Serwis używa cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.
zamknij   

szukaj

2012-03-13 11:01:07

Misyjne Rosomaki

     W grudniu 2002 roku komisja przetargowa MON wybrała wyrób fińskiej Patrii – transporter AMV (Armoured Modular Vehicle) w programie kołowych transporterów opancerzonych dla Wojska Polskiego. Głównym polskim partnerem Skandynawów zostały Wojskowe Zakłady Mechaniczne w Siemianowicach Śląskich. Początkowe plany mówiły o nabyciu 690 pojazdów za kwotę blisko 5 mld PLN. Jak chyba każde rozstrzygnięcie w którym w grę wchodzą duże pieniądze, wybór wcale nie był tak jednoznacznie dobrze przyjęty. Konkurencja i osoby nieprzychylne umowie zadbały o zły wizerunek w mediach. Sam pamiętam ten czas, jak głównie przez prasę ogólnopolską przewijały się artykuły o tonących czy słabo opancerzonych transporterach. By uciąć spekulacje, doszło do tego, że w 2006 i 2007 roku przeprowadzono próby ogniowe na pełnowartościowym Rosomaku (nazwa polskiej wersji wyłoniona na drodze konkursu miesięcznika Nowa Technika Wojskowa). Ostatecznie przeszedł je pomyślnie, inaczej może byśmy nie mieli o czym pisać. Rosomaków przybywało z miesiąca na miesiąc, co nie obywało się bez problemów czy zaniedbań, ale w końcu stał się gwiazdą naszych Wojsk Lądowych. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić akcji promocyjnej wojska bez udziału tego pojazdu. Pół żartem, pół serio można zaproponować MON stworzenie plutonu „promocyjnego” Rosomaków z maszyn wcześniej mocno uszkodzonych w Afganistanie (bez kwalifikacji do służby w linii z powodu obciążeń pancerza, kadłuba itp). Niezły wizerunek byśmy zaprezentowali, dbamy o wiarusów nie tylko w mundurach, ale także o ich narzędzia służby [1].

   Libański falstart

   W lipcu 2006 roku doszło do konfliktu zbrojnego na pograniczu izraelsko-libańskim pomiędzy SZ Izraela a szyicką organizacją Hezbollah. Finałem działań było skierowanie w ramach Sił Pokojowych Narodów Zjednoczonych rozjemców, w tym i żołnierzy Wojska Polskiego (kompania 18. batalionu z Bielska-Białej). Polacy mieli wieloletnie doświadczenie z operowania w tym rejonie, w ramach dwóch innych kontyngentów ONZ, na pograniczu izraelsko-libańskim i izraelsko-syryjskim (wzgórza Golan). Doświadczenie może i duże, ale raczej pod kątem logistycznym - były to spokojne misje, nie bez powodu żartobliwie nazywane ośrodkami wczasowymi. Tym razem należało się spodziewać innych warunków do działań, byliśmy przecież świeżo po walkach.

   Pojawiła się propozycja wysłania wsparcia w postaci plutonu czterech KTO Rosomak z 17. Brygady Zmechanizowanej. Zakładano ich użycie do wzmocnienia baz polskiego zgrupowania oraz mobilnej osłony konwojów logistycznych. Pojazdy w wariancie bwp (na pewno numery rejestracyjne UB02103, UB02107, UB2108) skierowano we wrześniu 2006 roku na przegląd do Siemianowic Śląskich. Prócz charakterystycznego białego malowania i napisów „UN” nie dokonano, żadnych modyfikacji (przecież nie będziemy za taką uważać instalacji masztu pod flagę ONZ). Istniały poważne obawy na ile opancerzenie jakby nie patrzeć transportera, spełnia warunki spodziewanego zagrożenia. Wszak Rosomak chronił przed pociskami przeciwpancernymi 14,5 mm tylko od strony przodu, boki i tył to tylko osłona przed amunicją 7,62 mm – a to za mało. W tym czasie były już pierwsze oferty na wzmocnienie zabezpieczeń w naszych KTO.

   Firma Alter wespół z Wojskowym Instytutem Techniki Pancernej i Samochodowej (Sulejówek) oferowała wewnętrzne wykładziny z laminatu chroniące przed odłamkami przebitego pancerza oraz osłony na elementy siedzisk. WITPiS z WZM z Siemianowic zaproponowały również „twarde” panele dodatkowego pancerza. Kompozytowe elementy miały zabezpieczyć dodatkowo boki i tył KTO przed penetracją przeciwpancernym pociskiem 14,5 mm. Ostatnim rozwiązaniem wartym zastosowania mogły być panele prętowe (testowane w 2004 roku na BRDM-2 Szakal) chroniące przed prostymi głowicami broni ubogich – granatnikami RPG-7. Ostatecznie jednak, wozy przygotowano tylko pod kątem pokojowego kamuflażu, a dokładniej jednoznacznej ich identyfikacji. Dni, a potem miesiące płynęły, a pluton ONZ stał dalej w Siemianowicach, były również zapowiedzi jego ilościowego wzmocnienia. Z wysyłki do Libanu w ramach kontyngentu UNIFIL ostatecznie nawet tych czterech Rosomaków zrezygnowano.

