2012-05-31 14:57:01
List otwarty 23 emerytowanych admirałów
Jako portal głęboko zainteresowany stanem polskiej obronności, nie mogliśmy pominąć głosu osób zawodowo zaangażowanych w ten temat. Szczególnie mocno w ostatnich miesiącach akcentowany jest "problem" Marynarki Wojennej. Tym tekstem, zapoczątkowujemy kilka artykułów dotyczących stanu obecnego, ale i perspektyw dla tego rodzaju Sił Zbrojnych. Redakcja.
Arogancja władzy i cywilno-wojskowy dyletantyzm [1]
Inspiracją do zabrania głosu w sprawie walki o przetrwanie jednego z rodzajów sił zbrojnych jakim jest Marynarka Wojenna – była zachęta ministra Obrony Narodowej Tomasza Siemoniaka wyrażona na łamach Polski Zbrojnej [2], o następującym brzmieniu: „Od szeregowego do generała – każdy ma takie samo prawo, by wskazać, co jego zdaniem w wojsku działa źle lub jest jakimś absurdem”.
Powyższe stwierdzenie niesie iskierkę nadziei, że może tym razem kwestie morskie zostaną wysłuchane, rozważone i racjonalnie ujęte w odpowiednie decyzje, przez nowe kierownictwo Ministerstwa Obrony Narodowej. Wszystkie dotychczasowe ekipy przez ostatnie dwudziestolecie (zarówno MON, jak i w Sztabie Generalnym WP) były „głuche” na argumentacje specjalistów morskich. W dniu dzisiejszym, dyletantyzm z tamtych lat, daje znowu znać o sobie ze szczególną mocą, gdyż przejawia się on w sytuacji presji czasu. Wystarczy tu wspomnieć wypowiedzi na temat Marynarki Wojennej doradców ministra ON Waldemara Skrzypczaka , gen. dyw. Bogusława Packa oraz wiceszefa MON Marcina Idzika [3], który nie odróżnia „statków” od „okrętów”. Do tej konstatacji upoważnia nas fakt, że powyższa treść artykułu przeszła autoryzację, która świadczy o znacznym dyletanctwie Pana wiceministra (sprostowania w prasie nie było).
Ale czego można oczekiwać od wiceszefa MON, kiedy jego zwierzchnik nie odróżnia „fregaty” od „korwety” i przejawia z góry pejoratywny stosunek do rozpatrywanego problemu korwety „Gawron” nazywając ją „najdroższą motorówką świata” (Gazeta Wyborcza, 25-26 lutego 2012 roku). Jest to arogancja i dyletantyzm w wydaniu cywilnym, uprawiane w ramach tzw. cywilnej kontroli nad armią.
Do tego grona „znawców” Marynarki Wojennej należy włączyć Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, obecnego szefa SG WP (ponoć dzisiaj orędownika wskrzeszenia sił morskich lecz będącego w ubiegłych latach jednym z głównych decydentów doprowadzających MW do jej stanu obecnego) oraz ministra Spraw Zagranicznych, który oferuje sprzedaż „kadłuba korwety” za granicą, rezygnację z remontu fregat itp.
Wszyscy wymienieni członkowie powyższych gremiów zabrali głos w sprawie „być albo nie być” dla Marynarki Wojennej w sposób niefachowy, oparty na brakach rzetelnej wiedzy na dany temat, na swoim „widzimisię” oraz braku wiedzy.
Wypowiedzi tych osób są bardzo często podchwytywane przez media i wprowadzają w błąd dziennikarzy, a co za tym idzie opinię publiczną. Stąd od kilku miesięcy w prasie, radiu i telewizji ukazują się w większości przekazy na temat polskich sił morskich, oparte na półprawdach i „zasłyszanych” informacjach, przekazywanych przez tzw. „ekspertów”, którzy być może nawet ani razu nie byli w MW i nie wiedzą na czym polega służba na morzu. Dziennikarze i opinia publiczna powinni otrzymywać wiarygodną i rzetelną informację o tym co tak naprawdę dzieje się wokół Marynarki Wojennej i jakim celom służą siły morskie naszego państwa.
W powyższej sytuacji należy powiedzieć jasno i wyraźnie – dość oszukiwania opinii publicznej na temat polskich sił morskich!
Oficerowie pełniący służbę w Marynarce Wojennej nie mogą w tak zdecydowany sposób, publicznie, wyrazić swojego stanowiska (oburzenia), gdyż są ograniczani wszelkimi zależnościami służbowymi. Na tak otwarty wyraz oburzenia mogą sobie pozwolić emerytowani oficerowie Marynarki Wojennej, którzy swoje najlepsze lata życia spędzili w tym rodzaju sił zbrojnych. Są dumni ze swej wieloletniej służby na morzu, które promuje rzetelną wiedzę i doświadczenie, nie znosi zaś i bezwzględnie karze dyletantów.
