2012-12-08 23:42:50
Czwarte spotkanie MON Polski i Ukrainy
W medialnym przekazie spotkania ministra obrony Tomasza Siemoniaka to głównie kontakty z kolegami z Niemiec (Thomas de Maizière), Francji (Jean-Yves Le Drian) czy państw Grupy Wyszehradzkiej. Z powodu sformalizowanej współpracy sojuszniczej tak jest w praktyce. Ale warto pamiętać, że nie jest zaniedbywany również nasz najważniejszy po wschodniej stronie granicy (pod kątem geopolitycznego położenia Polski) sąsiad jakim jest Ukraina. Wizyta na Ukrainie, jaką minister Siemoniak odbył w dniach 7-8 grudnia to już czwarte w tym roku spotkanie z ukraińskim kolegą, Dmitro Samalatinem.

Największym sformalizowanym konkretem z wizyty na Ukrainie jest podpisanie dwustronnego porozumienia o wymianie danych identyfikacyjnych Uzbrojenia i Sprzętu Wojskowego w ramach systemu kodyfikacyjnego NATO. Niby mała rzecz, ale ułatwiająca współpracę logistykom. fot. MO Ukrainy.
Spotkania polsko-ukraińskie nie mogą zakończyć się takimi spektakularnymi programami jak te w ramach Unii Europejskiej (choćby ostatnia deklaracja o wspólnym rozwoju potencjału w samolotach powietrznych tankowcach) to jednak współpraca pomiędzy naszymi sektorami obronnymi ma przynajmniej kilka wspólnych płaszczyzn. W skali strategicznej są to wspólne, wespół z Litwinami plany współdziałania w ramach polsko-litewsko-ukraińskiej brygady z siedzibą (dowództwa) w Lublinie. Tworu stosunkowo nowego i miejmy nadzieję bardziej skutecznego od kiedyś rozpoczętej współpracy z naszymi południowymi sąsiadami. Planujemy dodatkowo rozbudowę wspólnych projektów szkoleniowych oraz wciągnięcie Ukrainy przynajmniej do częściowej współpracy w ramach Grupy Wyszehradzkiej. Nie chodzi o klasyczne budowanie transgranicznego zaufania ale o praktyczne wciągnięcie ukraińskich sił zbrojnych we współpracę militarną.
To najważniejszy element współpracy. Kolejnym jest współpraca techniczna. Pomimo tego, że już od ponad dekady jesteśmy w NATO to jednak pod względem wyposażenia naszych sił zbrojnych większość tego co posiadamy ma postsowiecki rodowód. Ukraina to potencjalnie najbardziej przydatny dla nas w sprawach modernizacji partner, może i ze słabym zasobem finansowym (na zakupy w polskiej zbrojeniówce raczej nie liczmy, oficjalnie Ukraina wydaje rocznie ok. 1 mld PLN na tzw. modernizację techniczną) ale z dużo silniejszym przemysłem obronnym. Jest przy czym współpracować. Ukraińcy ciągle opracowują modernizacje swoich czołgów, śmigłowców uderzeniowych i wielozadaniowych (mocną ich stroną są nowe, wydajniejsze silniki), samolotów bojowych (nas głównie mogą interesować te związane z MiG-29) mają szereg interesujących projektów związanych z amunicją (czołgowe przeciwpancerne pociski kierowane, naprowadzana laserowo amunicja artyleryjska). Nawet i ukraińskie priorytety modernizacyjne (korwety, kompleks rakietowy Sapsan – odpowiednik naszego Homara) mogą być tematem do wspólnej wymiany doświadczeń, a nawet i współpracy. Nie możemy zapominać, że przy mniej przychylnych stosunkach z moskiewskim sąsiadem, to właśnie Ukraina stać się może naszym najważniejszym „magazynem” części zamiennych i uzbrojenia.
Oczywiście, miejsce z którego spoglądamy na sąsiedzkie kontakty jest pewnym wytłumaczeniem, ale na współpracę nie możemy patrzeć tylko pod kątem korzyści polskich. Warto przypomnieć, że chociaż mocno ograniczona finansowo Ukraina, planuje przy jednoczesnej bardzo dużej redukcji osobowej (być może nawet stan osobowy sił zbrojnych spadnie do 70 tysięcy żołnierzy) wprowadzić zawodową armię. My tą drogę przechodziliśmy i nie do końca pozostały po niej same pozytywne wnioski. Nie ma potrzeby, by nasi sąsiedzi z Doniecka, Kijowa i Lwowa nie wykorzystali naszych doświadczeń. Dziś powinno nam zależeć na silnych siłach zbrojnych Ukrainy.
(MC)