Rosomak melduje się w Afganistanie

   Pierwsze przymiarki do wysłania transporterów z polskimi żołnierzami do Afganistanu określono na przełomie roku 2005/2006. Było to po głośnej zapowiedzi ministra Radosława Sikorskiego o bojowym i licznym udziale Wojska Polskiego w operacji w dalekiej Azji. Kierowany wzmocniony batalion piechoty miał prowadzić działania ofensywne. Nowe pododdziały polskie na teatrze miały rozpocząć misję w połowie 2007 roku. Jednak jeszcze we wrześniu 2006 roku niewiele się działo w sprawie wzmocnienia pancerza Rosomaka. W kraju mogły służyć w wersji bazowej, planowana w tym czasie operacja w Libanie była już pewnym zagrożeniem dla pojazdów, natomiast Afganistan był pytaniem nie czy, ale jak szybko zaatakują rebelianci naszych żołnierzy.

   Z pewnością w pisaniu historii udziału transporterów na misjach istotny wpływ miały dwie próby ogniowe jakie przeszedł jesienią 2006 roku i wiosną 2007 jeden, w pełni ukompletowany Rosomak. Tym sposobem MON próbował poprawić wizerunek sprzętu wysyłanego do Afganistanu. Minister Sikorski w konsultacji z wiceministrami zdecydował o sprawdzeniu transportera pod kątem bezpieczeństwa. Wylosowano jeden z nowo powstałych wozów w wersji BWP (UB 02104, wóz nr 43). We wrześniu 2006 roku zatwierdzono zakres i metodykę badań. Zapoczątkowano je 28 września desantem transportera z pokładu okrętu ORP Poznań podczas ćwiczeń Anakonda 2006. Potem były testy w zakresie obrony przeciwchemicznej (pod Kazuniem) oraz szerokie próby balistyczne w połączeniu z wybuchem 6 kilogramowej miny (poligon Nowa Dęba). Generalnie żaden z pocisków 14,5 mm wystrzelonych z BRDM-2 nie przebił pancerza transportera (oczywiście mowa o zasadniczej warstwie, nie zewnętrznej), udało się to strzelcowi wyborowemu, który pociskiem 7,62 mm trafił w szczelinę pomiędzy drzwiami tylnymi. Następnie obrócono wieżę Rosomaka na bok i wtedy ponownie ogień otworzył KPWT 14,5 mm. Pociski przeszły przez pancerz zasadniczy. Przy takim ustawieniu miały do tego prawo.

 

UB 02041 - Rosomak w afgańskim wariancie z 2007 roku, ten egzemplarz to jednak mała fałszywka, to nie dodatkowy pancerz ale masowo-gabarytowy jego odpowiednik.

   Do Afganistanu musiały jechać pojazdy dopancerzone. Jak to u nas zwykle bywa, sprawę przespano choć o znacznym kontyngencie kierowanym do tego kraju wiedziano już przynajmniej w 2005 roku. Dopiero 22 grudnia 2006 WZM w Siemianowicach podpisały z Departamentem Zaopatrywania Sił Zbrojnych umowę na opracowanie doposażonej wersji transportera w tzw. wariancie afgańskim. Suma opiewała na około 80 mln PLN (w tym pancerz) a prace miały objąć 56 Rosomaków. Skupiono się na pancerzu. Musiał oprzeć się przeciwko pociskom przeciwpancernym 14,5 x 114 mm oraz w niektórych, istotnych z punktu widzenia ochrony ludzi lub przeżywalności wozu miejscach, przed amunicją granatnika RPG-7. Rozpoczęło się gorączkowe poszukiwanie dostawcy dodatkowych paneli opancerzenia. Prócz parametrów technicznych istotnym czynnikiem był termin dostawy. Izraelski Rafael wyróżnił się deklaracją tylko 6 miesięcznej realizacji umowy. Początkowo rozważano wariant pasywno-reaktywny, ostatecznie tematu nie poprowadzono i z tej wersji zrezygnowano w styczniu 2006 roku z powodu dużej masy (4200 kilogramów za pakiet) oraz zmiany rozmiarów kadłuba (strata gwarancji od Patrii). I tu mała uwaga. Standardowy pancerz naszego transportera to dwie płyty, wewnętrzna 8 mm i zewnętrzna 3 mm. Tą zewnętrzną miano zdemontować i w jej miejsce dołożyć panele izraelskie. Brak reaktywnych elementów pancerza spowodował próbę doposażenia wozu w osłonę aktywną (mówił zresztą o tym ówcześnie gen. Skrzypczak) – myślano o ukraińskim systemie Zasłon. Wyprzedzając fakty dodam, że we wrześniu 2007 roku pokazano w Kielcach Rosomaka z systemem Szerszeń (powstał na bazie Zasłona) – działał na zasadzie wykrycia zagrożenia i wybuchu elementów rażących tuż przed pancerzem zasadniczym osłanianego wozu. Myślano również o wzmocnieniach na wybuch miny pod kołami (standardowy Rosomak wytrzymuje detonację 6 kilogramowego ładunku, choć Finowie dopracowali osłony i udało im się osiągnąć w tym czasie sukces przy 10 kilogramach).