Dwudziestoletni okres historii walki Dowództwa Marynarki Wojennej o przyszłość
Często spotykany zarzut kierowany do braci marynarskiej brzmiał, że nie meldowali o potrzebach, nie informowali przełożonych w wojskowych instytucjach centralnych o stanie sił morskich, że wreszcie nie mieli własnej wizji (początkowo stopniowej, zaś później – radykalnej) modernizacji posiadanych sił okrętowych, czy też nowych okrętów.
Z naszej wieloletniej praktyki sztabowej w DMW wynika całkiem inny, udokumentowany faktami i materiałami (obecnie znajdującymi się w archiwum) obraz ówczesnej rzeczywistości.
Bardzo często, bo przynajmniej dwa–trzy razy w tygodniu, przedstawiciele kierownictwa MW (dowódca i jego zastępcy) przebywali na odprawach w SG WP (lub MON), gdzie zawsze przedstawiali problemy nurtujące polskie siły morskie (pozostawiając adekwatne do poruszanych tematów opracowania na piśmie). Ponadto, z częstością średnio raz na pół roku, organizowane były tzw. sesje wyjazdowe Sztabu Generalnego WP do Dowództwa MW, na których przedstawiano w sposób uargumentowany propozycje dotyczące struktur sił, ich organizacji, obsady kadrowej oraz potrzeb modernizacyjnych i remontowych. Każde wystąpienie oparte było o wnikliwą i rzetelną prezentację, która albo była zabierana od razu przez oficerów SG WP lub też była im przesyłana pocztą niejawną. Charakterystycznym w tym okresie był sposób działania oficerów SG WP, który polegał jedynie na utrzymaniu podczas dyskusji przywiezionej z Warszawy tezy i niedopuszczeniu do przyjęcia żadnej racjonalnej argumentacji wyrażanej przez specjalistów morskich.
Zauważyliśmy wówczas, że prędkość zmiany poglądów i uzgodnień, dokonywanych podczas sesji wyjazdowych SG WP do Gdyni, uzależniona była od środka transportu, którym dowożono oficerów SG WP. Jeżeli był to samolot – to zmiana poglądów następowała w drodze powrotnej nad Grudziądzem, jeżeli autobus – to w okolicach Elbląga. Wszyscy byli zadowoleni, gdyż sesja odbyła się. Formalnie wszystko było w porządku oprócz narastających z roku na rok nierozwiązanych problemów egzystencjalnych polskich sił morskich.
Trzon polskiej Marynarki Wojennej to jednostki przeciwminowe, fregaty i okręty podwodne.
Kolejnym dowodem dbałości marynarzy o swój rodzaj sił, były i są plany rozwoju i modernizacji technicznej sił MW. Charakteryzowały się one wieloletnim niedofinansowaniem sił morskich. Ich edycje pięcioletnie i roczne świadczą o tym, iż każda złotówka którą otrzymaliśmy była wielokrotnie analizowana w relacji „koszt-efekt” i dopiero po nich – wydatkowana. Dlatego uważamy za co najmniej banalne stwierdzenie zawarte w planach na 2012 rok (w pkt. 2. Priorytety modernizacji technicznej) [4], że do priorytetów w MW należy zaliczyć: „Prowadzenie intensywnych prac nad nowoczesnymi rozwiązaniami modernizacyjnymi dla Marynarki Wojennej. Rozstrzygnięcie wieloaspektowych kwestii związanych z korwetą Gawron”.
Przez wiele lat, gdy „modernizacją” sił morskich zajmowały się wojskowe instytucje centralne, zawsze chodziło im o kasację określonych sił lub zmniejszenie stanów osobowych. Mamy głębokie obawy, czy „prowadzenie intensywnych prac nad nowoczesnymi rozwiązaniami modernizacyjnymi…” nie będzie w konsekwencji prowadziło do całkowitej likwidacji Marynarki Wojennej!
W chwili obecnej „modernizację” w znaczeniu „kasacji” zaczęto zastępować nowymi pojęciami, takimi jak – „integracja” lub „konsolidacja”. Należy pamiętać jednak, że oznaczają one jedno i to samo – właśnie kasację.
Jeżeli się mylimy w tym względzie – to dobrze, gdyż Marynarka Wojenna w swojej ponad dziewiędziesięcioletniej historii przeżywała już podobne próby jej likwidacji, począwszy od decyzki ministra Skarbu Jerzego Michalskiego (1921), poprzez marszałka Senatu III RP – prof. Andrzeja Stelmachowskiego, aż do obecnego ministra Finansów (w rządzie premiera Tuska) pana Jana Vincent-Rostowskiego [5].
