2013-07-24 18:58:30
Polska nie może, ale Malta nie widzi problemu
Polityka morska to coś, czego brakuje w Polsce i musimy uczyć się na innych. Kolejny przykład płynie z Malty - państwa, którego siły zbrojne liczą kilka tysięcy żołnierzy, a roczny budżet to około 80 mln dolarów.

Holenderski okręt desantowy HNLMS Johan de Witt, baza dla maltańskiego zespołu abordażowego - fot. US Navy
Ten niewielki i wydający skromne środki na obronę kraj robi coś, czego nie potrafi Polska. Otóż władze zdecydowały się wysłać zespół abordażowy, który dołączył do międzynarodowych sił zwalczających piractwo morskie w rejonie Oceanu Indyjskiego oraz wybrzeża Afryki. 22 osobowy oddział współpracuje z Holendrami, przeszedł szkolenie i opanował holenderskie procedury (związane z wykorzystywaniem śmigłowców transportowych oraz łodzi półsztywnych), po czym trafił na pokład okrętu desantowego HNLMS Johan de Witt - jednostki, która obecnie jest w drodze do rejonu działań. Maltański zespół spędzi tam całą turę operacyjną okrętu, która potrwa cztery miesiące (wyszedł w morze 14 lipca, a obecnie znajduje się na Morzu Śródziemnym).
W ramach europejskiej operacji przeciwpirackiej Atalanta, swoje siły skierowały w rejon Rogu Afryki takie "potęgi" jak Czarnogóra, Luksemburg, Rumunia, Estonia, Litwa, "neutralna" Szwecja, Chorwacja, Finladnia - część z nich (ze względu na braki sprzętowe skierowała jedynie zespoły abordażowe czy samoloty patrolowe). Co ciekawe, wśród nielicznej grupy państw, które całkowicie nie uczestniczą w tej operacji (nie licząc szefa sztabu stałego zespołu fregat NATO komadora porucznika Piotra Niecia) jest Polska (najprawdopodobniej jesteśmy jedynym krajem basenu Morza Bałtyckiego, który nie wspiera działań społeczności międzynarodowej, a także jednym z dwóch-trzech należących do Unii Europejskiej). Co ważne, nie trzeba od razu wysyłać jednej z naszych fregat, wystarczyłoby skierować choćby zespół abordażowy, który stacjonowałby na jednym z sojuszniczych okrętów.
Nie jest odkrywczym także inny fakt - w przeciwieństwie do niepopularnej (społecznie) misji w Afganistanie, która generuje olbrzymie koszty oraz straty ludzkie, ewentualna misja na Rogu Afryki byłaby tańsza i bezpieczeniejsza dla personelu (a do tego cały czas byśmy udzielali się międzynarodowo) - no cóż, polityka morska w kraju nad Wisłą nie jest jednak priorytetem.
(ŁP)