Serwis używa cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.
zamknij   

szukaj

2013-04-29 09:44:27

Bez pośredników - rozmowa z gen. Mirosławem Różańskim o reformie dowodzenia

     Rozmowa z gen. dyw. dr Mirosławem Różańskim, aktualnie dyrektorem Departamentu Strategii i Planowania Obronnego MON oraz pełnomocnikiem Ministra ON ds. Wdrażania Nowego Systemu Zarządzania, Dowodzenia i Kierowania Siłami Zbrojnymi Rzeczypospolitej. Podczas rozmowy w naszym zainteresowaniu znajdowała się głównie problematyka dotycząca reformy dowodzenia i kierowania SZ. Podjęliśmy próbę, by Czytelnik Dziennika Zbrojnego mógł zrozumieć powody, dlaczego ma być wprowadzona, jej główne założenia, wyjaśnienia wątpliwości.

DzZ: Panie Generale, nasi Czytelnicy znają ogólne założenia reformy systemu dowodzenia i kierowania Siłami Zbrojnymi, komasacja czterech dowództw Rodzajów Sił Zbrojnych w jedno Dowództwo Generalne RSZ, wzmocnienie roli Dowództwa Operacyjnego. Dla uporządkowania rozmowy prosimy jednak o kilka zdań wprowadzających w projekt, dlaczego powstał, jaki efekt końcowy ma przynieść?

Gen. dyw. Mirosław Różański: Musimy zdać sobie z tego sprawę, że po 1989 roku zaszły w całym naszym kraju daleko idące zmiany. Z chwilą kiedy Polska weszła do sojuszu NATO, czyli wiosną 1999 roku, a jeszcze szczególnie od czasu, od kiedy zaangażowanie polskich żołnierzy ma wymiar nie tylko szkoleniowy, ale praktycznie bojowy, Siły Zbrojne przeszły głęboką, daleko idącą transformację. Z licznej armii z poboru, zeszliśmy do poziomu, który dziś jest w miarę stały, czyli 120 tysięcy etatów liczonych wraz z NSR. I to należy mieć na uwadze. Z perspektywy tej dekady zaszło wiele zmian, ale te zmiany, w głównej mierze dotyczyły kwestii zmniejszenia stanu osobowego wojska, redukcji liczby garnizonów, likwidowania jednostek wojskowych. Przykładowo kiedyś było kilkanaście dywizji, dziś mamy ich tylko trzy. W momencie kiedy rozpoczęliśmy naszą działalność na misjach, swój początek miał proces modernizacyjny, który trwa w Siłach Zbrojnych również obecnie. Żołnierze dysponują nowym wyposażeniem i uzbrojeniem, nauczyli się wykorzystywać sprzęt który posiadają. To jest sekwencja ostatniej dekady. Ale trzeba powiedzieć, że zmiany dotyczyły głównie poziomu taktycznego, czyli od dywizji w dół. Natomiast co wzbudza emocje, to w tym okresie, absolutnie dobrze się miały i jeszcze mają instytucje centralne. Urząd Ministra Obrony Narodowej we wskazanym przeze mnie horyzoncie dekady zwiększył się o 30% proporcjonalnie do wielkości wojska, natomiast dowództwa które również rozwijały się przez ten czas, zwiększyły swoją liczebność trzykrotnie...

Mówimy o liczbie dowództw czy etatów?

Mówimy o liczbie żołnierzy i pracowników. Niekiedy takie porównania są trochę fałszujące obraz, ale jednak zaryzykuję podanie takiego przykładu. Były kiedyś okręgi wojskowe, Śląski Okręg Wojskowy liczył blisko 100 tysięcy żołnierzy i za wyjątkiem Marynarki Wojennej obejmował praktycznie wszystkie formacje jakie funkcjonowały w Siłach Zbrojnych. Natomiast dowództwo tego okręgu wojskowego, czyli organ dowodzący, to było raptem 600 ludzi. Jeżeli przełożymy to na dzisiejsze Siły Zbrojne, gdzie mamy podobny potencjał i spojrzymy na instytucje nim zarządzające, otrzymujemy wielkości imponujące – kilkanaście tysięcy żołnierzy i pracowników wojska. Dziś mamy bowiem Sztab Generalny Wojska Polskiego, dowództwa Rodzajów Sił Zbrojnych, Dowództwo Operacyjne SZ, Inspektorat Wsparcia SZ, dodatkowe komponenty jak Żandarmeria Wojskowa, czy Dowództwo Garnizonu Warszawa. Ta sytuacja była dostrzegana.