Wymienionych powyżej „budowniczych” polskich sił morskich cechowała krótkowzroczna troska o demokratyczne państwo polskie oparta na typowych polskich słabościach tzn. braku przezorności i troski o własną siłę wojskową [6]. Ich przywiązanie do idei demokratycznej jest chwalebne, jednakże nie zauważyli oni faktu, że demokracja cechuje się przedkładaniem bieżących potrzeb społecznych i politycznych nad potrzeby tworzenia przyszłego bezpieczeństwa państwa (warto przypomnieć, że w 2009 roku zabrano z budżetu MON ok. 5 mld zł tj. ok. 20% - zmniejszając tym samym zdolności bojowe systemu obronnego naszego państwa).
Przecież bezpieczną przyszłość naszego państwa należy kreować już dzisiaj dbając o własną siłę wojskową. Obecność w Sojuszu Północnoatlantyckim może w przyszłości okazać się niewystarczająca dla obrony naszego państwa. Ograniczone zaufanie do Sojuszu jest w pełni uzasadnione, gdyż wynika z naszego historycznego doświadczenia. Nikt przecież nie będzie chciał umierać za „polski Gdańsk”…
Głębokie zastanowienie wśród społeczeństwa wywołuje dzisiejsza dyskusja nad przyszłością Marynarki Wojennej, gdyż niezrozumiałe jest, że europejskie państwo średniej wielkości w ciągu 67 lat pokoju dysponujące ok. 38 mln ludności, nie może podźwignąć ciężaru finansowego utrzymania (i tak już mocno zredukowanych) własnych sił zbrojnych?!
Właśnie długoletnie systematyczne niedofinansowanie Marynarki Wojennej doprowadziło do jej zapaści w dniu dzisiejszym. Analiza udziału budżetu MW w budżecie MON po 1999 roku stanowi jednoznaczną ilustrację tego zjawiska [7].
Analizując zilustrowane dane, należy zauważyć, że przy systematycznie wzrastającym budżecie MON (od 12,6 mld zł w 1999 roku do 22,8 mld zł w 2009 roku tj. o +81%), roczny budżet MW systematycznie obniżano z ok. 8% (w 1999 rok) do poziomu zaledwie 2,9% budżetu MON w 2009 roku tj. o – 63%.

Można więc założyć, że gdyby przez trzy ostatnie lata (2007-2009) finansowanie MW było na poziomie normalnym tj. 6% budżetu MON to możliwe byłoby zakupienie (lub zbudowanie) korwety (gdyż, niedofinansowanie wyniosło około 1,38 mld zł), zaś gdyby było na poziomie ok. 8% - samo niedofinansowanie osiągnęłoby kwotę ok. 2,71 mld zł, a jego rekompensata w zupełności wystarczyłaby na zakup dwóch korwet albo nowoczesnego klasycznego okrętu podwodnego[8].
Tak oto wyglądają straty bezpowrotne w zakupie nowych okrętów, spowodowane tylko trzyletnim (2007-2009) niedofinansowaniem polskich sił morskich.
Rola ministerstwa Obrony Narodowej i Biura Bezpieczeństwa Narodowego w doprowadzeniu do zapaści Marynarki Wojennej
Żadna z wymienionych powyżej instytucji centralnych nie przejawiała i nie przejawia troski o bezpieczeństwo morskie naszego państwa. Diagnoza powyższej choroby to przede wszystkim brak morskiej polityki państwa i nierozerwalnie z nią związanej strategii (doktryny) morskiej. Ten stan potęguje również fakt, iż poszczególne ekipy polityczne obejmujące ster rządów w państwie, nie mając stosownych dokumentów dyrektywnych, nie widzą potrzeby finansowania tzw. Polski morskiej. Brak troski ekip rządzących o Polskę morską dokumentują poniższe fakty.
„Po cichu” zlikwidowano już znaczną część floty handlowej i rybackiej, poważnie zredukowano możliwości przeładunkowe podstawowych morskich portów handlowych, zlikwidowano znaczny potencjał produkcyjny polskich stoczni, zaniechano nowoczesnego budownictwa okrętowego. To skala naszych „osiągnięć” w realizacji polityki Polski morskiej.

Teraz przyszedł czas na likwidację Marynarki Wojennej! A przecież już w 1934 roku Julian Ginsbert w swojej książce „Prawda morska” przestrzegał „… z marynarką wojenną możemy więcej lub mniej wygrać, natomiast bez marynarki wojennej możemy jedynie przegrać nie tylko wojnę ale nawet pokój” [9].
Powyższe słowa kierujemy do doradców ministra ON z prośbą o chwilę refleksji nad tym, co czynią i o większą pokorę przed własną „wiedzą”.