Kamera boczna KDN-1, jej zadaniem jest poprawa świadomości sytuacyjnej żołnierzy desantu.  

   Wzmocniono środki łączności, Rosomaki otrzymały radiostację KF RF-5800H firmy Harris, radiostację z pracą typu SINGCARS (część wozów), terminal dowódcy typu DD9620T (z systemem AFTS śledzenia położenia wojsk własnych, AFTS kupiono 36 kompletów) i nowszą wersję systemu łączności wewnętrznej Fonet z radiostacjami PNR-500. Wewnątrz przedziału desantowego znalazły się dwa monitory ciekłokrystaliczne DD9620T-10 współpracujące z dwoma stałymi kamerami KDN-1 (z PCO, stała ogniskowa, widzialność 230 metrów w dzień i 150 w nocy) zamontowanymi prostopadle do linii kadłuba (jedna z każdej burty). W pewnym momencie rozważano instalację zagłuszarek EJAB-C firmy Elisra – w końcu 20 sztuk zamontowano na HMMWV. Nowością w polskim wydaniu były systemy wykrywania i lokalizacji broni strzeleckiej. Ostatecznie spośród czterech ofert wybrano francuski Pilar (początkowo 39 zestawów za 1,67 mln PLN). Pilar MkIIw wykrywa strzały amunicją strzelecką czy moździerzową w promieniu do 1500 metrów od pojazdu. Dodatkowo Rosomaki afgańskie otrzymały noże do przecinania lin (pułapka na kierowców czy innych członków załogi wyglądających z wnętrza pojazdu) oraz charakterystyczny bo montowany z przodu pojazdu metalowy pojemnik na concertinę. Concertiną z kolei można otaczać kadłub transportera, tym samym blokować wejście na wóz osobom niepożądanym. Zdemontowano z kolei nieprzydatne w warunkach Afganistanu falochron i pędniki wodne – w sumie 300 kilogramów. Sporo swego czasu pisało się o malowaniu transporterów kierowanych do Azji, część osób była zwolennikami naniesienia bardziej odpowiedniego kamuflażu, jednak ostatecznie pozostano przy pierwotnym, zielonym kolorze, zakładając, że pojazd i tak pokryje wszędobylska na teatrze warstwa kurzu. Zakłady w Siemianowicach Śląskich musiały w tempie iście ekspresowym przygotować wybrane KTO dla PKW Afganistan, już w kwietniu 2007 roku miały się bowiem znaleźć w rejonie działań.

   Pozostawała sprawa dodatkowego pancerza. Za około 58 mln PLN zakupiono 56 pakietów pancernych w Rafaelu. 24 z nich bezpośrednio z Izraela miało dotrzeć do polskich logistyków i pracowników WZM w bazach Afganistanu, a pozostałe, jako rezerwa miano zmagazynować u nas w kraju. Jeszcze w marcu 2007 roku przeprowadzano ostatnie próby w Izraelu przed zaakceptowaniem pakietu pancerza dla Rosomaka. W tym czasie burza medialna wokół transportera sięgała zenitu, było to także wynikiem efektów specyficznego ostrzału UB02104 we wrześniu 2006 roku. Nowy minister obrony Aleksander Szczygło oraz generał Franciszek Gągor uspokajali.

Moduł systemu aktywnej obrony Szerszeń, swego czasu oferowany dla Rosomaka.

   Na pierwszą zmianę Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie wraz żołnierzami 17. Brygady Zmechanizowanej (gros 1. i 2. kompania 1. batalionu zmotoryzowanego) wyjechały 24 Rosomaki (wszystkie z wieżą Hitfist 30P, upadł w swoim czasie rozpatrywany pomysł przebudowy 2-4 transporterów bazowych na wzt oraz wysłania demonstratora pojazdu ewakuacji medycznej tzw. Rosomak-WEM). Od 3 kwietnia 2007 roku, prócz innego sprzętu, na pokład transportowego An-124 załadowano pierwsze z wysyłanych Rosomaków KBWP.