Postanowieniem z listopada 2011 roku, Zwierzchnik Sił Zbrojnych, spośród wielu kierunków dotyczących zmian w systemie obronnym wyartykułował również potrzebę zreorganizowania struktury dowodzenia szczebla strategicznego i operacyjnego. W postanowieniu wskazano, aby został dokonany podział na organ planistyczny, na ten który będzie przygotowywał wojska do wykonania zadań oraz ten który będzie dowodził...

Ten podział był "narzucony" ze strony Prezydenta?

Prezydent Bronisław Komorowski, a także jego doradcy, z problematyką obronności są związani od dawna. Prezydent był wiceministrem, ministrem obrony narodowej, przewodniczącym sejmowej komisji obrony. Kwestie dowodzenia na szczeblu centralnym znał i mógł śledzić na bieżąco, uczestniczył w istotnych procesach. Samo postanowienie z jesieni 2011 roku zawierało postulat, aby został zdefiniowany Sztab Generalny WP jako organ planistyczny, oraz, że w systemie dowodzenia i kierowania SZ powinny funkcjonować dwa organy dowodzenia szczebla najwyższego, zajmujące się przygotowaniem żołnierzy oraz dowodzeniem. Dowództwo Operacyjne Sił Zbrojnych, które od kilku lat funkcjonuje jest odpowiedzią na to co się dzieje w sojuszu NATO, dowództwa połączone zaczynają być najważniejszymi graczami, nie są odosobnioną formułą w systemach dowodzenia...

...a dzisiejszy Sztab Generalny WP, nie jest formą dowództwa połączonego?

Oczywiście tak. Pracują tam oficerowie z praktycznie wszystkich rodzajów wojsk jakie mamy w Siłach Zbrojnych Rzeczypospolitej. Tylko proszę zauważyć, że wyobrażenie, typowe szczególnie na poziomie taktycznym, dotyczące tak zwanego jednoosobowego dowodzenia, nie ma przełożenia na wyższych szczeblach. To oczywiście cecha wojska, ale kiedy zbliżamy się do poziomu strategicznego, musimy mieć świadomość, że aby racjonalnie realizować procesy związane z planowaniem, przygotowaniem użycia wojsk i ich wsparcia, muszą funkcjonować wyspecjalizowane w tym procesie agendy. Dziś od Sztabu Generalnego - który możemy także określić think tankiem - oczekujemy by planował użycie sił zbrojnych, tworzył perspektywiczne plany dostosowane do sytuacji które mogą zaistnieć, tworzył scenariusze wariantowe i hipotetyczne. Nie chcemy by tak jak ma miejsce teraz, planował bieżąco, na dziś, na rok 2013. Sztab Generalny, pozbawiony zadań związanych z dowodzeniem bieżącym, kreując myślenie strategiczne, perspektywiczne, będzie mógł określić misje jakie mogą być przewidziane dla Sił Zbrojnych. A zagrożenia są różnorakie, zmieniają się, kto kilka lat temu poważnie spoglądał w cyberprzestrzeń, dziś mówimy o tym jako o poważnym rodzaju konfliktu. Chcemy również by Sztab Generalny – co dziś także robi - programował rozwój samych Sił Zbrojnych. To musi być formuła perspektywiczna, co najmniej w horyzoncie dekadowym. Przygotowanie takich programów to jest naprawdę złożony proces, który wymaga analiz, syntez i daleko idących opracowań.