Dlaczego nikt z marynarzy nie wypowiada się na temat transporterów opancerzonych, czołgów i „pozycji ryglowej” – po prostu milczymy bo uważamy, że się na tym nie znamy! Natomiast wszechobecni w strukturach wojskowych instytucji centralnych, oficerowie wojsk lądowych (ogólnowojskowi, czołgiści, artylerzyści itp.) są wyroczniami decydującymi o sprawach o których nie mają oni żadnego pojęcia ani podstawowej wiedzy. W MON, Sztabie Generalnym WP i BBN, powinna obowiązywać racjonalna zasada mówiąca: „że o sprawach morskich mają decydować marynarze, o samolotach – piloci, a o czołgach - czołgiści”. Wtedy każda decyzja będzie oparta na rzetelnej i konstruktywnej wiedzy oraz dogłębnej analizie problemów. Nie będzie w nich bylejakości i amatorszczyzny.
Wielu autorów dzisiejszych nieuzasadnionych wystąpień i publikacji dotyczących Marynarki Wojennej powinno pamiętać o maksymie św. Tomasza z Akwinu: „Panie, spraw abym zawsze i wszędzie nie mówił na każdy temat”. Więcej rzetelnej wiedzy Panowie, skromności i pokory… oraz otwartości na argumentację strony przeciwnej i chęci jej zrozumienia.
Oddzielną kwestią do rozpatrzenia jest rola jaką odgrywało i odgrywa Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, będące organem Prezydenta RP – zwierzchnika Sił Zbrojnych. Podstawowym zadaniem BBN jest zapewnienie (zewnętrznego i wewnętrznego) bezpieczeństwa państwa i obywateli oraz dbałość o kreowanie bezpiecznej przyszłości państwa i narodu.
Poprzedni szef BBN, widząc narastające problemy codziennej egzystencji polskich sił morskich, zaplanował konferencję na powyższy temat, która miała odbyć się 14 kwietnia 2010 roku. Zostały opracowane rzetelne analizy i wystąpienia, które wydano w postaci opracowania zwartego [10].
Jak wiadomo nigdy nie doszło do wspomnianej konferencji w BBN, gdyż okrutny los dopisał smutna kartę tragedii smoleńskiej w dniu 10 kwietnia tegoż roku.
Od tego momentu mijają już prawie dwa lata i piastujący stanowisko szefa BBN Stanisław Koziej dopiero w lutym br. zorganizował konferencję nt. Marynarki Wojennej, dominując ją własnymi poglądami i wypowiedziami. W ten oto sposób stracono kolejne lata, przybliżając tym samym bezpowrotnie agonię Marynarki Wojennej. Nie bez znaczenia jest tu osobowość obecnego szefa BBN, który z uporem, co jakiś czas „odgrzewa” swoje akademickie idee sprzed dwudziestu lat, choć ostatnio jest prekursorem „miniaturyzacji” i „robotyki podwodnej” (stanowiącej jego nowe „idee fixe”).
Pora wreszcie zająć się w BBN realnymi problemami morskiego bezpieczeństwa państwa, których orędownikiem, zgodnie z Ustawą Zasadniczą, winien być Prezydent RP – zwierzchnik Sił Zbrojnych.
Dlatego też zwracamy się do Pana Prezydenta, jako najwyższej instancji wojskowej w państwie, tymi słowami: „Źle się dzieje w Polsce, europejskim państwie morskim średniej wielkości, w którym zlikwidowano już część floty handlowej i przystąpiono do demontażu Marynarki Wojennej! Jako były minister Obrony Narodowej i obecnie zwierzchnik Sił Zbrojnych jest Pan jedyną osobą posiadającą instrumenty aby powstrzymać tę degrengoladę i dyletantyzm urzędniczy. W Panu jedyna nadzieja…”
Pełni optymizmu oczekujemy na stanowisko zwierzchnika Sił Zbrojnych wyznaczające przyszłość polskich sił morskich oraz ich miejsce w systemie bezpieczeństwa morskiego państwa.
Rola Sztabu Generalnego WP w zapaści Marynarki Wojennej
Na obecną sytuację Marynarki Wojennej bardzo duży wpływ wywarły długoletnie destrukcyjne działania Sztabu Generalnego WP, który z wielką obojętnością traktował wszelkie prośby, sugestie i propozycje Dowództwa Marynarki Wojennej. Przedstawicieli SG WP, podczas szeregu narad i spotkań służbowych, cechowała niechęć do zgłębienia i zrozumienia zgłaszanych przez nas problemów.
Uporczywe trzymanie się tezy (prawdopodobnie wygłaszanej wcześniej przez szefa) stanowiło podstawę wszelkich działań oficerów SG WP i powodowało brak możliwości jakiegokolwiek porozumienia. Powyższe praktyki częściowo zostały opisane w pierwszym punkcie niniejszego opracowania – więc nie będziemy ich dublować i skoncentrujemy się na problemie przedstawicielstwa marynarzy w gronie pracowników (oficerów) SG WP.
