Serwis używa cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.
zamknij   

szukaj

2012-03-23 08:53:09

Bumar przyspiesza w 2012

     W pierwszym kwartale tego roku na rynkach zbrojeniowych świata przypomniał o swoim istnieniu polski Bumar. Nic tak nie elektryzuje społeczności jak duży kontrakt eksportowy, a takim na pewno jest umowa z Hindusami dotycząca pojazdów WZT-3 (gąsienicowe wozy zabezpieczenia technicznego) – rzadko spotykana dziś transakcja której przedmiotem jest kilkaset ciężkich wozów pancernych. Drugim, o trochę mniejszym gatunku finansowym i dosłownie masowym – sprzedaż systemów przeciwlotniczych krótkiego zasięgu Grom/Poprad do południowoamerykańskiego Peru. Spróbujemy przybliżyć to co dziś wiadomo o obu umowach.

Kontrakt indyjski

   Podpisana 17 stycznia 2012 roku w Indiach umowa pomiędzy Bumarem reprezentowanym przez prezesa zarządu Edwarda Nowaka a miejscowym Bharat Earth Movers Limited (BEML) reprezentowanym przez prezesa Shri V. RS. Natarjana jest ukoronowaniem blisko 30-letniej obecności polskich wozów zabezpieczenia technicznego (wsparcie dla czołgów) w armii indyjskiej. Zaczęło się wszystko od starszego modelu WZT-2 (opartego o podwozie T-55), który w liczbie 196 sztuk zakupiony został w 1986 roku przez Hindusów. Kolejne sukcesy zakładu ze śląskich Łabęd, na które musiano zapracować przez przynajmniej kilka lat opierały się już o nowszy typ pojazdu, czyli WZT-3 (podwozie T-72). Na koniec lat 90-tych datuje się poważna współpraca z indyjskimi zakładami BEML. 8 kwietnia 1999 roku strona Polska oraz BEML podpisały umowę dotyczącą realizacji wspólnego kontraktu na dostawę miejscowej armii 44 WZT-3 (tym samym przetargiem Indie zakupiły 42 słowackie VT-72C – stałego konkurenta polskich pojazdów na tamtym rynku) za kwotę prawie 32 mln USD. Choć współpraca była obopólna polsko-hinduska, faktycznie WZT były w dużej mierze polskimi produktami, z Indii montowano na nich silniki, lemiesze, skrzynie ładunkowe czy siedziska kierowcy. Nasze wozy spotkały się z przychylną opinią użytkownika. Pozwoliło to na szybkie zawarcie nowej umowy między Bumarem a BEML. Podpisana 20 kwietnia 2002 roku dotyczyła 80 WZT-3 za kwotę około 80 mln USD (tym razem silniki dostarczała PZL-Wola). Współpraca w dalszym ciągu się rozwijała, tak, że 30 marca 2004 roku strona polska w umowie z BEML zobowiązała się do dostarczenia komponentów dla 228 WZT-3 o wartości około 210 mln USD i w czasie 36 miesięcy. Bumar do końca 2006 roku wypełnił swoje zobowiązanie.

   Z racji tego, że Indie posiadają jedne z liczniejszych flot czołgów podstawowych na świecie (blisko trzy tysiące T-72 a WZT potrzebne są do nich w proporcji 1:4) istniały poważne przesłanki by liczyć na nowe zlecenia tym bardziej, że innych po zrealizowaniu umowy malezyjskiej (48 czołgów i kilkanaście wozów wsparcia) nie było. Zdecydowano o budowie za własne środki i na własne ryzyko 8 WZT-3 z nadzieją, że Hindusi w końcu złożą podpis. Ciekawe na ile kupujący zdawał sobie sprawę i na ile wykorzystał kłopot naszego producenta przy negocjacji nowej umowy, wszak z postawionymi pod mur łatwiej się rozmawia. W końcu 13 października 2011 roku gruchnęło, BEML podpisał umowę z wojskowymi indyjskimi na dostawę 204 wozów zabezpieczenia technicznego za około 275 mln USD w czasie również 36 miesięcy. Strategicznym partnerem BEML jest Bumar, kilka kolejnych miesięcy zajęło dogranie umowy i ustalanie podziału prac jakie należało wykonać przy realizacji zlecenia. Czasy się zmieniają, BEML wcześniej uczestniczył w dostawie ponad 300 WZT tak więc również chciał jak największą część nowego tortu pozostawić w swoich rękach. Ostatecznie udział miejscowy ustalono na 35%. Biorąc pod uwagę te proporcje przez polskie ręce przejść powinno około 190 mln USD. Przejść, ponieważ zasadne wydaje się pytanie na ile ów kontrakt jest dochodowy dla strony polskiej a na ile po prostu zachowa status quo potencjału naszej ciężkiej zbrojeniówki. Kilka lat przestoju spowodowało zanik wielu nici kooperanckich. Problemem będą choćby silniki W-46-6 (standardy dla T-72), których linia montażowa musi być uruchomiona w Łabędach, dziś montuje się te z wcześniejszych lat produkcji. Podobnie jest z każdym praktycznie elementem, bo przecież kiedy ostatnio robiliśmy gąsienicowe wozy pancerne?