Owe programy przecież powstawały w Sztabie Generalnym, dlaczego nie mogło pozostać „po staremu”?

Dobrze, to zadam takie przewrotne pytanie. Jak dużo środków finansowych nie było wykorzystanych przez resort obrony narodowej w ostatnich latach? Skąd to się bierze? Sztab Generalny zajmuje się wszystkim. Dowodzeniem bieżącym, codziennym, czyli tak naprawdę, zdarzeniem, które miało miejsce w Świętoszowie, Żaganiu, Giżycku. Sztab Generalny zajmuje się tym co się dzieje w Afganistanie, czy na Bałkanach. Wszystkie te nitki zawsze prowadzą do jednego miejsca. Kolejna sytuacja, co już chyba jest takie typowe: jeżeli sami pewne przedsięwzięcie projektujemy, później mamy dokonać oceny tego przedsięwzięcia, czy to będzie spojrzenie obiektywne czy subiektywne? Będzie nacechowane subiektywizmem. To właśnie były założenia jakie legły u podstaw naszych rozważań. Ale nie tylko wojskowi to dostrzegali.

Warto zaznaczyć, że jesteśmy krajem demokratycznym z cywilną kontrolą nad Siłami Zbrojnymi. Regulacje ustawowe nakładają pewne obowiązki w tym zakresie na Prezydenta, na rząd. Między innymi, Prezydent jest zobowiązany do wydania głównych kierunków rozwoju i to zrobił, na wniosek ministra obrony narodowej. Wszystko jest konsekwencją zdarzeń - Prezydent wskazuje główne kierunki, następnie są one w większych szczegółach opracowywane przez rząd i wytyczne wydaje sam MON. Rząd również w swoim dokumencie, w sposób jednoznaczny zgodził się z Prezydentem, że należy dokonać reorganizacji systemu kierowania i dowodzenia SZ. Zawarto tam precyzyjne zapisy, że należy zintegrować cztery dotychczasowe dowództwa Rodzajów SZ w jedno.

Kiedy od stycznia 2012 zostałem włączony do tego procesu, do zespołu, który został powołany przez ministra ON w listopadzie 2011 roku, wkrótce jak Prezydent wydał postanowienie, dokonaliśmy podziału zadania na elementy cząstkowe. Zadaliśmy pytania co należy zrobić aby je wykonać? Z tego wszystkiego wyszły nam założenia, które przyjęliśmy jako fundament naszych rozważań. Założeniem było, że jeżeli już mamy dokonać reformy w zakresie kierowania i dowodzenia SZ, to należy zaprojektować taką strukturę, która będzie optymalna w czasie pokoju, ale jednocześnie będzie funkcjonalna w trakcie kryzysu czy wojny. Jest taki zapis w ustawie o stanie wojennym i kompetencjach Naczelnego Dowódcy, który mówi o tym, że organy władzy cywilnej w stanie wojennym funkcjonują w dotychczasowych strukturach organizacyjnych. Oznacza to, że administracja cywilna zagwarantowała sobie formułę stałości struktur na czas pokoju i wojny. Natomiast co się ma dziać w Siłach Zbrojnych? Przykładowo w czasie pokoju jest nas czterech, ale na czas wojny, wszystko się zmienia, będzie nas trzech czy trzynastu? Skąd te kolejne osoby zazwyczaj pozyskujemy? No to weźmiemy od sąsiada z boku, od kogoś z innego pokoju. My uważamy inaczej, trzeba stworzyć taką strukturę która będzie funkcjonalna w czasie pokoju i w czasie wojny.

...mimo wszystko nie będzie rozbudowywana w czasie wojny?

