2012-08-07 09:19:20
Nowozelandzki pościg bez wsparcia Węgrów
W sobotni wieczór, 4 sierpnia, żołnierze nowozelandzcy w prowincji Bamiyan wsparli afgańską policję. W wyniku walki zginęło dwóch żołnierzy NZ (kaprale Pralli Durrer i Rory Malone), 6 innych żołnierzy Kiwi zostało rannych. Następnie ostrzelano również bazę wojsk NZ Do Abe. To wszystko w prowincji Bamiyan. Wojskowi wiedzą, że napastnicy operują z sąsiedniej prowincji Baghlan. Za aprobatą rządu Nowej Zelandii, armia tego kraju, a konkretnie kontyngent z zespołu PRT (Provincial Reconstruction Team) liczący 140 żołnierzy prowadzi „pokaz siły” w sąsiedniej prowincji. Ciekawe w tej sytuacji jest to, że sąsiednia prowincja to teren operacyjny Węgrów, posiadających w tym rejonie ponad 400-osobowy kontyngent operacyjny i również zespół PRT. Jak mówią sami NZ strefa odpowiedzialności Węgrów jest w zasadzie oddana rebeliantom. Oni sami prowadzą już tak defensywną politykę, że rzadko wysyłają patrole w teren, a nie ma mowy o takich działaniach nocą. Zelandczycy zdają sobie sprawę z sytuacji, jednak jak powiedział premier NZ John Key, na chwilę obecną nie jest rozważana możliwość interwencji w tej sprawie u samych Węgrów czy w strukturach NATO.

Żołnierze NZ w Afganistanie. fot. ISAF.
To nie pierwsza sytuacja, że wojska Kiwi przekraczają granicę swojej strefy działania. Podobnie było w 2010 roku, gdy rebelianci zabili porucznika Tima O'Donnella. Wtedy w ramach PRT Nowej Zelandii byli jeszcze operatorzy jednostki specjalnej SAS i to oni głównie prowadzili taki „pokaz siły”. Dziś już ich w Afganistanie nie ma. Na chwilę obecną nie podjęto decyzji czy komandosi wrócą do działań.
Do tej pory zginęło w Afganistanie 7 żołnierzy Nowej Zelandii, w tym 6 w walce.
(MC)