Kiedyś zarzucano nam, że nie wysyłamy oficerów morskich do pracy (na praktyki sztabowe) w strukturach SG WP. Twierdzono, że przyczyną naszych trudności jest brak stałej obecności oficerów morskich w życiu codziennym SG WP. Więc zaczęliśmy kierować naszych oficerów na praktyki sztabowe (na etat z objęciem stanowiska) do Warszawy. Zazwyczaj trafiali tam oficerowie, którzy po powrocie mieli objąć wysokie stanowiska w strukturach Dowództwa Marynarki Wojennej lub podległych związkach taktycznych (flotyllach). Kilkuletnie doświadczenie pokazało jednak, że wielu z tych morskich oficerów (praktykantów) nigdy nie wróciło już do Marynarki Wojennej, gdyż zostali zwolnieni do rezerwy przez przełożonych w Sztabie Generalnym WP. Jedną ze stosowanych przez nich metod było obniżanie etatów stanowisk służbowych i wymuszanie „dobrowolnej” rezygnacji oficerów z dalszej służby. Zazwyczaj o tym procederze dowiadywaliśmy się już po fakcie, kiedy proces kadrowy został zakończony i nic już nie można było zrobić. W kilku przypadkach udało nam się „odzyskać” zwolnionych oficerów, którzy jeszcze przez wiele lat pełnili zaszczytną służbę w Marynarce Wojennej.
Kościec modernizacji technicznej PMW - program Żeglarek, modernizacja małych okrętów rakietowych projektu 660. Na zdjęciu ORP Orkan.
Kolejnym „wkładem” Sztabu Generalnego WP w zapaść Marynarki Wojennej, była głęboka ingerencja w obsadę personalną wszelkich stanowisk służbowych w MW, dokonywana bezprawnie (bez żadnych podstaw prawnych) na tzw. „castingach”. Wieloletnia praktyka prowadzenia tych działań spowodowała odpływ do rezerwy dużego grona specjalistów o znacznych i niepowtarzalnych cechach osobowościowych (olbrzymia wiedza ogólna i specjalistyczna; wysoka kultura osobista; wieloletnia praktyka morska; znajomość języków zachodnich na wysokim poziomie; ukończone kursy i studia w zachodnich uczelniach morskich). Ten „castingowy” korowód napędzał ówczesny minister ON i jego dwaj pretorianie (w mundurach generalskich). Do dnia dzisiejszego nikt nie rozliczył tych oficerów z prowadzonych przez wiele lat bezprawnych działań. Nie ponieśli też oni zasłużonej kary za straty wyrządzone służbie i osobiste krzywdy jakie poczyniono wielu wspaniałym oficerom.
Ponadto, w tamtych latach lansowano teorię, że Sztab Generalny WP powinien być „kolorowy”, co miało oznaczać obsadzenie wyznaczonej liczby stanowisk służbowych przez lotników, ogólnowojskowych i marynarzy. Praktyka pokazała, że w teorii jest to możliwe, zaś w rzeczywistości jest niewykonalne z rożnych względów (między innymi, wskazywano na braki mieszkaniowe w garnizonie stołecznym). Po wielu dotkliwych doświadczeniach usłyszeliśmy z ust wysoko postawionego przedstawiciela SG WP następujące logiczne słowa: „…że Sztab Generalny WP powinien być przede wszystkim mądry, przezorny i przewidujący – a nie „kolorowy”, zaś oficerowie w nim pracujący - wysokiej klasy specjalistami i erudytami - a nie beneficjentami spełnionych marzeń dotyczących służby w Warszawie”.
Za powyższe słowa jesteśmy mu na zawsze wdzięczni, gdyż ujął w nich całą istotę problemu. Chwała mu za to.
Po co państwu polskiemu potrzebna jest Marynarka Wojenna?
Na tle przytoczonego wcześniej materiału charakteryzującego powszechny dyletantyzm w kwestiach morskich postawienie powyższego pytania uznajemy za uzasadnione.
Specjalistom morskim i większości społeczeństwa zamieszkującym nasze Wybrzeże odpowiedzi na powyższe pytanie nie musimy udzielać, gdyż rozumieją oni sami jej istotę. Natomiast odpowiedź pełna i wyczerpująca powinna być udzielona wszystkim obywatelom naszego kraju o orientacji „lądowej”, dla których problemy Polski morskiej są mało znane lub całkowicie nieznane.
Wspomniany wcześniej Julian Ginsbert w „Prawdzie morskiej” zawarł bezcenne przemyślenia, z których kilka pozwolimy sobie przytoczyć ze względu na ich dzisiejszą aktualność, a mianowicie:
- „…wolności morskiej i dostępu „na morze” bronić z wybrzeża się nie da”;
- „… nie bogactwo kraju stanowi o sile zbrojnej na morzu, a wręcz przeciwnie – wartość i siła floty wojennej stanowią o dobrobycie i bezpieczeństwie kraju”;
- „Tylko przeprowadzona przez Sejm ustawa o rozbudowie floty, z programowo i stale (jak u naszych sąsiadów) asygnowanymi kredytami, będzie w stanie dać nam odpowiednią do naszych potrzeb siłę zbrojną na morzu” [11].