Forma będzie ta sama. Oczywiście są takie stanowiska, np. pewne grupy analityków, oficerów łącznikowych itp., gdzie nie ma potrzeby utrzymywać ich w czasie pokoju w takiej liczbie w jakiej są oczekiwani w czasie wojny, dopiero wówczas będziemy ich pozyskiwać z zasobów rezerwowych. Ale kościec, fundament, powinien być absolutnie ten sam. W ubiegłym roku tworzyłem sympozjum poświęcone roli i zadaniom Naczelnego Dowódcy, zaprosiłem osoby które zajmują się problematyką obronności, również ze środowisk cywilnych. Jeden z prelegentów, z Uniwersytetu Warszawskiego podkreślił to, iż struktury doraźnie organizowane zawsze cechują się niedoskonałością. Myślę, że powinniśmy czerpać również z takich przemyśleń. Nie można na czas wojny stworzyć absolutnie czegoś nowego. Co się dzieje w NATO? Przykładowo w Afganistanie, gdzie jesteśmy podwładnymi dowództwa regionalnego RC-East - tam przyjeżdża etatowe dowództwo dywizji, wzmocnione, to jest fakt, ale etatowe. My wysyłamy dowództwo Polskich Sił Zadaniowych, budowane na bazie brygad, ale to co jest w strukturze w Polsce to jedno, a to co wysyłamy na misję to jest całkiem coś innego. Wnioski z doświadczeń z naszego zaangażowania w misjach mówią, że inaczej musimy podejść do kwestii struktur dowodzenia.

Musimy mieć świadomość, że rozmawiamy o dwóch obszarach, strategiczno-operacyjnym, w jego skład wchodzą Sztab Generalny, dowództwa RSZ i szczeblu taktycznym. Nie można rozpatrywać jednego w oderwaniu od drugiego, to są naczynia połączone. Bo chyba się zgadzamy, że dziś jest pewna nadbudowa szczebla centralnego i proporcje są odwrócone. Musimy to teraz uporządkować. Przyjęliśmy również pewne założenie, że elementy strukturalne mają być funkcjonalnymi, aby nie było tej migracji która dziś występuje – wydzielania, zalążków itd. Chcemy tego uniknąć.

Wracając do kwestii zadań i dowództw połączonych. Kilkanaście lat temu, gdy kończyłem Akademię Obrony Narodowej, zadania rozpatrywaliśmy z punktu idzenia naszej formacji. Ja zmechanizowanej, ktoś inny pancernej i tak dalej. Do głowy nam nie przychodził wymiar powietrzny. Lotnictwo oczywiście funkcjonowało, ale odbywało się to na zasadzie, że przylecą i wesprą nasze działania. Epizodycznie. Potem powstała kawaleria powietrzna, lądowa jednostka wykorzystująca śmigłowce, czyli wymiar powietrzny. Ciągle w tym temacie mamy sytuację związaną z wyzwaniami, na te wyzwania powinniśmy odpowiedzieć. Ja jestem przekonany, że istnieje potrzeba zreorganizowania tego systemu na poziomie strategiczno-operacyjnym. Ktoś może powiedzieć, że to są odczucia moje, dobrze, ale ja mogę ich bronić. Przyjęcie pewnego algorytmu postępowania w czasie pokoju, według standardów wojennych, niczemu nie przeszkadza. Doprowadza do sytuacji, że ludzie wiedzą co mają robić, znają narzędzia którymi mają się posługiwać, wiedzą jak z nich efektywnie korzystać.

Mówił Pan Generał o ostatniej dekadzie, o doświadczeniach z misji w Iraku i Afganistanie, ale czy można operację ekspedycyjną przełożyć bezpośrednio na wnioski dotyczące obrony terytorium Polski, państwa granicznego NATO, o innej specyfice niż np. Francja, Stany Zjednoczone czy nawet sąsiednie Niemcy?

Jeżeli mówimy o organie dowodzenia to powiem – tak, możemy. Ponieważ proces dowodzenia składa się z planowania, organizowania i kierowania działaniami. Te trzy fazy które mamy, to czy to będzie dotyczyło procesu szkolenia, usuwania skutków klęski żywiołowej czy prowadzenia działań na dużą skalę, mamy zawsze do czynienia z wymienionymi trzema fazami. Ta formuła jest uniwersalna. Zawsze musimy dokonać oceny środowiska, kalkulacji sił jakich chcemy użyć, musimy to zorganizować, aby każdy wiedział co ma robić, następnie tym procesem trzeba będzie pokierować. W zależności od tego, czy to będzie Afganistan czy działania na terytorium Polski, zmieni się tylko treść wypełniająca poszczególne etapy.