   W drugiej połowie kwietnia 2007 roku na poligonie w Nowa Dęba zrealizowano drugi etap prób transportera UB02104 (ten sam egzemplarz co jesienią). Tym razem ostrzeliwano wóz osłonięty panelami Rafaela, które dotarły do Polski kilka dni wcześniej, 18 kwietnia. Wyniki próby ogniowej okazały się nawet lepsze niż zakładano – minimum to 90% prawdopodobieństwo odparcia ataku amunicją 14,5 mm B32. Drugi pojazd (UB02141) przeszedł badania trakcyjne na dystansie około 3000 kilometrów z balastem imitującym dodatkowe obciążenie pancerzem. Wszystko było również w porządku. Po oficjalnym zatwierdzeniu pozytywnej opinii komisji uznano umowę z Izraelczykami za ważną i czekano na jej realizację (zmieniono tylko krój niektórych paneli oraz dodano dodatkowe w niektórych strefach wozu). Nastąpiło to w połowie lipca 2007 roku. Ekipy mogły przystąpić do montażu paneli na wozach. 6 lipca 2007 roku transportową Casą z Izraela dowieziono do Polski pojedynczy zestaw paneli już w wersji docelowej po poprawkach. Rosomak z nim przeszedł ostateczne uzupełniające próby ogniowe w dniach 12-13 lipca. Wszystko było zgodnie z oczekiwaniami, można było działać. Montaż jednego kompletu opancerzenia na transporterze zajmował początkowo 12 godzin, potem był znacznie skrócony. Nieco wcześniej, 11 czerwca 2007 roku po raz pierwszy transportery Rosomak wyjechały poza bazę Sharana i odbyły ćwiczebne strzelania z armat 30 mm. Rozpoczęła się służba z baz w Ghazni i Sharana.

Zbliżenie na górne partie wieży, za włazami widoczne mikrofony systemu Pilar MkIIw.

   Wojsko raczej nie chwali się statystykami, pewnym jednak jest, że w trakcie I zmiany PKW Afganistan uszkodzonych zostało kilka Rosomaków (w tym dwa poważniej poprzez IED, musiały być naprawiane u nas w kraju), co jednak najważniejsze, nikt z osób znajdujących się na ich pokładzie nie odniósł w zasadzie obrażeń. Pierwsze transportery przejechały na misji w sumie 85 tysięcy kilometrów bez większych problemów prócz takich kwestii jak zużywające się filtry powietrza czy puszczające uszczelki w instalacji hamulcowej. Serwis i logistycy zapewnili 85% sprawność transporterów na misji co dla oddziałów liniowych w zasadzie nie powinno być odczuwane, zabrano do Afganistanu 24 Rosomaki ale aż 8 z nich miało pełnić funkcję wozów rezerwowych. Wóz po pierwszej zmianie odzyskał dobre imię i z nietrafionej inwestycji stał się gwiazdą Wojska Polskiego. W II zmianie znalazły się również 24 KTO (dojechały dwa w miejsce poważnie uszkodzonych).

Operacja w Czadzie

   Pokrzepieni efektami działań w Afganistanie, decydenci postanowili wysłać Rosomaki na misję do afrykańskiego Czadu. Była to operacja Unii Europejskiej, a Polacy znaleźli się tam prawdopodobnie na skutek prośby francuskiej (a może konkretniej, pewnego układu z ustanowieniem Partnerstwa Wschodniego w tle). Misja miała być dużo spokojniejsza i bezpieczniejsza niż ta afgańska. Pod koniec 2007 roku Wojska Lądowe przewidywały skierowanie do Afryki 8 transporterów z działkami 30 mm, potem również jeden z pierwszych sześciu wozów ewakuacji medycznej.

   Misja w Czadzie nie była tylko wtórnym wykorzystaniem interesujących nas wozów. Ale wprowadziła do tematu również coś nowego, tzw. pojazd logistyczny czyli bazowy Rosomak uzbrojony w prostą obrotnicę z np. wielkokalibrowym karabinem maszynowym. Był to sposób na zdjęcie części zadań z maszyn z wieżami z Hitfist, a jednocześnie wykorzystanie choć części ze 101 wyprodukowanych ówcześnie (połowa 2008 roku) transporterów bazowych.

   Wiosną 2008 roku plany Wojsk Lądowych mówiły o wysłaniu na Czarny Ląd 16 KTO, 8 z Hitfist, 6 z obrotnicą i 2 WEM. Pojazdy nie otrzymały wzmocnionego opancerzenia, zagrożenie IED czy granatnikami było minimalne. Lekko jednak je zmodyfikowano, przede wszystkim kierowca otrzymał nowy przyrząd obserwacyjny NAP5-14 firmy Vectronix w miejsce PNK-72 Radomka (pole widzenia tego ostatniego tylko około 40 stopni), zmodyfikowany system łączności Fonet (współpraca z lekkimi radiostacjami Falcon II), radiostacje RF-5800H Harris (tylko trzy wozy bojowe pełniące zadania dowodzenia), oświetlacze laserowe (precyzyjniej prowadzi się pojazd widząc nocą w goglach linie lasera), nóż na przedniej masce do przecinania lin, pojemnik na concertinę, uchwyty do mocowania drutu na burcie kadłuba (zabezpieczenie przed intruzami).

