2012-11-09 12:35:40
Łask – małe a cieszy (niektórych)
Niewiele jest w dziejach państw sytuacji, gdy kilkunastu żołnierzy zagranicznej armii przykuwa uwagę politycznej śmietanki kraju gospodarza. Oczywiście, oficjalne rozpoczęcie działalności kontyngentu amerykańskich Sił Powietrznych (USAF) w polskiej bazie Sił Powietrznych w Łasku (32. Baza Lotnictwa Taktycznego), bo o tym dzisiejszym wydarzeniu mowa, jest istotnym symbolem współpracy militarnej pomiędzy oboma krajami – dokładnie tylko symbolem. Przynajmniej my nie lewitujmy i pozostańmy na ziemi.
Czasy zapewne się zmieniły, stopnia bezpieczeństwa nie liczy się dziesiątkami tysięcy żołnierzy sojuszniczych stacjonujących w naszym kraju, ale obecność pododdziału (neutralnie zwanego Aviation Detachment) o potencjale drużyny czy plutonu nie może zagłuszać naszych obaw. Tych kilkunastu wojskowych, co kwartał wzmacnianych okresowo do liczby 250 ludzi i kilku-kilkunastu statków powietrznych (F-16 lub C-130 stacjonujące dodatkowo w Krzesinach i Powidzu) to nic nie znaczący symbol. Jego znaczenie jest na podobnym poziomie strategicznym, jak przyjeżdżające do niedawna na północ Polski amerykańskie baterie Patriot. Zwykły akt polityczny, nic więcej. Dla Amerykanów te przyjazdy były już na tyle kłopotliwe, że zaczęli łączyć poszczególne kontyngenty (było ich w sumie osiemnaście), by co „chwila” nie krążyć transportami kolejowymi na linii Niemcy-Polska. Patrioty "się kończą", XVII. zmiana była ostatnią, w zamian otrzymujemy kontyngent lotniczy.
Amerykański pragmatyzm polega na tym, że prościej raz na kwartał przysłać te kilkanaście samolotów niż zawracać sobie głowę z jeżdzącymi w tę i z powrotem bateriami. Tym razem dostaliśmy także coś więcej, kilkunastu żołnierzy obecnych w Polsce na stałe – mamy progres.
Pamiętajmy jednak, jak szybko, przy braku woli politycznej, a dokładniej wspólnego interesu, tych kilkunastu żołnierzy opuści terytorium Polski. Tak jak instruktorzy amerykańscy wyjechali z Gruzji w 2008 roku, podczas sierpniowej wojny z Rosją. Oczywiście można argumentować, że jesteśmy w NATO - organizacji grupującej członków o wielu krzyżujących się interesach, organizacji która potrzebuje dużo czasu by wypracować wspólne stanowisko. A dzisiejsze konflikty równie gwałtownie narastają jak i się kończą. Nie ma czasu na polityczny konsensus, nie przyjdzie on szybko w szczególnie skomplikowanych sytuacjach geopolitycznych – a takiej można spodziewać się w naszym regionie.
Cieszmy się zatem widokiem amerykańskich mundurów w Łasku, ale nie zapominajmy, że bezpieczeństwo musimy zapewnić sobie prawie wyłącznie sami.
(Krzysztof Kozłowski)