W tych kilku przytoczonych cytatach mamy odpowiedź na szereg pytań, między innymi „czy współczesnej Marynarce Wojennej bardziej są potrzebne okręty czy nadbrzeżny dywizjon rakietowy?”, „co zapewnia dobrobyt i bezpieczeństwo państwa?”, i wreszcie „jaką drogą pójść aby zapewnić potrzebną siłę zbrojną na morzu?”.
Jak widać z powyższego choć czasy się zmieniły, to egzystencjalne problemy sił morskich pozostały te same.
Gdzie są przyczyny takiego stanu rzeczy?
Początkowo wskazywano na brak jednoznacznych zapisów odpowiednich gremiów politycznych dotyczących przeznaczenia i zadań Marynarki Wojennej. Istniał nawet pogląd, że powyższe problemy powinni rozwiązać sami marynarze a nie politycy. Nic bardziej błędnego, gdyż to oni sprawują cywilną kontrolę nad siłami zbrojnymi określają miejsce, czas i formę ich użycia.
W 2009 roku została opracowana w MON „Strategia Obronności Rzeczypospolitej Polskiej”, w której określono w odniesieniu do Marynarki Wojennej powyższe zagadnienia (pkt 106) [12]. Oprócz przeznaczenia Marynarki Wojennej sprecyzowano również jej zadania zewnętrzne (ekspedycyjne) i wewnętrzne (obronne) w czasie pokoju, kryzysu i wojny.
Przeznaczenie Marynarki Wojennej oraz uszczegółowione zbiory jej zadań zewnętrznych i wewnętrznych przedstawiono na poniższych rysunkach (rysunki).
Pobieżna analiza przedstawionych zbiorów zadań MW prowadzi do konstatacji, że do pełnej ich realizacji powinna ona dysponować odpowiednimi siłami okrętowymi, zdolnymi zapewnić ochronę morskich interesów naszego państwa, wypełnić jego międzynarodowe zobowiązania (SAR) oraz wydzielić uzgodnione z Sojuszem siły okrętowe zapewniając im rotacyjne funkcjonowanie w znacznym oddaleniu od własnych baz przez stosunkowo długi czas (w większości przypadków – poza Bałtykiem!).

Po to właśnie – Panie Premierze i Panie Ministrze – potrzebna była korweta „Gawron”, która w przyszłości miała zastąpić w składach zespołów międzynarodowych NATO dotychczasowe fregaty rakietowe typu „Olivier Hazard Perry”. Natomiast decyzja czy korweta mogłaby zostać zakupiona za granicą za tę samą kwotę (ok. 1,4 mld zł), czy zbudowana w oparciu o rodzimy przemysł obronny (stoczniowy) należała do polityków, którzy powinni mieć na uwadze zagwarantowanie miejsc pracy i preferowanie rozwoju własnego przemysłu obronnego, a nie zagranicznego.
Uwzględniając powyższe dane i sytuację zapaści Marynarki Wojennej oraz konfrontując je z wypowiedziami szefa SG WP[13] staje się jasne, że jego słowa nie znajdują potwierdzenia w czynach. Wystarczy przytoczyć kilka z nich, na przykład: „W czasie naszej prezydencji akcentujemy również to, że grupy bojowe nie powinny ograniczać się do działań na lądzie, lecz należy rozszerzyć ich zdolności o morskie i powietrzne.” Natomiast brak zaangażowania naszych sił w operacji „ATALANTA” prowadzonej dla „… zwiększenia bezpieczeństwa transportu morskiego…” tłumaczy „… zaangażowaniem Marynarki Wojennej w wiele ćwiczeń (…) dużym oddaleniem obszaru na którym prowadzona jest operacja od naszych portów…” i „znacznymi kosztami”. Są to półprawdy, nie mające żadnego uzasadnienia w rzeczywistości.

Jak można „rozwijać morskie zdolności grup bojowych” likwidując potencjał bojowy Marynarki Wojennej?
Trzeba również powiedzieć otwarcie, że mając na uwadze ważne interesy naszego państwa należało zrezygnować z części ćwiczeń morskich i wziąć udział w operacji „ATALANTA”, co zapewniłoby zwiększenie naszej wiarygodności w UE. Odnośnie „znacznych kosztów”, wysłanie okrętu (jako PKW) jest najtańszą formą naszej obecności w strukturach sił międzynarodowych. Półroczny pobyt okrętu podwodnego typu „Kobben” w Polskim Kontyngencie Wojskowym (PKW) na Morzu Śródziemnym kosztował nas ok. 4-5 mln zł, zaś fregaty rakietowej t. OHP (w analogicznym okresie) - ok. 25-30 mln zł. Konfrontując powyższe dane z kosztami utrzymania naszego PKW w Afganistanie (2 mld 23 mln zł)[14] w okresie czterech lat (co w przeliczeniu na okres półroczny wynosi 252 mln 875 tys. zł) – uzyskujemy prawdziwy obraz w zakresie finansowania PKW.