   Ale największym hitem była wspomniana obrotnica. Musiała powstać ponieważ kilkakrotnie nie wypalił przetarg na bezzałogowe stanowiska strzeleckie, co byłoby rozwiązaniem najbardziej nowoczesnym. Obrotnica z zestawem osłon tworzy coś na wzór odkrytej od góry wieżyczki o dość wygiętych kształtach. Osłony powstały z podwójnej blachy i zapewniały właściwości ochronne jak kadłub. W płyty wkomponowano w sumie cztery pancerne okna obserwacyjne. Całość ma masę około 500 kilogramów i co nie było w tej sytuacji korzystne, obracana jest ręcznie. Bezpieczeństwo strzelca wzmacniała jeszcze otwierana do tyłu płyta włazu oraz próba posadowienia go jak najbardziej wewnątrz kadłuba (siedzisko). Dodatkowo strzelec (czy to ukm, wkm czy granatnika automatycznego) w trakcie wypełniania zadań miał być ubrany w ubiór ochronny CPE firmy Med-Eg. Sporym mankamentem jest sposób zamknięcia włazu i ukrycia się wewnątrz kadłuba, staje się to problematyczne bez demontażu uzbrojenia lub przynajmniej obrócenia go o 90 stopni od osi wzdłużnej pojazdu. Wariant afrykańskiej obrotnicy z czasem otrzymał nazwę Opancerzone Stanowisko Strzeleckie Małe (OSS-M).

   Operacja EUFOR była dużym wyzwaniem dla naszych logistyków, w odróżnieniu od Iraku Czad nie leżał nad brzegiem morza ale wgłębi gorącego kontynentu. Stacjonowaliśmy głównie w jednej bazie, w okolicach miasta Iriba. Jak wspomniałem na początku, największym zagrożeniem dla naszych żołnierzy i sprzętu byli nie ludzie, ale natura.

   Sam przejazd (głównie na lawetach wynajętych firm) drogą lądową z Kamerunu w rejon działań to blisko 3300 kilometrów. W marcu 2009 roku misja EUFOR zastąpiona została ONZ-towską MINURCAT. Rosomaki na burtach zamiast naklejki europejskiej otrzymały białe litery UN. Operacja zakończyła się dla Polaków w grudniu 2009 roku. Sprzęt powrócił do kraju.

Ciężki afgański logistyk

   Wraz z decyzjami dotyczącymi operacji w Czadzie, w kwietniu 2008 roku Minister Obrony Narodowej Bogdan Klich wydał decyzję o wzmocnieniu PKW Afganistan 20 Rosomakami bazowymi z obrotnicą a skierowanych do zadań transportowych. Nimi miano zmniejszyć potrzebę używania wrażliwych HMMWV, jednocześnie ten wariant wymagał wzmocnienia w stosunku do tego co przewidziano do operacji w Czadzie. Pierwszych 10 Opancerzonych Stanowisk Strzeleckich Dużych (OSS-D) dotarło do Afganistanu wczesną wiosną 2009 roku. W tym czasie w ramach IV Zmiany w kontyngencie operowały już 62 Rosomaki (w tym 10 z OSS-D i 4 WEM).

   OSS-D opracowane przez AMZ Kutno miały wyższe i lepiej chronione ścianki (ochrona przed pociskami 14,5 mm) z małymi okienkami pancernymi z kilku stron. Masywniejsza obrotnica wymagała już przynajmniej częściowego wspomagania poprzez napędy elektryczne, których sterowanie umieszczono przy broni (może być to wkm lub granatnik automatyczny oraz na burcie dodatkowo ukm 7,62 mm). Na transporterach zamontowano izraelskie panele opancerzenia i dodatki zbliżone do tych z wozów bojowych. W 2009 roku musiano dokupić kolejną partię (dla bojowych, logistycznych i WEM – dla tych ostatnich tylko kadłub, dopiero pod koniec 2009 roku ich nadbudówki odsłonięto polskimi panelami z HSJ) 30 kompletów pancerzy za kwotę 47 mln PLN. Liczba przebudowywanych bazowych KTO z obrotnicą OSS-D wyniosła 20 egzemplarzy.

Rosomak bazowy z osłoną strzelca typu dużego.

   Rosomaki w coraz większej liczbie wypełniały etaty naszego kontyngentu. V. zmiana do już posiadanych 62 KTO miała otrzymać kolejne 34 sztuki w tym 20 z Hitfist, 10 z OSS-D i 4 WEM. Nie za bardzo się to udało, tak że VI Zmiana miała ich początkowo 76 sztuk (w tym blisko 50 bojowych), a nie prawie 100 jak planowano. W czerwcu 2009 do Afganistanu wysłano 13 KTO, we wrześniu 7 i w październiku 10. W kwietniu 2010 roku Rosomaków w Afganistanie zgodnie z etatem miało być 102 w trzech wersjach, faktycznie było ich 89 (marzec 2010), w tym 79 sprawnych. Kolejne wzmocnienia osobowe (do 2600 żołnierzy w kontyngencie) spowodowały wzrost tego etatu przy VII Zmianie do 163 KTO (dodatkowo 25 bojowych zwykłych, 26 bojowych z radiostacją Harris i 10 WEM). Według informacji z 2010 roku, za wozy powstające rok wcześniej MON płaciło 9,72 mln PLN, doposażenie do wersji afgańskiej pochłaniało kolejne 2,4 mln PLN.

