2014-09-17 06:52:08
Do Iraku mogą wkroczyć amerykańskie wojska lądowe
Przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabu, generał Martin Dempsey, podczas spotkania z amerykańskimi senatorami w związku z poszukiwaniem wsparcia na wydatki w rejonie Bliskiego Wschodu, zapowiedział rekomendację do wysłania do Iraku oddziałów lądowych w przypadku niepowodzeń w likwidacji Państwa Islamskiego. W praktyce wzrost amerykańskiego zaangażowania i tak postępuje, wkrótce w Iraku ma być już 1600 amerykańskich wojskowych.
Obecnie generał Dempsey nie widzi potrzeby do kolejnych wzmocnień. Amerykańska strategia opiera się o punktowe ataki lotnicze, szkolenie sił lokalnych oraz tworzenie międzynarodowej koalicji. Problemem w zwalczaniu radykałów są również ich stosunkowo bezpieczne bazy na terenie Syrii. Generał Dempsey oraz sekretarz obrony Chuck Hagel rozmawiali z senatorami w sprawie 500 mln USD przeznaczonych dla wyszkolenia i uzbrojenia 5000 syryjskich oponentów Państwa Islamskiego. Według Dempseya, takich bojowników tylko w Syrii potrzeba około 12000. Stosunkowo korzystniejsza sytuacja występuje w Iraku, tutaj oparcie lądowej ofensywy to przede wszystkim oddziały kurdyjskie oraz armia podległa władzom centralnym Iraku.
W przedstawionej w ostatnich dniach przez prezydenta Baracka Obamę strategii walki z Państwem Islamskim, znalazły się zapisy o atakach z powietrza, nie tylko jak dotychczas w Iraku, ale również na terytorium Syrii. Nabiorą one znaczenia w sytuacji obecności na lądzie wyekwipowanego przez Amerykanów wspomnianego 5 tysięcznego zgrupowania. Według ekspertów, oparcie działań na lądzie o wojska zewnętrzne może okazać się niewystarczające i w końcu Amerykanie i tak zostaną zmuszeni do wysłania własnych oddziałów, co we wtorek pierwszy raz zasygnalizował generał Martin Dempsey.
(MC)