Kontyngent działa z dala od naszego kraju i możemy tutaj, w Polsce, bez pośpiechu przygotowywać siły, które później przeznaczamy na misję. Zmieniamy podporządkowanie i transportujemy wojska na teatr działań. Czy gdy oba dowództwa, to przygotowujące siły, jak i to kierujące nimi, będą funkcjonować na tym samym terytorium, obszar ich działania geograficznie będzie się pokrywał, czy nie dojdzie do konfliktu między nimi? Misja ekspedycyjna jest bardziej klarowna, jest baza – Polska, oraz obszar działania, np. Afganistan.

Jeżeli spojrzymy na art. 26 Konstytucji, czyli przykładowo, dojdzie do konfliktu zbrojnego, to może on objąć część kraju albo nawet i całe terytorium Polski. Jeżeli dojdzie do sytuacji konfiktu, to musimy mieć świadomość, że będą wojska zaangażowane w realizację walki zbrojnej, ale będzie musiał być także ktoś, kto będzie przygotowywał rezerwy, uzupełnienia – osobowe i materiałowe. Kompetentna instytucja musi to koordynować. W konflikt na terenie kraju będzie zaangażowanych wiele służb, te podległe ministerstwu spraw wewnętrznych, te zapewniające ochronę społeczeństwa - będzie wielu graczy w tym procesie. Dzięki zmianom stwarzamy sytuację, że Dowódca Operacyjny będzie tym, który poprowadzi walkę zbrojną, natomiast Dowódca Generalny, który w czasie pokoju będzie odpowiadał za przygotowanie jednostek wojskowych, w trakcie konfliktu dalej będzie ten proces prowadził. Przed Dowódcą Generalnym stoją ważne zadania związane z trwającą przebudową armii. Nie mamy już żołnierzy z poboru, nie chodzi o proste cykle szkoleniowe. Żołnierz profesjonalny wymaga nowego, kompleksowego i złożonego podejścia do szkolenia.

Wkrótce skończy się misja w Afganistanie, czym w takiej sytuacji na co dzień zajmować się będzie rozbudowane Dowództwo Operacyjne RSZ? Czy nie dojdzie w tej strukturze do pewnego marazmu?

Nie uważam tak. Po pierwsze, Dowództwo Operacyjne będzie miało w podporządkowaniu dzisiejsze dwa Centra – Operacji Powietrznych oraz Morskich. To są dwa elementy, które już w czasie pokoju wykonują zadania bojowe.

Zgoda, ale skala tego, co jest prowadzone w czasie pokoju, a skala tego, do czego Dowództwo Operacyjne jest zasadniczo przygotowywane – konflikt zbrojny, to dwa różne poziomy złożoności. Mówiąc kolokwialnie, czy generałowie z Dowództwa Operacyjnego będą mieli co robić?

Prócz wspomnianych centrów są jeszcze działania w sytuacjach kryzysu związanego z katastrofą naturalną czy techniczną, dziś nie jest to koordynowane. Mówimy o całym spektrum zarządzania kryzysowego, nie na zasadzie reakcji na zdarzenie, ale nowego podejścia do tych kwestii, pełnego, 24-godzinnego monitoringu. Do podjęcia wielu decyzji nie będzie trzeba angażować przełożonych, będą to już automatyczne, zgodne z procedurami działania. Są patrole saperskie. Są również takie jednostki, które już w czasie pokoju wykonują pewne zadania, jednak ze względu na ich charakter, nie doprecyzuję tego. Wszystkie środki jakie są na tzw. dyżurach bojowych znajdą się w podporządkowaniu Dowództwa Operacyjnego. Moim zdaniem w Dowództwie Operacyjnym będą mieli co robić.

