2016-03-04 14:49:18
Black Hawk made in Arabia Saudyjska
Amerykanie także muszą dostosować się do wymogów gospodarczych użytkowników ich uzbrojenia i wyposażenia wojskowego. O ile nie powinny zaskakiwać oczekiwania strony tureckiej związane ze wsparciem eksportu produkowanych śmigłowców rodziny Black Hawk, o tyle porozumienie z ostatnich dni dotyczy, uważanego do tej pory jedynie jako biorcę, rynku saudyjskiego. Jego przedmiotem są również śmigłowce Sikorsky.
Sikorsky, obecnie należący do Lockheed Martin, podpisał Rijadzie w dniu 23 lutym br. porozumienie z lokalnym Taqnia Aeronautics. Jego zapisy mówią o rozwijaniu współpracy przy produkcji w Arabii Saudyjskiej śmigłowców S-70 Black Hawk. Nowa umowa określa zakres inwestycji, technologii oraz umiejętności, niezbędnych dla Saudyjczyków do produkcji S-70. Przy takich określeniach, zwykle produkcja oznacza współpracę i linię montażu końcowego. Do sygnowania porozumienia doszło w trakcie wystawy przemysłu lokalnego AFED (AFED Local Manufacturing Exhibition), podpisy złożył generał rezerwy Ali Al-Ghamdi (Taqnia) oraz wiceprezes Sikorsky Anand Stanley (odpowiada za rynek europejski, bliskowschodni i afrykański). Jak powiedział generał Al-Ghamdi, Taqnia Investments uzyska możliwości do montażu w Arabii Saudyjskiej śmigłowca. W kraju tym maszyny rodziny Black Hawk wykorzystują jednostki lotnicze sił zbrojnych, spraw wewnętrznych i gwardii narodowej. Rynek jest zatem duży i wieloletni, na co zwrócił także wiceszef Sikorsky.
Warto zauważyć, że druga linia powstanie także w tureckich zakładach TAI. Takie warunki, zgodnie z komunikatami Sikorsky oraz TAI, zawierać ma porozumienie o dostawie 109 śmigłowców T-70 (S-70) dla tureckich struktur siłowych (armia, żandarmeria, policja, siły specjalne, służby leśne). Turcy mówią o produkcji w sumie 600 maszyn, zarówno T-70, jak i S-70i na eksport. W podobnym tonie informował Sikorsky, 109 T-70 na zamówienia rządowe Ankary oraz taka sama liczba S-70i na eksport. Takie liczby to efekt negocjacji Turcji z Amerykanami, na każdy śmigłowiec zakupiony na ich potrzeby, Sikorsky znajdzie także kupca na maszynę eksportową.
Interesująco przedstawia się kwestia silników, w Polsce raczej lekceważona, a jednego z kluczowych elementów rozwoju technologicznego kraju producenta. Turcy ocenili, że dla pierwszej partii T-70 potrzebują przynajmniej 236 silników T700-GE-701D (z zapasem 18 jednostek napędowych). Wszystkie powstaną, na podstawie porozumienia z 2014 roku, w tureckich zakładach TEI. Lokalna firma wytworzy silniki (wariant noszący oznaczenie T700-TEI-701D), z udziałem własnym na poziomie ponad 50%. TEI będzie serwisował silniki tureckich T-70, ale i ma zapewnioną obsługę jednostek napędowych innych użytkowników. Pierwsze jednostki napędowe zostaną przekazane przez TEI we wrześniu 2017 roku, będą także eksportowane.
Zaawansowany program rozwijania produkcji w Turcji oraz nowe porozumienia dotyczące Arabii Saudyjskiej są istotne dla przemysłu śmigłowcowego ulokowanego w naszym kraju, mowa oczywiście o PZL-Mielec i jego kooperatnach. Mielec mówi o 50 takich podmiotach. Dotychczasowa, jedyna montownia S-70i traci na znaczeniu i nie wydaje się, aby na dłuższą metę pomogły w jej wypadku zapowiedzi MON. Rozbicie przetargu na 50 śmigłowców wielozadaniowych na mniejsze i uzyskane z tego źródła zlecenia, w praktyce będzie niewielką korzyścią dla przyszłości firmy w Mielcu. Przedłużą tylko zasadność istnienia linii montażowej, formalnie mogącej kompletować nawet 24 śmigłowce rocznie. Co chyba nigdy nie było wykorzystane, maksymalnie na poziomie 50%, a obecnie chyba jeszcze gorzej. W lutym 2015 roku wiadomo było, że Mielec opuściło 35 Black Hawków, w styczniu 2016 przedstawiciel zakładów PZL podał, że jest ich 39. To nie jest zawrotna liczba zleceń i za zwolnieniami pracowników w Mielcu, nie stoi polski rząd czy armia, ale właściciel-zleceniodawca.
Przy kontrakcie nawet na kilkadziesiąt Black Hawków dla SZRP, nikt nie umieści u nas produkcji ani jednostek napędowych, przekładni, systemów awionicznych, nawigacyjnych itd. Elementów kluczowych w nowoczesnych technologiach, bardziej niż aluminium lotnicze czy nawet kompozyty. Jest to ważne, bowiem Airbus Helicopters jest ganiony za poziom transferu technologicznego dla Polski (pomimo tego, że elementem umowy miałby być np. montaż w Polsce silników Turbomeca Makiila 2A1) w związku z potencjalnym (a chyba bardziej historycznym) wskazaniem wyboru H225M Caracal. Warto, aby Ministerstwo Rozwoju również istotnie podniosło gospodarczą poprzeczkę w stosunku do transferu technologii dla PZL-Świdnik i PZL-Mielec, pytając, zagranicznych właścicieli spółek, co z kooperacyjną produkcją silników czy elementów awioniki w naszym kraju. To, że oblot finalny śmigłowca dokonany będzie w kraju nad Wisłą, w praktyce znaczy niewiele. Armia i tak będzie uzależniona od dostawców kluczowych części zamiennych z zagranicy.
(MC)