W związku z powyższym podjęte decyzje dotyczące kasacji wielu okrętów bojowych (fregaty, MOR-y, korweta itp.) są w sprzeczności z wypowiedziami „pierwszego żołnierza” RP, który godząc się na ich realizację obniża morski potencjał bojowy naszego państwa, czyli działa na jego szkodę!

W sukurs tym wypowiedziom idzie również obecny minister Obrony Narodowej, który z jednej strony likwiduje (częściami) Marynarkę Wojenną, zaś z drugiej podpisuje w Brukseli (30 listopada 2011 roku) umowę o zaangażowaniu naszych sił „…w realizację projektu nadzorowania obszarów morskich…” [15]? Jak można „nadzorować obszary morskie” nie posiadając odpowiednich okrętów?
Szanowni Panowie, jeżeli wprowadzicie w życie swoje nieprzemyślane i nieuprawnione decyzje, to nigdy nie wywiążecie się z podjętych przez Was zobowiązań międzynarodowych. Warto się nad tym zastanowić będąc (ponoć!) wiarygodnym członkiem paktu morskiego, jakim jest NATO.
Alternatywne rozwiązanie wyjścia z zapaści sił morskich
Zaistniała sytuacja MW wymusza konieczność podjęcia racjonalnych, przemyślanych, koniecznych i terminowych decyzji długofalowych.
W celu uzyskania w miarę obiektywnych rozwiązań dotyczących przyszłości polskich sił morskich należałoby na szczeblu ministerstwa ON powołać komisję ds. Marynarki Wojennej (tak jak to zrobiono z wyższym szkolnictwem wojskowym, gdzie głos decydujący został w rękach profesjonalistów – pracowników uczelni wojskowych).
Tej komisji powinien przewodniczyć oficer morski, który byłby niezależny od wszelkich nacisków natury służbowej (ze strony MON lub ze strony SG WP), zaś jej skład powinien być rekrutowany z oficerów Marynarki Wojennej.
Powyższa komisja w wyznaczonym terminie powinna przedstawić zwariantowane plany rozwoju sił morskich (optymistyczny, realny i pesymistyczny) w najbliższej, dalszej i perspektywicznej przyszłości (6; 12; powyżej 12 lat). Specyficzną cechą tych planów powinno być ich sprzężenie z wprowadzanym budżetem zadaniowym oraz z gwarancjami rządowymi ich stabilnego finansowania. Ze względu na powagę problemu, sprawę należy zostawić w rękach merytorycznie do tego przygotowanych specjalistów (oficerów marynarki wojennej) i nie przekazywać jej w ręce tych, dla których „statek” czy „okręt” znaczy to samo lub którzy nie widzą różnicy pomiędzy „fregatą”, „korwetą” czy „motorówką” lub korwety (o długości 95,5 m) nazywają „dużymi okrętami” [16].
Aby prowadzone działania naprawcze były skuteczne należy stworzyć następujące warunki :
-
utrzymanie do 2018 roku potencjału bojowego na dotychczasowym poziomie i wykorzystanie sześcioletniego okresu na projektowanie i budowę nowych okrętów. Implikacją tego założenia jest przeprowadzenie ograniczonych remontów „usprawniających” na fregatach i małych okrętach rakietowych;
-
zakończenie budowy korwety „Gawron” (serii trzech jednostek) z wykorzystaniem jej kadłuba w opracowaniach konstrukcyjnych nowych okrętów bojowych (zwalczania okrętów podwodnych; obrony przeciwminowej; patrolowców; itp.);
-
wyposażenie wszystkich okrętów uderzeniowych (bojowych) w jeden typoszereg rakiet produkcji szwedzkiej typu RBS-15 (Mk. 3 i Mk. 2) zapewniając tym samym minimalizację kosztów ich eksploatacji;
-
opracowanie jednej konstrukcji okrętu dla wszystkich jednostek zabezpieczenia bojowego, na podstawie której należałoby budować okręty rozpoznawcze, ratownicze i hydrograficzne;
-
rozpoczęcie budowy serii trzech jednostek niszczycieli min typu t. 257 „Kormoran II”;
-
zsynchronizowanie roku (daty) kasacji starych okrętów z wprowadzeniem na ich miejsce nowoczesnych jednostek w celu maksymalnego wykorzystania specjalistów okrętowych (o „niszowych” specjalnościach morskich) podczas kompletowania nowych załóg;
-
zakupienie nowoczesnego, klasycznego okrętu podwodnego, zsynchronizowane z kasacją czterech okrętów podwodnych typu „Kobben” w latach 2014-2016;
-
ponowne rozpatrzenie zasadności wprowadzenia na uzbrojenie do Marynarki Wojennej drugiego (sic!) typoszeregu rakiet produkcji norweskiej (firmy Kongsberg)[17].