Prezydent podpisał postanowienie o pracach nad reformą jesienią 2011 roku, mam pytanie o to, czy na początku ambicje co do skali zmian były większe, niż efekt końcowy projektu, czy planowaliście zrobienie czegoś więcej, czy mocno musieliście iść na kompromis, z powodu kwestii politycznych czy nawet solidarności koleżeńskiej, sprawa dotyczy przecież kadry dowódczej najwyższego szczebla. Tak w ogóle, dlaczego teraz mamy wprowadzać tak diametralne zmiany?

Od samego początku mamy założony cel, absolutnie nie odpuszczaliśmy, nie chcieliśmy liberalizować naszego podejścia do kwestii związanych z realizacją tej reformy. Nie ma mowy o drodze na skróty. Padają oczywiście takie pytania – dlaczego teraz? Odpowiadam przewrotnie, czy dziś jest dobrze? Okazuje się, że nie. Jeżeli my, żołnierze, przeanalizujemy wnioski z ćwiczeń, wnioski z kontroli, to one wskazują na potrzebę podjęcia działania. Pewne rzeczy należy zmienić, udoskonalić, poprawić. Jak długo mamy jeszcze czekać i nie wprowadzać tego w życie?

Są jednak pewne wyzwania jakie stoją przed instytucjami centralnymi, jak Program Modernizacji Technicznej SZ na lata 2013-2022. Szczególnie, że jest on na początkowym etapie realizacji, dopiero wypracowuje się pewne założenia, podejmuje się decyzje. Czy reforma nie zakłóci tego procesu?

Moim zdaniem wręcz odwrotnie. Absolutnie potrzebna jest synergia, ciągle mamy problem by proces realizacji modernizacji przebiegał płynnie. Chcemy stworzyć system, by gdy napotka on problem, nie był on omijany, ale rozwiązywany. Najlepszym przykładem skuteczności dzisiejszych rozwiązań jest to, że 10 lat czekamy na specjalistyczne wersje transportera Rosomak. Dla modernizacji technicznej nawet lepiej zrobić reformę dziś, nim zaczęliśmy wydawać te miliardy złotych, będą one lepiej spożytkowane.

A misja w Afganistanie, nie lepiej było poczekać ze zmianami w Dowództwie Operacyjnym przynajmniej do końca 2014 roku? Reforma nie będzie miała wpływu na skuteczność zarządzania kontyngentami?

Najważniejsze zadania stoją przed dowódcą będącym na miejscu, w tym wypadku w Afganistanie. Nie uważam, by rozbudowa Dowództwa Operacyjnego mogła mieć jakiś negatywny wpływ na procesy zarządzania kontyngentami. Z kolei nie możemy dziś uznać za pewnik, że po 2014 roku sytuacja nie zmusi nas do kolejnych wojskowych wyzwań. Nie można odkładać wprowadzenia pewnych standardów dziś uznanych za skuteczniejsze.

Jak zreformowane Dowództwo Operacyjne RSZ ma w ogóle dowodzić, skoro dziś każdy z Rodzajów Sił Zbrojnych ma własny system wsparcia dowodzenia, przede wszystkim nie są one kompatybilne?

Dlatego to co my robimy, położy temu kres. Do czego doprowadziliśmy dziś? Każdy Rodzaj Sił Zbrojnych tworzy własne założenia, często brakuje w tym wszystkim pewnego wspólnego, systemowego mianownika. W końcu ustalamy jednego organizatora procesu, tworzymy struktury i ten zarządzający połączonym dowodzeniem otrzyma również niezbędne narzędzia.

Dowództwa Rodzajów Sił Zbrojnych zostaną zredukowane do formy Inspektoratów. Aktualnie są elementem w drabinie dowodzenia, to nim podlega duża część jednostek wojskowych, związków taktycznych, pułki, brygady. Czy Dowództwo Generalne nie będzie zarządzać zbyt rozbudowaną pod kątem liczby podmiotów organizacją?

