2012-12-06 12:48:10
Amerykanie także angażują się w Mali
Wojskowi planiści ze Stanów Zjednoczonych również włączają się w operację przeciwrebeliancką jaka realizowana ma być w północnym Mali, dziś zajętym głównie przez radykałów islamskich. Prace są już realizowane, o czym poinformowali w środę przedstawiciele Pentagonu w amerykańskim Senacie. Prócz doradztwa Amerykanie zajmą się szkoleniem wojsk afrykańskich (głównie z Mali i krajów ościennych) ale również przekażą wyposażenie, zapewnią transport oraz rozpoznanie (np. samoloty bezzałogowe Global Hawk oraz klasyczne P-3 – wymagana zgoda sąsiadów na przelot). Północne Mali porównywane jest wielkością do stanu Teksas i wskazywane jako największe terytorium na świecie opanowane przez terrorystów.
Sama operacja – najpewniej realizowana z kilku powodów dopiero za około 9-10 miesięcy - wymaga zgody i aprobaty Rady Bezpieczeństwa ONZ. Niektórzy zwracają uwagę, czy aby Stany Zjednoczone nie działają zbyt pochopnie angażując się być może w kolejny lokalny konflikt, tym bardziej, że do operacji „garnie się” Francja (a wraz z nią kilka krajów Unii Europejskiej), sami islamiści w Mali nie wykazują raczej ochoty i możliwości do destrukcyjnego oddziaływania prócz dziś opanowanego terytorium (globalny terroryzm). Dodatkowo zwraca się uwagę, że wsparcie dla Mali dotyczy pomocy uczestnikom (niezadowoleni wojskowi) zamachu stanu jaki przeprowadzono w marcu 2012 roku na legalnie wybranym prezydencie – to właśnie ci wojskowi pozwolili na wymknięcie się dużej części terytorium spod władzy rządu.
Nieoficjalnie amerykańskie dowództwo afrykańskie (US Africom) przyznaje, że loty rozpoznawcze, realizowane w ramach tzw. wojny z terroryzmem, są już prowadzone nad Mali przez nieoznakowane samoloty turbośmigłowce operujące z sąsiedniego Burkina Faso.
Islamiści, chociaż przystąpili do rozmów pokojowych, to najpewniej próbują uzyskać atuty na wypadek interwencji. A może dokładniej pozbawić atutów interwentów. 2 grudnia br. przeprowadzono zamach na płk Ehadji Ag Gamou – dowódcę milicji i garnizonu w Kidal, zmuszonego do wycofania z terytorium Tuaregów (zabrał ze sobą 500-1000 żołnierzy) do Nigru. Pułkownik jako osoba mocno zorientowana w realiach północnej części Mali może okazać się cennym źródłem informacyjnym oraz doradczym w przypadku jakiejkolwiek interwencji. Dodatkowo po złamaniu oporu islamistów, ktoś będzie musiał się porozumieć z miejscowymi, inaczej będzie to miejsce kolejnego konfliktu - pułkownik nadaje się idealnie. W zamachu ranny został jego ochroniarz a o sprawstwo oskarża się raczej islamistów.
(Krzysztof Kozłowski)