei modułu wynosi 440 kg. Dominator 3 jest propozycją dla platformy lotniczej, głównie chodzi o śmigłowce. Podstawę tworzy jednostka ognia pojedynczej wyrzutni w postaci czterech pocisków. Dzięki platformie lotniczej zasięg ppk wzrasta do 6 km. Dominator 3 może być wyposażony w głowicę optoelektroniczną (niezbędną dla nośników jej pozbawionych) lub bez niej, jeśli np. śmigłowiec posiada integralną. Oczywiście użytkownik ma dużą swobodę, na którym nośniku planowałby montaż przeciwpancernych Moskitów. Instytut opracował dokumentację wyrzutni, na tym etapie dostępności środków finansowych, nie przewiduje możliwości ich zbudowania.

 Koncepcją jest także pocisk Moskit-ER, czyli rozwiązanie o wydłużonym zasięgu. Z przedstawionych już powodów to również przede wszystkim koncepcja. Opracowana wersja pocisku Moskit dysponować ma większym zapasem paliwa. Zgodnie ze słowami projektantów, wariant ER odpalany z platformy lądowej może charakteryzować się zasięgiem rzędu 8-10 km, przy odpalaniu ze znajdującego się na odpowiedniej wysokości śmigłowca już 13-14 km.

 Problemem projektu Moskit nie jest przełamanie barier technologicznych, te są już dostępne, lub wkrótce takimi się staną w naszym kraju. Problemem jest wejście w dosyć ubite już pole różnych interesów, gdzie z jednej strony pozyskuje się systemy Javelin, z drugiej zaś walczy o przetrwanie już istniejących w przemyśle projektów pokroju Pirat czy montowanych pocisków Spike-LR. Moskit kłuje w ułożone międzynarodowe stosunki polityczno-gospodarcze, ale i bliższe, bo własne rozwiązania. Czy Moskit się przekłuje, oczywiście to trudna materia, ale niech czytelnik ma świadomość, że są w Polsce dosyć zaawansowane projekty, na których z pełną odpowiedzialnością można wydrukować made in Poland. Tańszy pocisk, polskie prawa własności to także w końcu ciekawa szansa na przełamanie granicy znanej w polskich batalionach od dekad, aby ta podstawowa jednostka w walce z bronią pancerną przeciwnika dysponowała czymś więcej niż tylko sześcioma nowoczesnymi wyrzutniami ppk, na dodatek z małą jednostką ognia.

(MC)




powered by Disqus

Rejestracja

Funkcja chwilowo niedostępna

×

Logowanie

×

Kontakt

×
Bezzałogowy General Atomics MQ-1C Gray Eagle

Bezzałogowy General Atomics MQ-1C Gray Eagle

Rok 2002 przyniósł dwa bardzo istotne wydarzenia dla przyszłości floty systemów bezzałogowych US Army. Jednym z nich było rozpoczęcie dostaw, pocho...

więcej polecanych artykułów