2012-11-26 12:20:31
Budżet unijny – europejski brak ambicji
Z brukselskiego szczytu Rady Europejskiej nadeszły optymistyczne sygnały: fundusz spójności oraz środki na politykę rolną nie zostaną ograniczone, Unia Europejska niezbędne oszczędności w perspektywie finansowej na lata 2014-2020 znajdzie w środkach na innowacje, politykę zagraniczną oraz obronną. Kolejny raz unijne decyzje stały się zakładnikami sytuacji wewnętrznej i oczekiwań poszczególnych państw – członków Unii Europejskiej. Wygrywa interes narodowy, przegrywając ze spojrzeniem globalnym na sytuację naszego regionu.

27 członków UE i prawie taka sama liczba sprzecznych interesów. Mali chcą trzymać w ryzach dużych, ci drudzy z kolei chcą narzucać swoje poglądy tym pierwszym. Wczasach kryzysu coraz mniej wzniosłych idei o wspólnym domu a wzrasta polaryzacja poglądów. Traci na tym cały nasz region. fot. Rada Europejska.
W praktyce Zjednoczona Europa odkłada na kolejną dekadę działania zmierzające do budowy nowoczesnej, wyposażonej we wszystkie narzędzia niezbędne do skutecznego, podmiotowego działania (polityka zagraniczna z potencjałem militarnym) w świecie organizacji. W świecie, w którym pojawiają się skuteczniejsi oponenci gospodarczo-polityczni: Chiny, Indie, Brazylia, nie wspominając o tradycyjnych Stanach Zjednoczonych i w pewnym zakresie Rosji (raczej ograniczona do przestrzeni postsowieckiej, która ze względów powierzchniowych nie umniejsza pozycji Kremla w polityce światowej). Już dziś pełna nieskuteczności decyzyjnej Europa odstaje od konkurentów, teraz ten proces może się tylko pogłębić.
O ile sam budżet na realizację polityki zagranicznej i obronnej jak na skalę UE jest skromny (w perspektywie finansowej 2007-2013 było to 1,9 mld euro), o tyle problem cięć dotyczyć będzie ich finansowych instrumentów, choćby programu Globalna Europa, którego ostatni siedmioletni potencjał wynosił już ponad 50 mld euro (blisko 5% całej finansowej perspektywy UE).
W medialnej dyskusji o 72 czy 74 mld euro dla Polski (podgrzewanie polemiki w tym temacie to także nic innego jak rozgrywka wewnętrzna) przytłoczono doniesienia o źródle oszczędności. A na ucinanie projektów wspólnych, budujących międzynarodowy potencjał UE, jest przyklask, nie dotykają przecież nikogo. Myślenie o europejskiej idei jest równie stosowane w praktyce jak w przypadku funkcji komisarzy w Komisji Europejskiej. Wszyscy podkreślają, że działają oni na rzecz wspólnoty a nie poszczególnych krajów ale jakoś ciągle podkreśla się w debacie publicznej kraj z którego pochodzą i oczekiwania wobec tych osób ("przecież Lewandowski nie może nas skrzywdzić"). Ogólnie mamy do czynienia z sytuacją jak w czasach dawnego systemu: „jeżeli coś jest wspólne, znaczy, że niczyje”. Takie myślenie w Europie zemści się w następstwie kolejnych dziesięciolatek.
(Krzysztof Kozłowski)