2013-03-18 07:29:39
Szlakiem Piłsudskiego i Dmowskiego – minister Siemoniak w Japonii
Polsko-japońskie kontakty w sferze militarnej miały do tej pory jeden mocny punkt. W 1904 roku, z powodu wojny japońsko-rosyjskiej, w tym kraju znalazł się jako wysłannik Polskiej Partii Socjalistycznej Józef Piłsudski, w Tokio spotkał także Romana Dmowskiego. Dwóch późniejszych przeciwników politycznych, dwa modele rozwoju Polski z lat dwudziestolecia międzywojennego, nie znaleźli wspólnoty poglądów (politycznych), także w Japonii. Piłsudski namawiał Japończyków do tworzenia polskich oddziałów zbrojnych z jeńców carskich, Dmowski był temu przeciwny. Ostatecznie w latach 1904-1905 Polacy przelewali krew na Dalekim Wschodzie tylko za rosyjskiego cara. Przez kolejne kilkadziesiąt lat nie było nam po politycznej drodze z Japończykami. Najpierw stali się sojusznikiem m.in. Niemiec czasów Hitlera, potem weszli w krąg politycznego uzależnienia, a ostatecznie i współpracy ze Stanami Zjednoczonymi. W latach 90-tych stali się jednak wyznacznikiem poziomu gospodarczego, do którego, jak powszechnie wiadomo, ciągle nam daleko, a i samo porównanie straciło na aktualności. Kontakty w sferze obronnej były epizodyczne, dotyczyły spraw peryferyjnych, bo i takie były wspólne kręgi zainteresowania. Dość powiedzieć, że jako istotny punkt naszej współpracy wymienia się wizytę japońskiego wiceministra obrony sprzed pięciu lat. W ostatnim czasie pojawiły się lub wzmogły na znaczeniu przynajmniej trzy-cztery sprawy. Pomiędzy 14 a 16 marcem br. minister obrony Tomasz Siemoniak wraz z szefem Sztabu Generalnego WP gen. Mieczysławem Cieniuchem i należną delegacją udali się do Japonii.
Te podstawowe sprawy to współpraca ze Stanami Zjednoczonymi i związana również z nią tarcza przeciwrakietowa, Afganistan oraz japoński przemysł zbrojeniowy.
W komunikacie polskiego MON ciekawie wygląda wyartykułowanie zainteresowania polskiej strony japońskimi doświadczeniami z „USA w dziedzinie bezpieczeństwa regionalnego”. To żadne novum, jednym z filarów polskiej polityki obronnej jest oparcie się o sojusz transatlantycki. „Transatlantycki” w znaczeniu geograficznym (Stany Zjednoczone) jak i politycznym (NATO, czyli w dużej mierze również Stany Zjednoczone). Kwestie sojuszów budowane są przez dekady, raz obrana droga polityczna ma długoterminowe konsekwencje na system obronny państwa. Sama Japonia to ciekawy przykład do wymiany takich doświadczeń. Chociaż dziś o nieporównywalnie większym od Polski potencjale gospodarczym i militarnym, w praktyce przez dziesiątki lat była w dużym stopniu uzależniona od Stanów Zjednoczonych. Japońskie poglądy, jak postępowali w takiej asymetrii amerykańscy decydenci może być ciekawą lekturą dla polskiej klasy politycznej.

W Japonii, za sprawą głównie Korei Północnej, realistycznie i szeroko podchodzi się do kwestii obrony przeciwrakietowej. W sposób przypadkowy (nieudany start koreańskiej rakiety i jej potencjalny upadek na japońskim terytorium) lub bardziej wyrafinowany (mniej lub bardziej świadoma agresja) powoduje, że to nie jest tylko scenariusz mocno potencjalny. Chociaż tarcza przeciwrakietowa jest w polskich priorytetach obronnych, należy mieć świadomość, jak kilka czynników dzieli polsko-japońskie oczekiwania i możliwości. Japonia zagrożona jest przede wszystkim pociskami balistycznymi (dystans) oraz dysponuje zaawansowanymi systemami obrony przeciwrakietowej (przede wszystkim morski system AEGIS wspierany wyrzutniami lądowymi Patriot). Takie zagrożenia Japonia ma dziś, ale czuje również coraz większą presję ze strony Chin. Natomiast w polskim przypadku, prócz mało prawdopodobnych zagrożeń międzykontynentalnych (pociski balistyczne z Iranu) w grę wchodzą bardziej wyrafinowane środki walki – pociski balistyczne krótkiego zasięgu, pociski manewrujące, inna amunicja precyzyjna. Przy lepiej wyposażonym od azjatyckiego, potencjalnym przeciwniku, posiadamy mniejsze finansowo, ale i co często się wiąże – finansowe – środki do samoobrony, niż Japonia. Minister Siemoniak wraz z delegacją obserwował w bazie Iruma ćwiczenia japońskiego systemu obrony przeciwlotniczej wyposażonego w rakiety Patriot.
Po 2014 roku w Afganistanie, znacznej redukcji ulegnie zaangażowanie społeczności międzynarodowej zespolonej wokół NATO i kontyngentu ISAF. Prowadzona jest presja polityczna na środowisko regionalne aby partycypowało w utrzymaniu afgańskiego systemu bezpieczeństwa. Bez dotacji z zewnątrz (liczonych na min. 4 mld USD rocznie, a w praktyce, po decyzji o utrzymaniu stanu osobowego armii i policji afgańskiej na poziomie 352 tysięcy, nawet więcej) funkcjonujący w Afganistanie system upadnie, region zaś odczuje spadek stabilności. Rozmowy prowadzone są z najistotniejszymi partnerami – z Indiami, Chinami, ale również i Japonią. Temat Afganistanu w rozmowach polsko-japońskiego to nasz „kamyczek” do budowy takiego porozumienia.
Jeszcze kilka lat temu, Japonia mocno podkreślała defensywne i ograniczone tylko do własnego terytorium zainteresowania militarne. Trudno wskazać kontrakty eksportowe Tokio związane z własnym przemysłem obronnym. Ta koncepcja jest modyfikowana. Japoński przemysł, czego nie trzeba nikomu udowadniać, jest wysoce rozwinięty, jednocześnie gotowy do zaangażowania się również w sferze technologii militarnej do współpracy z partnerami trzecimi (nie tylko Stany Zjednoczone). Firmy z Japonii zaczynają pojawiać się na targach zbrojeniowych. To może być ciekawy kierunek w jakże popularnej dziś dywersyfikacji, w tym wypadku technologii militarnych. Japoński partner w polskim programie przeciwrakietowym może okazać się wnoszącą wiele nowego alternatywą wobec amerykańskiej, europejskiej czy izraelskiej oferty.
Ten krótki przegląd wskazuje, że wizyta ministra Tomasza Siemoniaka wcale nie musiała być kurtuazyjna. Oczywiście nie muszą iść za nią również i konkrety, ale przez kilka stolic i pewną liczbę opiniotwórczych środowisk powinna być zauważona.
(Krzysztof Kozłowski)
Zdjęcie: Ministerstwo Obrony Narodowej