2012-09-16 14:49:54
Japońsko-chińskie gry wojenne
Na południowy wschód od japońskiej wyspy Okinawa, na północny zachód od Tajwanu i wreszcie na wschód od Chin kontynentalnych znajduje się pasmo ośmiu bezludnych wysepek (w niektórych wypadkach właściwiej określić je można skałami) o łącznej powierzchni 7 km kwadratowych. Pasmo znane jest w Japonii jako wyspy Senkaku, a w Chinach jako Diaoyu. Dziś, gdy walczy się o prawo do wyłączności dla każdej piędzi suchej ziemi (i nie tylko, jeśli wziąć pod uwagę spory o terytoria podbiegunowe) powody takie jak strategiczne położenie w rejonie szlaków morskich, bogactwo łowisk czy w końcu bogactwa naturalne powodują, że w konflikt o „kilka skał” stają wielomilionowe narody.
Formalnie pieczę nad położonymi na Morzu Wschodniochińskim wyspami ma Japonia. Pierwszy raz pasmo zostało włączone w skład Imperium Japońskiego w 1895 roku, po czym na skutek przegranej drugiej wojny światowej powiernictwo nad nimi przejęły Stany Zjednoczone. Lata skutecznej reformy i przebudowy świata japońskiego pozwoliły na normowanie sytuacji z wyspami Senkaku – w 1972 roku powróciły pod pieczę Japonii stając się częścią Prefektury Okinawa. Od tego czasu wody Senkaku regularnie patrolują jednostki japońskiej obrony wybrzeża.

Mapa pokazująca różnice w poglądach chińsko-japońskich na temat granicy wyłącznej strefy ekonomicznej (tzw. EEZ). Wyspy Diaoyu/Senkaku są istotnym, południowym elementem sporu. Grafika Mariusz Cielma.
W zasadzie do końca tzw. Zimnej Wojny ludowe Chiny nie miały wielkich aspiracji do rozbudowy swojej strefy wpływów w kierunku morza. Budowały go głównie na kontynencie, uważając za najpoważniejszych swych wrogów Związek Sowiecki oraz Wietnam. Chiny się zmieniły i jako podmiot prawdziwie globalny muszą zadbać o uporządkowanie na własną korzyść sporów w pobliżu swojego zasadniczego terytorium.
Pierwsze jeszcze niemrawe pretensje do wysp Diaoyu pojawiły się w latach 70-tych ubiegłego wieku wraz z informacjami o wykryciu złóż kopalin energetycznych. Dzisiejsza karta na rzecz chińskiego rodowodu pasma odnosi się do Tajwanu – z punktu widzenia ChRL „tymczasowo okupowanego” przez republikanów. Tajwan wraz z Diaoyu został włączony do Japonii w 1895 roku, ale skoro w 1951 (ustalenia traktatu z San Francisco) został wyłączony z Japonii to dlaczego tak się nie stało z pozostałymi wyspami? Komunistyczne Chiny dopominają się więc o prawa dla swojego narodu, przecież nie zrobi tego Tajwan, będący „na pasku” Amerykanów. Do 2012 roku były pewne incydenty, postawienie japońskiej latarni (1996), zderzenie chińskiego trawlera z japońskimi jednostkami ochrony wybrzeża (2010) ale teraz sprawy nabierają tempa. Japonia nie chce czekać na mediacje w późniejszym czasie, każdy rok to wzrost znaczenia prestiżowego ale i realnego kontynentalnych Chin.
W kwietniu 2012 roku japoński gubernator Tokio Shintaro Ishihara poinformował, że za publiczne pieniądze planuje się wykupienie pozostających we własności prywatnej wysp. A skąd ten prywatny właściciel?
Do 1940 roku wyspa należała do japońskiego biznesmena, który przez blisko 50 lat utrzymywał na niej zatrudniający 200 osób zakład przetwórstwa rybnego. Potem została sprzedana innej rodzinie, która wydzierżawiła Senkaku rządowi japońskiemu. Warto wspomnieć, że jedna z wysepek służyła dawno temu amerykańskim wojskowym jako poligon ogniowy dla samolotów wojskowych.

Do zdjęcia z 14 września "pozują": chińska (bliżej) i japońska jednostka nawodna. fot. agencja Kyodo.
We wrześniu tego roku rząd Japonii potwierdził ten fakt, ustalona kwota transakcji to 26 mln USD za pięć z ośmiu wysepek. Oficjalnie zostały zakupione by w przyszłości nie stać się zarzewiem poważnego zatargu z Pekinem. Trafiając w ręce choćby nacjonalistów nie trudno sobie wyobrazić budowę prowokacyjnych instalacji, choćby i wydobywczych. Chiny musiały działać. Odpowiadając na sytuację nie mogły wysłać tylko kilku aktywistów z flagami, skierowały w rejon Senkaku/Diaoyu aż 6 okrętów patrolowych cywilnej formacji morskiej (China Marine Surveillance). Jak oficjalnie informowano, okręty w rejonie pasma miały wykazać istniejącą chińską jurysdykcję nad tymi obszarami. Po krótkim pokazie siły, w trakcie którego dochodziło do bliskich manewrów okrętów obu stron, te chińskie zawróciły.
Sprawa staje się coraz głośniejsza, szczególnie co zrozumiałe w Chinach. Miasta chińskie ogarniają niewidziane od lat protesty uliczne skierowane przeciw obiektom symbolizującym Japonię (od ambasady po restauracje czy nawet samochody). Kipi również internet, podchwytywane są głosy o bojkocie japońskich produktów czy wstrzymaniu turystycznych wyjazdów do tego kraju (25% turystów w Japonii to Chińczycy). Trzeba dodać, że Chiny to najważniejszy partner handlowy Japonii. Stosunki pomiędzy oboma krajami nigdy nie należały do najlepszych, szczególnie od czasu II wojny światowej i krwawej japońskiej inwazji na kontynent. Dziś, z powodu „kilku skał” ponownie się antagonizują.
Japonia twierdzi, że nie ma o czym rozmawiać z Chińczykami: „wyspy zawsze należały do nich”.
(Krzysztof Kozłowski)