To zostanie również zmienione. Na przykład dywizje, flotylle czy skrzydła zostaną wzmocnione. Do dywizji powrócą pododdziały wsparcia działań, np. pułki artylerii czy rozpoznawcze. Chcemy, by Dowództwo Generalne w sposób wydajny zarządzało podległymi wojskami.

Dużo wojsko zaoszczędzi etatów i środków finansowych na zmianach?

U podstaw reformy systemu dowodzenia nigdy nie stało zyskanie dodatkowych oszczędności tylko tworzenie efektywnego systemu. Żołnierzom dla których nie będzie miejsca w nowej strukturze, zaproponowane zostaną inne miejsca służby. Część z nich wzmocni struktury dowodzenia na szczeblu taktycznym, część zajmie wakujące w tej chwili stanowiska, jeszcze inni odejdą na emeryturę co wynika z corocznej fluktuacji kadry w SZRP lub skorzystają z formy rezerwy kadrowej.

Zapytamy jeszcze o tzw. „pierwszego żołnierza”. W projekcie mowa, że będzie nim Szef Sztabu Generalnego WP, z drugiej strony na czas wojny ma być powoływany Naczelny Dowódca, tutaj często wskazuje się, by był nim przygotowany już w czasie pokoju Dowódca Operacyjny RSZ. Dlaczego to właśnie ten drugi nie jest „pierwszym żołnierzem”?

Po pierwsze, nie mnie oceniać ustawę zasadniczą, czy inne ustawy. Wojsko jest apolityczne, nie poddajemy pod osąd decyzji organów cywilnych. My możemy tylko sygnalizować. Dziś, jeżeli mowa o Naczelnym Dowódcy, prerogatywa spoczywa tak naprawdę w dwóch rękach, Prezydenta jako Zwierzchnika SZ oraz Prezesa Rady Ministrów. Jest to umocowane konstytucyjnie i ustawowo. Obrona państwa nie jest domeną ludzi w mundurach, Siły Zbrojne to tylko jeden z elementów, swoje zadania ma każdy z ministrów, każda ze służb. Szef Sztabu Generalnego WP odpowiada za planowanie strategiczne, projektuje rozwój Sił Zbrojnych, on tak jak dziś wchodzi w skład urzędu Ministra Obrony Narodowej, jest jego bezpośrednim i najbliższym doradcą, jest więc na styku organów politycznych i wojskowych. Dodatkowo reprezentuje Siły Zbrojne na arenie międzynarodowej. Są argumenty za tym, by to właśnie on był w czasie pokoju „pierwszym żołnierzem”. Kto zostaje Naczelnym Dowódcą, zadecydują wspomniane wcześniej dwa ośrodki władzy cywilnej.

Jak te trzy ośrodki dowodzenia, Sztab Generalny WP, Dowództwo Generalne i Operacyjne RSZ będą się uzupełniać? Kto będzie sprawdzał, czy dobrze wykonują swoje zadania?

Myślę, że to kwestia bardzo precyzyjnego opisania, kto za co odpowiada.

Wszystko można tak opisać? Czy nie istnieje obawa, że np. Dowództwo Generalne słabo wypełni zadania związane ze szkoleniem, uzupełnieniami, przecież to nie ta struktura będzie musiała korzystać z efektów swojej pracy?

Nie mam obawy. Sztab Generalny WP będzie miał funkcje kontrolne i nadzorcze. Uważam, że to nie będzie sprawdzanie tylko końcowego efektu, ale także i zadań cząstkowych, tak by móc pewne niedociągnięcia stosunkowo wcześnie korygować. Na samą kwestię kontroli powinniśmy również spojrzeć z innej strony. To nie przysłowiowa „owieczka i rzeźnik”. Bardziej praktyczne jest myślenie, że wykrycie niedociągnięć to sukces dla całego systemu. Przecież w czasie pokoju, braku zagrożenia, udało się nam znaleźć pewne wadliwe elementy. Zachęcam do innego spojrzenia na ten temat. Zakładamy, że pierwszym etapem oceny działania systemu jaki tworzymy będzie 2015 rok.