   Wozy wypełniały zadania w zasadzie bez zarzutu. Nie zmieniły się w dużej mierze doświadczenia i uwagi jakie miano już po I zmianie, często należało wymieniać filtry powietrza, uszczelnienia układów płynnych, opony. Niekiedy sprzęt po prostu się zużywał a podejście tradycyjne polskich biurokratów (kwity!) czy brak zintegrowanego systemu wsparcia eksploatacji powodowały opóźnienia w dostawie części zamiennych, stąd choćby zdjęcia Rosomaków z wymontowanymi kamerami bocznymi. Remontów uszkodzonych czy zepsutych wozów (kilkanaście pojazdów miesięcznie) dokonywano w bazie Ghazni i Warrior. Szacunkowo tylko około 10% uszkodzonych pojazdów nie można było naprawić na miejscu (naruszenia konstrukcji, fundamentu mocowania silnika). W WZM i w MON przyjęto zasadę, jeżeli naprawa pochłonie 65% wartości nowego wozu, to niestety dla tego Rosomaka kończy się służba liniowa. O ile na I zmianie wszystkie KTO przejechały 85 tysięcy, o tyle po dwóch latach służby w Afganistanie pojedynczy rekordzista miał ich już 42 tysiące!

   Polscy żołnierze na własną rękę wzmacniali ochronę Rosomaków, głównie w obawie przed mocniejszymi głowicami kumulacyjnymi. Na burtach montowano więc skrzynki po amunicji, siatkowe skrzynie z wypełnieniem (często dodatkowe siatki wewnątrz) czy kawałki blachy falistej. Pojawiły się sugestie by jednak zielony kolor zamienić na piaskowy, nie ma co ułatwiać życia miejscowym celowniczym. Postulowano instalację na wieży karabinu maszynowego (a la czołgowy przeciwlotniczy). Kolor kadłuba zmieniano choćby poprzez nakładanie jasnych siatek maskujących. Co ciekawe, na VI (?) zmianie zamalowano znaki czerwonego krzyża na wozach WEM, powód ten sam, co w przypadku kamuflażu, załogi nie chciały wskazywać przeciwnikowi punktu celowania.

   Warto napisać choć trochę o nazewnictwie poszczególnych wersji w obiegu wojskowym. I tak, Rosomak bojowy z wieżą Hitfist to wersja M1, z OSS-M wersja M2, z OSS-D wersja M3, WEM z nadbudówką nakładaną to wersja PM1 i nadbudówką spawaną PM2. To o tyle istotne, że za chwilę napiszemy o nowym członku rodziny.

Afgańczyk 2.0

   We wrześniu 2009 roku podczas otwarcia w Siemianowicach Śląskich Centrum Serwisowo-Naprawczego pokazano prototyp nowej wersji misyjnego – afgańskiego Rosomaka. Głównie chodziło o nowe, krajowe panele opancerzenia. Te wykonała Huta Stali Jakościowych z elementami ceramicznymi przekazanymi przez Cenrex. Dodatkowo pojazd ten otrzymał nowe montowane do burty fotele firmy Allen-Vanguard z pięciopunktowymi pasami bezpieczeństwa (foteli nie zastosowano, w warunkach Afganistanu zmniejszono jednak ich liczbę w przedziale desantowym z 8 do 6) oraz system siatkowego opancerzenia Lasso od szwajcarskiego RUAG.

   Z siatkowym opancerzeniem potoczyło się jednak inaczej. 5 lutego 2010 roku zakończono w Wojskowym Instytucie Tchnicznym Uzbrojenia w Zielonce badania konkurencyjnego zestawu RPGNet firmy QuinetiQ. Okazało się, że jego parametry (podobno lepszy o 30% i odporniejszy na nowe granaty) oraz cena były korzystniejsze niż propozycji szwajcarskiej. Zestaw osłon składa się z 10 paneli o łącznej masie około 350 kilogramów. Panele obramowane są ramą (jej odległość to 250 mm od kadłuba) do której przyczepia się za pomocą rzepów siatki w kolorze jasnym. Ramy wpłynęły na zwiększenie szerokości Rosomaka o około 700 mm co z kolei wymusiło montaż nowych lusterek. W 2010 roku zakupionych zostało 129 zestawów siatkowych o szacunkowej cenie 180 tysięcy PLN za zestaw.

W marcu 2010 roku w Sulejówku odbyła się prezentacja nowego Rosomaka dla PKW Afganistan. 

