2012-09-17 17:03:44
Papierowe dywizje na poligonach
Dziś rozpoczęły się trwające 10 dni największe w Polsce ćwiczenia z wojskami pod kryptonimem Anakonda. Odbywają się już po raz czwarty, zawsze w cyklach dwuletnich. Ćwiczeniami kieruje Dowództwo Operacyjne, co znając upublicznione założenia proponowanej reformy dowodzenia można odebrać jako najważniejszy sprawdzian do obrony Polski (DO stanie się naczelnym organem dowodzenia wojskami nie tylko w misjach zagranicznych, ale również na terytorium macierzystym w czasie kryzysu/wojny). Wojsko Polskie będzie w hipotetycznej operacji obronnej ćwiczyć na lądzie (głównie poligony w Drawsku Pomorskim i Orzyszu), w powietrzu (działania samolotów bojowych, w tym również nad poligonem w Ustce) i na morzu. W całe przedsięwzięcie zaangażowanych zostało około 11500 żołnierzy (ok. 12% stanu osobowego WP), 60 czołgów (szacunkowo ok. 10% pojazdów w linii), 90 transporterów i BWP-1 (ułamek potencjału – oczywiście tego w dokumentach), 24 samoloty (zapewne z transportowymi, szacunkowo 15-20% potencjału), 30 śmigłowców i 20 okrętów – z tymi ostatnimi to mam problem, jak marynarka była w stanie przygotować i wystawić do działań taką liczbę jednostek. Prócz Polaków w Anakondzie udział wezmą między innymi żołnierze kanadyjscy i amerykańscy.
Oczywiście tak niski stan wojsk w ćwiczeniach można wytłumaczyć dzisiejszymi sposobami realizacji zadań szkoleniowych. W praktyce na pasach taktycznych prowadzone są one maksymalnie do poziomu batalionu (batalionowa taktyczna grupa bojowa), a na szczeblach wyższych w dużej mierze oparte są tylko o zobrazowanie komputerowe, tradycyjne mapy i fikcyjne dokumenty. Znane z czasów ludowego Wojska Polskiego natarcia siłami dywizji i zgrupowania armijne pełne poligonowego rozmachu przeszły do historii – i jak najbardziej słusznie. Dziś można to samo osiągnąć mniejszymi siłami i środkami - wcale nie mniej skutecznie.
Nie zmieniło się jedno od czasów PRL. Nasze związki taktyczne to w zasadzie (poza nielicznymi wyjątkami potwierdzającymi regułę) papierowe oddziały, wypełnione zgodnie z tabelami należności sprzętem, ale bez ludzi w pododdziałach. Oddziały Wojsk Lądowych w dużej mierze nastawione są na przyjęcie zasobów osobowych powoływanych z rezerw, po czym osiągać mają wyższe stany gotowości celem realizacji zadań. Przy praktyce, że od kilku lat rezerwiści nie są w ogóle powoływani a jedynie ewidencjonowani, że ostatnia dekada opierała się na przeszkoleniu na poziomie prostej Obrony Terytorialnej (zasadnicza służba skracana od 15 do 9 miesięcy) to można się chyba martwić. Założenia armii się zmieniły (pobór zawodowy), ale funkcjonowanie kryzysowe (rozwinięcie) pozostało bez zmian.
Mamy trzy dywizje ogólnowojskowe. Jedną z tych papierowych dywizji jest 16. Pomorska. Mając w swoim składzie cztery brygady ogólnowojskowe (1., 9., 15. i 20) i batalion dowodzenia jej liczebność oscyluje wokół 6 tysięcy żołnierzy. Są wspomniane wyjątki, na pewno takim jest 10. Brygada Kawalerii Pancernej (około 3 tysiące żołnierzy) czy 17. Zmechanizowana z Międzyrzecza. Ale jednocześnie mamy na tym samym zachodzie Polski takie szkieletowe brygady jak 7. Obrony Wybrzeża czy 34. Kawalerii Pancernej. Jak również w 2012 roku można zakładać, że jeden z trzech batalionów kawalerii powietrznej elitarnej 25. Brygady będzie rozwijany w przypadku mobilizacji ? W każdej dywizji znaleźć można takie oddziały, z założenia opierają się o zasoby rezerwistów – to tzw. bataliony na workach. Zastanawia jak długo taką fikcję MON i wojsko planuje utrzymywać.
Działając w operacji afgańskiej wojsko ma opracowany harmonogram wchodzenia na teatr kontyngentów opartych o poszczególne brygady stanowiące ich kościec. I tak buduje się siłę tych brygad, rozwijając odpowiednio wcześniej ich bataliony etatowo (przynajmniej od przełomu 2009/2010 rozwijano 15. Brygadę Zmechanizowaną, tak by miała potencjał na drugą połowę 2011), a w przypadku wracającej do kraju 6. Brygady Powietrznodesantowej część stanowisk bojowych oparto przykładowo o żołnierzy z Marynarki Wojennej i Sił Powietrznych. Na misje zagraniczne takie działania wystarczą w zupełności, w sposób z góry zaplanowany rozwijamy pojedyńczą brygadową grupę bojową. W skali całego kraju, możemy jednak pisać o nieskutecznej armii na workach.
Trzeba mieć świadomość tego, że sztaby ćwiczą i pozyskują doświadczenie, nowoczesne technologie dowodzenia pojawią się wśród dowódców – tylko niestety przysłowiowych bagnetów brak. Z każdym rokiem dosłownie na oczach rozchodzi nam się potencjał armii z ciężką strukturą masową ze sprawnością jaką oczekujemy po zawodowcach. Pozbyliśmy się nawet tak rozwijanej kilkadziesiąt lat temu i będącej narodową perełką zdolności do obrony cywilnej (tej obywatelskiej i formalnej). A to moim zdaniem błąd, chyba warto byłoby przewartościować prawdopodobieństwa, czy szybciej pod Warszawą znajdą się rosyjskie czołgi czy tzw. brudna bomba na półciężarówce?
(MC)