Panie Generale, czy po 2014 roku działaniami Marynarki Wojennej będziemy kierować z Warszawy?

No nie, Bałtyku w Warszawie nie ma. W Gdyni musi być ośrodek dowodzenia potencjałem Marynarki Wojennej, flotylle będą stacjonowały nad morzem...

...flotylle oczywiście, to jak dywizje, wszystkie nie przyjadą do Warszawy, chodzi o wyższe szczeble dowodzenia, dziś jest to Dowództwo Marynarki Wojennej.

Centrum Operacji Morskich będzie oczywiście w Gdyni. Nie wyobrażam sobie, by mogło być one w Warszawie. Dowodzenie operacyjne MW będzie prowadzone znad morza. Oczywiście pewne ruchy kadrowe będą wymuszone w ramach projektu tworzenia w Warszawie Inspektoratu Marynarki Wojennej, ale nie jest to taka skala o jakiej mówi się w mediach. Sam Inspektorat, wchodzący w skład Dowództwa Generalnego RSZ, będzie zajmował się głównie wypracowaniem kwestii szkoleniowych i administrowaniem.

A Wojska Specjalne? Czy one, w nazwijmy to wojskowej „globalizacji”, nie stracą swojej specyfiki, autonomii?

Wiem, że nie zadowolę swoją odpowiedzią, ale o Wojskach Specjalnych winno się mówić jak najmniej, o detalach, o strukturach, metodach szkolenia. Nie możemy również zapominać, że Wojska Specjalne muszą funkcjonować w ramach całego systemu Sił Zbrojnych, mają w tym względzie istotne zadania w ugrupowaniu strategiczno-operacyjnym. Sami koledzy z dowództwa z Krakowa mają świadomość, że nie działają dla siebie, ale na rzecz całości. Często o tym rozmawiamy. Mogę powiedzieć, że po tej reformie Wojska Specjalne wyjdą wzmocnione, a nie osłabione. Dalej będą posiadać dzisiejszą autonomiczność, otrzymają wyjątkowy status, także w związku z zadaniami jakie wypełniają.

Panie Generale, dziękujemy za poświęcony czas i przede wszystkim za wyjaśnienia dotyczące reformy. Myślę, że kilka kwestii sobie wyjaśniliśmy, przynajmniej nasz pogląd na ten temat się trochę poszerzył.

Również dziękuję za rozmowę i mam nadzieję, że przybliżyłem trochę kwestie nad którymi pracujemy.

Generał dywizji Mirosław Różański jest Dyrektorem Departamentu Strategii i Planowania Obronnego oraz Pełnomocnikiem MON ds. Nowego Systemu Zarządzania, Kierowania i Dowodzenia SZRP. Wcześniej dowodził 11. Dywizją Kawalerii Pancernej i 17. Wielkopolską Brygadą Zmechanizowaną oraz 1. Brygadową Grupą Bojową w Iraku w 2007 roku. Pełnił również służbę w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego. Tworzył pierwszą w Wojsku Polskim szkołę dla strzelców wyborowych i wdrażał do służby Kołowe Transportery Opancerzone Rosomak.

Wywiad: Mariusz Cielma, Karol Nowicki.
Zdjęcia: mjr Szczepan Głuszczak, archiwum prywatne gen. dyw. Mirosława Różańskiego.




Rejestracja

Funkcja chwilowo niedostępna

×

Logowanie

×

Kontakt

×
Symulatory czołgów Leopard 2PL

Symulatory czołgów Leopard 2PL

Pomiędzy Agencją Uzbrojenia a firmą Autocomp Management Sp. z o.o. 19 grudnia br. podpisano umowę, której przedmiotem jest pozyskanie sześciu zesta...

więcej polecanych artykułów