2013-09-30 10:53:58
Rozmawiano o dodatkowym dywizjonie NSM?
W dniach 27-28 września w Norwegii przebywał wiceminister obrony Waldemar Skrzypczak, odpowiedzialny w naszym resorcie za modernizację techniczną. Na miejscu spotkał się z przedstawicielami firmy Kongsberg oraz norweskiego MON. Wątpliwe, aby w gestii zainteresowania przedstawiciela naszego resortu obrony były kwestie gospodarcze, to raczej pole do działania innych. Bardzo możliwe więc, że tematem spotkań był zakup wyposażenia dla drugiego Nadbrzeżnego Dywizjonu Rakietowego, ewentualnie oferta norweska związana ze sprzedażą Polsce zestawów przeciwlotniczych NASAMS II.
Zapotrzebowanie na drugi NDR wyposażony w pociski NSM sygnalizowane jest od pewnego czasu. Zapewne z powodu problemów finansów publicznych i będących ich konsekwencją istotnych cięć w środkach inwestycyjnych ministerstwa obrony taka transakcja to kwestia 1-2 lat (priorytet to zamówienia w kraju kosztem zleceń importowych, a takich w dużej mierze jest NSM).
Drugim interesującym elementem w ofercie Kongsberga, a skierowanym na rynek polski są rakietowe zestawy przeciwlotnicze NASAMS II. To lądowa wyrzutnia uzbrojona w znany z samolotów bojowych pocisk AIM-120B/C AMRAAM, ewentualnie AIM-9X Block II (Norwedzy używają na NASAMS tylko tych pierwszych). W prostej linii to konkurent rozwijanego w Polsce pocisku Błyskawica, jednak norweska oferta ma pewną przewagę. Poza kwestiami sprawdzonej i wdrażanej konstrukcji to fakt, że pociski tych typów są już na wyposażeniu (w skromnych ilościach, ale są) polskich Sił Powietrznych. Zakup NASAMS II może wiązać się tylko z nabyciem infrastruktury, pociski mogą być kupowane w przyszłości w ramach wiązanych transakcji dla samolotów F-16 oraz naziemnej obrony powietrznej. Dodatkowo najnowszy wariant NASAMS II, montowany na podwoziu HMMWV (4 x AMRAAM) będzie wprowadzony do uzbrojenia norweskiej armii w 2015 roku.
Zakup NASAMS II może być bezpieczny ekonomicznie biorąc pod uwagę, że 26 miliardów PLN na modernizację całej obrony powietrznej nie jest wcale tak dużą kwotą (8,5 mld USD). Z kronikarskiego obowiązku warto przypomnieć, że już pod koniec 2005 roku rząd Królestwa Norwegii zaproponował - i potwierdził swoją propozycję w maju 2006 roku - sprzedaż dwóch baterii NASAMS, wycofanych ze służby w wojskach lotniczych tego kraju. Podobne oferty złożono wówczas Holandii i Hiszpanii. Nasze siły powietrzne skłaniały się wówczas do unifikacji systemów przeciwlotniczych z uzbrojeniem samolotów bojowych i zastąpienia dywizjonów Newa-SC bateriami NASAMS. Wiadomo, że pierwsze polskie baterie miały stacjonować w Łasku i Krzesinach. Każdy pododdzial miał składać się z wozu dowodzenia, radiolokatora AN/TPQ-36A i dwóch wyrzutni z sześcioma pociakami każda. Łącznie jedna bateria miała wówczas szacunkowo kosztować 140 mln PLN (dalsze 20 mln PLN wydano by na integrację zespołów ogniowych z narodowym systemem dowodzenia), na dodatkowe pociski AMRAAM musianoby wydać kolejne 180 mln PLN. Łącznie prawie pół miliarda za dwie baterie. Kolejna, trzecia zakupiona byłaby bezpośrednio kupiona u Konsberga w wersji NASAMS II z radarem AN/MPQ-64P3I na polskim podwoziu. Łącznie SP RP chciały posiadać 8 baterii NASAMS. W sierpniu 2006 roku ówczesny minister obrony Radosław Sikorski zaakceptował kierunki prac zmierzające do wyboru nowego systemu przeciwlotniczego krótkiego zasięgu dla polskiego lotnictwa. Od tego czasu, przez ponad dwa lata, trwały negocjacje polsko-norweskie i jednocześnie wstępne przygotowania do przejęcia norweskiego sprzętu. Ostatecznie w listopadzie 2008 roku Norwegia wycofała swoją ofertę. Obecnie czekamy na rozpoczęcie otwartego "dialogu technicznego" w sprawie pozyskania systemów krótkiego zasięgu dla całych SZ RP.
(MC/TK)