2012-05-19 08:57:20
Armia jednorazowego użytku
Stany Zjednoczone poszukują chętnych do koalicji, tym razem finansowej, na rzecz afgańskich sił bezpieczeństwa. Cel: 4,1 mld USD. Na tyle wyceniono ich roczne potrzeby. Armii i policji, które i tak będą redukowane, z około 350 tysięcy do 230 tysięcy żołnierzy i funkcjonariuszy. Duży sektor bezpieczeństwa tak samo dużo kosztuje, przy tej pierwszej z liczb miało to być 7 mld USD rocznie. Dziś, jako taką stabilność zapewnia w tym kraju 130 tysięcy żołnierzy koalicyjnych wspartych najnowszą zachodnią techniką, 180 tysięcy żołnierzy afgańskich i około 130 tysięcy miejscowych policjantów. Gros wojsk ISAF funkcjonować będzie w Afganistanie do końca 2014 roku, potem pozostaną tylko zespoły szkoleniowe i zapewne specjalne. Prawdopodobnie na krótko, sztabowcy w NATO nie powinni się oszukiwać, skromniejsze, działające samodzielnie lokalne siły bezpieczeństwa nie utrzymają dzisiejszego politycznego status quo w Afganistanie. Inwestycja w afgańskie formacje siłowe ma ułatwić wycofanie wojsk koalicyjnych i zapewnić jako takie panowanie Kabulu choć przez krótki czas, pojedynczych lat po roku 2014. Amerykanie proszą o utrzymanie sił bezpieczeństwa na poziomie 230 tysięcy przez trzy lata. Będziemy więc prawdopodobnie świadkami kolejnego upadku administracji sprzyjającej USA, niczym tej w Sajgonie w roku 1975. Kogo tym razem ewakuują z dachu ambasady amerykańskiej w Kabulu ostatnie śmigłowce?
4 mld USD to koszt wizerunkowego ratowania prestiżu Paktu Północnoatlantyckiego. Ponad 10-letniej misji, która z przyczyn obiektywnych nie mogła zmienić tego kraju, a konkretnie mentalności miejscowych społeczeństw. Dziś trzeba wygrać czas, czas by ludzie zapomnieli o Afganistanie, by z trudem wskazali miejsce tego kraju na mapie świata. Potem nastąpi małe medialne poruszenie, ale jak to z wiekiem, coraz słabsze i bardziej otępiałe. Na długie lata zapomnimy o szukaniu interesów w Afganistanie.
Na te 4 miliardy trzeba znaleźć składkowych. Miejscowi powinni uzbierać około 500 mln USD, Stany Zjednoczone około 2 mld, inni koalicjanci 1,3 mld, kraje niezaangażowane militarnie w konflikt pozostałe kilkaset milionów dolarów amerykańskich. Niektórzy już złożyli deklaracje, Niemcy około 200 mln USD rocznie, Brytyjczycy 110 mln USD od 2015 roku, Australijczycy 100 milionów przez kolejne trzy lata.
By uzupełnić zestawienie, ale patrząc na kwoty, chyba bardziej pod kątem politycznym (wpłata po 10 mln USD rocznie) spogląda się życzliwie na Chiny, Rosję czy Indie. Być może zapłacą, ale niektórzy z nich na pewno zrobią to z uśmiechem na twarzy, stawka niezbyt duża za widok w pierwszym rzędzie na upokorzenie mocarstwa.
I tutaj jest miejsce również dla Polski. Dla naszego kraju w rozdzielniku przewidziano 20 mln USD rocznie. Nie dość, że zaangażowaliśmy Wojsko Polskie na blisko dekadę w w kosztowne na różnych płaszczyznach (tragedie ludzkie, wydatki finansowe, wysysające potencjał armii wojsko ekspedycyjne) zawieruchy, to odpowiednio teraz musimy się dołożyć. Delikatnie podsumujmy, 60 obywateli Polski zabitych oraz wydatki rzędu 6 mld PLN (Irak około 1 mld PLN oraz Afganistan nieco ponad 5 mld PLN, ten na dziś ma niezamknięty jeszcze rachunek). Na szczęście nie pozostawimy tam po sobie, żadnych polskich cmentarzy wojskowych. To wszystko przy braku polskich interesów narodowych, szczególnie w Afganistanie. Coraz mniej jest argumentów by powoływać się na odmieniany przez wszelkie przypadki piąty artykuł Traktatu Północnoatlantyckiego, niestety wiele wskazuje na to, że został on wykorzystany na potrzeby amerykańskiej polityki zagranicznej. Pewnie coś utargujemy, ale zapłacić musimy. Nie da się ukryć, że tak jak NATO wyjedzie z Afganistanu, tak nie możemy dopuścić by wyjechało z Europy.
(RC)