2012-10-19 09:53:35
Amerykańskie samoloty zamiast rakiet
Już wkrótce zakończy się realizowany od 2008 roku program rotacyjnej obecności na polskich poligonach baterii rakiet przeciwlotniczych Patriot. Pożegnanie ostatniego kontyngentu nastąpi w połowie listopada bieżącego roku. Więcej już nie przyjadą, przynajmniej w ramach tego porozumienia. Wspólne ćwiczenia, czy to w Morągu, Toruniu czy Ustce nie polegały tylko na oddzielnym wzajemnym podpatrywaniu swoich obowiązków przez żołnierzy. Wojska obrony przeciwlotniczej przeszkoliły na amerykańskie zestawy 6 własnych instruktorów, a 18 żołnierzy w obsłudze na poziomie podstawowym.
Jak sami zaznaczaliśmy, można to potraktować nawet jako przymiarkę do polskich zakupów. Na pewno wojsko skorzysta z opinii przeszkolonych żołnierzy z Sił Powietrznych. Tutaj może pojawiać się jednak dylemat, czy stać nas na zakup 3-4 dywizjonów pocisków przeciwrakietowych PAC-3 (ostrożne szacunki mówiły o minimum 10 bateriach dla zapewnienia wymaganego poziomu obrony przeciwlotniczej Polski) , czy może jednak zakupi zmodernizowane zestawy z „drugiej ręki”.
Jednak zwolennicy amerykańskiej obecności wojskowej mogą czuć się uspokojeni. Na początku listopada br. do bazy w Łasku na dwa tygodnie przylecieć ma pierwszy oddział lotniczy USAF. Na razie raczej skromny, 4 samoloty F-16 i dwa transportowe C-130 Hercules. I tak będzie już co kwartał, z tym, że częściowo Amerykanie pojawiać się będą również w bazach w Krzesinach i Powidzu. Pomiędzy rotacjami oddziału lotniczego, na stałe w Polsce, w bazie w Łasku stacjonować będzie kilkunastoosobowy personel amerykański. Jego pierwszy dowódca, major Matthew R. Spears, już działa w naszym kraju.
W dzisiejszej Rzeczpospolitej pojawiła się również sugestia, że być może dzięki tym kontaktom ma szansę powstać w Polsce środkowoeuropejski ośrodek szkoleniowy dla pilotów F-16. Niestety, prócz Rumunów, którzy za kilka lat przesiądą się na eks-portugalskie Falcony nie widać nowych nabywców tego typu maszyn. Ci najważniejsi z Zachodu już wkrótce rozpoczną wymianę obecnie użytkowanych F-16 na F-35, mają zresztą raczej już „utarte szlaki szkoleniowe”. Szkoda, że tak jak przy okazji obrony powietrznej dużo w naszym kraju mówi się o NATO-wskim Smart Defence (synergia potencjałów dla obniżenia kosztów) nie spróbowano chociaż o podobną inicjatywę, przykładowo w ramach Grupy Wyszehradzkiej – jako wspólny, regionalny projekt nabycia samolotów F-16. Takie pomysły w swoim czasie były a upublicznione zostały dzięki Wikileaks. Oczywiście sama Smart Defence w swoim działaniu opiera się raczej o gałęzie poboczne obronności (szkolenie, rozpoznanie, transport, łączność), gorzej z tymi zasadniczymi – tutaj dużo większe znaczenie ma często odmienny od pozostałych sojuszników interes narodowy. Mimo wszystko Polska jako kraj wiodący (demograficznie, powierzchniowo, potencjał armii) powinna taką inicjatywą się zainteresować. Poprzeć regionalny ośrodek szkolenia śmigłowcowego w Czechach, lotnictwa bojowego w Polsce, Bułgarii czy Rumunii, szkolenia zaawansowanego także w jednym z krajów regionu, a gros wsparcia gospodarczego idącego za kontraktem jeszcze w innym. Takie Smart Defence z naszego podwórka.
(MC)