WZT-3 w liczbie 29 sztuk używany jest w WP, dalej gros tych zadań wykonują starsze WZT-2.

   Problemem jest 36-miesięczny (do końca 2014 roku) i biegnący już termin realizacji umowy. O ile pierwszych 8 WZT-3 jest już w drodze do Indii, o tyle pozostałe 196 musi powstawać w tempie 6-7 sztuk miesięcznie, co będzie wymagało bardzo dużego, nie widzianego w tych halach od lat, wysiłku organizacyjnego. Wiadomo jest również, że w zakładzie brakuje wykwalifikowanych rąk do pracy. Pikanterii sprawie dodaje niedawne zawieszenie szefa ZM Bumar-Łabędy Czesława Swobody. Dziś można powiedzieć, o sukcesie czy porażce rozstrzygną już najbliższe miesiące, wiadomym jest, że Bumar podjął wyzwanie, co potwierdziła zatwierdzając transakcję rada nadzorcza, ale wykona je już pod nowym prezesem. Pan Edward Nowak został odwołany ze swojej funkcji 20 marca bieżącego roku. Głównym beneficjentem są Zakłady Mechaniczne Bumar-Łabędy, główny integrator kontraktu indyjskiego, co usankcjonowano odpowiednią umową z Bumar sp z o.o. dnia 27 lutego 2012 roku. Można rzec, dopiero 27 lutego, skoro na spotkaniu z 27 stycznia mówiono o umowie w „przyszłym tygodniu”.  Dodatkowym elementem współpracy polsko-hinduskiej jest wsparcie naszym doświadczeniem i myślą techniczną przy opracowaniu wzt dla czołgu Arjun.

Rakiety dla Peru

   W połowie marca Peru poinformowało o wyborze między innymi polskiej oferty na budowę systemu przeciwlotniczego dla własnych sił powietrznych.

   Lekkie, przenośne wyrzutnie rakietowe GROM to również nasz hit eksportowy, dodatkowo z doświadczeniem bojowym. Zresztą jaki hit takie i doświadczenie. Wśród polskiej mizerii w eksporcie wyposażenia wojskowego hitem można już nazwać sprzedaż kompleksów do Indonezji, a bojowym doświadczeniem użycie rakiet przekazanych Gruzinom w ich konflikcie z Rosją w 2008 roku – bez widocznego dla Rosjan skutku, a dla nas potrzebą jej modernizacji (część wyrzutni wpadła w ręce naszego sąsiada).

   Nie będziemy się rozpisywać skąd GROM wziął się w arsenale naszego przemysłu a potem Wojska Polskiego, o tym jest rozbudowany tekst w naszym portalu. Ale warto przybliżyć kontrakt indonezyjski a koniecznie najbardziej aktualny peruwiański.

   4 lipca 2005 roku podczas wizyty premiera RP Marka Belki w Dżakarcie (Indonezja) podpisano umowę na temat dostawy przez Bumar artyleryjsko-rakietowy system obrony przeciwlotniczej Kobra/Aster. System, a może bardziej przejrzyście nazwijmy go dywizjon, ponieważ w wartej 35 mln USD umowie prócz 4 samobieżnych zestawów rakietowych Poprad i 12 holowanych zestawów artyleryjsko-rakietowych ZUR-23-KG-I zawierał radar trójwspółrzedny MMSR (powstały po programie Loara) i dwa wozy dowodzenia WD-95 (podobne do kupowanych przez naszą MW na podwoziach ciężarowych). Całość uzupełniały zestawy treningowe TR-23-2 (2 sztuki) oraz amunicja 23 mm i 76 rakiet GROM. Elementy systemu zamontowano na wydłużonym podwoziu samochodu terenowego Land Rover o polskiej nazwie Huzar (napęd 6x4). Głównym beneficjentem umowy po stronie polskiej był CNPEP Radwar z Warszawy. Rok później, w sierpniu 2006 roku podpisano kontrakt na zakup kolejnego dywizjonu Kobra/Aster, tym razem całość o wartości około 40 mln USD. Realizacja drugiej umowy trochę się opóźniła z powodu problemów z ustaleniem ostatecznego finansowania transakcji. Pierwszy komplet dotarł do użytkownika we wrześniu 2007 roku, kolejny w roku 2009. Kobra zastępowała w linii zestawy rakietowe Rapier Mk 1. Pojawiały się informacje o możliwym zakupie trzeciego systemu, jednak do tego nie doszło.

Przenośna wyrzutnia Grom.

