2016-02-12 11:00:44
Misja bojowa NATO w Polsce
Zakończył się szczyt ministrów obrony państw NATO, mający wyznaczyć kierunkowe decyzje dotyczące wzmocnienia obecności militarnej całego Sojuszu w krajach wschodniej Europy. Sekretarz Generalny NATO Jens Stoltenberg, a także minister obrony Antoni Macierewicz, wielokrotnie już podsumowywali decyzje polityczne płynące z ostatnich dni z Brukseli. NATO będzie bardziej widoczne na wschodniej flance. W prostych słowach decyzję można nakreślić jako podniesienie na wyższy poziom sojuszniczego odstraszania.

Od ćwiczeń, poprzez ich skokową intensyfikację, po składy sprzętu i w końcu komponent operacyjny. Członkowie NATO powoli rozwijają swój potencjał militarny u wschodnich sojuszników. fot. EUCOM
Militaryzacja Rosji, także poprzez zwiększenie potencjału ofensywnego sił zbrojnych, a szczególnie zaangażowanie i aktywne podsycanie konfliktu zbrojnego we wschodniej Ukrainie, połączone z groźbą realizacji zbliżonego scenariusza w małych republikach nadbałtyckich, wymusiły reakcję NATO. Kraje położone w bezpośredniej styczności z Rosją, czy odczuwające zagrożenie z tego kierunku, wymusiły na pozostałych państwach NATO zwiększenie ich aktywności na wschodniej flance. Do tej pory można ją było bowiem określać mianem okazjonalnej, długoterminowo zaprogramowanej na prowadzenie ćwiczeń wojskowych.
W ostatnich kilkunastu miesiącach w związku z sytuacją na Ukrainie przesłano za pomocą narzędzi wojskowych silny polityczny sygnał. Do Polski i państw regionu trafiły pododdziały innych państw NATO. Strona amerykańska, największa armia Sojuszu w skali golabalnej, ale stosunkowo ograniczona możliwościami na terenie Europy, zdecydowała o prowadzeniu programu stałej, rotacyjnej obecności. Rzecz dotyczy przede wszystkim Polski, Litwy, Łotwy i Estonii, gdzie trafiły pododdziały US Army na poziomie kompanijnego zgrupowania taktycznego, rotowanego zwykle co kwartał. Nieco inna sytuacja panuje w Rumunii, tam jeszcze sprzed czasu kryzysu ukraińskiego, obecny jest pododdział szybkiego reagowania Korpusu Piechoty Morskiej (można go określić, jako faktyczny element obecności operacyjnej wojsk lądowych NATO na wschodniej flance). Swoje działania prowadziła USAF, dotyczy to przede wszystkim lotnisk w Polsce, Rumunii oraz Bułgarii. Obecność amerykańska, w mniejszym stopniu brytyjska, niemiecka, holenderska czy duńska, prowadzona była pod hasłem przedsięwzięcia szkoleniowego. Żołnierze i sprzęt byli obecni, ale prowadzili własny program zajęć, czy wespół z państwem-gospodarzem. Stosowano formę zastosowania miękkiego odstraszania.
Na kolejny, wyższy poziom obecności wojskowej w regionie zdecydowały się w zeszłym roku Stany Zjednoczone. Mowa o tworzeniu składów uzbrojenia, wyposażenia i zapasów w krajach wschodniej flanki NATO. Do tego celu zostaną wykorzystane przede wszystkim zasoby amerykańskiej 3. Dywizji Piechoty, choć stacjonującej za oceanem, to przeznaczonej do użycia na europejskim teatrze działań. US Army posiada w Europie od kilku lat jedynie dwie grupy bojowe o potencjale brygady (2. Pułk Kawalerii w Niemczech oraz 173. Brygada Powietrznodesantowa we Włoszech), jednostki lekkie, utrzymywane na Starym Kontynencie bardziej z potrzeby potencjalnego wykorzystania na Bliskim Wschodzie czy Afryce, niż do obrony Europy. Dla utrzymania rotacyjnej obecności na wschodzie NATO musiano zatem sięgnąć po dodatkowe elementy wojsk ciężkich, stąd 3. DP w Europie oraz decyzja o wysuniętych składach. Składy te będą jednocześnie wsparciem dla wojsk ćwiczących, jak i mogą być wykorzystane w przypadku tworzenia zgrupowania operacyjnego. Prawdopodobnie na zbliżony krok zdecydują się Brytyjczycy, którzy do 2019 roku w praktyce opuszczą garnizony w Niemczech. Dla których utrzymanie składów w Europie i możliwość ćwiczeń na rozległych poligonach w Polsce, a nie w Kanadzie, jest krokiem korzystnym, nie tylko dla celów politycznych, ale także dla British Army.
Decyzje, które zapadły 10 lutego br. w Brukseli, zostaną szczegółowo zapisane w najbliższych miesiącach. Te zostaną zatwierdzone na czerwcowym posiedzeniu ministrów obrony NATO i formalnie zaakceptowane na lipcowym szczycie głów państw Paktu w Warszawie. Już jednak wiadomo, że chodzi o podniesienie na kolejny poziom obecności wojskowej na wschodzie NATO. Prócz licznych ćwiczeń, utworzenia sieci wspomnianych składów, dojdzie element operacyjnej (dyżur) i rotowanej obecności wojsk lądowych sojuszników NATO w naszym regionie. Pododdziały lądowe (czy także lotnicze) NATO pojawią się w Polsce i krajach sąsiednich, jako komponent przygotowany do prowadzenia operacji. Z tym wiąże się odpowiednia ich certyfikacja i adekwatne do misji uzbrojenie i wyposażenie (np. pobierane ze składów). Tak jak państwa bałtyckie, z powodu swoich militarnych słabości, wymusiły uruchomienie sojuszniczej operacji lotniczej Baltic Air Policing, tak obecnie słabe w przypadku konfrontacji z potencjałem Rosji państwa regionu, również wymusiły (choć trzeba pamiętać o sojusznikach takich kroków, przede wszystkim Stanów Zjednoczonych, zainteresowanych ograniczeniem ekspansji rosyjskiej strefy wpływów) systemowe rozwiązania w obrębie całego NATO.
Trudno obecnie uznać jaką formę będzie miała owa stała, rotacyjna i jednak operacyjna obecność wojsk NATO w regionie. Najprostszy do realizacji wydaje się pomysł związany z lokowaniem rotacyjnym części tzw. szpicy NATO (organizowana jako potencjał brygady). W innym wypadku decyzja wymusi utworzenie w NATO kolejnej struktury operacyjnej, z potencjałem batalionu-brygady, co niesie za sobą dobrze znane już w Europie problemy dla państw tworzących taki komponent. To co na pewno wiadomo, nie będzie tradycyjnych, znanych z Niemiec czy Korei Południowej baz wojsk sojuszniczych z rozbudowanym zapleczem socjalno-bytowym. Mamy zatem do czynienia z niewątpliwie wykonanym krokiem do przodu, jednak pozostanie pytanie na ile obecność przygotowanego do prowadzenia działań batalionu czy brygady NATO to realne zaspokojenie potrzeb politycznych (solidarność), a przede wszystkim militarnych regionu W tym drugim wypadku przede wszystkim z punktu widzenia w praktyce osaczonych republik nadbałtyckich. Strategicznie obecność NATO to ważna decyzja, ale operacyjnie dla tych krajów równie istotna powinna być decyzja narodowa Polski, o rozbudowie potencjału na północnym-wschodzie kraju.
(MC)