    Ważnym elementem Rosomaków budowanych od września 2009 roku (numer produkcyjny pojazdu 229) było wykorzystywanie polskich blach pancernych z Huty Stali Jakościowych a nie szwedzkich koncernu SSAB Swedish Steel. Prócz samego procesu polonizacji produkcji Rosomaków nasze są po prostu tańsze o około 50%. Prócz samych blach pokuszono się o opracowanie następcy paneli izraelskich. Polski pancerz dodatkowy składa się ze 112 paneli wykonanych z Armstal 550 oraz ceramiki (dostawca Mikanit). Pomiędzy 26 a 29 styczniem 2010 roku przeprowadzono jego badania balistyczne. Amunicją strzelecką strzelano w boczne a granatami RPG-7 w przednie panele, materiał został zaakceptowany. Zamówiono 47 kompletów pancerza dodatkowego dla wozów bojowych i 10 dla ewakuacji medycznej. Podawana w prasie cena wynosiła 915 tysięcy PLN za jeden komplet (raczej dla bojowego). Masa całego KTO wzrosła do prawie 27 ton.

    Nowy Rosomak, a szczególnie kierowca wozu otrzymał nowy przyrząd obserwacyjny PNK-B (zaksres obserwacji 110 stopni) w miejsce dotychczas stosowanych Radomka lub Vectronix. Zmieniono również malowanie całego pojazdu na piaskowe nakładane w trakcie produkcji na nowe pojazdy, stąd nie jest zaskoczeniem widok Zielonego Diabła z jasnymi siatkami.

Zbliżenie na siatkę RPGNet obramowującą na ramach kadłub KTO Rosomak. 

   Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden element. Pod światłami umieszczono okna laserowych podświetlaczy (SOP-1) pomagających kierowcy w prowadzeniu wozu przy założonych goglach. Wóz z nowymi panelami otrzymał sygnaturę M1M.

  

Dodatkowe panele wzmacniają osłonę przed głowicami kumulacyjnymi, jednocześnie znacznie utrudniają prowadzenie pojazdu w terenie co jest powodem częstych uszkodzeń mechanicznych ram i siatek.

   W tym samym czasie pojazdy już używane w Afganistanie doposażono w zestawy AN/VLQ129V0 DUKE służące do zagłuszania zdalnie odpalanych IED (36 wozów) oraz w terminale systemu śledzenia wojsk Blue Force Tracking (50 wozów). Natomiast w kwietniu 2011 roku do Afganistanu dotarł jeden komplet zestawu Sauron (opracowany głównie przez wojskowych z 17. Brygady). Z boku pojazdu zamontowano ruchome ramię na które końcu znajduje się kamera. Zestaw ma masę 120 kg i umożliwia obserwację podejrzanych miejsc bez konieczności opuszczania pojazdu przez załogę. Na miejscu po krótkim okresie prób Sauron przeniesiony został z Rosomaka na MRAP MaxxPro Dash, gdzie z powodzeniem używany był przez saperów. Współtwórca Saurona jest również autorem opracowania wzmacniającego najsłabszy i najbardziej zagrożony dziś element naszego transportera – dno. Wzmocnienie składać się ma z dodatkowej płyty (a dokładnie trzech) mocowanych pod dnem w pewnej odległości od kadłuba zasadniczego (rozproszenie strumienia wybuchu). Prototyp takiego wozu ma powstać w 17. Brygadzie Zmechanizowanej.

Wielosensorowy System Rozpoznania i Dozorowania (WSRiD)

   Wraz z ustaleniem tzw. pakietu afgańskiego zauważono potrzebę posiadania mobilnego systemu rozpoznania. Zaplanowano nabycie dwóch zestawów na KTO Rosomak. Przetarg ruszył w czerwcu 2010 roku, dostawę planowano na koniec sierpnia 2011 roku. W walce o zlecenie konkurowały dwa podmioty: MAW Telecom z WB Electronics i AMZ Kutno oraz drugi: Elbit i Wojskowe Zakłady Łączności. 18 listopada 2010 roku wyłoniono zwycięzcę, grupę Elbit, która zaproponowała 49,8 mln PLN za oba zestawy (podwozia dostarcza zamawiający, były to UB 0214 i UB 0215). Zadaniem WSRiD ma być zabezpieczenie działających w terenie sił bojowych, prowadzenie osłony stanowisk postoju, tymczasowych baz, prowadzenia rozpoznania w tym i powietrznego, analiza danych.

   Podstawowe elementy wozu to stabilizowana głowica elektrooptyczna (kamera termalna, kamera dzienna, dalmierz laserowy), stacja radiolokacyjna pola walki (węgierskiej firmy Pro Patria Electronics Ltd.), mini-bsl (typu FlyEye), system samoosłony (detekcja ruchu, przenośne głowice obserwacyjne, czujniki akustyczno-sejsmiczne. Głowica i radiolokator umieszczone są na podnoszonym, 5-metrowym, maszcie. Terminu sierpniowego nie udało się utrzymać, jeszcze jesienią pojazdy przechodziły próby zdawczo-odbiorcze. Do końca 2011 roku pojazdów cięgle nie przejęto.

