2012-08-18 13:56:16
Hiszpański wkład do AGS
W kwietniu tego roku hiszpański minister obrony Peter Morenés oficjalnie potwierdził, że wkład jego kraju w natowski system rozpoznawczy obiektów naziemnych (Alliance Ground Surveillance, AGS) wyniesie 120 mln euro wpłacane od 2015 roku i rozłożone na 20 lat. Teraz rząd Mariano Rajoy zatwierdził wydatek rzędu 150 mln euro wpłacany od 2015 roku ale rozciągnięty na lat 25. Hiszpania przyłącza się do programu późno, jej przemysł nie odniesie w zasadzie korzyści gospodarczych, pojawiają się jeszcze opinie, że może uczestniczyć w pewnych opracowaniach systemów naziemnej kontroli. Warto dodać, że Hiszpania to ostatni kraj, który oficjalnie zgłosił swój akces do programu AGS. Chociaż kwota nie jest i tak zawrotna, spotyka się z krytyką opozycji, czy takie programy są potrzebne w czasach kryzysu.
Podstawą systemu ma być pięć bezzałogowych statków powietrznych Northrop Grumman Global Hawk Block 40, wyposażonych w zaawansowane radiolokatory do oobserwacji sytuacji naziemnej (program MP-RTIP). Projekt ma rozpocząć funkcjonowanie pomiędzy 2015 a 2017 rokiem. Będzie współpracował z NATO-wskim systemem dozoru powietrznego (AWACS NATO). Główną bazą dla AGS będzie włoska Sigonella.
Pełnoprawnymi członkami AGS, wykładającymi środki na jego zakup są: Bułgaria, Czechy, Estonia, Litwa, Łotwa, Luksemburg, Niemcy, Norwegia, Rumunia, Słowacja, Słowenia, Stany Zjednoczone i Włochy. Wszystkie państwa członkowskie będą partycypować w kosztach serwisowania i utrzymania AGS.
Polski w tym zestawieniu nie ma, jako nielicznego (prócz Węgrów) państwa z naszego regionu. Oficjalnie zrezygnowaliśmy z udziału w programie w kwietniu 2009 roku. Nasz wkład szacowano wówczas na "zawrotną" kwotę około 60 mln euro jakie mieliśmy wydać w przeciągu 8 lat. W wyniku tej decyzji, zamiast być pełnoprawnym i korzystającym z potencjału nowoczesnego systemu rozpoznania uczestnikiem, zamiast wzmocnienia stosunkowo niewielkim kosztem potencjał obronnego naszego kraju (a rozpoznanie lotnicze mocno kulało do tej pory), zamiast budowy potencjału sojuszu (a tak wiele słów mówi się u nas dziś o współpracy międzypaństwowej jako synergii technologii i finansów dla osiągania określonych zdolności – a propos proponowanego przez Prezydenta programu odbudowy obrony powietrznej) wybieramy swoje "polskie drogi". Jedną z nich jest głoszenie publiczne, przede wszystkim medialne (w wielu zachodnich i wschodnich serwisach militarnych informacja jest powtarzana) – zakupu do 2018 roku około 30 bojowych bezzałogowców jako następców samolotów Su-22. Mamy być prekursorami takiego rozwiazania. Wydaje się, że nikt nie przeprowadził nawet analizy koszt-efekt takiego rozwiązania, bo dzisiejsze uzbrojone BSP to nie wypuszczane z małej katapulty Orbitery, bowiem jak zapoznamy się z tymi kosztami to i pomysł szybko zblednie. Dla szacunkowego porównania kilka liczb: szacunkowy koszt nabycia jednego MQ-9 Reaper (najbardziej "popularny" uzbrojony BSP) to około 23 mln USD (ceny dla USAF, my zapłacimy więcej, musimy przecież dołożyć się choćby do kosztów R&D), przeliczeniowo przy obsłudze czterech Reaperów pracuje około 105 osób (przy 4 x F-16 ok. 145, dane z USAF), roczny koszt utrzymania i obsługi (z ludźmi, stawki z USAF) przy 7300 h w powietrzu to 27,7 mln USD przy BSP, a dla F-16C 51,8 mln USD. Trzeba jednak pamiętać, że średni okres użytkowania BSP szacowany jest na około 10 lat (jednostkowy nalot roczny 1825 h na BSP) i 5,5 roku dla F-16 (łączny nalot 10000 h podzielony przez 1825 dla MQ-9). Biorąc pod uwagę koszty amortyzacji (4 MQ-9 to 90 mln USD, 4 F-16C Block 52 to 188 mln USD) do naszych kosztów dodajemy odpowiednio 9,2 mln USD rocznie w przypadku BSP (4 sztuki) oraz 34 mln USD w przypadku F-16C (4 sztuki). Podsumowując, roczne użytkowanie 4 MQ-9 z kosztami obsługi i amortyzacji to 36,9 mln USD a dla myśliwców załogowych 85,8 mln USD. Czyli, teoretycznie BSP Reaper jest tańszy ponad 2 razy od F-16. Nie możemy jednak zapominać, że udźwig bezzałogowca to około 1400 kg uzbrojenia, F-16C to nawet 10000 kg. Stopień skomplikowania realizowanych misji (od zastosowanych środków bojowych, pokonywanie obrony przeciwlotniczej przeciwnika, po walkę powietrzną), a przede wszystkim zdolność do reakcji na zmienne warunki działania przemawia również za samolotem załogowym. Trudno nazwać Reapera, nawet przy niższych kosztach, faktycznym następcą nawet i Su-22. Oczywiście Reaper się sprawdza na misjch pokojowych, w konfliktach asymetrycznych, gdy nie ma dużego natężenia walki a po wielogodzinnym czuwaniu w powietrzu dokonuje się jednego, precyzyjnego uderzenia uzbrojeniem kierowanym w cel naziemny.
Powyższe wyliczenia należy traktować z odpowiednim przbliżeniem, pokazują jednak istotę problemu - decyzje o zmianach strukturalnych, wprowadzaniu nowych typów uzbrojenia i sprzętu należy poprzeć rzetelną analizą. Której naszym decydentom wojskowym, zanim zaczną mówić o "setkach nowych wozów bojowych i dziesiątkach BSP" szczerze życzymy.
(MC) wyliczenia za blogiem Jamesa Hasika