2012-12-12 07:26:12
Mali – już po interwencji?
Temat konfliktu w Mali zagościł w Polsce głównie z powodu informacji o naszym (oczywiście skromnym) prawdopodobnym udziale w misji szkoleniowej Unii Europejskiej (i Stanów Zjednoczonych). Europa miała szkolić (250-400 żołnierzy), armia Mali (2600 żołnierzy) oraz państw zachodniej Afryki (ECOWAS, siła 3300 żołnierzy) z kolei przeprowadzić operację zbrojną na terenach północnych, opanowanych przez Tuaregów i pośrednio radykałów islamskich. Sytuacja w samym Mali się jednak skomplikowała i nie bezpośrednio w wyniku działań Al-Kaidy – junta wojskowa obaliła i aresztowała premiera Cheick Modibo Diarra. Trudno oczekiwać, aby w takiej sytuacji Unia Europejska oraz ECOWAS swoimi działaniami legalizowały niedemokratyczne działania malijskich wojskowych kierowanych przez kapitana Amadou Sanogo.
Według analityków, ruch wojskowych z Bamako może być spowodowany ryzykiem interwencji. Dziś tolerowani, po zdławieniu rebelii zostaliby najpewniej zmuszeni do ustąpienia a być może nawet rozliczeni. Problem zapewne powróci, gdyż nawet żaden z sąsiadów afrykańskiego Mali nie może tolerować u swoich granic tak niestabilnego ośrodka władzy, na dodatek z radykalną rebelią islamską na jego części. Tuaregowie zyskali czas na przygotowania do obrony, a Francja musi tworzyć kolejne podstawy do politycznych działań koalicyjnych.
(Krzysztof Kozłowski)