2012-06-14 21:25:50
Amerykanie w Afryce
Za rok na całym kontynencie afrykańskim Stany Zjednoczone będą dysponować 3000 tysiącami żołnierzy. Ich zadaniem będzie głównie szkolenie miejscowych sił oraz pomoc lokalnych mieszkańcom, ale nie tylko. Miesiąc temu US Army poinformowała o skierowaniu do Afryki oddziału wielkości brygady, w ramach nowego programu kierowania brygad w różne regiony świata. Ale i tak na całym kontynencie będzie tylu żołnierzy co w jednej prowincji afgańskiej. 3 tysiące to i tak dużo w porównaniu z tym co jest choćby teraz – 1200 żołnierzy. Powoli czasy lekceważenia kontynentu afrykańskiego mijają, również z powodu sadowienia się w tym rejonie świata ekstremizmu, głównie Al-Kaidy i Al-Shabaab.
Od 2007 roku w Afryce istnieje przynajmniej kilkanaście małych baz lotniczych, często mieszczących się w pojedynczym hangarze a prowadzących głównie siłami cywilnych kontraktorów, wojsk specjalnych czy sił lokalnych działania rozpoznawczo-wywiadowcze. Dziś realizowane są również większe operacje, około 100 amerykańskich komandosów poszukuje w centralnej Afryce osławionego watażkę Josepha Kony'ego. Prócz tego z powiązanego z Francją Dżibuti operują samoloty F-15E i bezzałogowce, uderzające głównie w cele w Somalii. Nie zmienia to jednak faktu, że rola wojsk USA w Afryce nie jest ofensywna.
Według Washington Post rdzeniem wywiadowczej obecności USA w Afryce jest Burkina Faso (w 2009 roku ok. 65 wojskowych) skąd prowadzi się operacje lotnicze nad Mali, Mauretanią czy Saharą (program Creek Sand). Co ciekawe, wolą wykorzystywać samoloty takie jak Pilatus PC-12 (wojskowe oznaczenie U-28, siły specjalne mają 21 takich maszyn) niż bezzałogowce, odpowiedź jest prosta, te pierwsze mniej rzucają się w oczy. Trwają działania by stworzyć nowe bazy w Sudanie Południowym (rejon Nzara) i Kenii. W tej ostatniej, batalion inżynieryjny US Navy rozbudowuje za ok. 10 mln USD pas startowy w bazie Manda Bay. Wszystko to po to, by mogły tam lądować w trudnych warunkach samoloty transportowe C-130 Hercules. Już dziś w Manda Bay są m.in. Navy Seals.
Region jest mocno niestabilny, jednak głównie lokalnie. Na dzień dzisiejszy US Army zgadza się na operowanie swoich żołnierzy ze względów bezpieczeństwa w 46 z 54 państw Afryki.
(Robert Ciechanowski)