2013-10-07 10:23:46
Brytyjski prywatny system zaciągu zawodzi
Brytyjski resort obrony podpisał 10 letnią umowę na poszukiwanie chętnych do służby wojskowej z podmiotem zewnętrznym (firma Capita). Kontrakt wart jest 440 mln funtów, jednocześnie zakładano, że i tak będzie to o 300 mln funtów mniej niż gdyby zajmowali się tym dalej urzędnicy wojskowi. Efekt – o 35% mniej powołanych do Wojsk Lądowych i braki w etatowym ukompletowaniu osobowym tego rodzaju sił zbrojnych na poziomie 3600 żołnierzy.
W przypadku kandydatów na oficerów spadek jest jeszcze drastyczniejszy, bo wynosi połowę z poprzednich lat.
Sytuacja stała się problemem dla wojskowych, bo chociaż liczebność wojsk lądowych zmniejszana jest ze 100 do 82 tysięcy to są problemy z nowymi żołnierzami w służbie. Wojsko to taka instytuacja, jak każda specjalizacja, potrzebuje stałego napływu nowych rekrutów dla wymiany pokoleniowej, płynnego przekazywania doświadczeń no i oczywiście najważniejszego – braki osobowe wpływają na gotowość operacyjną poszczególnych pułków i batalionów.

Poszukując racjonalności w wydatkach na administrację brytyjski resort obrony przekazał system poszukiwania chętnych do służby w armii w ręce podmiotu prywatnego, ci z kolei postawili na internet. Pierwsze doświadczenia są niepokojące, duży spadek chętnych do służby. fot. MO Wielkiej Brytanii.
W czym problem. Postawiono głównie na internetową reklamę oraz składanie wniosków tylko za pomocą internetowych aplikacji. Aplikacje nie są do końca przyjazne dla kandydata, kiedyś pomagali w wypełnieniu dokumentów doświadczeni wojskowi i urzędnicy. Ministerstwo obrony zakłada, że system został wdrożony dopiero w marcu tego roku i mogą być przejściowe problemy.
(MC) za The Telegraph