2012-11-07 09:26:56
1/3 pilotów lojalna Assadowi
Syryjski generał lotnictwa oraz pierwszy kosmonauta tego kraju – 61 letni Fares Mohammed (zbiegł z Syrii w sierpniu br.) przekazał, że w atakach lotniczych na siły rebeliantów uczestniczy około 1/3 syryjskich pilotów (100-120 osób), lojalności pozostałych obawia się reżim. Piloci i ich rodziny mieszkają w wojskowych koszarach, co prócz potencjalnego osobistego bezpieczeństwa dla nich powoduje również, mniej lub bardziej otwartą presję reżimu na dalszą współpracę i wypełnianie zadań.
Chociaż „na papierze” stan ilościowy lotnictwa syryjskiego przedstawia się poważnie (około 400 samolotów i 200 śmigłowców), jednak w praktyce wiele sprzętu jest uziemionego z powodu wieku, kłopotów technicznych oraz braku części zamiennych. Pytanie również, na ile w kurczących się także fizycznie (zdobycze rebeliantów) magazynach sił powietrznych pozostało klasycznego uzbrojenia typu bomby czy amunicja do najczęściej specyficznych, działek małokalibrowych samolotów.
Zaprzeczono, po raz kolejny, obecności zachodnich ręcznych systemów przeciwlotniczych w rękach bojowników – Rosjanie określają liczbę Stingerów w Syrii na 50 zestawów. Chociaż sami rebelianci apelują o takie uzbrojenie, jednak nie otrzymają go. Powód jest prozaiczny. Zbyt duże ryzyko, że uzbrojenie tego typu wpadnie w ręce islamskich radykałów czy nawet i kurdyjskich partyzantów (sprzeciw Turcji). Muszą więc liczyć na łut szczęścia i zasobność zdobywanych magazynów armii rządowej.
Aktualnie w Doha (Dubaj) odbywa się kongres opozycji syryjskiej mający w końcu skonsolidować to środowisko i wyłonić jednolite władze. Jest to szczególnie istotne do prowadzenia rozmów o wsparcie międzynarodowe i wykazanie, że rozmówcy z Zachodu po drugiej stronie mają wiarygodnego partnera do negocjacji ale i wdrażania ustaleń. Na froncie wewnętrznym, czyli militarnej walce z reżimem Assada, wyczuwana jest pewna sytuacja patowa, przerywana mniej lub bardziej spektakularnymi działaniami bojowymi obu przeciwników. Każda ze stron ma interes w szybszym zakończeniu konfliktu, każdy ma swoje powody. Trwające walki przyczyniają się do destabilizacji środowiska regionalnego, co jest widoczne szczególnie w słabym Libanie i aktywności kurdyjskiej partyzantki w rejonie Turcji.
Warto jeszcze przypomnieć, że sam Fares spędził osiem dni na radzieckiej stacji kosmicznej Mir w końcu lat 80-tych.
(Krzysztof Kozłowski)