2013-04-22 17:14:40
Około 5000 żołnierzy NATO na Steadfast Jazz 2013
Jesienią br. w Polsce oraz republikach nadbałtyckich w ramach ćwiczeń Steadfast Jazz 2013 – czyli w NATO-wskim sprawdzianie obrony regionu nadbałtyckiego ćwiczyć będzie około 5000 żołnierzy.
Powołująca się na źródła w NATO, anglojęzyczna The Lithuania Tribune wymienia 2000 żołnierzy na lądzie oraz kolejnych na okrętach i w ramach sił powietrznych. W sumie ma być ich około 5000. Po kilku latach przestoju, dominacji w NATO myślenia kategoriami działań ala Afganistan, ma to być powrót do korzeni sojuszu – operacji obronnej w Europie. Zresztą nie chodzi tylko o stricte bojową misję w ramach artykułu 5. Traktatu, Steadfast Jazz to także sprawdzenie reakcji struktur sojuszu na tak tragiczne zdarzenia jak katastrofy naturalne czy techniczne.
The Lithuania Tribune w sposób naturalny dla mediów porównuje manewry do rozgrywającego się w tym samym czasie (w zaprogramowanym cyklu dwuletnim, nie jest to odpowiedź na ćwiczenia NATO) ćwiczenia Zachód 2013 na terenie Białorusi (głównie) oraz Rosji. Epatuje się z iście wschodnią tendencją do porównywnia liczb. Tylko liczby w dzisiejszych armiach znaczą coraz mniej, ich magia dawno już minęła. To nie jest amerykański Reforger z lat 80-tych, to nie są forsowania Odry rozwiniętymi dywizjami z czasów ludowego Wojska Polskiego. Nie oczekujmy eszelonów z Abramsami czy Bradley'ami. To jak porównanie mechaniki do informatyki. Sprawdzić trzeba kompatybilność systemów dowodzenia, łączności, przesyłu danych, podejmowania decyzji na szczeblach taktycznych ale i operacyjnych. To gra decyzyjna na miarę XXI wieku – z wykorzystaniem przede wszystkim systemów informatycznych.
Oczywiście takie ćwiczenia muszą mieć także wydźwięk praktyczny, jak i nasza Anakonda (jakby się zastanowić, faktycznie ćwiczyły TRZY BATALIONOWE zgrupowania taktyczne). Należy sprawdzić logistyczne cykle dla określonej infrastruktury – drogowej, kolejowej, lotniczej, portowej, obieg dokumentów, komplementarność logistyczną. Praktyczne wprowadzenie wojsk operacyjnych (zapewne owe 2000 żołnierzy to jednostki „w polu”) już na same poligony, nie ma większego znaczenia dla ćwiczeń. Najbardziej skorzystają te poszczególne plutony i kompanie – to niepowtarzalna okazja dla żołnierzy z zachodu ćwiczyć w nieznanym środowisku, na „nie oklepanych” do znudzenia pasach.
Czy potzrebne jest przewożenie tysięcy żołnierzy, setek sztuk sprzętu, tysięcy ton zaopatrzenia. To stare metody ćwiczeń, nazwijmy je „mechanicznymi”. Całą sytuację można porównać do nuklearnych prób, są kraje które nie muszą przeprowadzć realnych eksplozji a rozwijają własny potencjał jądrowy, są kraje, które muszą robić to metodą analizy własnych eksplozji. Można założyć, że NATO jest w tej pierwszej grupie - „informatycznej”.
(MC)