Serwis używa cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.
zamknij   

szukaj

2013-11-25 16:16:43

O współpracy wojskowej Litwy, Łotwy, Estonii i Polski w Warszawie

     W Warszawie odbyły się rozmowy szefów resortu obrony z Litwy, Łotwy, Estonii i Polski. Gospodarzem spotkania był oczywiście nasz minister, Tomasz Siemoniak.


   Regionalny szczyt, związany z obronnością, dotyczył obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, współpracy wojskowo-przemysłowej i w szkolnictwie wojskowym, współdziałania wojsk specjalnych oraz podsumowania zakończonego niedawno ćwiczenia Steadfast Jazz 2013.

   To właśnie Litwini, Estończycy, Łotysze i Polacy tworzyli zasadniczy element wojsk wykonujących zadania na poligonach Steadfast Jazz. Brzmi to trochę przewrotnie, najsłabsi pod kątem militarnym w Sojszu, byli najważniejszym elementem ogniowego ćwiczenia NATO. Z drugiej strony to był nasz teren, to był nasz region, my tu byliśmy gospodarzami i zgodnie także z zasadą NATO, to własnie my sami powinniśmy zadbać o bezpieczeństwo w tym miejscu. To także obowiązek traktatowy sprzed wielu już dekad.

   W ogóle nasza współpraca w sferze obronności mogłaby, a przede wszystkim powinna być bardziej wielopłaszczyznowa. O sprawach naszego regionu nie powinniśmy rozmawiać tylko przez odegłą kwaterę NATO w Brukseli. Dobrze, że spotykamy się w Warszawie i nie ma problemu, jeżeli za miesiąc taki szczyt powtórzymy w Wilnie, w Rydze czy Tallinie.

   Nasi mniejsi bracia znad Bałtyku muszą zrozumieć, że prócz współpracy ze Skandynawami i Finlandią winny przychylniej spoglądać na Warszawę. Przychylniej w imię wspólnego obopólnego interesu – razem nasze kraje mogą dla obronności zrobić więcej, niż gdy będą to czyniły samodzielnie. Tyczy się to polityki, ale i samej sztuki wojennej.

   Może należy wspólnie nadzorować przestrzeń powietrzną (wspólny obraz sytuacji powietrznej, system ostrzegania), może nawet wspólny zakup systemów przeciwlotniczych krótkiego zasięgu w Polsce realizowany pod kryptonimem Narew (zwalczanie obiektów na dystansach do 25 kilometrów), może z wykorzystaniem potencjałów przemysłowych także państw nadbałtyckich. Można nawet rozwinąć tworzoną litewsko-polsko-ukraińską brygadę o dodatkowe elementy łotewskie i estońskie. Batalion nadbałtycki, batalion polski i batalion ukraiński – to byłby kościec do budowy wspólnych relacji, wymiany doświadczeń, budowy wspólnych zdolności do interoperacyjności (nawet nie przez wymienność standardów, ale nawet samo poznanie i zrozumienie odmienności sąsiada). Działamy przecież na tym samym obszarze operacyjnym. Poprzez silne więzi regionalne wydatniej moglibyśmy oddziaływać na funkcjonowanie całej europejskiej części NATO. Są pewne kwestie związane z historią, tożsamością (bliżej mentalnie do Finów i Skandynawów) i problem asymetryczności potencjału w regionie. Tak samo jednak jak Polska jest militarnym dominantem, tak samo może być najważniejszym przyjacielem krajów nadbałtyckich – przyjacielem z możliwościami. Steadfast Jazz rozgrywane na komputerowych mapach, ta pełnoskalowa już operacja, chyba uświadomiła wszystkim, że mogą być także korzyści z tego, że jest się sąsiadem Polski z silną armią i wydatkami militarnymi na poziomie coraz rzadziej spotykanym w Europie.

   Panowie Olekas, Pabriks, Reinsalu i Siemoniak wcale nie mają tylko kurtuazyjnych czy pobocznych tematów do rozmów.

(MC)

Zdjęcie: DPI MON.

 




Rejestracja

Funkcja chwilowo niedostępna

×

Logowanie

×

Kontakt

×
Zmiana w odpowiedzialności korpusów NATO na wschodniej flance

Zmiana w odpowiedzialności korpusów NATO na wschodniej flance

Formalnie 1 lipca br. doszło do zmiany odpowiedzialności terytorialnej korpusów NATO w naszej części Europy. Dowództwo Wielonarodowego Korpusu Półn...

więcej polecanych artykułów