WSRiD prezentowany na MSPO 2011. Zdjęcia Mariusz Cielma.

   Wykorzystanie bazowego podwozia miało podstawowy plus w postaci nie wyróżniania się bardzo specjalistycznego wozu spośród innych. Okazało się również przekleństwem. Miałem okazję pokręcić się po pojeździe podczas MSPO, lekko ubrany (wrzesień) z małym plecaczkiem musiałem się dosłownie przeciskać. Wewnątrz są trzy stanowiska operatorów a na dodatek na środku stoi konstrukcja podnoszonego masztu. Nie wyobrażam sobie tego w wykonaniu żołnierza w umundurowaniu polowym. Może należało choć trochę poprawić los użytkownika poprzez zastosowanie Rosomaka o podwyższonym kadłubie, np. WEM.

Nic nie jest niezniszczalne

   Nie ma pojazdu niezniszczalnego, to tylko kwestia mocy ładunku. Od I zmiany PKW Afganistan dochodziło do ataków na Rosomaki, tym samym na żołnierzy w nich się znajdujących. Na szczęście dosyć długo udawało się uniknąć najgorszego.

   4 września 2009 roku 3 kilometry od bazy Giro pod Rosomakiem eksplodował IED. W wyniku ataku zginął plutonowy Marcin Poręba, czterech innych żołnierzy zostało rannych (głównie złamania kończyn). Od tamtej pory było kilka tak poważnych uderzeń: 12 czerwca 2010 roku (IED, 12 km od bazy Ghazni, ginie kapral Miłosz Górka), 6 sierpnia 2010 roku (IED, 14 km od bazy Warrior, ginie st. szer. Dariusz Tylenda, 5 rannych), 22 stycznia 2011 roku (IED, zespół POMLT, ginie st. szer. Marcin Pastusiak i ratownik Marcin Knap, 2 rannych), 28 lipiec 2011 roku (IED, ginie kierowca st. szer. Paweł Poświat), 23 października 2011 roku (IED, ginie st. szer. Mariusz Deptuła, jeden ranny).

   Generalnie MON nie podaje strat w sprzęcie, niekiedy tylko, drogą okrężną, takie dane docierają. Są to jednak sytuacje jednostkowe. Można w takim wypadku trochę poteoretyzować. Przynajmniej w przypadku tych poważnych uszkodzeń. Wiadomym jest, że do 2010 roku w kraju w zasadzie nie naprawiano uszkodzonych i ewakuowanych z Afganistanu Rosomaków. W tym to czasie Siemianowice przeprowadziły takie prace na 7 transporterach, na 2011 rok miała być ich taka sama liczba. Czyli WZM pracował nad 14 wozami, na pewno były również pojedyncze sztuki których nie warto było już odbudowywać. W końcu stycznia 2011 roku, Dowództwo Operacyjne (mjr Ochyra) poinformowało oficjalnie, o stracie do tej pory „kilkunastu Rosomaków”. Wydaje się, że rzecznik DO nie miał na myśli strat bezpowrotnych. Przy kilkunastu zniszczonych transporterach raczej nie mielibyśmy (w sumie tylko) 6 zabitych. Skoro podawano, że serwis i logistycy nie dają sobie rady na miejscu z blisko 10% napraw bojowych, możemy pokusić się o liczbę około 200 Rosomaków nad którymi pracowali technicy. Napraw stricte technicznych musiało być sporo więcej (łącznie prace przy „kilkunastu miesięcznie Rosomakach). Trzeba to potraktować jako mocno teoretyczne rozważania.

 

Uszkodzony Rosomak z partii dostarczanej od 2010 roku, fot. alert24.pl

   Stan etatowy 163 wozów typu Rosomak na teatrze jest największym nasyceniem transporterami w historii PKW Afganistan. Można pokusić się o stwierdzenie, że już nie wzrośnie a tendencja musi być raczej odwrotna. Wojsko Polskie jak i cały sojusz NATO aktualnie dosyć niemrawo redukuje personel w Afganistanie oraz będzie ograniczał działania ofensywne. W takim wypadku potrzeba tam Rosomaków po prostu mniej. Dodatkowo trzeba pamiętać o roku 2014, dacie zakończenia zasadniczej operacji koalicyjnej.

Mariusz Cielma




Rejestracja

Funkcja chwilowo niedostępna

×

Logowanie

×

Kontakt

×
Włoski samolot myśliwski CR.32

Włoski samolot myśliwski CR.32

Jednym z najsłynniejszych włoskich samolotów okresu międzywojennego, a zarazem jednym z ostatnich ogniw linii rozwojowej dwupłatowych myśliwców inż...

więcej polecanych artykułów