Przy spełnieniu powyższych warunków i rozsądnym ustaleniu priorytetów oraz zapewnieniu pewności i ciągłości finansowania stopniowo będzie można odtworzyć pożądane zdolności polskich sił morskich. Istotne jest jednak, aby ten długotrwały i kosztowny proces znalazł zrozumienie wśród społeczeństwa i reprezentujących go polityków wchodzących w skład rządu, Sejmowej i Senackiej Komisji ON oraz kancelarii prezydenckiej.
Jest to podstawowy warunek racjonalnych rozwiązań naprawczych nabrzmiałych problemów polskich sił morskich w najbliższych latach.
Przypisy:
[1] Słownik wyrazów obcych, PWN, Warszawa, 1971. Dyletantyzm – zajmowanie się jakąś dziedziną, zwłaszcza sztuki lub nauki, po amatorsku, niezawodowo, bez odpowiedniego przygotowania; interesowanie się wieloma zagadnieniami z różnych dziedzin w sposób powierzchowny, dyletancki. Arogancja – niegrzeczność, zuchwałość, bezczelność, odnoszenie się do innych z lekceważeniem lub zuchwałą pewnością siebie.
[2] P. BERNABIUK, Prawo do normalności, Polska Zbrojna nr 7 (785)/2012.
[3] M. GÓRKA, Gra w statki, Gazeta Wyborcza, 01.02.2012.
[4] Priorytety określone przez ministra Tomasza Siemoniaka na 2012 rok w artykule „Roczny plan”, Polska Zbrojna, nr 3 (781)/2012.
[5] P. Jakucki, Generał ma rację, Nasza Polska nr 34 (721), 28.08.2009.
[6] Praca zbiorowa, Bezpieczeństwo narodowe Polski w XXI wieku. Wyzwania i strategie, Bellona, Warszawa, 2006, s. 159-227.
[7] Z. Badeński, H. Sołkiewicz, Charakterystyka struktur okrętowych Marynarki Wojennej w latach 1945-2009 i ich potencjałów po 1990 roku. II Konferencja naukowa. Stan obecny oraz perspektywy rozwoju Marynarki Wojennej RP, Gdańsk, 2010, s. 24-25.
[8] Tamże, s. 25-27.
[9] Prawda morska, Bandera nr 6 (26), czerwiec 2011.
[10] Rola i zadania Marynarki Wojennej RP w systemie bezpieczeństwa państwa. Teoria, rzeczywistość, perspektywy, AMW i BBN, Warszawa 2010.
[11] Bandera nr 6 (26), czerwiec 2011.
[12] Strategia Obronności Rzeczypospolitej Polskiej. MON, Warszawa 2009, s. 21-22.
[13] M. Pielach, Wspólny budżet, Polska Zbrojna nr 47 (773), 20.11.2011.
[14] Misyjne zakupy, Polska Zbrojna nr 5(783) z 29.02.2012 r.
[15] Polskie priorytety, Polska Zbrojna nr 50(776) z 11.11. 2011 r.
[16] Pod pojęciem „duży okręt” należy rozumieć „okręt o długości przekraczającej 450 stóp (137 metrów)”. Źrodło: AAP-6. Słownik terminów i definicji NATO, 2007.
[17] M. Ogrodniczuk, Marynarka Wojenna – zapis choroby, Przegląd Morski, nr 2 (056)/2012.
Pod treścią niniejszej publikacji podpisało się 23 emerytowanych admirałów, w tym: nestor admirałów – kontradmirał Henryk PIETRASZKIEWICZ; czterech admirałów floty: Ryszard ŁUKASIK, Roman KRZYŻELEWSKI, Jędrzej CZAJKOWSKI, Marek BRĄGOSZEWSKI; pięciu wiceadmirałów: Ludwik DUTKOWSKIi, Henryk SOŁKIEWICZ, Maciej WĘGLEWSKI, Marek TOCZEK, Marian PRUDZIENICA; oraz trzynastu kontradmirałów: Zbigniew BADEŃSKI, Antoni KOMOROWSKI, Zygmunt KITOWSKI, Michał MICHALSKI, Adam MAZUREK, Zbigniew POPEK, Stefan TANDECKI, Jerzy LENDA, Kazimierz GŁOWACKI, Czesław WAWRZYNIAK, Czesław ROLIK, Andrzej ROSIŃSKI, Zbigniew SMOLAREK.