   Niewiele przed Indonezją, ZM Mesko w 2006 roku dostarczyły Gruzji 30 wyrzutni ręcznych i 100 pocisków GROM. Jak ogólnie wiadomo użyto ich bojowo podczas sierpniowego (2008) konfliktu z Rosją. Na pewno nie potwierdzono, żadnego trafienia samolotu czy śmigłowca rosyjskiego, z drugiej strony patrząc, samą obawę lotnictwa rosyjskiego przed gruzińskim parasolem przeciwlotniczym i loty na wyższych pułapach już można traktować za sukces. Dwie wyrzutnie, najpewniej z partii gruzińskiej były przedmiotem małego skandalu międzynarodowego. Zostały odnalezione w Czeczenii (być może podrzucone?) i ostatecznie miały stanowić element upokorzenia Polski.

   No i Peru. Bumar kilka lat temu próbował wejść na tamtejszy rynek z czołgiem PT-91P. Wóz nawet jako jedyni wśród konkurencji pokazaliśmy w Limie ale w finale się nie udało, Chińczycy nas wygryźli. Na szczęście ich sukces był również chwilowy i ostatecznie Peru z zakupu czołgów zrezygnowało. W przypadku umowy na sprzęt przeciwlotniczy oferta była proponowana w międzynarodowym konsorcjum TRIAD wespół z Amerykanami z Northrop Grumman (radary) oraz Izraelczykami z Rafaela (rakiety krótkiego zasięgu). O wybraniu tej oferty ostatecznie poinformowano 14 marca bieżącego roku.

   Całość oferty sprowadza się do stworzenia kaskadowego parasola przeciwlotniczego tworzącego jedną całość. Najniższym i najpłytszym jego elementem są polskie produkty. Tworzy go 150 przenośnych wyrzutni pocisków Grom oraz 6 samobieżnych wyrzutni Poprad używających również Gromów. Przy Popradach ciekawe, czy Peru wybrało polskie podwozia z AMZ Kutno – konkretnie opancerzony Żubr – czy może wzorem Indonezji wybrany zostanie inny, bardziej lokalny nośnik. Na pewno w informacjach pada sformułowanie o nośniku z napędem 4x4. Podobnie z Gromami, jest liczba 96 rakiet przy Popradach, jaki natomiast zapas tych pocisków przewidziano dla wyrzutni ręcznych? Nie wiadomo. Szkoda, że nie kupiono dla Popradów przynajmniej jednej stacji MMSR. Żubra z tym radiolokatorem pokazywano kilka lat temu na kieleckim MSPO. Wyższy i dalszy zasięg obrony tworzyć będą produkty izraelskie, konkretnie bateria rakiet przeciwlotniczych Spyder SR/MR (kombinacja pocisków Python-5 i większych Derby) z trzema pojazdami wyrzutniami i wozem dowodzenia ze stacją EL/M-2106 ATAR 3D (stacja klasy AESA). Całość, czyli informacje o sytuacji w powietrzu spinana będzie przez 3 amerykańskie radiolokatory AN/TPS-78 o zasięgu 450 kilometrów.

 

   Szacunkowa na razie wartość 140 mln USD będzie jeszcze podlegać negocjacjom, wszak to tylko wybór oferty a nie już podpisany kontrakt. Strona peruwiańska oczekuje realizacji umowy w przeciągu 18-24 miesięcy od jej podpisania. W przypadku samych Popradów jest to termin w sposób spokojny możliwy do zrealizowania, gorzej z pociskami. Przynajmniej około 250 pocisków Grom w maksymalnie dwa lata to będzie jednak wyzwanie dla zakładów w Skarżysko-Kamiennej. Dość powiedzieć, że przez blisko dekadę WP kupiło nieco ponad 300 wyrzutni pocisków Grom.

Wyrzutnia Poprad w położeniu bojowym, kolumna wysunięta poza opancerzoną kabinę ładunkową. Zdjęcia Mariusz Cielma.

   Na pokonanym polu w walce o kontrakt pozostali Chińczycy oraz Rosjanie z Rosoboronexport. Ci ostatni raczej w peruwiańskich siłach powietrznych nie mieli dobrej opinii, od lat nie mogą skończyć ich modernizacji samolotów MiG-29.

   Warto dodać, że systemy Poprad kupuje(?) od niedawna Wojsko Polskie. Plany zakładają zakup 48 pojazdów wyrzutni umieszczonych na podwoziu opancerzone AMZ Żubr. Do tej pory armia odebrała przynajmniej dwa pojazdy tego typu. Jest to jedyny realizowany program pozyskiwania nowego sprzętu rakietowego obrony powietrznej – niestety jest również najprostszy z tych niezbędnych do modernizacji potencjału przeciwlotniczego i przeciwrakietowego Polski.

Mariusz Cielma




Rejestracja

Funkcja chwilowo niedostępna

×

Logowanie

×

Kontakt

×
Pocisk przeciwokrętowy Exocet

Pocisk przeciwokrętowy Exocet

Francuski pocisk Exocet był jedną z pierwszych konstrukcji tego rodzaju skonstruowanych i wprowadzonych do produkcji na Zachodzie, choć palma pierw...

więcej polecanych artykułów